Brytyjski sabotaż podczas II wojny. Co prawdą, co legendą?

Umarłby w butach
Rozmowa z brytyjskim historykiem Nigelem Westem, ekspertem od spraw wywiadu i szpiegostwa o legendzie słynnej organizacji wywiadowczej Special Operations Executive.
Most Gorgopotamos przed...
AN

Most Gorgopotamos przed...

i po akcji Harling, 25 listopada 1942 r.
AN

i po akcji Harling, 25 listopada 1942 r.

Żołnierze SOE uczestniczący w opearcji Harling.
AN

Żołnierze SOE uczestniczący w opearcji Harling.

Nigel West (ur. w 1951 r.), prawdziwe nazwisko Rupert Allason, historyk i były poseł brytyjskiej Partii Konserwatywnej.
Russell Boyce/Reuters/Forum

Nigel West (ur. w 1951 r.), prawdziwe nazwisko Rupert Allason, historyk i były poseł brytyjskiej Partii Konserwatywnej.

Marek Ostrowski: – W książce „Tajna Wojna: historia SOE, brytyjskiej organizacji sabotażowej czasu wojny” kwestionuje pan osiągnięcia SOE.
Nigel West: – Książkę zadedykowałem mojemu przyjacielowi, którego zrzucono na spadochronie na Śląsku, gdzie po dwóch dniach został aresztowany i skazany na śmierć. Nie neguję niezwykłej waleczności poszczególnych oficerów. Sądzę jednak, że wykreowaliśmy o nich pewien mit.

Demitologizuje pan m.in. słynną operację Harling – wysadzenie mostu Gorgopotamos w Grecji.
Rzeczywiście, wspaniała operacja, niezwykły sukces. A naprawdę oficer SOE, który dowodził akcją, nie mówił po grecku, nie znał kraju. Raz przed wojną odwiedził Dubrownik i to była jego jedyna kwalifikacja do zadania. Odbył szkolenie, które trwało zaledwie trzy dni. Nie znał członków swojego zespołu. Wysadzenie mostu zajęło miesiące; o wiele za długo, żeby skomplikować Niemcom zaopatrzenie na szlaku do Afryki Północnej. Potem zostawiono tam agentów na jakiś rok, zamiast, jak planowano, ewakuować ich okrętem podwodnym. Kontakt z uczestnikami takich misji był ograniczony, wysyłali jednak wiadomości w stylu: potrzebujemy ciepłych ubrań.

Inny przykład – agent zrzucony we Francji. Kiedy dotarł na stację kolejową i wsiadł do pociągu, spostrzegł, że wszyscy na niego patrzą. Nie mógł zrozumieć, dlaczego, póki nie zdał sobie sprawy z tego, że miał na sobie skórzane buty. W tamtej części Francji nikt nie widział skórzanych butów od 18 miesięcy – wszyscy nosili tekturowe. Był wściekły, że go odpowiednio nie wyposażono; że nie wiedział, jakie tam będą panowały warunki.

SOE nie dbało wystarczająco o bezpieczeństwo swych oficerów?
Właśnie. Tony Brooks już w wieku 18 lat zdobył DSO, Order za Wybitną Służbę. Był najmłodszym spadochroniarzem, jakiego kiedykolwiek zrzucono we Francji, działał tam przez całą wojnę. Raz, na prośbę dowództwa SOE, podał organizacji swój adres. Po kilku dniach Niemcy otoczyli jego dom; udało mu się uciec, ale obiecał sobie, że już nigdy nie poda Londynowi informacji, które mogłyby narazić go na niebezpieczeństwo. Przestrzegał w tym zakresie własnych reguł i dlatego przeżył wojnę.

Czy mity wokół historii tworzono rozmyślnie, żeby podnieść morale narodu, czy kreowali je sami bohaterowie opowieści?
Trudno stwierdzić. Ale już zaraz po wojnie publikowano nieprawdziwe relacje. Świetna książka „Carve her name with pride” (Wyrzeźbijcie jej imię z dumą), o agentce Violette Szabo, zrzuconej do Francji, opisywała szczegółowo, wręcz dziwnie szczegółowo, tortury, którym została poddana. Wszystko zostało sfabrykowane. Nie ma żadnego dowodu, że była kiedykolwiek maltretowana. Powstały pogłoski, szczególnie o agentkach kobietach, które wzbudziły sporo kontrowersji. Jedna bardzo wytrwała posłanka do Izby Gmin pociągnęła temat i w końcu postanowiono, że trzeba napisać oficjalną historię…

…która również wywołała kontrowersje.
Tak. Podjął się tego historyk M.R.D. Foot. Po pierwszym wydaniu jego książki o SOE posypały się skargi o zniesławienie. W drugim wydaniu można zauważyć fragmenty, które – w wyniku tych skarg – zostały całkowicie przeredagowane, nieraz zmienione o 180 stopni. Nazwiska poszczególnych oficerów autor pominął, świadectwa zdrady skasowano. Posiadam kopię oryginalnego raportu z 1945 r. o operacjach SOE we Francji, którą mogłem porównać z wersją historii napisaną przez Foota.

Mam wrażenie, że opisuje całą organizację jako jeden wielki bałagan.
Szczególnie na szczeblu politycznym popełniano tragiczne błędy – kiedy decydowano o tym, kogo wesprzeć. Przypuszczam, że tak sobie mówiono: poprzyjmy grupę partyzantów w górach; jeśli mogą utrudnić życie wrogowi, świetnie, to służy naszym celom. Nie patrzono na konsekwencje poparcia partyzantów: czy osiągną wpływy w regionie? Czy staną się przedstawicielami aliantów? Jakie są ich polityczne przekonania, jaką będziemy mieli nad nimi kontrolę; czy kiedykolwiek odzyskamy broń, którą im dostarczyliśmy? Zadaniem było dręczenie wroga. Jednak bez rozważania dalszych konsekwencji. Oczywiście, dziś jesteśmy mądrzejsi, bo wiemy, jak się historia potoczyła. Oni tego nie mogli wiedzieć.

Z pewnością SOE przyczyniło się do przejęcia władzy w Albanii i Jugosławii przez komunistów; częściowo odpowiada za wojnę domową w Grecji. Na Malajach wojska brytyjskie walczyły z oddziałami, którym wcześniej same dostarczyły broń. Zwalczały też chińskich komunistów szkolonych wcześniej przez SOE.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną