Książkowa dywersja CIA

Zimna wojna na pióra
Amerykanie od 1957 r. wytrwale rozwijali program wysyłania książek za żelazną kurtynę. Zakupiono z budżetu federalnego i przekazano ogółem 10 mln publikacji, w tym 4 mln do Polski – przy wielkim zaangażowaniu emigrantów. Kto stał za tymi podarunkami?
Gabinet Jerzego Giedroycia w Maison Lafitte.
Piotr Wójcik/Agencja Gazeta

Gabinet Jerzego Giedroycia w Maison Lafitte.

George Minden, szef Internetional Literary Centre, organizacji wysyłajacej książki za żelazną kurtynę.
AN

George Minden, szef Internetional Literary Centre, organizacji wysyłajacej książki za żelazną kurtynę.

Miniaturowe edycje książek przemycano w paczkach z pomocą zagraniczną.
Wojtek Laski/EAST NEWS

Miniaturowe edycje książek przemycano w paczkach z pomocą zagraniczną.

Andrzej Żbikowski: – Ciągle spotykam kolegów historyków, którym w latach komunizmu ktoś na Zachodzie wręczał nowe książki, nie żądając ani grosza. Sam w drugiej połowie lat 80. dostałem całą walizkę miniaturek w księgarni polskiej w Paryżu.

Andrzej W. Kaczorowski: – W sierpniu 1985 r. na pielgrzymce historyków Uniwersytetu Warszawskiego w Rzymie zaoferowano mi w prezencie m.in. „Dzieje Polski” Mariana Kukiela w pomniejszonym formacie.

Dariusz Stola: – Napchałem w Londynie wydawnictwami plecak do połowy, przykryłem rzeczami osobistymi.

Specjaliści z różnych dziedzin, którzy nie podróżowali za granicę, przecierali oczy ze zdumienia, wyjmując ze skrzynek pocztowych przesyłki od niespodziewanych przyjaciół, a w nich piękne książki, a nawet katalogi z zachętą do dalszego korzystania. Wystarczyło napisać list, a upragnione wydawnictwo lądowało po pewnym czasie na biurku.

Operacja miała charakter długofalowy, wyrastała z amerykańskich koncepcji powolnego zbliżania, niewidzialnego wnikania. 12 lat po zakończeniu drugiej wojny światowej nikt już nie miał złudzeń, że podział na dwa wrogie obozy jest względnie trwały. Wartościowe lektury miały być inwestycją w przyszłość kraju, w którym wciąż istniały indeksy ksiąg zakazanych. Z czasem te innowacyjne publikacje mogły doprowadzić do zmiany mentalności elit, także komunistycznych, na bardziej prozachodnią, do lepszego rozumienia się i poprawy stosunków.

Posyłano albumy z malarstwem, podręczniki, słowniki, paryskie żurnale, literaturę obcojęzyczną z dziedziny historii, socjologii, filozofii, niegroźne ideologicznie powieści. Czasami, głównie na początku akcji, odbywało się to na zasadzie wymiany za książki z Europy Wschodniej. Ale wspierano również poufnie ośrodki wydawnicze emigracji, a za ich pośrednictwem rodzącą się w Polsce opozycję antytotalitarną.

Dwa razy do roku podróżował ze Stanów do Europy, odwiedzając księgarnie i wydawnictwa, George Minden, szef tego programu. Tajemniczy, elegancko ubrany mężczyzna w szarym garniturze, jak go określiły czechosłowackie służby wywiadowcze. Szefował International Literary Centre, mieszczącemu się w szklanym wieżowcu przy 475 Park Avenue South na Manhattanie. Jego prawą ręką od spraw polskich był przez lata Adam Rudzki, „wspaniały, nieoceniony” – tak zapisał się w polskiej pamięci.

Organizacja Mindena była powiązana z CIA – twierdzą amerykańscy badacze. Choć ten urodzony w 1920 r. w Bukareszcie poliglota i kosmopolita z wyższych sfer nie pasował do wizerunku agenta wywiadu i raczej nie na tym polegała jego rola. Tuż po drugiej wojnie światowej uciekł z opanowanej przez komunistów Rumunii, zostawiając majątek rodzinny. Może dlatego dobrze rozumiał uciekinierów z Europy Wschodniej. Przez kolejne trzydzieści parę lat kierował – jak to ujął ktoś po jego śmierci – zimną wojną na pióra z blokiem sowieckim.

To był człowiek literatury, do niczego się nie wtrącał – charakteryzuje krótko Mindena Eugeniusz Smolar z emigracyjnego wydawnictwa Aneks w Londynie.

Bardzo uprzejmy, elegancki, kulturalny, niewiele mówił o sobie – wspomina Barbara Toruńczyk, redaktorka „Zeszytów Literackich”. – Gdy byliśmy już w Paryżu, przygotowywaliśmy długie listy książek literackich – nowości i dawne wydawnictwa – zazwyczaj obcojęzycznych. On te życzenia realizował w sposób szalenie hojny. Nie stawiał żadnych ograniczeń, mimo że nasze zainteresowania jawiły się wówczas jako dość ekstrawaganckie – w Polsce trwał stan wojenny. Wyszukiwanie takich upragnionych pozycji stało się wręcz naszym hobby. Minden wybierał piękne miejsca na spotkania. Umówił się kiedyś ze mną w Angelinie – słynnej ciastkarni przy ogrodach Tuileries. Zaprosił mnie na suflet czekoladowy, to był mój pierwszy suflet w życiu. Nie towarzyszyło temu żadne poczucie upokorzenia. Zachowywał się niesłychanie życzliwie. Zdawał sobie sprawę z naszej ciężkiej sytuacji. Miał dla nas wiele dobrych rad, jakby chciał się nami zaopiekować.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną