Śmierć hetmana Żółkiewskiego

Przegrana hetmana
Zwyciężając pod Kłuszynem, utorował Polakom drogę na Kreml. Zginął podczas odwrotu spod Cecory. Niedawny telewizyjny egzamin z historii (TVP1) udowodnił, że przeciętny rodak słabo jednak lokuje Stanisława Żółkiewskiego w historii kraju.
„Śmierć Żółkiewskiego w bitwie pod Cecorą”, obraz Walerego Eliasza Radzikowskiego z XIX w.
Forum

„Śmierć Żółkiewskiego w bitwie pod Cecorą”, obraz Walerego Eliasza Radzikowskiego z XIX w.

Hetman Stanisław Żółkiewski pod Pskowem, fragment obrazu Jana Matejki.
Wikipedia

Hetman Stanisław Żółkiewski pod Pskowem, fragment obrazu Jana Matejki.

Żółkiew - rodowa siedziba Żółkiewskich - stara litografia według ryciny Jana Matejki.
Forum

Żółkiew - rodowa siedziba Żółkiewskich - stara litografia według ryciny Jana Matejki.

Jednym z największych osiągnięć polskiej dyplomacji było zawarcie w 1533 r. wieczystego pokoju z Turcją. Przetrwał przez niemal sto lat, naruszany często przez islamskich Tatarów i polskich wówczas Kozaków. Ale w 1618 r. doszło do otwartego konfliktu.

„Wojna z Turki nie igraszka” – pisał Stanisław Żółkiewski, ówczesny kanclerz i hetman wielki koronny. Dlatego wolał zawrzeć z wezyrem Iskenderem paszą układ w Buszy, który część magnatów kresowych uznała za hańbiący, gdyż oznaczał wycofanie się Polski z księstw naddunajskich. Hetmana obarczono też winą za porażkę pod Oryninem, kiedy to nie zdołał zatrzymać łupieżczych rajdów dzikiej ordy budziackiej Kantymira i krymskiej kałgi Dewleta Gireja, brata chana. „A nasi, nie jako rycerscy ludzi, ale baby właśnie albo raczej kurwy, z obozu nie śmiał żaden wystąpić na nich” – biadał Samuel Maskiewicz w swym diariuszu.

Żółkiewski od czasów Kłuszyna (1610 r. – patrz POLITYKA 27/10) uznawany był za kunktatora. Możne rody nie wierzyły już w jego umiejętności polityczno-militarne do tego stopnia, że siły Zbaraskich, Sieniawskich, Wiśniowieckich, Czartoryskich stały pod Oryninem w odrębnym obozie. Ponadto polityka utrzymywania pokoju z Turcją przysparzała ponad 70-letniemu hetmanowi wiele zgryzot. Powód wydaje się oczywisty: rody Potockich, Koreckich, Wiśniowieckich i inne były spokrewnione z hosudarami mołdawskimi z rodu Mohyłów; paliły się więc do wojny nad Dunajem, bo tam czekały ziemie, majątki i tytuły. W 1612 r. Stefan Potocki, bez zezwolenia króla, wdarł się do Mołdawii, ale poniósł klęskę pod Sasowym Rogiem i dostał się do niewoli. Podobne działania, z lepszym powodzeniem, prowadził kniaź Samuel Korecki, wynosząc na tron swego szwagra Aleksandra Mohyłę.

Żółkiewski, z biegiem lat czołowy regalista, był przeciwny takiej samowoli: pozyskał tym samym zaufanie króla Zygmunta III. I tak po zawarciu traktatu w Buszy, mimo sprzeciwu opinii szlacheckiej, król mianował Żółkiewskiego kanclerzem, a zaraz potem hetmanem wielkim koronnym. Pan na Żółkwi osiągnął pozycję swego zmarłego przyjaciela i mentora Jana Zamoyskiego.

Ale pokojem wieczystym zachwiała nie tylko sytuacja w Mołdawii. W 1619 r. Wiedeń był oblegany przez księcia Siedmiogrodu Gabriela Bethlena, który dążył do odbudowy Węgier. Za cichym zezwoleniem króla i Żółkiewskiego polscy lisowczycy (oddział lekkiej jazdy sformowany w 1615 r. przez płk. Aleksandra Lisowskiego, utrzymujący się z rabunku i zdobytych łupów) przeszli przez Karpaty i rozbili w listopadzie siły siedmiogrodzkie pod Humiennem. Jednakże książę Bethlen był lennikiem sułtana i to otwierało pole konfliktu polsko-tureckiego.

Popychały też do wojny polsko-tureckiej działania Kozaków, którzy na swych czajkach pod Jackiem Niedorowiczem Brodawką nie tylko grabili galery tureckie, ale też podpływali do wybrzeży Morza Czarnego i świecili łunami pożarów pałacom sułtana nad Bosforem. A Kozacy byli poddanymi króla polskiego i to na niego spadało odium. Nad atakiem na Polskę pracowała też dyplomacja króla Gustawa Adolfa. Gra szwedzka nie wymagała szczególnych wysiłków, gdyż na dworze nowego, agresywnego młodego sułtana Osmana II rozpoczął się odlot gołębi i nalot jastrzębi prących do ukarania Lechistanu. Pierwszym ruchem miało być usunięcie z hospodarstwa mołdawskiego sprzyjającego Polsce Gaspara Grazzianiego i wyniesienie na tron uległego wobec Turcji Aleksandra Eliasza.

Żółkiewski był dobrze zorientowany w sytuacji dzięki swym szpiegom. Wielokroć donosił o tym królowi i senatorom. 20 czerwca 1620 r. z rodzinnej Żółkwi ostrzegał prymasa Wawrzyńca Gembickiego w dramatycznym tonie: „Już żadna nadzieja nie zostawa pokoju z Turki”.

Zagrożony przez najazd islamski hospodar Grazziani chciał się oddać pod zwierzchnictwo królowi. 15 lipca król zaproponował uderzenie prewencyjne na Mołdawię. Ale ostateczną decyzję powierzono Żółkiewskiemu, który 25 sierpnia zdecydował się przekroczyć granicę na Dniestrze. Przedtem napisał niezwykły list do króla, bolejąc nad prywatą Polaków, która „mnie necesitowała obmowiskami… mnie niewinnie urągano”. W razie klęski – „Panie Boże uchroń, co przeciwnego: nieszczęściu Rzeczypospolitej nie chcę być superstes [pozostały przy życiu ]. Dawno-m tego szukał, nie nad wolę swoją rad żywot położę dla wiary świętej, dla służby waszej królewskiego mości, dla Rzeczypospolitej… a zawżdy zazdrościwe Petuliuszów języki ucichną”. List do króla hetman zatytułował: in vim testamenti – zamiast testamentu.

Poza czynnikami politycznymi wyprawa na Mołdawię miała więc oczyścić dobre imię hetmana. Koncentrację wojska i przeprawę przez Dniestr organizowała przyszła gwiazda polskich wodzów – młody hetman polny Stanisław Koniecpolski. Na wieść o marszu hetmanów Grazziani uwięził posłów Iskendera, a mieszkańcy Jass wymordowali Turków. Po połączeniu swego ledwie 600-osobowego oddziału z Polakami hospodar mołdawski radził maszerować na Tehinię, nim Iskender złączy się z Tatarami. Tam, po pobiciu słabych jeszcze sił wezyra, należało uchwycić przeprawy na Dunaju. Plan był dobry, ale ryzykowny, więc Żółkiewski wybrał wariant ostrożniejszy: marsz na Jassy i obsadzenie pod Cecorą nad Prutem starych pozycji, pamiętających jeszcze czasy Zamoyskiego. W 1595 r. wielki kanclerz nie tylko obronił tutaj wojska polskie przed Tatarami, ale zmusił chana krymskiego do korzystnych dla Polski rokowań.

12 września 1620 r. oddziały polskie, liczące z posiłkami ok. 10 tys. żołnierzy, weszły w okopy Cecory. Miejsce było nadzwyczaj obronne, otoczone zakolami Prutu, a od czoła bronione wysokim na 2,2 m wałem z 13 bastionami i 4 bramami do wypadów na przeciwnika. Jak wskazuje autor monografii o Cecorze Ryszard Majewski, mankamentem było to, że „obsadzenie pozycji cecorskiej spychało wojska polskie do obrony”. Jednakże bieg wypadków wykazał, że możliwy był do przeprowadzenia także wariant obronno-zaczepny. Tym bardziej że siły Iskendera paszy – łącznie z Tatarami krymskimi Dewleta Gireja i skłóconą z nim ordą budziacką oraz dobrudzką murzy Kantymira – nie górowały liczebnie nad Polakami.

Siły polskie dały się jednak w pierwszym starciu zaskoczyć: 17 września straż przednia Kantymira spędziła podjazd strażnika koronnego Jana Odrzywolskiego. Następnego dnia główne wojska turecko-tatarskie pod Chosyrem paszą usiłowały rozbić lisowczyków biwakujących poza obozem hetmańskim. Żółkiewski zorientował się w zagrożeniu i wsparł lisowczyków rajtarią Hermana Denhoffa i jazdą kozacką Odrzywolskiego. Iskender odpowiedział kolejnym przeciwnatarciem jazdy zza wzgórz i dopiero zmrok przerwał zaciekłą walkę.

Zapał bitewny Polaków przekonał hetmana, że może stoczyć generalną bitwę. Po rekonesansie wybrał jednak wariant obronno-zaczepny. Polegał on na wyprowadzeniu na przedpole jazdy osłoniętej na skrzydłach czterema rzędami taborów, obsadzonych piechotą i działkami. Prawym taborem dowodził artylerzysta Teofil Szemberg, lewym Wolmar Farensbach. Za nimi stanęły w trzech rzutach, idąc od prawej, pułki Mikołaja Strusia, Koniecpolskiego, Żółkiewskiego, Marcina Kazanowskiego i Koreckiego. Wszyscy mieli ogromne doświadczenie wojenne, byli wspaniałymi dowódcami, zahartowanymi w wojnach z Moskwą i Szwedami, służyli pod Żółkiewskim, m.in. pod Kłuszynem. Zamiast odwodu Żółkiewski na stykach taborów z wałami ustawił od prawej lisowczyków Walentego Rogawskiego, a na lewej słynnego zagończyka i specjalistę od Tatarów Stefana Chmieleckiego.

Plan hetmanów należy uznać za udany. Jednakże wojska polskie rozciągnęły się na 1,2 km, przy głębokości aż 1 km, w trzech rzutach, co znacznie utrudniało manewr. Szyki jazdy zostały zbyt ścieśnione. Szyk turecko-tatarski był dwukrotnie dłuższy i o połowę mniej urzutowany, oskrzydlający Polaków od lewego skrzydła, dowodzonego przez Dewleta Gireja, i od prawego (Jussuf pasza). Sam Iskender stanął w centrum, oczekując, że „wielki worek, w który mieli wejść Polacy”, zostanie otoczony i zniszczony przez mahometan.

Żółkiewski rozpoczął manewr 19 września o godz. 8 rano. Skutki ustawienia polskich szyków okazały się jednak opłakane. Tabor lewy Farensbacha posuwał się zbyt blisko środka, a na prawym skrzydle tabor Szemberga był coraz bardziej spychany przez idącą do walki jazdę, ustawiając się ukośnie do szyków i odsłaniając front polskich wojsk. Koniecpolski rozkazał cofnąć prawy tabor, ale z przyczyn ambicjonalnych pułkownik Jakub Struś nie wykonał polecenia. Żółkiewski rzucił do szarży husarię, ale odniosła tylko częściowy sukces, ponosząc wysokie straty. Na dodatek luka wytworzona między taborem a wałami cecorskimi była z coraz większym trudem broniona przez lisowczyków Rogawskiego, wolontariuszy i Mołdawian. Tutaj Dewlet Girej po południu rzucił swe siły.

I wtedy „najbardziej płocha jazda wołoska” – jak nazywano Mołdawian – przeszła na stronę tatarską! Mimo silnego ognia piechoty na wałach, Rogawski nie był w stanie oprzeć się natarciu Tatarów i szyki lisowczyków się rozsypały. Orda przedarła się na tyły pułku Strusia i pułków hetmańskich. Husaria, nie mogąc się rozpędzić i użyć kopii, wobec gwałtownego impetu ćmy tatarskiej cofnęła się za wały. To samo uczyniły chorągwie lekkie, po wykonaniu trzech mało skutecznych kontrszarż.

Korecki i Chmielecki na lewym skrzydle odparli wściekłe ataki Kantymira, ale wycofali się do obozu. Morale wojska załamało się tak bardzo, że nikt nie kwapił się z odsieczą. Z okrążenia wyrwało się jedynie kilka wozów z hakownicami i ranny gen. Szemberg. Reszta, ok. 2,5 tys. żołnierzy, zginęła lub poszła w jasyr.

Żółkiewski w wiadomości do króla przedstawił starcie jako nierozstrzygnięte. Jednocześnie, świadom zagrożenia, zwołał naradę wojenną, na której przedstawił plan wycofania się spod Cecory lewym brzegiem Prutu na Mohylew. Natomiast Korecki, Struś, Walenty Kalinowski i hospodar Grazziani chcieli wycofywać się prawym brzegiem na Śniatyń. By zyskać na czasie, hetman rozpoczął pertraktacje z Iskenderem paszą.

I wtedy Grazziani się wystraszył, że ceną za wycofanie się Polaków z Mołdawii będzie wydanie go Turkom. Namówił do ucieczki Kalinowskiego i z 20 na 21 września nastała noc grozy. Za Grazzianim i Kalinowskim ruszyli na prawy brzeg Prutu spanikowani żołnierze, przekonani, że hetmani uchodzą. O północy szańce polskie były puste, więc lisowczycy, Kozacy i czeladź rzucili się do rabowania opuszczonego obozu. Panikę opanowali nie tyle hetmani, ile nurty Prutu, pochłaniając Kalinowskiego i wiele ofiar. Grazzianiego zamordowali bojarzy, reszta uciekających na ogół wpadała w ręce ordy.

Ocalałych żołnierzy do powrotu namówił Marcin Kazanowski. Nigdy dotąd Polacy nie ulegli aż takiej panice, i to w obliczu równorzędnej liczby wroga. Przemoczony do suchej nitki Korecki zawrócił do obozu i zarzucił Żółkiewskiemu, że to on wywołał popłoch wśród żołnierzy. Na to hetman odrzekł, że on tu stoi i woda z niego nie ciecze. Armia polska liczyła już tylko 5,5 tys. żołnierzy.

Tymczasem Iskender dość nieoczekiwanie przysłał propozycję rokowań. Zdawał sobie sprawę, że bez artylerii i piechoty obozu polskiego nie zdobędzie, ponadto obawiał się polskiej odsieczy. Żądał 100 tys., a potem 20 tys. czerwonych złotych za odstąpienie od oblężenia. Ale hetman miał w pamięci obraźliwe okrzyki szlachty na sejmikach. 28 września układy zostały zerwane.

Organizację taboru, który miał się przedrzeć do granic polskich, hetman powierzył Koreckiemu. Kniaź oparł się na wzorach husyckich i 29 września wały zostały szybko rozkopane i spoza nich wysunął się od czoła tabun spętanych koni, chroniących front taboru złożony z 6–7 rzędów wozów. Nawet husaria szła pieszo, a to zapewne dla uniemożliwienia ucieczki. Tabor posuwał się w kierunku oddalonego o ok. 150 km Mohylewa, podczas gdy Tatarzy runęli na opuszczony obóz cecorski, by zrabować to, co jeszcze w nim zostało.

Pomimo jarów, rzeczek, ataków ordy i jazdy tureckiej tabor poruszał się sprawnie i odrzucał ogniem dział i hakownic Tatarów. Odparto 17 ataków. Najbardziej dokuczał głód: gdy Polacy natrafili na pole z kapustą, wyjedli ją „tak dobrze, że tylko ziemia czarna została”. 5 października, po przebyciu rzeki Reut, Polacy znaleźli się 10 km od Mohylewa i zbawczej granicy na Dniestrze. Nie mogąc rozbić taboru, zrezygnowani Turcy oddalili się już na 50–70 km, a Tatarzy zaprzestali ataków, łupiąc Podole i Pokucie. Tabor niepokoiła jedynie – uchodząca za najdzikszą – orda budziacka i dobrudzka Kantymira.

Hetman słał już uniwersały wzywające szlachtę Podola pod broń, choć przeczucie śmierci go nie opuszczało. W przeddzień tragicznych wydarzeń pisał do żony Reginy z Herbertów: „Przeto nie turbuj waszmość, najukochańsza małżonko, Bóg czuwać będzie nad nami, a chociażbym i poległ, to ja stary i na usługi Rzeczypospolitej już niezdatny”. Przeczuł katastrofę, która nadeszła: gdy Dniestr był już w zasięgu ręki, do taboru nocą wdarł się Kantymir. Żółkiewski, „pożegnawszy się z synem i przez spowiedź świętą przed kapłanem Szymonem uczynioną oczyściwszy się z grzechu”, przebił swego konia szablą i rozpoczął pieszy marsz z 300 żołnierzami. Obok szedł Koniecpolski. Podstawiono hetmanowi konia, ale nie wsiadł na niego dowodząc: „Miło mi przy was umierać. Niech Pan Bóg nade mną wyrok swój, który uczynił, skończy”. W końcu zmuszono ledwo idącego Żółkiewskiego, który jeszcze w 1588 r. pod Byczyną otrzymał ciężki postrzał w kolano, by dosiadł konia jakiegoś żołnierza, który postradał zmysły. Rano Turcy odnaleźli ciało 73-letniego hetmana: walczył do końca, miał ranę ciętą na skroni i odrąbaną prawą rękę. Jego głowę Iskender pasza wysłał sułtanowi Osmanowi II, który powiesił ją nad wejściem do seraju. Do niewoli dostali się hetman Koniecpolski, Korecki (powtórnie, tym razem został zaduszony), Struś, Mikołaj Potocki, Aleksander Bałaban. Armia koronna przestała istnieć.

Regina Żółkiewska wykupiła ciało, które spoczęło w kolegiacie żółkiewskiej. W miejscu zgonu ich syn Jan w 1621 r., pod osłoną roty husarskiej i za cichym przyzwoleniem Turków, nakazał robotnikom zbudować pomnik na usypanym kurhanie, m.in. z cytatem wyrytym przez rzemieślników gdańskich na brązowej płycie: Quisquis ades, quam dulce et decorum pro patria mori, ex me disce – Kimkolwiek jesteś, ucz się, jak słodko i zaszczytnie jest za ojczyznę umierać. (Pomnik rozebrał w 1868 r. jakiś diak, który uroił sobie, że pod nim są skarby; odbudowany został ok. 1912 r., a w 2003 r. odnowiony przez zespół konserwatorów dr. Józefa Smazy i na nowo poświęcony przez prymasa Józefa Glempa).

„Nigdy bowiem Korona Polska nie poniosła takiej klęski” – żalił się w 1620 r. jeden z kronikarzy. Wypada więc zastanowić się, jaka była w tym rola wielkiego hetmana? Historycy są mocno podzieleni: Ryszard Majewski miał hetmanowi za złe, że nie pomaszerował nad Dunaj i zrezygnował z akcji zaczepnych. Z kolei Wiesław Majewski dowodził trafności planów Żółkiewskiego, zepsutych jednakowoż przez brak dyscypliny i nieudolność w dowodzeniu obu hetmanów: jeden był zbyt młody, drugi zbyt stary, a więc zachowawczy. Ważny był też aspekt psychologiczny, tak redukowany przez klasycznych historiografów. Hetmanowi, od czasów Buszy i Orynina, nie ufano; jego łagodność brano za brak zdecydowania i odwagi, uważano go za polityka dworu, a nie stronnictw i wolności magnackich. Po próbie ucieczki spod Cecory hetman nikogo nie ukarał surowo, jak to czynił jego nauczyciel Zamoyski. Żółkiewski zaliczany jest do najbardziej humanitarnych dowódców w polskich dziejach: swą śmiercią pragnął wstrząsnąć sumieniami niesfornych magnatów i szlachty. Ale polskie wojsko, pozbawione silnej, karzącej ręki hetmanów, rozprzęgło się im zupełnie. Tej klęski Polska mogła uniknąć, gdyby był to Żółkiewski z czasów bitwy nad Telezyną w Mołdawii i pod Kłuszynem w Rosji.

Hetman zginął na polu bitwy, fundując przyszłym pokoleniom wielki mit. To na jego legendzie wychowa się prawnuk Jan Sobieski, który – wedle podania – został jako dziecko położony na trumnie Żółkiewskiego. Wtedy to trumna hetmana miała pęknąć i miał odezwać się głos: „Oto z kości naszych powstał mściciel”.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną