1916: deklaracja dwóch cesarzy i powrót „kwestii polskiej”

Zapomniane Królestwo
Proklamacja dwóch cesarzy z 5 listopada 1916 r. zapowiadająca utworzenie Królestwa Polskiego wywołała reakcję łańcuchową, która wpłynęła na następne stulecie dziejów Europy.
Gubernator Hans von Beseler (drugi od lewej) w Warszawie, 1916 r.
Ullstein Bild/Getty Images

Gubernator Hans von Beseler (drugi od lewej) w Warszawie, 1916 r.

Dwóch cesarzy: niemiecki Wilhelm II i austriacki Franciszek Józef
AKG Images/EAST NEWS

Dwóch cesarzy: niemiecki Wilhelm II i austriacki Franciszek Józef

Józef Piłsudski w Warszawie, 1916 r.
Muzeum Niepodległości/EAST NEWS

Józef Piłsudski w Warszawie, 1916 r.

audio

AudioPolityka Adam Krzemiński - Zapomniane Królestwo

Wilhelm II i Franciszek Józef zapowiedzieli utworzenie Królestwa Polskiego, i choć ta proklamacja nie była aktem założycielskim państwa polskiego, to z pewnością stała się pierwszym krokiem w kierunku odrodzenia zniszczonej w 1795 r. przez zaborców polskiej państwowości. Na mapę Europy państwo polskie powróciło dopiero w listopadzie 1918 r. wraz z załamaniem się mocarstw centralnych, co przypieczętowane zostało traktatem w Wersalu w 1919 r. i polskim zwycięstwem nad Armią Czerwoną w 1920 r. Jednak to w listopadzie 1916 r. „kwestia polska” stanęła na europejskim porządku dziennym.

Cesarze przemilczeli kwestię granic przyszłego tworu, jak i zakres jego instytucjonalnej suwerenności. Nie przewidywali też zjednoczenia wszystkich trzech zaborów, gdyż nowe państwo miało powstać wyłącznie na terenie zaboru rosyjskiego. Mimo to wywołali reakcję łańcuchową, która w dramatyczny sposób wpłynęła na następne stulecie dziejów Europy.

Właściwie żadne z trzech mocarstw rozbiorowych nie miało pomysłu na rozwiązanie kwestii polskiej. Jeśli w ogóle ktoś, to Franciszek Józef, który przychylnie słuchał podszeptów polskich lojalistów marzących o przyłączeniu do Galicji przynajmniej części zaboru rosyjskiego. Monarchia habsburska zezwoliła na formowanie polskich oddziałów, które pod dowództwem Józefa Piłsudskiego wkroczyły 6 sierpnia 1914 r. do Kongresówki, aby tam wzniecić powstanie. Daremnie. Lojalność wobec rosyjskiej zwierzchności jeszcze nie była złamana, tym bardziej że zaledwie dwa dni wcześniej artyleria niemiecka zbombardowała Kalisz (zajęty już zresztą przez wojska niemieckie), a kaliszan poddano okupacyjnym szykanom. To jedynie wzmocniło antyniemieckie afekty.

Na te antyniemieckie odruchy stawiał też Petersburg. Wielki książę Michaił kusił Polaków ponownym zjednoczeniem zaborów w ramach rosyjskiego imperium. Jednak jego manifest z 14 sierpnia 1914 r. nieautoryzowany przez cara nie miał międzynarodowego znaczenia.

Dla Berlina polska irredenta w Kongresówce zawsze była sprawą kłopotliwą. Gdy dochodziło tam do zrywu, armia pruska zawsze odcinała Kongresówkę „kordonem sanitarnym”, aby z jednej strony zablokować wsparcie z zachodu, a z drugiej zapobiec rozlaniu się powstania na zabór pruski. Dla Bismarcka Polska była lepiszczem sojuszu niemiecko-rosyjskiego. Gdyby kiedyś miało dojść do wojny między nimi – zżymał się w 1883 r. w liście do księcia Hohenlohe – to Niemcy będą musiały przywrócić Polskę do Dniepru. I aby temu zapobiec, plan Schlieffena przewidywał szybki nokaut Francji, aby potem można było powalić Rosję, nie ruszając „kwestii polskiej”.

Jednak wojna potoczyła się inaczej. Mimo zwycięstwa nad Rosjanami w Prusach Niemcy zostali powstrzymani nie tylko we Francji, ale i w Polsce. Dopiero rok później – latem 1915 r. – Niemcom i Austriakom udało się po ciężkich walkach wyprzeć Rosjan z Kongresówki. Ale nadal nie mieli pomysłu na Polskę. „Mitteleuropa” Friedricha Naumanna dopiero się rodziła, a i to w sprzecznych wariantach.

Najpierw okupowany zabór rosyjski został podzielony na dwa generalne gubernatorstwa, którym narzucono rekwizycje i wyrąb całych lasów. W niemieckiej strefie okupacyjnej rozwiązano polskie komitety obywatelskie, w austriackiej pod zarzutem szpiegostwa publicznie powieszono tysiące ludzi. Niemniej bardzo szybko pojawiła się zmora dręcząca kiedyś Bismarcka. Rosjanie, wycofując się, zdemontowali całe zakłady i ewakuowali na wschód tysiące fachowców. Jednak spis ludności wykazał nadal obecność miliona młodych mężczyzn, co generalny kwatermistrz armii niemieckiej Erich Ludendorff przeliczył sobie na 50 dywizji polskich oddziałów posiłkowych.

W 1915 r. rozpoczął się między Berlinem i Petersburgiem wyścig obietnic pod adresem Polaków. Z tym że rosyjski premier nie miał nic w ręku, gdy oświadczał w Dumie, że car rozważa danie Polsce autonomii. Niemcy natomiast mogli pokazać konkrety, zmieniając rosyjskie dotąd warszawskie wyższe uczelnie w polskie – jakkolwiek pod niemiecką administracją. Mimo to Kongresówka pozostała nieufna, tym bardziej że niemiecki gubernator Hans von Beseler nie zawsze trafiał we właściwy ton w rozmowach z Polakami, a poza tym miał na karku swoich bismarckowców, którym marzyło się przesunięcie polskiej resztówki na wschód i aneksja pasa ochronnego połączona z masowymi wysiedleniami Polaków.

W niełatwej sytuacji wobec własnego społeczeństwa byli także polscy politycy głoszący opcję niemiecką. Nawet legiony Piłsudskiego wielu traktowało nieufnie z powodu ich niemieckiego czy austriackiego piętna.

Latem 1916 r. okazało się, że bitwa pod Verdun, mająca wykrwawić Francuzów, nie przyniosła rozstrzygnięcia. Potem ofensywa Brusiłowa w Galicji i rumuńska w Galicji wstrząsnęły Austrią. Na początku lipca postawa legionów Piłsudskiego w walkach na Wołyniu zrobiła wrażenie na Ludendorffie, ale droga do zbudowania rzeczywistych polskich oddziałów posiłkowych prowadziła tylko poprzez polską państwowość. Ale na taki krok państwa centralne nie były jeszcze gotowe, więc Piłsudski demonstracyjnie złożył dowództwo legionów.

Teraz Berlin i Wiedeń w poufnych rozmowach zaczęły się poważniej zastanawiać nad kwestią polską – tyle że bez polskich przedstawicieli. Podjęto nawet wstępną decyzję, jednak odłożono ją w płonnej nadziei na odrębny pokój z Petersburgiem. Polska przecież nie była celem samym w sobie, a jedynie środkiem do celu – w najlepszym wypadku kamykiem w mozaice projektu niemieckiej Mitteleuropy.

Pod koniec października Beseler otrzymał w końcu instrukcję, by zebrał polską delegację, która przedstawiłaby w Berlinie i Wiedniu „polskie życzenia”. Rozmowy nie miały wprawdzie większego znaczenia, ale zostały upublicznione jako przygotowanie uroczystej proklamacji obu cesarzy. Rubikon został przekroczony – tyle że po drugiej stronie rzeki były same bezdroża.

Niemniej na scenie międzynarodowej ta mgławicowa i półgębkiem rzucona deklaracja dwóch cesarzy uruchomiła lawinę. Petersburg oburzył się na „złamanie prawa międzynarodowego”. I pozyskał ententę do protestu przeciwko formowaniu Polnische Wehrmacht – polskich sił zbrojnych. Jednym z ostatnich sukcesów carskiej dyplomacji była francuska deklaracja, że Paryż pozostawia Rosji wolną rękę w wytyczeniu przyszłej wschodniej granicy Niemiec. Jednak już dwa tygodnie później, 22 stycznia 1917 r. – zatem na rok przed swymi „czternastoma punktami” – amerykański prezydent Woodrow Wilson mówił w senacie o „zjednoczonej, samodzielnej i suwerennej Polsce”. A w Rosji po abdykacji cara w czasie kwietniowej rewolucji nowy rząd rosyjski napiętnował zakłamanie dotychczasowej polityki w kwestii polskiej. Teraz i w Rosji, i we Francji, zaczęto formować polskie oddziały i otwierać drzwi przed polskimi politykami i działaczami.

Proklamacja 5 listopada – choć miałka w treści – wywołała w Warszawie, Krakowie i Lwowie entuzjastyczne pochody. Trudno jednak było nie dostrzec jej ciemnej strony. Beseler nalegał na natychmiastową rekrutację do polskich oddziałów posiłkowych, na co Piłsudski odpowiadał: „najpierw rząd, a potem wojsko”. W przeciwnym wypadku jego żołnierze staliby się jedynie najemnikami. Takie zresztą były też hasła demonstrantów w polskich miastach. Rozczarowane były obie strony. Beseler oczekiwał wdzięczności, a spotykał się z nieufnością. Próbował ustąpić i bez porozumienia z Berlinem 13 listopada 1916 r. zapowiedział utworzenie rady państwa i parlamentu – ale tylko jako instancji doradczej dla okupanta. Twierdząc, że „państwo trzeba budować powoli i stopniowo”, mówił polskim politykom, że nie wolno ulegać naciskowi ulicy, że wprawdzie ceni Piłsudskiego jako żarliwego patriotę i organizatora, ale powierzenie mu polskich oddziałów prowadziłoby za daleko. Beseler sam objął dowództwo nad częścią legionów, które uroczyście powitał na warszawskim placu Saskim.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną