Jak hetman Sobieski Rzeczpospolitą pod Podhajcami ratował

Sobieski pod Podhajcami
Bitwa pod Podhajcami, pierwsze wielkie zwycięstwo Jana Sobieskiego, rozpoczęła drogę niezwyciężonego hetmana do korony Rzeczpospolitej.
„Taniec tatarski”, malował Juliusz Kossak
Wikipedia

„Taniec tatarski”, malował Juliusz Kossak

Jan III Sobieski
BEW

Jan III Sobieski

Zawarty w styczniu 1667 r. rozejm w Andruszowie zakończył toczoną od 13 lat wojnę pomiędzy Rosją a Rzeczpospolitą. Jednym z postanowień układu było objęcie przez oba państwa wspólnym protektoratem Ukrainy Naddnieprzańskiej. W odpowiedzi Piotr Doroszenko, ambitny hetman kozacki, mający nadzieję na zdobycie władzy nad całą Ukrainą, uznał „protekcję turecką i krymską”. Starał się jednak, przynajmniej chwilowo, nie zrywać oficjalnie stosunków z Rzeczpospolitą, wysyłając do króla Jana Kazimierza i hetmana Jana Sobieskiego ostrzeżenia o zbliżającym się najeździe tatarskim. W rzeczywistości Doroszenko, ubiegając się o posiłki tatarskie, sam ten najazd przygotowywał. Dzięki przychylności Turcji, również zainteresowanej objęciem patronatu nad Ukrainą, udało się na Krymie obalić przychylnego Rzeczpospolitej chana Mehmeda Gireja, po czym silny kontyngent tatarski (ok. 40 tys. ludzi) wyruszył na Ukrainę.

Wzmocniony w ten sposób Doroszenko zaatakował w grudniu polską, liczącą zaledwie 6 tys. ludzi dywizję, dowodzoną przez płk. Sebastiana Machowskiego. Wojsko koronne, w skład którego wchodziły cztery chorągwie tatarskie, uległo 10-krotnie silniejszemu przeciwnikowi, dywizja została całkowicie rozbita, granica pozostała bez obrony. Zwycięzcy Tatarzy, niezatrzymywani przez nikogo, uprowadzili 25-tysięczny jasyr. Kolejna wojna miała niebawem spaść na wyniszczoną Rzeczpospolitą.

Wydaje się, że jedyną osobą w państwie, zdającą sobie sprawę z niebezpieczeństwa, był Jan Sobieski, od niedawna hetman polny koronny – buławę przejął po zmarłym w 1665 r. Stefanie Czarnieckim. Alarmujące raporty Sobieskiego trafiały jednak w próżnię. Jan Kazimierz, zniechęcony opozycją szlachty wobec swoich planów politycznych, zapowiedział abdykację. W kraju zniszczonym niemal 20-letnimi nieustannymi wojnami, rozdartym po rokoszu Lubomirskiego i haniebnej bitwie pod Mątwami (podczas masakry po bitwie wycięto kilka tysięcy weteranów Czarnieckiego, osłabiając wydatnie armię), nikt nie myślał o obronie. Wiosną 1667 r. sejm – cztery poprzednie zostały zerwane przez liberum veto – uchwalił co prawda spłatę zaległych poborów dla wojska, ale jednocześnie zmniejszył jego liczbę do zaledwie 12,5 tys. żołnierzy. Przyczyny tego samobójczego kroku były dwie: szlachta, zmęczona wieloletnimi podatkami na wojsko, żądała ich zmniejszenia; obawiano się też, by ustępujący z urzędu król nie narzucił z pomocą wojska wybranego przez siebie kandydata do tronu.

Jednak jedyne, co wiosną 1667 r. interesowało schorowanego Jana Kazimierza, to urządzenie pogrzebu zmarłej w maju królowej Ludwiki Marii. Uroczystości zorganizowane w Krakowie przeciągnęły się aż do września. Hetman wielki koronny Stanisław Rewera Potocki, stary i zniedołężniały, leżał już na łożu śmierci. Jego litewski odpowiednik Michał Kazimierz Pac nie zamierzał w żaden sposób wspomagać Sobieskiego. Należał do stronnictwa wrogiego partii profrancuskiej, którą wspierał Sobieski.

Hetman Sobieski, nie mogąc liczyć na pomoc Rzeczpospolitej, z niezwykłą energią zajął się organizowaniem obrony wszelkimi dostępnymi środkami. Z własnej szkatuły wyłożył 5 tys. złotych na potrzeby artylerii, dowodzonej przez niezawodnego gen. Marcina Kątskiego (ten miał walczyć przy Sobieskim pod Chocimiem, Wiedniem i Parkanami) i 1000 dukatów pożyczonych od żony na żywność dla żołnierzy. Był to jednak dopiero początek – łącznie na kampanię wydał Sobieski ogromną kwotę ponad 134 tys. złotych. Zwołał do siebie resztki armii z Kresów, wyprosił od magnatów ich wojska prywatne, zaopatrywał i przygotowywał do obrony twierdze, wreszcie uzbroił chłopów, którzy, choć w większości prawosławni, bardziej bali się Tatarów, niż wspierali Kozaków Doroszenki.

Nasz obraz Jana Sobieskiego, jowialnego sarmaty, człowieka dowcipnego i bezgranicznie zakochanego w żonie pantoflarza, ukształtowały portrety z epoki, anegdoty (jak ta o kobyłce u płota czy szlachcicu Gomule – nowy poseł francuski składa pierwszą wizytę w Wilanowie, widząc bogato odzianego szlachcica, wziął go za króla i zwrócił się do niego „Sire”. Ten sprostował pomyłkę, wskazując na Sobieskiego ze słowami: „To jest syr, a ja jestem Gomuła”). Rzeczywistość była jednak inna. Sobieski był jednym z najlepiej wykształconych ludzi swojej epoki. Jego prywatny księgozbiór, zaopatrywany przez specjalnych emisariuszy, liczył ponad 7 tys. tomów. Interesował się nie tylko wojskowością, szczególnie hiszpańską, ale też inżynierią, matematyką i astronomią – znał się i korespondował z Janem Heweliuszem, który na jego zamówienie wykonywał dla króla przyrządy astronomiczne.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną