Historia

95 lat temu Polska objęła Śląsk

95 lat temu Polska objęła Śląsk

Festyn niepodległościowy po włączeniu części Górnego Śląska do Polski Festyn niepodległościowy po włączeniu części Górnego Śląska do Polski Forum
Czerwcowy wtorek 95 lat temu był piękny jak dziś. Ciepły i słoneczny – wymarzony na narodowy, patriotyczny i patetyczny spektakl.

Rankiem 20 czerwca 1922 r. o 8.00 na szopienicki most graniczny, łączący II Rzeczpospolitą z Górnym Śląskiem – a przed wojną Rosję z Rzeszą Niemiecką – wjechał niewielki oddział kawalerii Wojska Polskiego. Po chwili za przednią strażą pojawił się gen. Stanisław Szeptycki, który niebawem objął urząd ministra spraw wojskowych. Na czele dalszych polskich oddziałów szła kompania powstańców śląskich. Tak raczkująca, niespełna czteroletnia Rzeczpospolita przejmowała kawałek Górnego Śląska, który straciliśmy jeszcze za Kazimierza Wielkiego. Patetycznie rzecz biorąc – polski orzeł na powrót otoczył skrzydłami skrawek ziemi, który wracał do macierzy. Takich powrotów historia wcześniej nie znała! Taki powrót wymagał właściwej oprawy.

Polskę witano entuzjastycznie. Koło dawnej budki granicznej stanęła uroczysta brama powitalna, spięta łańcuchem z białymi i czarnymi ogniwami, a więc w barwach pruskich. Powstańczy inwalida Juliusz Chowaniec wielkim młotem spektakularnie rozbił łańcuch, wołając przy tym: „Pękajcie okowy niewoli – Górny Śląsk jest wolny. Armio, wkraczaj nań i połącz z Polską!”. Wcześniej, dla uniknięcia ewentualnych niespodzianek, ogniwa przepiłowano i połączono sznurkami. Okowy pękły na amen.

Ślązacy, nowi obywatele polscy

Z samodzielnych wówczas Szopienic ustawiono, wzdłuż drogi do Katowic, 30 ustrojonych barwnie bram powitalnych, w tym jedna w całości była zbudowana z węgla. Działacz narodowy Wojciech Korfanty, dyktator III powstania, witał żołnierzy w patriotycznym uniesieniu: „Polsko, kajamy się przed twoim majestatem, oddając ci ciało i duszę. Bierzesz w tej chwili we władanie niezmierne bogactwa ziemi naszej, ale weź też skarby moralne, które naród śląski zrodził podczas walki o wyzwolenie”.

Rozlegał się Mazurek Dąbrowskiego – to na cześć Górnoślązaków, nowych obywateli polskich, potem marsz żałobny – dla poległych bohaterów, wreszcie popłynęła Rota – dla wzmocnienia polskiego ducha i rozgrzania do białości polskich serc. Wcześniej przypominano zasługi Korfantego, poniesione w dziele odzyskania przez Rzeczpospolitą niepodległości. Przytaczano słowa, które wprowadziły w osłupienie niemiecki parlament, gdy jako poseł do Reichstagu wołał: „Nie żądamy ani piędzi ziemi niemieckiej. Żądamy zjednoczonej Polski z wszystkich trzech zaborów, z dostępem do morza, z wybrzeżem polskim zamieszkałym przez ludność bez wątpienia polską!”.

To był szok. Polska istniała jeszcze teoretycznie – i nie chodzi tu o znaczenie, jakie dzisiaj zostało przydane temu określeniu w pewnej podłej knajpie. Wówczas, gdy padały te słowa, tliła się jeszcze wojna, a tu – w jaskini niemieckiego niedźwiedzia – górnośląski poseł z niesłychanym tupetem żąda wszystkich ziem polskich dla Polski.

Tak mijał 20 czerwca 1922 r. W następnych dniach polskie wojsko wkraczało do kolejnych miast górnośląskich – wszędzie stały bramy powitalne, a tłumy mieszkańców oklaskiwały gorące przemówienia. Pękały symboliczne łańcuchy i kajdany niewoli. Ciąg tego patriotycznego spektaklu zakończyło podpisanie w Katowicach „Aktu Zjednoczenia Górnego Śląska z Rzeczpospolitą Polską” – 16 lipca 1922 r. Z Warszawy przyjechała wówczas 150-osobowa delegacja z marszałkiem Sejmu Wojciechem Trąmpczyńskim na czele. Józef Piłsudski, naczelnik państwa, musiał zostać w stolicy, żeby nie dopuścić do powstania rządu… z Wojciechem Korfantym jako premierem. Panowie nie lubili się, a niechęć ta była historycznie uzasadniona całkiem odmiennymi politycznymi wizjami. Piłsudski pojawił się w Katowicach pod koniec sierpnia, z odznaczeniami – w tym Krzyżami Virtuti Militari – dla kadry dowódczej powstań i działaczy plebiscytowych.

Tamtego pamiętnego wtorku, 95 lat temu, zaczęto wprowadzać w życie – z dwuletnim niemal opóźnieniem – autonomiczny ustrój województwa śląskiego.

Droga ze Śląska do Polski

Walka o Śląsk rozpoczęła się jeszcze przed uzyskaniem przez Polskę niepodległości. W styczniu 1918 r. prezydent USA Woodrow Wilson wydał 14-punktową deklarację, która miała stać się podstawą negocjacji z pokonanymi Austro-Węgrami i Niemcami. Stwierdzono w niej, że „powinno być ustanowione niepodległe państwo polskie, które winno obejmować terytoria zamieszkałe przez bezspornie polską ludność”. Podobne stanowisko zajmowali premierzy Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch.

Na tej fali Roman Dmowski przedstawił prezydentowi USA – w imieniu Komitetu Narodowego Polskiego – projekt przyszłych granic państwa. W Polsce miała znaleźć się prawie cała rejencja opolska, obejmująca terytorialnie Górny Śląsk. Były to tereny wykraczające poza przedrozbiorowe granice Rzeczpospolitej. W tym przypadku nie powoływano się na krzywdę rozbiorów, ale na przeprowadzony w państwie pruskim w 1910 r. spis ludności, z którego wynikało, że z ponad 2 mln mieszkańców rejencji – blisko 60 proc. – przyznało się do polskości.

W dążeniu do przejęcia całego Górnego Śląska – początkowo wydawało się, że nie będzie z tym problemu – wspierała nas Francja, która była zainteresowana jak największym osłabieniem Niemiec i znaczącym wejściem swojego kapitału do przemysłu górnośląskiego. Przeciwna była Wielka Brytania. Słynne słowa brytyjskiego premiera Lloyda George′a o małpie, która ma dostać zegarek – odgrzewane są do dzisiaj. Włochy próbowały zachować się neutralnie, ale w praktyce wspierały racje brytyjskie, a więc pośrednio niemieckie.

Jak Szwajcaria

Konsekwencją tego sporu było zapisanie w Traktacie Wersalskim, 28 czerwca 1919 r., decyzji, że o przynależności Górnego Śląska rozstrzygnie plebiscyt. W sierpniu 1919 r. wybuchło I powstanie śląskie. Działały już silne konspiracyjne struktury Polskiej Organizacji Wojskowej, ale charakter zrywu miał bardziej wymiar społeczny – nawet proletariacki – niż narodowy. Powstanie krwawo stłumiono.

W ramach propagandowej walki przedplebiscytowej pruski parlament w październiku 1919 r. zdecydował o wydzieleniu rejencji opolskiej z Prowincji Śląskiej, ze stolicą we Wrocławiu – utworzono Prowincję Górnośląską ze stolicą w Opolu. Przyznano jej większą samorządność niż pozostałym pruskim jednostkom administracyjnym. Dla wzmocnienia niemieckiej oferty wyborczej zaproponowano, aby w dalszej kolejności dążyć do uzyskania autonomii Górnego Śląska – jako odrębnego kraju związkowego. Po plebiscycie i podziale ten pomysł upadł. W obawie przed korzystnym dla Polski wynikiem lansowano też, wspieraną przez wielki kapitał, koncepcję utworzenia samodzielnego i neutralnego – jak Szwajcaria – państwa Freistaat Schlesien.

Polska musiała szybko zrobić coś, co osłabiłoby tę atrakcyjną niemiecką ofertę. Czasu było mało. W lutym 1920 r. władzę nadrzędną na Górnym Śląsku objęła Międzysojusznicza Komisja Rządząca i Plebiscytowa, której przewodniczył francuski gen. Henri Le Rond. W Bytomiu zaczął działać Polski Komisariat Plebiscytowy z Wojciechem Korfantym na czele.

15 lipca 1920 r. Sejm Ustawodawczy Rzeczypospolitej Polskiej uchwalił ustawę konstytucyjną „zawierającą statut organiczny województwa śląskiego”. Jako jedyne w kraju miało mieć swój regionalny parlament – Sejm Śląski i własny skarb.

Polska nie miała jeszcze swojej konstytucji – powstała w marcu 1921 r. – i jako niepodległe państwo dopiero raczkowała, ale w błyskawicznym tempie stworzyła konstytucję dla Śląska, nadającą regionowi status autonomiczny – choć takie województwo jeszcze przecież nie istniało. To była istotna, choć niejedyna polska karta przetargowa.

Miesiąc później wybucha II powstanie śląskie.

Kim się czują Ślązacy: Polakami czy Niemcami

To była radykalna odpowiedź na terror niemieckiej policji Sipo i bojówek paramilitarnych, które dążyły do zdezorganizowania polskiej akcji plebiscytowej. Po tygodniu krwawych walk – i decyzji Międzysojuszniczej Komisji o rozwiązaniu Sipo – działania ustały. Pilnowanie porządku leżało teraz w gestii nowej, polsko-niemieckiej policji plebiscytowej.

W plebiscycie 20 marca 1921 r. Górnoślązacy mieli zdecydować, w jakim państwie chcą mieszkać i żyć. Biała kartka – w Niemczech, czerwona – w Polsce. Nie była to odpowiedź na pytanie, „kim się czują” – Polakami czy Niemcami – choć pośrednio taką przecież była.

Głosowało 1,2 mln uprawnionych przy frekwencji 97 proc. Ponad 700 tys. (60 proc.) wybrało Niemcy, więcej niż 480 tys. (40 proc.) – Polskę. Wynik mógłby być prawie równy, ale wcześniej strona polska zaproponowała niefortunnie, aby w plebiscycie wzięły udział także osoby urodzone na Górnym Śląsku, ale pracujące i mieszkające w głębi Niemiec. Przyjechało ok. 192 tys. emigrantów, lecz, co było do przewidzenia, opcję polską poparło tylko 10 tys.

Wynik nie był dla Polski katastrofalny, choć liczono na więcej. W Polskim Komisariacie Plebiscytowym zaczęto kreślić granice – tzw. linia Korfantego sięgała pod Opole, co dawało nam 60 proc. obszaru plebiscytowego. Tę koncepcję poparła Francja, ale absolutnie odrzuciły ją Anglia i Włochy – ich propozycja oddawała Polsce tylko część powiatów pszczyńskiego i rybnickiego oraz skrawek okręgu przemysłowego koło Katowic.

Te przepychanki dyplomatyczne stały się zarzewiem wybuchu III powstania w nocy z 2 na 3 maja. Powstanie trwało prawie dwa miesiące, a Korfanty ogłosił się jego dyktatorem. Powstańcy i wspierające ich formacje Wojska Polskiego oraz ochotnicy z kraju zajęli prawie cały obszar plebiscytowy. Walczyli z lepiej uzbrojonymi i wyszkolonymi oddziałami płynącymi z Niemiec. Był to najkrwawszy ze śląskich zrywów powstańczych. Pod koniec czerwca walczące strony zostały rozdzielone przez żołnierzy alianckich, a na początku lipca z bronią w ręku opuściły sporne tereny plebiscytowe.

Śląskie sentymenty

O losie Górnego Śląska zdecydowała Liga Narodów – konkretnie jej Rada Ambasadorów – która w październiku 1921 r. dokonała ostatecznego podziału regionu. Polska otrzymała 29 proc. obszaru plebiscytowego, ale zamieszkanego przez 46 proc. ludności. Podział okręgu przemysłowego był korzystny: Polsce przypadło 90 proc. zasobów węgla (53 z 67 kopalń), 5 z 8 hut żelaza i wszystkie huty cynku i ołowiu. Już formalne włączenie tych terenów po 15 czerwca do Rzeczypospolitej spowodowało wzrost wartości naszego majątku przemysłowego z 97 mln zł do ponad 275 mln zł. To prawie trzykrotny przyrost potencjału przemysłowego Polski w czasach, kiedy o znaczeniu gospodarczym państw decydował właśnie wielki przemysł. O prawie tyle samo wzrósł PKB Polski. Śląskie zajmowało 1,1 powierzchni kraju, ale partycypowało w 70–80 proc. polskiego nierolniczego eksportu.

Dla Ślązaków nie była to droga wyścielana kwiatami – stąd do dzisiaj jest kontestowana, podobnie jak przedwojenna autonomia. W owym autonomicznym województwie zaroiło się od urzędników z Galicji i Wielkopolski, natomiast miejscowi, ze swoją kulejącą polszczyzną, sprawdzali się tylko w kopalniach i hutach. Stąd odrodziły się sentymenty proniemieckie, czego efektem było wzmocnienie sił niemieckich partii w kolejnych wyborach do Sejmu Śląskiego. W 1927 r. Wojciech Korfanty pisał: „Poszliśmy do Polski dobrowolnie, przynosząc jej w darze bogate wiano i dając państwu naszemu podstawę do jego mocarstwowego stanowiska. Nie okazała się Polska taką, o jakiej marzyliśmy, ale nie ustajemy w pracy i poświęceniu, aby z niej zrobić Polskę naszych marzeń”.

Znaczenia tamtych gorących 36 wiosenno-letnich dni nie da się przecenić. Przed wojną bez śląskiego przemysłu trudno byłoby marzyć o rozwoju kraju, w tym o budowie Centralnego Okręgu Przemysłowego i Gdyni. Gustaw Morcinek w swojej książce „Śląsk” zamieścił znaczący prolog Eugeniusza Kwiatkowskiego, w którym czytamy: „Śląsk postawił przed Polską konieczność rozstrzygnięcia nowych wielkich problemów, wciągnął całe społeczeństwo jeszcze silniej i zdecydowaniej w orbitę cywilizacji zachodu. Śląsk wywołał konieczność szybkiej rozbudowy Gdyni i połączenia wybrzeża morskiego Polski bezpośrednią siecią komunikacyjną z całą Rzeczpospolitą”.

Tak więc tamten entuzjazm i marsz ku Polsce był autentyczny, serdeczny i gorący jak ów czerwcowy wtorek. Z biegiem lat ostygł, jak wszystko, czego dotknęło piętno upływającego beznamiętnie czasu. Nie wolno jednak pozwolić tej przejmującej opowieści odejść w zapomnienie.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

„Nie prowadzimy lekcji z masturbacji”, czyli na czym polega edukacja seksualna

Nie chodzi o to – jak wydaje się niektórym – żeby pokazywać techniki masturbacyjne. Raczej o to, żeby specjaliści wytłumaczyli rodzicom i wychowawcom, że coś takiego jak masturbacja dziecięca istnieje.

Dominika Buczak
17.06.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną