Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Historia

Ludu mój ludu

Nowe spojrzenie na dawne polskie elity

Strajk robotników w Łodzi, 1905 r. Strajk robotników w Łodzi, 1905 r. AN
Polskie elity zawsze miały z ludem olbrzymi problem. Pokazują to świetnie dwie książki młodych historyków. Ich spojrzenie to nowa jakość w polskich sporach o przeszłość. A pewnie i o teraźniejszość.
Jacek Kuroń i Karol Modzelewski na Pierwszym Krajowym Zjeździe Delegatów NSZZ Solidarność
w Gdańsku Oliwie, 1981 r.Anna Beata Bohdziewicz/Fotonova Jacek Kuroń i Karol Modzelewski na Pierwszym Krajowym Zjeździe Delegatów NSZZ Solidarność w Gdańsku Oliwie, 1981 r.

Startujemy w 1905 r. Królestwo Polskie jest wówczas najbardziej uprzemysłowioną częścią rosyjskiego imperium. Miasta pęcznieją w niesamowitym tempie. Rekordzistka Łódź w drugiej połowie XIX w. zwiększa swoją liczebność o 2 tys. (!) proc. Manchester ze swoim 500-proc. wzrostem może się schować. Rosną też Warszawa i Zagłębie Dąbrowskie. A do gry wchodzi nowy polityczny aktor: klasa robotnicza. Genealogicznie to ten sam plebs pojawiający się w poprzednich okresach historii Polski raczej w roli tła w przedstawieniu ze szlachtą w roli głównej (i mieszczaństwem w drugoplanowej). Teraz jednak lud (fachowo: zbiorowa całość mas pracujących) jest już inny. Już nie zahukany i rozrzucony po wsiach oraz folwarkach. Teraz jest w jednym miejscu i zaczyna dostrzegać swoje rosnące znaczenie.

Rewolucja 1905 r. zaczyna się od strajków płacowych związanych ze spadkiem koniunktury w Cesarstwie Rosyjskim. Wydarzenia szybko jednak wyrastają ponad aspekt ekonomiczny. Gdy w Łodzi przerażeni masowością wystąpień carscy urzędnicy bezradnie patrzą na rozwój wypadków, faktyczna władza trafia na krótki czas w ręce robotniczych milicji. „Wszędzie snuły się tłumy robotników. Przeważnie po kilkuset. Chodzą od domu do domu, kontrolując, czy nie ma gdzie fabryki i warsztatu, gdzie by pracowano, łamiąc strajk” – wspominał jeden z uczestników. Inni relacjonowali, że specyfiką tamtych dni było chodzenie po ulicach w taki sposób, by napotkani stójkowi albo co bogatsi mieszczanie musieli ustąpić im miejsca na trotuarze.

To jeden z symboli nowej sytuacji. Oto po raz pierwszy na ziemiach polskich plebs wystąpił o uznanie za pełnoprawnego członka wspólnoty politycznej.

Polityka 13.2017 (3104) z dnia 28.03.2017; Historia; s. 66
Oryginalny tytuł tekstu: "Ludu mój ludu"
Reklama