Strach i uwielbienie - rozmowa z autorką książki „Bogowie u władzy”

Strach i uwielbienie
Rozmowa z dr Moniką Milewską, historyczką, antropolożką, eseistką, o ludziach, którzy mieli się za bogów i których miliony brały za bogów.
Dr Monika Milewska jest historyczką, tłumaczką, pisze wiersze, bajki dla dzieci, utwory sceniczne. Uprawia głównie antropologię historii.
Leszek Zych/Polityka

Dr Monika Milewska jest historyczką, tłumaczką, pisze wiersze, bajki dla dzieci, utwory sceniczne. Uprawia głównie antropologię historii.

Napoleon Bonaparte, w Polsce z powodów historycznych rzadko uznawany za tyrana.
Anne Louis Girodet de Roucy/The Bridgeman Art Library/Getty Images/FPM

Napoleon Bonaparte, w Polsce z powodów historycznych rzadko uznawany za tyrana.

Stalin - ikoniczny przykład kultu jednostki.
BEW

Stalin - ikoniczny przykład kultu jednostki.

Hitler - parweniusz, który uwodził tłumy.
Heinrich Hoffman/AKG Images/EAST NEWS

Hitler - parweniusz, który uwodził tłumy.

Mussolini uważał się za nowoczesnego Cezara.
Publifoto/Olycom/Forum

Mussolini uważał się za nowoczesnego Cezara.

Władimir Putin - car z demokratycznego wyboru.
RIA Novosti/Reuters

Władimir Putin - car z demokratycznego wyboru.

Ewa Wilk: – Pani książka „Bogowie u władzy” to dziesięć esejów o tyranach siejących dziki strach i doznających bezgranicznego uwielbienia. Skąd tak brawurowy intelektualnie pomysł, by za jednym zamachem ująć historię ludzkości od Aleksandra Wielkiego po komunistyczną dynastię despotów koreańskich?
Monika Milewska: – Może to z łapczywości na życie. Chciałabym w czasie, który jest mi dany, zdążyć dowiedzieć się jak najwięcej. I nie pozostać historykiem bardzo wąskiej specjalizacji, wąskiego problemu, jednej epoki. Mimo że potrafię jednemu krótkiemu okresowi historii poświęcić dobrych kilka lat życia. Moja poprzednia książka o gilotynie, „Ocet i łzy”, to było osiem lat pracy; „Bogom u władzy” poświęciłam dziesięć.

Zainspirowała panią fascynacja wielkimi postaciami historii?
Tak, fascynacja – nie boję się tego słowa. Wszystko w życiu bierze się podobno z dzieciństwa. Ta książka bierze się z kultu Napoleona, który otwarcie w dzieciństwie uprawiałam. Oto figurka, która stała na moim biurku.

Chłopięca fascynacja Napoleonem – rozumiem, ale dziewczęca?
Całkiem nierzadka. Moja pasja była związana z książką przeznaczoną jak najbardziej dla osób w moim ówczesnym wieku – z „Szatanem z siódmej klasy” Kornela Makuszyńskiego. Przeczytałam ją w siódmej klasie (miałam dwanaście lat), zachwyciłam się. A że byłam dzieckiem poukładanym i systematycznym, skonstruowałam plan na życie: po pierwsze – szukać skarbów, po drugie – zająć się epoką napoleońską. Książkę czytałam w czasie zapalenia płuc, więc szybko porzuciłam punkt pierwszy, ale już następnego dnia zabrałam się do systematycznych badań napoleońskich. Rodzice mieli bogatą bibliotekę, było tam dużo Brandysów i Łysiaków, szybko zaczęły się właściwe dla epoki polowania na książki. Wkrótce napisałam stuzwrotkowy poemat „Waterloo”, którym zadebiutowałam w Telewizji Polskiej jako trzynastoletnia poetka.

Pół roku z tyranem

Napoleon w pani książce to już nie sentymentalna figurka. Wspomina pani o innych flashbackach w swojej pamięci naprowadzających na tropy tyranów. Stalin pojawił się w znamiennej chwili.
Oto upada PRL, jedziemy z klasą licealną do Teatru Polskiego na Dejmkowskie przestawienie „Portretu” Mrożka. Pierwsza scena zrobiła na mnie wstrząsające wrażenie. Przez długi czas Jan Englert jako Bartodziej klęczy sam na scenie i modli się; głęboka to modlitwa, coś na kształt Wielkiej Improwizacji, widzowie są przekonani, że wadzi się z Bogiem. I wtedy spada ten wielkości kurtyny niesamowity portret Stalina. To musiało mieć wpływ na dorastającą osobę, zresztą mocno zaangażowaną w przemiany.

Więc 10 lat temu musi pani wreszcie wyselekcjonować „swoich” tyranów, a nawet wszystkich współcześnie żyjących nie da się pomieścić w jednej książce. Jak przebiegała selekcja?
Trudno, zwłaszcza że miałam szalony pomysł, by nad każdą postacią przeprowadzić przyzwoite studia historyczne. To nie był wybór naukowca, lecz osoby, która chce lub nie chce spędzić z kimś przynajmniej pół roku życia. Wybór bardziej serca niż umysłu, jeśli tak można mówić w przypadku tych potwornych postaci. Hitler i Stalin to moje liceum, kiedy zafascynowałam się totalitaryzmami. Lenin? Nie da się uciec od problemu nieśmiertelności. Juliusz Cezar ma związek z moimi wahaniami, czyby nie zostać historykiem starożytnym, Kaligula nawiązuje do moich fascynacji teatralnych.

A oni wszyscy nawiązywali do swoich poprzedników. Sztafeta?
Unikam myślenia, że można wszystko zaszufladkować, stworzyć z historii linearny wykres, ale coś w tym jest. Najpierw był Herkules, przodek i idol Aleksandra Macedońskiego. Juliusz Cezar wzorował się już na Aleksandrze – w wieku trzydziestu kilku lat płakał u stóp jego pomnika, że jeszcze niczego wielkiego nie dokonał. Sam stał się wzorem dla Napoleona, zapatrzonego też w Aleksandra. Napoleon był wzorcem dla Mussoliniego, który pisał o nim sztuki teatralne. I szukał wzoru w postaciach Herkulesa, Aleksandra i Cezara.

Ale przerzucił emocje na jego następcę, Augusta.
August to wielki nieobecny w tej książce. Szczerze? Zbyt nudny, jak na mój gust. Porządkuje imperium, kodyfikuje kult jednostki, ale brakuje mu szaleństwa. Mogę natomiast powiedzieć, dlaczego zafascynował mnie Ceauşescu. Nie, nie byłam w nim zakochana. Nicolae Ceauşescu to najnudniejszy, najmarniejszy tyran świata. Ale to jest właśnie ciekawe: ktoś tak mało interesujący też może stać się bogiem.

W Polsce ktoś miał szanse na deifikację?
Józef Piłsudski był traktowany przez swoich współpracowników i przez naród jako postać zupełnie niezwykła.

Może za mało cudów – tylko jeden, nad Wisłą.
Ale jaki! Marszałek miał jednak zdroworozsądkowy dystans do siebie. Lecz po jego śmierci na przykład powstało w pałacu biskupim w Kielcach prawdziwe sanktuarium.

Zaledwie jednym zdaniem tłumaczy pani w książce, dlaczego w ogóle nie wzięła pod uwagę czasów monarchii absolutnych. Antropologiczny portret Katarzyny Wielkiej byłby smakowity.
Duch oświecenia nie pozwolił na pełen rozkwit jej kultu.

Urojenie słoneczne

Większość pani bohaterów – jak sama pani mówi – to straszne postaci. Psychopaci, socjopaci, zaburzone osobowości, pogrążone w paranoi i obłędzie władczym? Chorzy psychicznie?
Na pewno nie chorzy psychicznie, ponieważ wszyscy byli zdolni do rządzenia, do wydawania spójnych rozkazów. Można polemizować, czy Hitler dobrze prowadził wojnę, ale jego spójny obraz świata do czegoś konsekwentnie prowadził. Na pewno w większości byli socjopatami. Ich życie seksualne, kontakty z innymi ludźmi nosiły znamiona różnych patii. Zawsze trzeba pytać o odpowiedzialność tych postaci za czyny. Nawet Kaligula, który powszechnie uważany jest za szaleńca, prawdopodobnie nie doszedł jeszcze do tego etapu, który zwalnia z odpowiedzialności. Myślał logicznie. Jakkolwiek okrutna była ta logika.

A utożsamienie się z bogiem? Czy to była megalomania, czyli feler osobowości? Urojenie, czyli zaburzenie świadomości? Czy też cyniczny zabieg propagandowy?
Zależy od systemu. Jeżeli ktoś taki, jak Aleksander Wielki, uważał, że jest synem Zeusa, to jeszcze się mieścił w standardach epoki. Co prawda sceptyczni Grecy trochę się z tego podśmiewali, ale część ludu macedońskiego była w stanie uznać za prawdę bajki o Zeusie pod postacią węża w łóżku matki, które opowiadała Aleksandrowi sama Olimpias. Granice między mitologią a światem, który uznalibyśmy za realny, były wtedy płynne.

Czy standardowy tyran od dzieciństwa uważa sam siebie za zjawisko niezwykłe?
Bardzo często. Hitler od dzieciństwa twierdził, że ma jakąś misję, nie wiedział jeszcze jaką.

A kiedy dochodzi się do pełnego przekonania, że jest się „tym, który jest”?
Całe życie, jednakowoż z przerwami i wątpliwościami. Nawet Aleksander Wielki, który pewnie się sadowił w systemie religijnym, kiedy zobaczył własną krew, uznał, że to jednak nie jest niebiański płyn z żył bogów. Nawet on wątpił, nie mówiąc o tak inteligentnych osobach, jak…

…Napoleon!
Oczywiście. Natomiast wszyscy – niezależnie od tego, co myśleli o sobie – dbali o boski wizerunek zewnętrzny, który uważali za niezbędny do rządzenia.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną