Farmaceutyczne szpiegostwo w PRL

Tajna służba zdrowiu
Gospodarka PRL zawsze miała kłopoty z rozwijaniem nowoczesnych technologii. Próbowano im zaradzić z pomocą działających za granicą agentów wywiadu.
Pracownice apteki konfekcjonują pastylki aspiryny, lata 60.
Andrzej Marczak/Forum

Pracownice apteki konfekcjonują pastylki aspiryny, lata 60.

Polfa, zakład w Tarchominie, 1965 r.
Aleksander Jałosiński/Forum

Polfa, zakład w Tarchominie, 1965 r.

audio

AudioPolityka Mirosław Sikora - Tajna Służba zdrowiu

We wrześniu 1989 r. w Departamencie I MSW (wywiad cywilny PRL) przygotowano raport podsumowujący efekty pracy wywiadu w dziedzinie naukowo-technicznej w minionych kilku latach. Trafił on do rąk prezydenta PRL gen. Jaruzelskiego oraz premiera Tadeusza Mazowieckiego. Dyrektor wywiadu gen. bryg. Zdzisław Sarewicz wymieniał w nim kilkanaście kluczowych technologii uzyskanych niejawnymi kanałami dla polskiej gospodarki. Na pierwszym miejscu znalazły się jednak, co ciekawe, nie mikroprocesory, oprogramowanie czy systemy sterowania dla przemysłu maszynowego, ale „technologie produkcji najnowszej generacji leków przeciwnowotworowych – Daunorubicyny, Adriamycyny i Farmorubicyny, o dużej skuteczności terapeutycznej i bardzo wysokiej cenie”.

Jedną z funkcji wywiadu zarówno w czasie zimnej wojny, jak i współcześnie, było i jest gromadzenie informacji z zakresu postępu naukowego oraz rozwoju przemysłowego innych państw. Również w PRL wywiad miał w swojej strukturze komórki organizacyjne, których pracownicy zajmowali się śledzeniem globalnych trendów technologicznych.

W ciągu minionych 20–30 lat chińskie czy irańskie służby specjalne zaangażowane były (są) na dużą skalę w nielegalny transfer rozwiązań, których na drodze oficjalnej nie da się nabyć, czy to ze względów konkurencyjnych (monopole koncernów), czy też z uwagi na zbyt wygórowane ceny licencji, czy w końcu ze względów politycznych (embargo).

W podobnym położeniu wobec tzw. krajów kapitalistycznych znajdowały się przed 1991 r. państwa RWPG. Ich zacofanie, mające często korzenie jeszcze w czasach przedwojennych, spotęgowane niewydolnością gospodarki planowej, przyczyniło się najpierw w ZSRR, potem zaś w pozostałych krajach socjalistycznych do rozbudowy gałęzi wywiadu, odpowiedzialnej za werbowanie informatorów w zachodnich koncernach i instytucjach badawczo-rozwojowych (BR/R&D). Celem było pozyskanie „na czarnym rynku” nowoczesnych rozwiązań, mogących zredukować tzw. lukę technologiczną. Zainteresowanie wywiadu było totalne, rozciągając się na energetykę, metalurgię, tworzywa sztuczne, przemysł motoryzacyjny, stoczniowy i samolotowy, mikroelektronikę czy last but not least – przemysł farmaceutyczny i biotechnologię.

Żeby leki były polskie

Konsumpcja leków w przeliczeniu na jednego mieszkańca wzrosła w Polsce od 1955  do 1980 r. 10-krotnie. Polacy coraz częściej zapadali na choroby cywilizacyjne (choroby układu krążenia, nowotwory), trapiące wcześniej głównie obywateli krajów wysoko rozwiniętych.

Według danych Komisji Ekonomicznej ONZ za rok 1969 Polska była 10. największym producentem leków na świecie, dostarczając rocznie na rynek medykamenty o wartości 250 mln USD. Udział przemysłu farmaceutycznego w wartości produkcji całego przemysłu chemicznego PRL zwiększył się z 6 proc. w 1960 r. do 8,4 proc. w 1975 r., a tempo jego wzrostu było średnio dwu-, trzykrotnie wyższe niż w całym przemyśle PRL. Ponadto pomiędzy 1960 a 1980 r. Zjednoczenie Przemysłu Farmaceutycznego Polfa podwoiło udział eksportu w ogólnej wartości sprzedaży swoich produktów, z 16 do 32 proc.

Sukces ten nie był jednak wynikiem li tylko polskiej myśli chemicznej, promieniującej z Instytutu Farmacji czy Instytutu Antybiotyków (później – Ośrodka Badawczo-Rozwojowego Biotechnologii) w Warszawie. Nie był też efektem udanego wykorzystania licencji (na tym polu, przeciwnie, poniesiono dotkliwą porażkę). Dokumenty zgromadzone w Archiwum IPN pozwalają oszacować, że rokrocznie średnio kilkanaście procent obrotów handlowych w segmencie antybiotyków generowanych było dzięki pomyślnym operacjom wywiadu naukowo-technicznego (WNT) PRL.

Ważnym czynnikiem kształtującym cenę leku jest długotrwałość opracowywania i wprowadzania go do produkcji. Współcześnie specjaliści szacują, że przeciętny koszt badań i rozwoju nowego leku (badania in vivo, in vitro, testy kliniczne) to ok. 1,3 mld dol., bez uwzględniania kosztów związanych z wprowadzeniem leku na rynek. To właśnie R&D było obszarem, gdzie – dzięki wywiadowi – zaoszczędzić można było roboczogodziny i pieniądze, adaptując zachodnie rozwiązania, i jednocześnie nie ponosząc z tego tytułu wysokich opłat licencyjnych.

Formułowanie zadań dla MSW przez Ministerstwo Przemysłu Chemicznego (MPCh) odbywało się za każdym razem zgodnie z utartą konwencją. Minister zwracał się do szefa spraw wewnętrznych z wnioskiem o „udzielenie pomocy w sprowadzeniu na drodze niejawnej dokumentacji techniczno-technologicznej leku o nazwie…”. Wniosek ten konsultowany był uprzednio z dyrektorami zainteresowanych przedsiębiorstw lub placówek BR.

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną