Historia

Blizny po Warszawie

Szymon Ratajzer „Kazik” – bohater z warszawskiego getta

Okupowana Warszawa, z lewej Symcha Rotem, wtedy Szymon Ratajzer. Okupowana Warszawa, z lewej Symcha Rotem, wtedy Szymon Ratajzer. AN
W kolejnych wojnach walczył przez 40 lat. Zaczął w powstaniu w warszawskim getcie.
Warszawa, 2010 r., Symcha Rotem i minister Radosław Sikorski podczas uroczystości odsłonięcia pomnika ewakuacji bojowników getta.Tomasz Gzell/PAP Warszawa, 2010 r., Symcha Rotem i minister Radosław Sikorski podczas uroczystości odsłonięcia pomnika ewakuacji bojowników getta.
Rotem z Markiem Edelmanem, Ogród Sprawiedliwych wśród Narodów Świata w instytucie Jad Waszem, 1978 r.Archiwum Marka Edelmana/Archiwum prywatne Rotem z Markiem Edelmanem, Ogród Sprawiedliwych wśród Narodów Świata w instytucie Jad Waszem, 1978 r.

Artykuł ukazał się w Tygodniku POLITYKA w kwietniu 2013 r. Symcha Rotem, ps. „Kazik” zmarł w Jerozolimie 22 grudnia 2018 r. Był ostatnim żyjącym uczestnikiem powstania w warszawskim getcie.

Jest takie zdjęcie zrobione w okupowanej stolicy: idą dwaj młodzi apasze, pewni siebie, jakby ulica do nich należała. Ten po lewej to Szymon Ratajzer, chłopak z Czerniakowa, którego życie potoczy się tak, że będzie walczył w różnych wojnach przez następne 40 lat. Najpierw w powstaniu w warszawskim getcie.

Szymon Ratajzer nazywa się dziś Symcha Rotem, ma 89 lat, mieszka w Jerozolimie. Dopóki siły mu pozwalają, przyjeżdża do swojej Warszawy, zdarzało się, że i dwa razy w roku. Stary mężczyzna w czapce z daszkiem nieśpiesznie chodzi ulicami – dla niego w tym mieście dawno wybrzmiałe dźwięki i obrazy wciąż dzieją się w czasie teraźniejszym: na powierzchni, w piwnicach, w kanałach.

W 2001 r. Symcha Rotem mówi w filmie dokumentalnym o sobie samym: „W chwili kiedy zaczynam chodzić po Warszawie i chcę zobaczyć to czy tamto, co się wiąże z przeszłością, to duchowo nie mogę tego wytrzymać. Wyłączam się, stoję z boku i patrzę na to wszystko tak, jakbym tam nigdy nie był i to nie dotyczy mnie”.

Czerniaków i Czerniaków

Dzielnica jest robotnicza – parterowa i biedna, ale z własnym kodeksem honorowym. Swoich się na Czerniakowie nie rusza, nie donosi się policji nawet na wrogów, broni się słabszego, nie wolno zaczynać bójek, ale napadnięty ma prawo bić się na śmierć i życie – opisuje to w swoich książkach Stanisław Grzesiuk, legendarny wagabunda z dzielnicy, a Symcha Rotem potwierdza. Bieda Czerniakowa jest polsko-żydowska. Nie ma nienawiści, ale żydowskie chłopaki – jeśli zaczepieni – używają pięści równie zaciekle jak polscy apasze. Czerniaków kształtuje charakter.

– Urodziłem się na ulicy Nowosieleckiej 8 – opowiada Szymon Ratajzer. – Potem rodzina przeprowadziła się na Podchorążych 24. Domu już nie ma, ale jest działka.

Oba adresy to są kamienice – pierwszy to mieszkanie wynajmowane od Polaków, drugi własna kamienica dziadka Jankiela Mińskiego, który dorabia się na handlu owocami i warzywami. Kupuje od podwarszawskich rolników, sprzedaje u siebie – na Czerniakowie. Prababka Szymka prowadzi szynk, matka mydlarnię. Mińscy, rodzina matki, są spolonizowani. Ratajzerowie, strona ojca, to tradycyjni Żydzi – tata Szymka jest chasydem i po swoim ojcu przejmuje funkcję kantora w synagodze. Ale to mama rządzi w domu, ojciec robi to, co ona mu każe – wspomina Symcha Rotem w filmie o sobie. Matka decyduje o wychowaniu syna.

– Uczyłem się hebrajskiego w szkole powszechnej – mówi Rotem. – Ale to była jedna godzina w tygodniu, w niedzielę, więc kiedy przyjechałem do Palestyny, wcale nie znałem języka.

Natomiast po polsku Szymek mówi bez zaśpiewu, jak typowy czerniakowski cwaniak. Po rodzinie Mińskich dziedziczy słowiański wygląd. Jego dzieciństwo kończy się we wrześniu 1939 r., kiedy na dom dziadka Mińskiego spadają niemieckie bomby. Pod gruzami ginie pięć osób z rodziny, wśród nich brat Szymka.

Dobra wymowa (jak mówi się wówczas na nieżydowską) i wygląd są największym bogactwem 15-letniego Szymka Ratajzera w czasach, gdy Czerniaków bardziej niż z nazwą jego dzielnicy, kojarzy się z nazwiskiem Adama Czerniakowa – prezesa Judenratu warszawskiego getta.

Plecy Żyda

Film o Symsze Rotemie z 2001 r. nakręcony został w Jerozolimie. Symcha ma 77 lat, ale szelmowski uśmiech taki sam jak na zdjęciu z okupowanej Warszawy, na którym z kolegą butnie patrzą prosto w obiektyw, chociaż robienie zdjęcia na ulicy mogło ich kosztować życie, gdyby wzbudzili podejrzenia żandarma. W Jerozolimie Symcha objaśnia piękną polszczyzną, co to znaczyło być Żydem udającym Polaka w mieście, w którym bycie Żydem stało się nagle przestępstwem: „Mówić trzeba językiem potocznym, nie górnolotnym. Inteligencja żydowska mówiła po polsku za poprawnie. Po tym się poznawało Żydów”.

Symcha chodzi ulicami Jerozolimy i wspomina karpia po żydowsku – ale takiego, jak robiła jego mama. Żaden inny karp mu w życiu nie smakuje. Wspomina, jak go Żydzi brali za goja i wołali w szabas, żeby zapalił im ogień w piecu. Ale pamięć przeskakuje wciąż na udawanie Polaka, na życie w niemijającym zagrożeniu. „Ważna jest umiejętność picia wódki. Na każdym spotkaniu w gronie Polaków jest picie samogonu destylowanego przez karbid. Na myśl o piciu bimbru wnętrza mi się przekręcają. A piło się szklankami”.

– Żeby już nigdy nie było tak, że wygląd decyduje o życiu lub śmierci – mówi dziś. Wciąż nie może pojąć, już nigdy nie zrozumie – co wspólnego ma wygląd człowieka z byciem człowiekiem? W Warszawie, którą ma w pamięci, idzie ulicami z kolegami – koledzy wyglądają znacznie bardziej po chrześcijańsku niż on, a jakiś przechodzień nagle rozpoznaje w nich Żydów. Natychmiast należy się wówczas zakrzątnąć wokół własnego bezpieczeństwa, wołać, żeby cała ulica usłyszała: jeśli to Żyd, to trzeba się nim zająć! Zająć się – znaczy oddać w ręce policji granatowej lub niemieckiej. Szymek każe do siebie mówić Kazik.

„Musisz unikać znajomych, żeby cię nie wydali – mówi w filmie o sobie. – A także nieznajomych, żeby nikt nie rozpoznał w tobie Żyda. Mrugnięcie okiem czasami zdradzało. Jakiś odruch nieodpowiedni, bo wszyscy szmalcownicy byli doskonałymi psychologami. Poznawali Żyda z daleka po sposobie chodzenia, nawet po jego plechach”.

Żydowska wojna

Oficjalna propaganda hitlerowska początku lat 40. pokazuje Żydów jako biernych i niezdolnych do walki. Niemieccy żołnierze organizują w Warszawie uliczne seanse ośmieszające Żydów – zawsze zbierze się grupa gapiów, kiedy stary chasyd tańczy na żądanie roześmianych Niemców albo kiedy znieruchomiałego ze strachu starca stawiają Niemcy na beczce i obcinają mu brodę. Widać jednak na zdjęciach, że te pokazy nie bawią widzów tak, jakby sobie Niemcy życzyli – zwykle ludzie patrzą na to przerażeni. Ale efekt zostaje osiągnięty – w Warszawie panuje przekonanie, że Żydzi nie są zdolni do walki.

W kwietniu 1940 r., na rozkaz niemieckich władz miasta, firmy budowlane zaczynają stawiać mur wokół tzw. dzielnicy północnej zamieszkanej głównie przez Żydów – powstaje getto (na początek o powierzchni ok. 3 km kw.). 22 lipca 1942 r., w ramach akcji Reinhard, znanej jako „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej” w GG, hitlerowcy rozpoczynają pierwszą wielką akcję wywózkową ludzi z getta do obozów zagłady. Dzień później, 23 lipca, popełnia samobójstwo Adam Czerniaków, prezes Judenratu. 28 lipca powstaje Żydowska Organizacja Bojowa – należy do niej Kazik Ratajzer. Getto warszawskie rozpoczyna przygotowania do walki. Na plakacie drukowanym przez ŻOB widać dwie ręce ściskające się po bratersku przez dziurę w ceglanym murze.

„Robiliśmy podkopy, łącznie z podkopami pod chodnikami, co groziło ich zawaleniem się, jeśli jechać będzie samochód czy duża ciężarówka. Musieliśmy więc umacniać podkopy deskami. Pomagali nam w tym fachowi budowniczowie bunkrów. I więcej, podkładając miny, chcieliśmy mieć pewność, że cała siła wybuchu będzie skierowana na zewnątrz. W tym celu zdobyliśmy cement, zbudowaliśmy cementową podłogę, by skierować całą siłę eksplozji w górę – wspomina Icchak Cukierman, jeden z przywódców żydowskiej konspiracji. – W styczniu mieliśmy 2 zorganizowane oddziały. W przeddzień powstania kwietniowego mieliśmy 22 oddziały... liczba bojowników dochodziła do 500”.

Cukierman, urodzony w Wilnie, podobnie jak Kazik Ratajzer, ma aryjski wygląd: wąs szlachecki, opadająca na czoło blond grzywka. Polski pseudonim – Antek. Gorzej u niego z mową – lepiej, by się publicznie nie odzywał, bo żydłaczy. Przed wybuchem powstania w getcie ŻOB wysyła Antka na aryjską stronę jako łącznika do kontaktów z Armią Krajową i Armią Ludową, które dają żydowskim bojowcom broń.

Niemcy są zdziwieni, kiedy 19 kwietnia 1943 r., w przeddzień święta Paschy, getto warszawskie zaczyna walkę. Na terenie jest już tylko jakieś 5060 tys. ludzi, Heinrich Himmler zarządza ostateczną likwidację getta, a tu taka niespodzianka – żydowska wojna. Opisuje to Kazik Ratajzer w swojej książce: „W pobliżu bramy szczotkarzy podłożyliśmy ładunek wybuchowy. Była to wielka ilość dynamitu. 20 kwietnia 1943 r. pełniąc wartę, zobaczyłem nagle zbliżającą się do getta kolumnę SS. Jedną ręką nacisnąłem guzik alarmowy, drugą chwyciłem za przycisk... Przez chwilę stałem jak sparaliżowany, a potem ogarnęła mnie szalona chęć, żeby zobaczyć na własne oczy to, co się stało. I zobaczyłem... ciała niemieckich żołnierzy wylatywały w powietrze, a razem z nimi kamienie i cegły walących się budynków... Patrzyłem i nie wierzyłem: niemieccy żołnierze wrzeszczą, uciekają, zostawiają zabitych i rannych”.

W kanałach

– Wiedzieliśmy, że czeka nas śmierć – mówi dziś Symcha Rotem. – Przecież myśmy nie mieli nawet planu ewakuacji z getta. Decyzja o ewakuacji pozostałych przy życiu bojowców zapadła w ŻOB dopiero pod koniec kwietnia.

„Ale znowu: to nie jest tak, że walczyliśmy o godną śmierć – mówi Kazik Ratajzer w 2008 r. – bo godnie umierali także ci, co poszli na Umschlagplatz, przedtem padli z głodu albo popełnili samobójstwo. Chcieliśmy pokazać, że nie damy się wywieźć do komory gazowej”. W kwietniu 1943 r. getto płonie, Niemcy niszczą je metodycznie – budynek za budynkiem. Żydowscy przetrwańcy ukryci w piwnicach swojego miasta czekają, aż ktoś z nich odnajdzie drogę na drugą stronę muru – to będzie cud.

Pierwszy cud zdarza się 29 kwietnia 1943 r. – 21-letnia Regina Fuden wyprowadza kanałami ściekowymi na aryjską stronę 40 ludzi. Dziewczyna wraca po kolejnych – razem z kolegą, Szlomo Baczyńskim, schodzą do kanału i ślad po nich przepada, nie wiadomo, jak zginęli.

Kolejnych cudów dokonuje Kazik Ratajzer, chłopak z Czerniakowa, ale od tej pory zawsze bardzo się denerwuje, jeśli nazwać go bohaterem.

– Każdy człowiek się boi – mówi dziś. – Ja siebie nie uważam za bohatera. Ja siebie uważam za człowieka. Już bycie człowiekiem nie jest łatwe.

Kazik schodzi do kanałów w nocy 30 kwietnia. Idą pod ziemią razem z Zygmuntem Frydrychem. Docierają do Antka Cukiermana po aryjskiej stronie. Kazik opisuje, że zastaje człowieka całkiem załamanego – Cukierman albo potracił kontakty z polskim podziemiem, albo nie mógł się doprosić pomocy. Ma wyrzuty sumienia, że siedzi za murem i przygląda się gettu. W dodatku Kazik Ratajzer, który przez kilka kolejnych dni schodzi do kanałów, by wrócić do getta i wyprowadzić ludzi, nie może znaleźć drogi pod ziemią – wraca klnąc. Chodzą razem z Antkiem Cukiermanem, który wspomina: „w dniach po 1 maja krążyłem po ulicach Warszawy, zaglądając do otworów kanalizacyjnych. Kręcili się tam zawsze ludzie ze światka podziemnego, szukając ofiar”.

W końcu Cukierman ma dość: „6 czy 7 maja zebrałem wszystkich towarzyszy łącznie z Zygmuntem i Kazikiem i powiedziałem im, co następuje: jeśli w przeciągu 24 godzin nie znajdzie się droga wejścia do getta, 8 maja nad ranem zejdę do kanałów, by szukać drogi, bo nie możemy na nikogo liczyć”.

Na te słowa przełożonego Kazik się wścieka: pójdę tam, jeśli będę mógł im pomóc, a nie po to, żeby z nimi umierać, nie tego potrzebują – mówi stanowczo. Po latach Cukierman przyznaje, że stracił nadzieję: „czułem, że doszedłem do kresu drogi i uważałem, że człowiek w takiej sytuacji powinien wiedzieć, kiedy skończyć”.

Ale wtedy Kazik rozumie, że teraz on musi być dowódcą. Kazik ma 18 lat, Antek 28. Na zdjęciu z warszawskiej ulicy, na którym młody Kazik idzie z kolegą, widać także mężczyznę łudząco podobnego do Cukiermana. Mężczyzna ten idzie za Kazikiem, w oddaleniu – podobnie jak w prawdziwym życiu.

Uciec od Warszawy

Po wojnie, już w Izraelu, Symcha Rotem krzyczy przez sen. Często mu się to zdarza, ale tu nikt się nie dziwi – takie nagromadzenie tragicznych życiorysów na tak małej powierzchni ziemi zdarza się tylko w Izraelu. W dodatku ten nowy kraj jest bardzo rozpolitykowany – Symcha, bohater z Warszawy, w Tel Awiwie bywa podejrzany.

– Ludzie, którzy byli w Izraelu już przed wojną, uważali, że wszyscy Żydzi europejscy zostali wybici przez Hitlera – mówi dziś Rotem. – A tu nagle zjawia się ktoś taki jak ja, młody, żywy. Byli tacy, którzy podejrzewali, że skoro przeżyłem wojnę w Polsce, to może współpracowałem z Niemcami.

Długo Symcha Rotem żyje pomiędzy światami. W Tel Awiwie pracuje na budowie – to ciężka praca, ale mówi, że musi odreagować Polskę. Uczy się hebrajskiego. A w nocy krzyczy, bo znów jest w Warszawie.

W 2001 r., na potrzeby filmu o sobie, Symcha Rotem chodzi po Jerozolimie, targuje się z arabskimi handlarzami tandetą, nawet częstuje polską wódką u siebie w domu. Jest miły, uśmiechnięty, żartuje. Denerwuje się tylko ten jeden raz, kiedy realizatorka pyta go o wspomnienia z Warszawy. Mówi: „Warszawa mi się z niczym nie kojarzy. Na ogół przyjeżdżam, jakbym był gościem w tej Warszawie. Bo wtedy, kiedy zaczyna mi się kojarzyć, to ja nie mogę tam być”.

Znowu w kanałach

Bo w Warszawie Symcha Rotem pamięta ten przeklęty kanał. Kiedy Cukierman już nie ma sił, Kazik sam chodzi po Warszawie i szuka kontaktu z podziemiem. Nocą getto świeci łuną – Niemcy używają miotaczy ognia. A jeszcze tylu ludzi tam zostało – na przykład Marek Edelman z kierownictwa powstania.

Kazik dogaduje się z pracownikami wodociągów. Mówi im, że działa na polecenie AK – musi znaleźć drogę kanałami ściekowymi do getta. Działają wygląd i wymowa – ten Polak ma misję w getcie – kanalarze zgadzają się go zaprowadzić. 8 maja 1943 r. Kazik Ratajzer wraca do kanałów, a z nim kolega Rysiek Maselman. Rysiek nie jest tak polski z wyglądu, jak Kazik, kanalarze zaczynają domyślać się prawdziwej przyczyny podziemnej wyprawy – próbują spowalniać, uciekać. Kazik najpierw poi ich samogonem, potem obiecuje żydowskie złoto, którego nie ma; a na koniec po prostu wyciąga pistolet, przystawia jednemu do głowy i rozkazuje iść dalej.

Włazem na ul. Zamenhoffa Kazik Ratajzer wychodzi na ulicę getta. Przemyka się wśród ruin, nie odnajduje bojowców w umówionym bunkrze. Wraca do kanału sam, bez ludzi, przekonany, że zginęli. Wtedy w odnodze kanału słyszy jakieś rozmowy – to bojowcy od Edelmana, idą właśnie na samobójczą misję odnalezienia przejścia na aryjską stronę. Samobójcze misje już nie robią na nich wrażenia – całe powstanie jest samobójstwem.

9 maja 1943 r. Kazik Ratajzer doprowadza podziemnym szlakiem kilkadziesiąt osób z getta do włazu na ul. Prostej, po drugiej stronie muru getta. Czekają na umówioną ciężarówkę do przewozu mebli, która ma ich wywieźć z miasta. Ale ciężarówka nie przyjeżdża aż do 10 rano następnego dnia – a to już po godzinie policyjnej, na ulicy pojawiają się przechodnie. Mimo to Kazik zarządza ewakuację – z włazu przez pół godziny wychodzą ludzie i kładą się na pace auta. Kazik dał rozkaz, żeby nie oddalali się od włazu, kiedy byli po ziemią, ale kilka osób jednak odeszło. Nie ma ich teraz – brakuje na przykład Szlamka Szustera, najlepszego przyjaciela Kazika. Edelman leży na podłodze auta i nie odzywa się.

Ratajzer opowiada w 2008 r.: „Podszedłem do klapy, wszystko pamiętam dokładnie, zajrzałem w dół i krzyknąłem, czy jeszcze ktoś jest. Nie było odpowiedzi. Wskoczyłem na samochód i kazałem ruszać. Cywia zaczęła wołać, że na dole zostali jeszcze ludzie. Mówię: nie możemy czekać. Ona: że mnie zabije. Odparłem: nie ma problemu, masz rewolwer, ja też mam”. Ciężarówka przejeżdża przez całe miasto, powstańcy z getta wysiadają w lesie w Łomiankach. Potem Kazik wraca kanałami do pustego getta, aby odnaleźć i przenieść archiwum ŻOB. Ale w swoim mniemaniu winy nie zmywa.

– Jak ja mogłem zostawić wtedy kolegów? – mówi dziś Symcha Rotem. – Ja sobie w ogóle tego nie mogę wyobrazić.

Rozmowy przyjaciół

W wydanej w 2012 r. książce „Kazik Ratajzer. Bohater z cienia” autorzy zamieścili zapis rozmów między Symchą Rotemem a Markiem Edelmanem z 1995 r. Mówią wciąż o powstaniu, roztrząsają, wymieniają nazwiska nieżyjących znajomych – obaj mają doskonałą pamięć. Te tematy zaczynają się jeszcze w czasie wojny – potem wracają w ich spotkaniach towarzyskich, w listach i przez telefon aż do śmierci Edelmana w 2009 r.

– Marek przeważnie twierdził, że nie będziemy mogli żyć w części świata, którą sobie wybraliśmy – mówi dziś Rotem.

W 1995 r. Kazik mieszka w Jerozolimie, Marek w Łodzi. Kazik jest handlowcem, buduje supermarkety w Izraelu, Marek jest chirurgiem.

„Kazik: Przypominam sobie książkę Inki i znasz jej historię lepiej ode mnie, bo tam byłeś. Gdy otruła dzieci w szpitalu, by nie puścić je na Umschlagplatz. To było moralne? Marek: Tak. Kazik: Ja mam wątpliwości. Marek: To dobrze. Kazik: Dlaczego? Powiedz mi, na jakiej podstawie jesteś pewien, że one i tak by zginęły? Marek: Oczywiście. Z Umschlagplatzu jechały prosto do Treblinki. Kazik: Tak? A jak myśmy robili powstanie w getcie, to mieliśmy prawo przyspieszyć śmierć tych wszystkich ludzi? Wiadomo – umarliby tydzień później. Też w wywózkach do Treblinki. Ale tydzień w życiu człowieka, wiesz dobrze jako lekarz, ma ogromne znaczenie”.

Podobne rozmowy toczą się w Izraelu u Cukiermanów. Icchak Cukierman w 1946 r. wyjeżdża z Polski. Wraz z żoną Cywią Lubetkin zakładają kibuc imienia Bohaterów Getta. W 1961 r. Cukierman jest świadkiem w procesie Adolfa Eichmanna, umiera w 1981 r. Z Ratajzerem i Edelmanem rozmawiają wciąż o Warszawie. – A o czym mielibyśmy rozmawiać? – dziwi się Symcha Rotem.

Żołnierz

Rozmawiają jak żołnierze. Symcha Rotem w Izraelu wciąż jest żołnierzem. Walczy we wszystkich wojnach swojego nowego kraju – od 1947 r. aż do 1973 r., kiedy odchodzi do rezerwy z powodu wieku. Konspiracji w Polsce i powstania w getcie warszawskim nigdy nie doliczają mu do czasu służby wojskowej. Walczą za Izrael obaj jego synowie. Wojna nie opuszcza Kazika, ale Kazik nigdy nie narzeka na los – wiadomo, warszawski Czerniaków kształtuje charakter.

W sierpniu i wrześniu 1944 r. Ratajzer, Cukierman i Edelman walczą w powstaniu warszawskim. Kazik Ratajzer i Marek Edelman na Starówce – w piekle. Kazik znowu chodzi kanałami – ze Starówki przebijają się na Żoliborz. Antek Cukierman dowodzi powstańczym batalionem Żydowskiej Organizacji Bojowej, pisze raporty o żydowskiej konspiracji dla rządu polskiego w Londynie. Ale codzienna współpraca żydowskich bojowców z polskim podziemiem wcale nie wygląda wzorowo. Ze strachu o życie Żydzi również w AK nadal ukrywają tożsamość.

Kazik Ratajzer opisuje, jak pod płonącą Halą Mirowską widzi akowców popychających ludzi w pasiakach w płomienie. Straszą ich pistoletami. Okazuje się, że ludzie w pasiakach to więźniowie żydowscy – Węgrzy i Grecy. Odbici przez AK z więzienia, zmuszani są teraz do wynoszenia żywności z walącej się hali. „Podszedłem wtedy do dowódcy oddziału i zapytałem, dlaczego ci ludzie mają dla nas ryzykować życie – pisze Kazik Ratajzer. – Nie nosiło się wówczas żadnych dystynkcji i równie dobrze mogłem być rangą wyższy od niego. Podnosiłem więc głos i byłem stanowczy. Dowódca zawahał się i po chwili zmienił rozkaz”.

Kazik Ratajzer posługuje się metryką na nazwisko Antoni Julian Księżopolski. Jest więc polskim szlachcicem. W styczniu 1945 r. dostaje rozkaz przedarcia się do Lublina, żeby nawiązać kontakt z powstałym tam polskim rządem. Dziś opowiada o tym z humorem: – Miałem się przedzierać przez front, ale któregoś ranka pod Piasecznem wyszedłem na ulicę i zobaczyłem radzieckie czołgi. Czyli front przeszedł.

Natomiast samo spotkanie z Władysławem Gomułką, wicepremierem lubelskiego rządu, już nie należy do przyjemnych. Trwa krótko. Kazik Ratajzer staje naprzeciw starszego o 20 lat mężczyzny przejętego swoją rolą. – Gomułka powiedział mi, że po wojnie Żydzi będą musieli pracować – opowiada. – Tak jakby wcześniej nie pracowali.

W 1946 r. Kazik Ratajzer wyjeżdża z Polski do Niemiec. Przyłącza się do tajnego ruchu żydowskich Mścicieli, dowodzonego przez Abe Kownera (rocznik 1918), poetę i byłego dowódcę partyzantów żydowskich w okolicy Wilna. Teraz Kowner uważa, że należy mścić się na Niemcach za wymordowanie 6 mln żydowskich braci. Mściciele planują zatrucie ujęć wody największych niemieckich miast. Ten plan nie wypala – Aba Kowner wiozący truciznę z Izraela zostaje zatrzymany przez brytyjskich żołnierzy – zarazem budzą się wśród organizatorów wątpliwości, że zginie zbyt wielu niewinnych ludzi.

Tymczasem Kazik Ratajzer jest już zainstalowany w polskiej jednostce wartowniczej pilnującej w obozie w Dachau 28 tys. więźniów esesmanów. Wszyscy oni mają zginąć od zatrutego chleba, Kazik załatwia dostęp do obozowej piekarni i organizuje akcję, ale mściciele odwołują rozkaz w ostatniej chwili. – Tego do dzisiaj żałuję, bo należało im się – mówi dziś Symcha Rotem. – To byli esesmani, a do SS przychodzili tylko ochotnicy. Oni mieli ręce pełne krwi.

Kazik Ratajzer, który wkrótce zmieni nazwisko na Symcha Rotem, dociera do Palestyny w listopadzie 1946 r. Trafia do kibucu. – Widzę ludzi w moim wieku, kwiaty, piękną zieleń, domki, kibucnicy proponują mi pracę – opowiada dziś. – Ale ja uważałem, że nie mogę z tego skorzystać, bo nie brałem udziału w budowie. Nazajutrz pierwszym porannym autobusem pojechałem do Tel Awiwu i zatrudniłem się na budowie.

Warszawa 2013

W 2001 r. w filmie dokumentalnym Symcha Rotem mówi: „mam takie wrażenia z Warszawy, że po tym, co przeżyłem, co przeszedłem w tej Warszawie – że chciałbym od razu wyjechać”.

W 2008 r. Szymon Kazik Ratajzer zostaje honorowym obywatelem swojego miasta. Uroczystość odbywa się w Warszawie, jest pani prezydent miasta, jest minister spraw zagranicznych. Symcha Rotem mówi mocnym głosem, znów błyska jego czerniakowski uśmiech.

W 2013 r. Symcha Rotem przyjedzie do Warszawy 19 kwietnia, na 70 rocznicę powstania w getcie warszawskim. I mimo że ta jego miłość do Warszawy taka jest trudna – nie potrafi ukryć radości na myśl o przyjeździe.

Korzystałem z następujących źródeł: Symcha Rotem „Wspomnienia bojowca ŻOB”; Icchak Cukierman „Nadmiar pamięci (siedem owych lat)”; Witold Bereś, Krzysztof Burnetko „Kazik Ratajzer. Bohater z cienia”; Witold Bereś, Krzysztof Burnetko „O Kaziku, który wrócił do piekła”, POLITYKA 16/08; „Kazik. Przyczynek do dyskusji o Polakach i Żydach”, film dok., reż. Elżbieta Slósarska.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Ożywianie mózgu po śmierci i transplantacja głowy. Czy istnieją granice neuronauki?

Badaczom udało się wznowić niektóre funkcje mózgów pobranych od świń, a inny naukowiec chciałby przeprowadzić transplantację ludzkiej głowy.

Piotr Rzymski
22.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną