Historia

Kat Warszawy

Rozkazał wymordować warszawiaków, po wojnie zrobił karierę w Niemczech

Heinz Reinefarth (w środku) wraz z Arthurem Greiserem wita milionowego Niemca przesiedlonego do Kraju Warty ze wschodniej Europy w ramach niemieckiej akcji przesiedleńczej Heim ins Reich – marzec 1944. Heinz Reinefarth (w środku) wraz z Arthurem Greiserem wita milionowego Niemca przesiedlonego do Kraju Warty ze wschodniej Europy w ramach niemieckiej akcji przesiedleńczej Heim ins Reich – marzec 1944. Bundesarchiv / Wikipedia
Heinz Reinefarth był cenionym burmistrzem w Westerland na wyspie Sylt i posłem do Landtagu. W sierpniu 1944 r. w Warszawie na jego rozkaz mordowana była ludność cywilna. W Niemczech nigdy nie odpowiedział za swoje zbrodnie. Po 70 latach mieszkańcy Westerland przełamują milczenie.
Ludność cywilna Woli prowadzona ulicą Wolską, przypuszczalnie w pierwszych dniach sierpnia podczas tzw. Rzezi Woli.Bundesarchiv/Wikipedia Ludność cywilna Woli prowadzona ulicą Wolską, przypuszczalnie w pierwszych dniach sierpnia podczas tzw. Rzezi Woli.
Ciała polskich cywilów zamordowanych przez Niemców w trakcie 'rzezi Woli', dokonanej w pierwszych dniach powstania warszawskiego.Miasto Nieujarzmione, Warszawa: Iskry, 1957/Wikipedia Ciała polskich cywilów zamordowanych przez Niemców w trakcie "rzezi Woli", dokonanej w pierwszych dniach powstania warszawskiego.
Ernst Wilhelm StojanAgnieszka Hreczuk/Polityka Ernst Wilhelm Stojan
Wiesław KępińskiAgnieszka Hreczuk/Polityka Wiesław Kępiński
Peter Schnittgard, obecny przewodniczący gminyAgnieszka Hreczuk/Polityka Peter Schnittgard, obecny przewodniczący gminy
Pani pastor Anja LochnerAgnieszka Hreczuk/Polityka Pani pastor Anja Lochner
Idylla na Sylcie. Burmistrz kat mieszkał w takim urokiwym miasteczku.Agnieszka Hreczuk/Polityka Idylla na Sylcie. Burmistrz kat mieszkał w takim urokiwym miasteczku.

Dzień, w którym Wiesio Kępiński po raz ostatni widział swoją rodzinę, był słoneczny i ciepły. Mama, tata, mały braciszek Sylwuś, dorosły brat Władysław ze swoją ciężarną żoną, wszyscy stali na ulicy, przed kościołem prawosławnym na Wolskiej, razem z sąsiadami. Kobiety, dzieci, mężczyźni – razem 61 osób. Naprzeciwko nich stał karabin maszynowy. I żołnierze w niemieckich mundurach. – Wyrwałem się z szeregu i zacząłem biec – mówi Wiesław Kępiński. – Nigdy więcej nie zobaczyłem mojej rodziny, nikogo z tych ludzi tam.

Był 5 sierpnia 1944 roku. Tego dnia tylko na Woli i Ochocie, dwóch warszawskich dzielnicach, zamordowanych zostało 20 tys. osób. Do końca tygodnia liczba wzrosła do 50 tys. Akcją tłumienia Powstania Warszawskiego dowodził general SS Heinrich Reinefarth, odkomenderowany tu z Poznania, gdzie był szefem policji, przez Heinrich Himmlera. Himmler poleca zabijać wszystkich Polaków, bez względu na wiek i płeć. Reinefahrt bierze to sobie do serca. Pod swoją komendą ma osławioną brygadę RONA i komando kryminalistów Dirlewangera, którzy gwałcą, mordują i plądrują. Reinfarth skarży się, że nie starcza mu amunicji do egzekucji ludności. Za swoją akcję zostanie odznaczony – od Krzyża Rycerskiego, jeszcze z wojny w 1939, dostaje Dębowy Liść.

Zbrodniarz w ratuszu

„Dear Frau Pastorin Anja Lochner”, pisze nieznajomy mieszanką niemieckich i angielskich słów, „czy jest Pani świadoma, że burmistrz Westerlandu, Heinz Reinefarth, był katem Warszawy? Czy zamierzacie coś w końcu z tym zrobić?”. Anja Lochner czyta maila w styczniu 2013 roku. Do Westerlandu na Sylcie przyjechała przed 17 laty. O Reinefahrcie wie tylko, że walczył na wojnie. Mail nie daje jej spokoju. Lochner zaczyna szukać: w internecie, w archiwum parafialnym. Przeżywa szok. W westerlandzkim ratuszu siedział zbrodniarz.

Biały dom we fryzyjskim stylu, niedaleko plaży w Westerlandzie, nie rzuca się w oczy. Dom należał do teściów Reinefartha. On sam przyjeżdżał tu jeszcze przed wojną. Zamieszkał tu po zwolnieniu z brytyjskiej niewoli. W przesłuchaniu przedstawiał się jako żołnierz i urzędnik w ministerstwie. „Od sierpnia 1944 znowu byłem żołnierzem”, zeznał. W tym zawarł swój udział w masakrze Warszawy.

Na Sylcie nikt o nic nie pytał. Po wojnie w Szlezwiku-Holsztynie schroniło się wielu byłych nazistów. W pierwszym rządzie landu był tylko jeden minister bez brunatnej przeszłości. Zresztą mieszkańcy Syltu zajęci byli innymi sprawami. Ludność wyspy podwoiła się za sprawą wypędzonych. Uciekinierów zakwaterowano w koszarach i opustoszałych po wojnie sanatoriach i pensjonatach. Byli biedni i obcy, odbierani jako problem, utrudniali powrót do normalności.

Reinefarth, adwokat z wykształcenia, na Sylcie znalazł swoje miejsce. Został mediatorem między miejscowymi a wypędzonymi. Zaczął nowe życie. W 1951 r. zostaje wybrany na burmistrza głosami CDU i Bund der Heimatvertriebenen und Entrechteten, partii wypędzonych. Siedem lat później trafia do Landtagu.

Taki miły człowiek

Ernst Wilhelm Stojan w 1951 roku głosował przeciw Reinefarthowi. 86-letni Stojan jest wieloletnim politykiem SPD, był przewodniczącym rady Westerlandu i posłem do parlamentu Szlezwika-Holsztyna. I formalnie rzecz biorąc – wypędzonym. Pochodzi z Oleśnicy na Dolnym Śląsku. W czasie wojny Stojan był w seminarium nauczycielskim. Naukę musiał przerwać, bo we wrześniu 1944 dostał powołanie do wojska, trafił do Szkoły Artylerii Morskiej. Parę miesięcy później przeniesiony został na Sylt, gdzie zastał go koniec wojny. Miał szczęście – nie tylko przeżył wojnę, ale i nie miał nic na sumieniu. Może dlatego Ernst Wilhelm chciał budować nowy kraj, bez dawnych morderców. Został przeciwnikiem Reinefartha, nie tylko politycznym, ale i osobistym. Jednym z nielicznych przez dziesięciolecia.

Ludzie go lubili – mówi Stojan. – Był przystępny, pomocny, przyjazny. Ale przede wszystkim dobrze zarządzał. Za jego kadencji Westerland rozkwita. Turyści znowu przyjeżdżają, ruszają sanatoria, dużo się buduje. Mieszkańcom wiedzie się dobrze. Zwolenników Reinefarth ma nawet w opozycyjnej SPD. – Miły człowiek, dobry burmistrz. Na tym dla mieszkańców dyskusja o jego przeszłości była zamknięta – kwituje Stojan.

Kiedy enerdowska wytwórnia filmowa DEFA nakręciła film o nazistowskim burmistrzu Westerlandu, pokazuje zdjęcia z Warszawy, dostępne dokumenty, Reinefarth tłumaczy, że to komunistyczna propaganda, która ma go zniszczyć. Polskie wnioski o ekstradycję zostają odrzucone, najpierw przez aliantów, potem RFN. Dużo później Stojan z żoną pojedzie na wycieczkę do Izraela. W Yad Vashem, gdzie zajmują się Reinefarthem, który jako szef SS w Kraju Warty nadzorował obóz zagłady w Chełmnie nad Nerem, dowie się, że Amerykanie chcieli wykorzystać siatkę agentów Reinefartha na wschodzie, dlatego go chronili.

Pogrzeb bez pastora

Prokuratura wszczyna wobec niego dochodzenie dwukrotnie. Dwa razy uznaje, że dowody, m.in. zapisy jego rozmów służbowych podczas Powstania, w których mówi o braku amunicji do rozstrzeliwania cywili, nie są wystarczające, by postawić go przed sądem. Dla jego zwolenników to dowód na to, że jest niewinny. Kiedy Stojan nie odpuszcza, dostaje pogróżki. – Mogli znać prawdę – mówi dziś Stojan. – Oni po prostu nie chcieli jej znać. Ale medialne doniesienia o Reinefarthcie w „Spieglu” czy „FAZ” powodują, że w Landtagu robi się gorąco. Pod naciskiem kat Warszawy odchodzi najpierw z Landtagu, a w 1963 r. rezygnuje z funkcji burmistrza. Do śmierci w 1979 pracuje jako adwokat.

Kiedy Anja Lochner zadzwonila do swoich przełożonych z zapytaniem o Reinfartha, pierwsze, co usłyszała, to: „U nas go nie pochowaliśmy”. Ówczesny pastor odmówił pochowania burmistrza w Westerlandzie. Oficjalnie: ponieważ ten wystąpił z Kościoła, jak wszyscy w SS. Nieoficjalnie mówi się, że lewicujący pastor miał z nazistami na pieńku. Reinefartha pochowano w sąsiednim Keitum.

„Pogrzeb bez pastora i posługi duchowej”, tyle znalazła pastorka Susanne Zingel z Keitum w dokumentach parafialnych. Podpytuje parafian, czy ktoś pamięta, był na pogrzebie albo coś słyszał. Cisza. – Nie byłem, nie wiem, nie słyszałem, tylko tyle się dowiedziałam – mówi Zingel. Gdyby opierać się na wiadomościach parafian, Heinz Reinefarth chowany był w samotności. Choć po jego śmierci w gazetach nekrologi opublikował i Lions Club, i Związek Strzelecki, i samo miasto Westerland.

Rodzinny grób Reinefarthów to nierzucający się w oczy głaz. Trzy nazwiska, trzy daty urodzin i śmierci. Wilhelmine, Adelheid, Heinrich. Heinz Reinfarth. Nad jego nazwiskiem wygrawerowany Krzyż Rycerski z dębowym liściem. Kiedy parę lat temu Zingel przyjechała do parafii, zarządca pokazał jej grób i powiedział, że muszą uważać na neonazistów, bo to był „esesman najgorszego rodzaju”. Ale był spokój. Potem Zingel zaczęła sprawdzać, kim był Reinefart. I dowiedziała się, że w Warszawie było jeszcze drugie powstanie, poza tym w getcie. I że było tam tyle ofiar.

Zingel prowadzi kurs dla konfirmantów. Oprócz nauki religii uczy o nazizmie. Na razie o ofiarach nazizmu. – Chyba dużo łatwiej mówić o ofiarach niż katach – przyznaje. Zwłaszcza własnych sąsiadach.

Kiedy debata o Reinefarthcie zaczęła się rozwijać, Susanne Zingel chciała porozmawiać z własnymi parafianami. W kościele organizowane są wieczorki dla seniorów. Spytała. Znowu cisza. Nikt nie pamięta Reinefahrta. Po spotkaniu podeszła jedna pani. – Ach, Heinz Reinefarth to był taki wspaniały burmistrz – powiedziała. Zawsze to samo.

Westerland zaczęło rozmawiać

Kiedy pastorka Anja Lochner w 2013 roku zaczyna swoje poszukiwania, trafia na mur milczenia. O Reinefahrcie w Westerland się nie mówi. Ani źle, ani dobrze, po prostu w ogóle. Tak jakby go nigdy nie było. – Ludzie nie mówią tylko dlatego, że brakuje im informacji – tłumaczy Peter Schnittgard, obecny przewodniczący gminy. Przynajmniej w jego wypadku tak jest, tłumaczy. – Najpierw byłem za młody i burmistrz mnie nie interesował, były inne sprawy, a potem? Jak miałem rozmawiać o czymś, o czym nie miałem wiedzy?

Schnittgard, rocznik 1938, miał 39 lat, kiedy Reinefarth umierał. Miasto sfinansowało książkę szwajcarskiego naukowca o Reinefarth, chwali się przewodniczący. 400-stronicowa monografia o Reinefahrcie opiera się tylko na dokumentach, których do niedawna nikt nie chciał czytać. Nie ocenia, ale podaje na tacy przerażające fakty. W ratuszu, na plebaniach w Westerlandzie i Keitum, w redakcji lokalnej gazety, leży na widocznym miejscu. Jakby na znak tego, że mieszkańcy gotowi są na dyskusję o przeszłości.

Nie wszystkim się to podoba. Do ratusza i parafii ewangelickiej przychodzą obraźliwe listy, tak jak od dawna do Stojana. „To już historia, powinno się to zostawić, Polacy też nie byli lepsi” – to słyszy często Anja Lochner. – Starsze pokolenie jest w rozterce: z jednej strony pamiętają miłego, kulturalnego człowieka, z drugiej – słyszą, że mordował dzieci i kobiety.

Po latach Ernst Stojan zyskał sojuszników. W rocznicę Powstania na ratuszu zawisła tablica pamiątkowa. Przypomina o 150 tysiącach ofiar i o tym, że w ratuszu siedział człowiek, który za te zbrodnie był współodpowiedzialny. Dyskusja nad tekstem była długa. Rodzinie Reinefartha i niektórym mieszkańcom nie podobało się, że Reinefarth wymieniony jest z nazwiska. „Zawstydzenie pochylamy się nad ofiarami z nadzieją na pojednanie” – napisano na tablicy. – Nie jesteśmy winni tego, co Reinefarth zrobił w Warszawie, ale jesteśmy odpowiedzialni za to, że mógł tu być burmistrzem – mówi Schnittgard.

5 sierpnia Peter Schnittgard, Anja Lochner i burmistrz Petra Reiber będą w Warszawie, na rocznicy masakry. Będzie tam też Wiesław Kępiński. Podczas ucieczki został ranny, ale przeżył. Jedyny z masakry przed cerkwią na Woli. – Mam satysfakcję, że przynajmniej po śmierci ludzie go osądzą – mówi. Pastorka Lochner chce jeszcze raz napisać do Polaka, który przysłał jej rok temu mail. Chce przesłać mu zdjęcie tablicy i wycinki z gazety. Pokazać, że Westerland zaczęło rozmawiać.

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Osamotnienie – dżuma współczesności?

Mamy w Polsce 5 mln jednoosobowych gospodarstw domowych. Na razie co czwarte gospodarstwo. W 2035 r. – co trzecie.

Ewa Wilk
08.02.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną