Jaki był naprawdę Abraham Lincoln

Spiżowy Lincoln
Wbrew popularnemu wizerunkowi pomnikowy prezydent Stanów Zjednoczonych nie był radykalnym abolicjonistą. 150 lat temu został postrzelony przez zaciekłego wroga aktora Johna Wilkesa Bootha.
Portret Lincolna z 1863 r. - w tym roku podpisał Deklarację Emancypacji.
Corbis

Portret Lincolna z 1863 r. - w tym roku podpisał Deklarację Emancypacji.

Obraz z 1852 r. przedstawiający targ niewolników w Ameryce Północnej.
Bettmann/Corbis

Obraz z 1852 r. przedstawiający targ niewolników w Ameryce Północnej.

Kondukt pogrzebowy z ciałem Abrahama Lincolna, Filadelfia, 1865 r.
Bettmann/Corbis

Kondukt pogrzebowy z ciałem Abrahama Lincolna, Filadelfia, 1865 r.

Poniższy tekst ukazał się w POLITYCE w 2013 r.

Ciało Abrahama Lincolna na życzenie jego żony zostało zabalsamowane i złożone w mauzoleum w rodzinnym Springfield. Jak twierdzili naoczni świadkowie, z czasem zyskało wygląd marmuru. Jest to całkiem dobra metafora tego, co stało się z Lincolnem po jego śmierci. W zbiorowej wyobraźni Amerykanów funkcjonuje niemal wyłącznie ów posągowy Lincoln z waszyngtońskiego pomnika: zatroskany mąż stanu, gotów prowadzić wojnę dla wyzwolenia czarnych. Jego tragiczna śmierć sprawiła, że Lincoln – choć znienawidzony przez Południe i obwiniany o rozlew krwi przez wielu mieszkańców Północy – z dnia na dzień stał się męczennikiem, wzorem wszelakich cnót, niemalże świętym amerykańskiej demokracji.

Ów wyidealizowany wizerunek czempiona abolicjonizmu, najszlachetniejszego z narodowych skarbów króluje w książkach, filmach i dyskursie politycznym – swoje uwielbienie dla „najwybitniejszego prezydenta” w historii Stanów Zjednoczonych podkreślają politycy obu głównych partii.

„Lincoln”, ostatni film Stevena Spielberga, nie jest superprodukcją o wojnie secesyjnej, lecz dość kameralną opowieścią o kilku pierwszych tygodniach 1865 r., kiedy Abraham Lincoln musiał równocześnie prowadzić wojnę oraz przekonywać Izbę Reprezentantów do przyjęcia 13 poprawki do konstytucji, która miała znieść niewolnictwo na terenie całego kraju. Zanim to nastąpiło, 1 stycznia 1863 r., czyli 150 lat temu, Lincoln podpisał jednak bardzo kontrowersyjny dokument – Proklamację Emancypacji, wyzwalającą niewolników na terytorium konfederatów.

Czym się kierował? Czy rzeczywiście sprawiły to jego silne przekonania moralne, czy było to raczej posunięcie polityczne? Czy naprawdę chciał zrównać w prawach białych i czarnych Amerykanów? Uratował jedność kraju, ale czy był przy tym strażnikiem konstytucji, czy wręcz przeciwnie, żeby osiągnąć swoje cele, nadużywał albo nawet łamał prawo? Jak doszło do tego, że to właśnie Lincoln, człowiek Południa, doprowadził do zniesienia niewolnictwa?

Urodził się w niewolniczym stanie Kentucky, ale jego rodzina wkrótce postanowiła przenieść się na zachód, do Indiany, gdzie było łatwiej o ziemię. Lincolnowie nie byli zamożni, toteż młody Abraham musiał ciężko pracować na farmie ojca, a także szukać dorywczych zajęć: przy wyrębie lasu i na barce transportującej towary do Nowego Orleanu rzekami Ohio i Missisipi. Choć dalsi krewni Lincolnów sami posiadali niewolników, ojciec Abrahama sprzeciwiał się temu z powodów religijnych, a jego syn przyjął w tym względzie jego poglądy. Nie był człowiekiem głęboko wierzącym, ale duże wrażenie zrobiła na nim wizyta w Nowym Orleanie, gdzie po raz pierwszy na własne oczy zetknął się z handlem niewolnikami.

Po przeprowadzce Lincolnów do Illinois Abraham postanowił się tam usamodzielnić: miał już 20 lat, z rodziną nie czuł bliższych więzów (jedyną bliską mu osobą była macocha, ale i ją miał w przyszłości odwiedzać sporadycznie), nie czuł się też stworzony do pracy fizycznej. Był człowiekiem niezwykle ambitnym, marzącym o awansie społecznym.

Nie mając praktycznie żadnego wykształcenia, podjął ogromny wysiłek i samodzielnie, czytając po nocach książki, nauczył się prawa i został adwokatem. Zafascynowany polityką, wstąpił do Partii Wigów (opowiadającej się m.in. za państwowymi inwestycjami, szczególnie za rozbudową kolei) i zaczął ubiegać się o kolejne stanowiska. Został poczmistrzem, potem członkiem stanowej legislatury, a na jedną kadencję zasiadł nawet w Izbie Reprezentantów.

Choć Illinois było stanem wolnym, idee abolicjonistów, domagających się wyzwolenia niewolników i przyznania im praw politycznych, były tam bardzo niepopularne, toteż Lincoln nie wychylał się początkowo ze swoimi poglądami na tę kwestię. Niewolników posiadała bogata rodzina jego żony, Mary Todd (w czasie wojny secesyjnej jej bracia mieli walczyć w armii Konfederacji), a także najlepszy przyjaciel. Zdarzało mu się reprezentować właścicieli niewolników, domagających się zwrotu swojej własności, podzielał też ówczesne uprzedzenia: lubił rasistowskie żarty i karykaturujące czarnych teatralne spektakle, tzw. blackface.

Głosował też przeciwko rozszerzaniu praw obywatelskich na czarnych mieszkańców stanu, uważając, że „między dwiema rasami istnieją różnice”, które „zapewne na zawsze uniemożliwią [im] wspólne życie w warunkach pełnej równości”. Choć niewolnictwo uważał za niezgodne ze szczytnymi ideami Ojców Założycieli, walczyć z nim chciał w sposób umiarkowany, najlepiej uprzejmą perswazją. Rozwiązanie widział w tak zwanej kolonizacji, to znaczy sfinansowanej przez rząd federalny dobrowolnej emigracji czarnych do Afryki lub Ameryki Środkowej.

Porównywał niewolnictwo do raka czy narośli, którego „nie sposób natychmiast wyciąć, żeby nie wykrwawić się na śmierć”. Stał jednak na stanowisku, że rząd federalny nie ma konstytucyjnego prawa znieść go w tych stanach, w których już ono istnieje, i liczył, że instytucja ta z czasem „umrze śmiercią naturalną”, jeśli tylko zostanie ograniczona do Południa. Zdecydowanie sprzeciwiał się zatem ekspansji niewolnictwa na nowe ziemie, co stało się szczególnie aktualne, kiedy w 1848 r. Stany Zjednoczone w wyniku wojny z Meksykiem zdobyły ogromne terytoria położone na zachód od rzeki Missisipi.

Sprzeciw wobec rozszerzania niewolnictwa nie wynikał jedynie z powodów moralnych, ale i jak najbardziej praktycznych. Głównym antyniewolniczym ugrupowaniem tego okresu była Partia Wolnej Ziemi, występująca pod hasłem: „wolna ziemia, wolna mowa, wolna praca, wolni ludzie”. Nie chodziło jednak o wolnych czarnych, ale o to, by na nowych terytoriach na Dzikim Zachodzie nie pojawiała się konkurencja dla białych farmerów, ich zdaniem moralnie i gospodarczo przewyższających niepożądanych czarnych – wolnych albo zniewolonych.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną