Horatio zawadiaka
21 października 1805 rozegrało się najbardziej chyba znane morskie starcie - bitwa pod Trafalgarem. Poza znaczeniem historycznym i politycznym dla ówczesnego układu sił w Europie – ta morska batalia utwierdziła legendę geniuszu angielskiego admirała Nelsona.
HMS Victory - kiedyś groźne narzędzie zniszczenia, dziś okręt muzeum
Nigel's Europe/Flickr CC by SA

HMS Victory - kiedyś groźne narzędzie zniszczenia, dziś okręt muzeum

Artykuł opublikowany w Polityce nr 51/2005

Dzień był dobry na bitwę. Wiał lekki zachodni wiatr, posztormowa martwa fala była coraz niższa. Francusko-Hiszpańska Połączona Flota powoli w niezdarnym szyku szła na Gibraltar. Brytyjczycy szykowali się do walki. O godz. 10.30 admirał Villeneuve, dowódca floty napoleońskiej, wydał rozkaz zwrotu o 180 stopni – uciekał do hiszpańskiego Kadyksu.

Ostatnia bitwa

Na pokładzie „Victory” Horatio Nelson, po dwóch latach pobytu na morzu, niewiele miał do zrobienia. Plan bitwy był starannie przygotowany – wszyscy znali swoje zadania. Admirał podyktował testament, w którym opiece króla i ojczyzny polecał dwie kochane przez siebie kobiety – Emmę Hamilton i córkę Horację. Potem przystąpił do przeglądu okrętu, rozmawiał z marynarzami, sprawdził pomieszczenia dla rannych. Ostatniego wpisu do prywatnego dziennika dokonał ok. godz. 11 – była to modlitwa.

O 11.40 na „Victory” wywieszono „święty sygnał”, potem sygnał 16: „Wejść do bitwy”. Tuż przed 12.00 floty wciągnęły bandery rozpoznawcze. Pierwsze strzały oddał francuski „Fougueux”, próbując zniszczyć ożaglowanie „Royal Sovereign”. Kilka minut później dwie kolumny okrętów Nelsona przecięły linię sprzymierzonych i weszły w zwarcie z przeciwnikiem. Rozpoczęło się bitewne mêlée. Ostrzeliwano się z minimalnych dystansów – salwy armatnie oddawano nawet z okrętów sczepionych ze sobą burta w burtę. Jednostki wyłaniały się z kłębów prochowego dymu, by zniknąć w poszukiwaniu następnego przeciwnika. Na pokłady spadał takielunek i zestrzelone reje, z trzaskiem łamały się maszty.

Mimo liczebnej przewagi sprzymierzonych doskonale wyszkoleni Brytyjczycy szybko uzyskali przewagę – potrafili oddać salwę w 1 min 40 s, Hiszpanie potrzebowali aż 5 min, a Francuzi 3 min. Na morale marynarzy Nelsona miało też wpływ wysokie pryzowe, którego byli pewni pod tak znakomitym dowódcą.

O 18.00 było już po bitwie. Jedenaście ocalałych liniowców sprzymierzonych umykało do Kadyksu, Villeneuve dostał się do niewoli, a hiszpański admirał Gravina poległ. To był koniec napoleońskich marzeń o inwazji na Anglię. Zwycięstwo Anglików było niemal kompletne, ale zaprawione goryczą. Ukochany przez flotę admirał zginął trafiony ok. godz. 13.30 przez francuskiego strzelca. Kula przeszła przez lewy bark, przeszyła płuca i utknęła w kręgosłupie. Zniesiony do lazaretu żył jeszcze kilka godzin, przyjmując meldunki od oficera flagowego Thomasa Hardy’ego. Zmarł ok. 16.30. Miał 47 lat.

Kapitan

Zwycięska bitwa pod Trafalgarem była zwieńczeniem kariery Horatio Nelsona. Najwybitniejszy admirał swoich czasów urodził się w 1758 r. w rodzinie wiejskiego pastora. Dzięki protekcji wuja w wieku 12 lat wstąpił do służby – nabywał doświadczenia w różnorodnych warunkach, m.in. dowodził kutrem na płyciznach ujścia Tamizy, brał udział w ekspedycji polarnej, pływał do portów Bliskiego Wschodu i Indii. Jako dwudziestolatek został kapitanem 28-działowej fregaty „Hinchinbrook” w Indiach Zachodnich. Dał się poznać jako śmiały i energiczny oficer wytrwale dążący do celu. Paradoksalnie, pierwsze wojenne sukcesy osiągnął na lądzie – dzięki niemu w 1781 r. brytyjska ekspedycja zdobyła fort San Juan del Norte w Nikaragui. W dżungli ciężko się rozchorował i wrócił na Jamajkę, a później do Anglii. Tu objął dowództwo nad fregatą „Albemarle” skierowaną do Nowego Jorku – trwała wojna ze zbuntowanymi koloniami.

W 1783 r. wojna skończyła się zwycięstwem Amerykanów, Nelson zaś ponownie trafił na Karaiby. Na fregacie „Boreas” miał wymuszać przestrzeganie Aktu Nawigacyjnego. Uchwalony jeszcze za czasów Cromwella (połowa XVII w.), zakazywał handlu z koloniami na statkach innych niż brytyjskie. Olbrzymie zyski zachęcały do naruszania Aktu. Nelson poczynał sobie dość bezceremonialnie, aresztował statki i towary. Nie wyszło mu to na dobre – zyskał opinię kłopotliwego oficera. Pewnie dlatego, nawet u szczytu sławy, nie został zaakceptowany przez wyższe sfery. Nie pomogła nawet przyjaźń z kolegą z eskadry księciem Williamem Henrym. Książę zresztą też nie był zbyt łaskawie traktowany przez dwór – panował wówczas jego ojciec, szalony Jerzy III – a władcą został dopiero w 1830 r. Skądinąd oficerowie marynarki, nawet bardzo wysokich stopni, byli z rezerwą traktowani przez arystokrację. W Navy bowiem ludzie nawet niskiego pochodzenia mieli otwartą drogę do kariery, byle spełniali wymagania intelektualne, wyższe niż w armii.

Na Karaibach kapitan Nelson ożenił się z owdowiałą Fanny Nisbet. Do Anglii wrócił w 1787 r. z małżonką i pasierbem. Zgodnie z ówczesną praktyką pozostawał bez przydziału na połowie pensji aż do wybuchu kolejnej wojny.

W 1793 r. rozpoczął się konflikt z rewolucyjną Francją – Nelsonowi przydzielono pierwsze poważne dowództwo, 64-działowy okręt liniowy „Agamemnon”. Od tej chwili wkroczył, a raczej wpłynął, do historii. W przyszłości miał dwukrotnie zniweczyć plany Napoleona, choć ich drogi nigdy się nie skrzyżowały. Przydzielony do admirała Hooda „Agamemnon” wziął udział w przejęciu Tulonu z rąk rojalistów. Później został odesłany do Neapolu, gdzie Nelson miał zorganizować transport posiłków. Choć z zadania się wywiązał, to Tulon został odbity, głównie za sprawą młodego kapitana artylerii Napoleona Bonaparte.

Pobyt Nelsona w Neapolu miał konsekwencje dla jego życia osobistego. Poznał tam Williama Hamiltona, ambasadora brytyjskiego przy dworze neapolitańskim, oraz jego żonę Emmę. W przyszłości mieli tworzyć przedziwne, nawet jak na ową epokę, trio. Emma stała się niemal oficjalną kochanką Nelsona, a dużo starszy od niej Hamilton patronował temu związkowi, ba! do końca życia był przyjacielem admirała.

Rok później Anglia postanowiła zająć Korsykę, która miała zastąpić Tulon jako baza dla floty. Korzystną dla Brytyjczyków okolicznością było istnienie na wyspie, od niespełna trzydziestu lat będącej we władaniu Francji, stronnictwa niepodległościowego z gen. Paolim na czele. Hood wysłał na pomoc Paoliemu m.in. Nelsona na „Agamemnonie”. Nelson nie byłby sobą, gdyby ograniczył się tylko do blokady i patrolowania. Wziął czynny udział w walkach na lądzie, walnie przyczyniając się do zdobycia Bastii i Calvi. Pod Calvi odłamek skały uszkodził mu prawe oko – od tej pory Nelson rozróżniał nim tylko światło i ciemność. Wbrew powszechnemu przekonaniu nigdy nie zasłaniał tego oka czarną przepaską.

Następne lata upłynęły Nelsonowi na żmudnym patrolowaniu wybrzeży, utarczkach z Francuzami na lądzie, blokadzie portów. W 1796 r. nowy dowódca Floty Śródziemnomorskiej admirał Jervis, darzący Nelsona sympatią, a nawet przyjaźnią, mianował go komodorem, tj. dowódcą zespołu okrętów. Nelson stał się poważnym kandydatem do awansu na admirała.

Admirał

1797 r. był początkiem prawdziwej chwały Nelsona. 14 lutego eskadra Jervisa przechwyciła hiszpańską flotę pod admirałem de Cordovą. Bitwa zakończyła się zwycięstwem Anglików dzięki chwalebnej niesubordynacji Nelsona. Idąc na trzynastej pozycji zorientował się, że przeciwnik ma szansę umknąć, zignorował sygnały dowódcy, wyłamał się z szyku i ruszył na linię hiszpańską. Za nim poszły następne okręty.

W tamtym czasie na morzu obowiązywała taktyka liniowa – okręty obu flot miały płynąć w równoległych do siebie kolumnach i  ostrzeliwać się. Utrzymanie takiego szyku było niezwykle trudne i powodowało niekończące się manewrowanie w celu zajęcia dogodnej pozycji. Regulaminy surowo nakazywały taki sposób walki, za ich złamanie groziła nawet kula w łeb.

Szef sztabu Jervisa, Calder, nalegał na postawienie Nelsona przed sądem wojennym. Jervis zbył go jednak stwierdzeniem, że taką niesubordynację wybaczyłby również jemu. Na zwycięzców spadł deszcz nagród – Nelsonowi dostał się m.in. Order Łaźni i tytuł szlachecki oraz ranga kontradmirała eskadry niebieskiej, dziesiąta w hierarchii. Podobno jednak awans był wcześniejszy, Hood wnioskował o niego za działalność na Morzu Śródziemnym, tyle że wiadomość dotarła do zainteresowanego sześć dni po bitwie.

Nelson był na fali – stał się znany nie tylko w kręgach admiralicji. Nie spoczął jednak, już w lipcu wziął udział w bombardowaniu Kadyksu. Zaraz potem Jervis posłał go na czele niewielkiego zespołu na Teneryfę, by zdobyć stojący tam statek z cennym ładunkiem. Podobno zlecił to zadanie Nelsonowi dla podreperowania jego budżetu spodziewanym wysokim pryzowym. Jednak sprawy poszły źle – Nelsonowi, który osobiście brał udział w lądowaniu, kula muszkietowa strzaskała łokieć. Od śmierci uratował go pasierb, kapitan Josiah Nesbit, a rękę w kilka dni później trzeba było amputować.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj