Historia

Republika dziecięca

Niezwykłe przedwojenne sanatorium dziecięce w Miedzeszynie

W sanatorium Medema działała spółdzielnia dzieci prowadząca kasę depozytowo-pożyczkową. W sanatorium Medema działała spółdzielnia dzieci prowadząca kasę depozytowo-pożyczkową. ŻIH
Sanatorium dziecięce im. Włodzimierza Medema w Miedzeszynie było placówką równie wyjątkową co korczakowski Dom Sierot. To niezwykłe przedsięwzięcie zostało niemal całkowicie zapomniane, choć w 1936 r. Aleksander Ford nakręcił o nim film.
Rycina obrazująca organizację i funkcje dziecięcego samorządu.ŻIH Rycina obrazująca organizację i funkcje dziecięcego samorządu.
Sanatoryjna stołówka. Niektórzy pierwszy raz mogli się tu najeść do syta.ŻIH Sanatoryjna stołówka. Niektórzy pierwszy raz mogli się tu najeść do syta.
Dzieci uczono obcowania z przyrodą. Samodzielnie uprawiały ogródek koło sanatorium.ŻIH Dzieci uczono obcowania z przyrodą. Samodzielnie uprawiały ogródek koło sanatorium.

Cały świat podziwia męczeństwo Korczaka, gdy wraz z dziećmi ze swego sierocińca poszedł na śmierć, ale nikt nie wie o innych, podobnych aktach odwagi – na przykład o pielęgniarkach i nauczycielach z sanatorium Medema, którzy także zginęli w Treblince razem ze swymi wychowankami. Nie chcieli się ratować, choć niektórzy by mogli – mówił Marek Edelman w rozmowie wspomnianej przez Abrahama Brumberga, znanego sowietologa, dziennikarza i pisarza.

Sanatorium im. Włodzimierza Medema (Włodzimierz Medem, żyjący w latach 1879–1923, był przywódcą i teoretykiem Bundu) było doskonale znane zarówno Edelmanowi, jak i Brumbergowi. Edelman odbywał tam kuracje jako kilkunastoletni chłopak, Brumberg natomiast był synem dyrektora administracyjnego sanatorium.

Sanatorium działało w latach 1926–42, z krótką przerwą po wybuchu wojny w 1939 r. Nazywane „republiką dziecięcą” i „rajem dla dzieci”, stanowiło realizację marzeń i planów pedagogów żydowskich, którzy pragnęli stworzyć dom dla dzieci zagrożonych gruźlicą, oferujący ponadto naukę w języku jidysz i wychowanie w duchu świeckim zgodne z ideałami Bundu – żydowskiej partii socjalistycznej, opowiadającej się za zachowaniem autonomii kulturalnej Żydów.

Takie założenia realizowało grono pedagogów, wychowawców, a także personel medyczny. Nad wcieleniem w życie zasad czuwał zarząd Stowarzyszenia Sanatorium Dziecka im. Włodzimierza Medema, którego naczelną postacią był Szlojme Mendelson – wybitny działacz socjalistyczny i pedagog. Samo sanatorium było związane ze świecką instytucją, która prowadziła szkoły z językiem wykładowym jidysz – CiSZO (Centrale Jidisze Szul Organizacje).

Ośmiolatki z prawem wyborczym

Co oznaczało realizowanie tych zasad w praktyce? Przede wszystkim utworzenie rady dziecięcej. Mali pensjonariusze mieli być współgospodarzami sanatorium i czuć się jak współgospodarze. Radę wyłaniało Zgromadzenie Ogólne, którego członkami były wszystkie dzieci mające więcej niż osiem lat. Zebrania Zgromadzenia odbywały się raz w tygodniu, a radę wyłaniano na dziesięć tygodni. Wszelkie decyzje rady były podejmowane większością głosów. Uchwały przez nią podjęte były wcielane w życie po zatwierdzeniu przez radę pedagogiczną.

Ponadto w sanatorium wcielano w życie zasadę nauczania poprzez zabawę. Było to oczywiste – dzieci (od 6. do 16. roku życia) przyjeżdżały do Miedzeszyna na kilka tygodni, w wyjątkowych wypadkach na kilka miesięcy, trudno zatem było prowadzić naukę wedle konwencjonalnych metod. Odbywało się mnóstwo zajęć muzycznych, śpiewano, recytowano, wystawiano spektakle, a nawet operetkę, napisane i skomponowane przez pedagogów sanatorium. Przewidziano też osobne zajęcia wyrównawcze dla dzieci mających większe zaległości bądź wymagających szczególnie starannej opieki.

Kolejnym ważnym elementem było obcowanie z przyrodą i jej kultywowanie. Dzieci samodzielnie uprawiały ogródek obok sanatorium, hodowały drób, prowadziły obserwacje w założonej przez nie stacji meteorologicznej.

Sanatorium miało własną rozgłośnię radiową i gazetkę redagowaną przez pensjonariuszy. Codziennie po śniadaniu dzieci udawały się na swoje „miejsca pracy” wedle starannie ułożonego przez radę sanatoryjną planu. W ten sposób wyrabiano w nich samodzielność i odpowiedzialność. Szanowano też ich integralność, całkowicie odstępując od kar cielesnych, co w owych czasach bynajmniej nie było regułą.

Nauczyciele idealiści

Dyrekcja i wychowawcy sanatorium odwoływali się do nowatorskich zasad pedagogicznych Bertholda Otto i Helen Pankhurst. Niemiecki pedagog uważał, że należy obserwować dzieci i odpowiadać na wysyłane przez nie sygnały – podstawą rozwoju dziecka była, jego zdaniem, komunikacja i interakcja. Poprzez rozmowy dziecko uczy się lepiej rozumieć i działać.

Amerykanka Helen Pankhurst stworzyła tzw. plan Daltona, w którym także pozostawiano wiele miejsca na samodzielność i kreatywność dziecka. Uczeń miał zachowywać wpływ na to, czego i w jaki sposób się uczy, a zarazem nie tracić więzi z grupą czy klasą.

To były również zasady, które pedagodzy sanatorium im. Medema poznali w trakcie własnej nauki, wielu z nich bowiem było absolwentami Żydowskiego Seminarium Nauczycielskiego w Wilnie, gdzie kierowano się tymi samymi ideałami. Młodzi ludzie, którzy przyjechali współtworzyć sanatorium i w nim pracować, byli niebywale oddani swojej pracy. Większość z nich mieszkała na terenie sanatorium, niemal cały swój czas poświęcając dzieciom.

Duszą sanatorium był jego dyrektor – Szlojme Giliński, pedagog, członek Bundu, człowiek obdarzony niezwykłą charyzmą, autor podręczników. Pisarz Melech Rawicz, przyjaciel Gilińskiego, opowiada o jednej ze swoich wizyt w sanatorium, gdzie bywał częstym gościem: „Niech pan spojrzy na nasze sanatorium tonące w zielonych drzewach – mówił Giliński. – Tu czuję, że coś osiągnąłem. Tu człowiek może się spełnić w pracy. […] Rozumiałem Szlojmego Gilińskiego, właśnie jego, ale całość sprawy postrzegałem inaczej, patrzyłem i widziałem nieco dalej. Za lasami Miedzeszyna, gdzie zaczynała się straszliwa rzeczywistość ówczesnej Europy. Było lato 1934”.

Sanatorium im. Medema rzeczywiście stanowiło oazę – przede wszystkim dla jego małych pensjonariuszy. Dla większości z nich, zwłaszcza tych z ubogich rodzin, był to raj. Na podstawie badań przeprowadzonych w latach 1926–36 w sanatorium stwierdzono, że 868 dzieci pochodziło z domów, w których ponad 8 osób mieszkało w jednym pokoju. Ponad 78 proc. dzieci nie miało własnego łóżka. Ponad 45 proc. dzieci z Warszawy zajmowało pomieszczenia, w których nie było elektryczności, wody bieżącej ani innych udogodnień sanitarnych. Dopiero w Miedzeszynie uczyły się dbać o higienę, po raz pierwszy w życiu myły zęby i były regularnie badane. Oczywiście do sanatorium trafiały również dzieci z zamożniejszych domów, z rodzin inteligenckich czy artystycznych. Nie one jednak stanowiły większość.

Jak podaje Magdalena Kozłowska w artykule „(Nie)urzeczywistniona utopia” („Midrasz”, 6/15), przyjmowano też małych pacjentów z chronicznymi schorzeniami układu oddechowego, powiększonymi węzłami chłonnymi, lekką wadą serca, neuropatią lub takich, którzy wcześniej przebywali w szpitalu. Sanatorium było zatem ośrodkiem zapobiegawczym, nie leczniczym.

Film zatrzymany przez cenzurę

Do placówki miedzeszyńskiej przyjmowano również dzieci z nieżydowskich rodzin robotniczych, była to bowiem w pierwszych latach funkcjonowania jedyna w Polsce instytucja, która działała na rzecz zapobiegania gruźlicy. Nie każdy jednak chciał wysłać dziecko do żydowskiego sanatorium, najczęściej przyjeżdżały zatem te z rodzin związanych z PPS. W przypadku innych skutkowała zachęta lekarza, wsparta uwagą, że najbliższa tego rodzaju placówka znajduje się w Szwajcarii. Za pobyt tych dzieci płaciła rada miejska Warszawy, w której wówczas zasiadało kilku prominentnych członków PPS i Bundu. Rada wspomagała w ogóle sanatorium im. Medema, zwłaszcza w początkach jego działalności, choć głównie finansowane było z funduszy zebranych wśród amerykańskich Żydów.

Film dokumentalno-fabularny o sanatorium (który miał reklamować inicjatywę i pozyskać sponsorów) nakręcił Aleksander Ford w 1936 r. na podstawie scenariusza Wandy Wasilewskiej i Jankewa Pata, pod tytułem „Mir kumen on” (Nadchodzimy; w wersji polskiej: „Droga młodych”). Tytuł zaczerpnięto z wykonanego w filmie hymnu sanatorium, który skomponował Jankl Trupianski, pracujący tam jako pedagog. Ówczesna cenzura w Polsce skonfiskowała film, zatem zbieranie funduszy za jego pomocą okazało się niemożliwe. Kopie filmu udało się jednak wywieźć nielegalnie z Polski i dzięki temu nie tylko spełnił swoją funkcję za granicą, ale też obejrzeć go można również dziś. O perypetiach filmu, próbnych pokazach, recenzjach pisał obszernie Roman Włodek między innymi w tekście „Dokąd prowadzi droga młodych?” („Midrasz” 6/15). „Mir kumen on” zatrzymano z przyczyn politycznych – uznano, że film szerzy propagandę komunistyczną, co było zarzutem absurdalnym, zwłaszcza że bundowcy byli z komunistami w stanie permanentnej wojny.

Prawie nikt nie ocalał

Sanatorium im. Medema było placówką wzorcową, zatem wizytowali ją pedagodzy spoza Polski, przede wszystkim ze Szwajcarii. Odwiedzali ją również przedstawiciele żydowskich kół religijnych – sanatorium nie prowadziło kuchni koszernej, a święta religijne obchodzono jedynie symbolicznie. W 1938 r. personel ortodoksyjnych szkół dla chłopców Chorew oraz Bejs Jakow dla dziewcząt postanowił utworzyć własne sanatorium, które czerpałoby ze wzorców sanatorium im. Medema, ale działałoby zgodnie z żydowskim prawem religijnym. Pomimo różnic ideologicznych między Bundem a Agudas Isroel (partią patronującą szkołom religijnym) wizyta delegacji ortodoksów w Miedzeszynie trwała kilka dni i okazała się owocna.

Pobyt w sanatorium był pożyteczny nie tylko dla gości – placówka ta wywarła ogromny, pozytywny wpływ na dzieci, ale i ich rodziców. Dzieci z uboższych rodzin po powrocie do domów przynosiły ze sobą nawyki higieniczne, ale także idee – kulturalne, estetyczne, narodowe. W rodzinach zamożniejszych, na ogół bardziej zasymilowanych, powracano do języka jidysz, do literatury, śpiewu.

We wrześniu 1939 r. sanatorium zamknięto, część nauczycieli wyjechała, opuścił też Polskę Josef Brumberg, dyrektor administracyjny. Po kilku miesiącach dzieci jednak powróciły, było ich około dwustu, i powrócił personel. Nie opuszczono stanowisk aż do końca. 19 sierpnia 1942 r., w przededniu likwidacji getta falenickiego, dyrekcja poinformowała wszystkich, co ma nastąpić. Jeden z nauczycieli radził, aby te dzieci, które czują się na siłach, próbowały ucieczki. Niestety, ocalało tylko jedno lub dwoje.

Budynki sanatoryjne przetrwały wojnę, lecz nie przetrwały PRL. Jeszcze w latach 70. XX w. Abraham Brumberg, przywieziony do Miedzeszyna przez Wiktora Kulerskiego, mógł zobaczyć, co zostało z sanatorium, którym z takim oddaniem kierował jego ojciec. Po kilku latach z zabudowań nie pozostało już nic.

Z pewnością ta jedyna w swoim rodzaju instytucja zasługuje na upamiętnienie. Odsłonięcie pamiątkowej tablicy przy ul. Wolnej (prostopadła do ul. Lokalnej) obok szkoły podstawowej nr 216 w Miedzeszynie zaplanowane jest na czerwiec 2016 r.

Polityka 22.2016 (3061) z dnia 23.05.2016; Historia; s. 70
Oryginalny tytuł tekstu: "Republika dziecięca"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Życie w strefie anty-LGBT

W ostatnich miesiącach miasteczko Tuchów w Małopolsce jest jak wierna miniatura współczesnej Polski – społecznie, politycznie, religijnie, środowiskowo i nerwowo.

Marcin Kołodziejczyk
25.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną