Historia

Powstanie barskie

Konfederacja barska: pierwsza polska insurekcja?

Chorągiew konfederatów barskich z Muzeum Kazimierza Pułaskiego w Warce. Chorągiew konfederatów barskich z Muzeum Kazimierza Pułaskiego w Warce. Krzysztof Chojnacki / EAST NEWS
Czym była zawiązana przed 250 laty konfederacja barska? Ruchem garstki nawiedzonych obrońców katolicyzmu i praw staroszlacheckich czy też pierwszą polską insurekcją narodową?
Ambasador rosyjski w Warszawie Mikołaj Repnin.EAST NEWS Ambasador rosyjski w Warszawie Mikołaj Repnin.
Protegowany carycy Katarzyny II król Stanisław August Poniatowski.EAST NEWS Protegowany carycy Katarzyny II król Stanisław August Poniatowski.
Kazimierz Pułaski, marszałek konfederacji i przyszły bohater wojny o niepodległość USA.Polona Kazimierz Pułaski, marszałek konfederacji i przyszły bohater wojny o niepodległość USA.
Karmelita Marek Jandołowicz (ksiądz Marek), charyzmatyczny przywódca duchowy konfederacji.EAST NEWS Karmelita Marek Jandołowicz (ksiądz Marek), charyzmatyczny przywódca duchowy konfederacji.

Punkta obowiązków sprzysiężonych: 1. Wiary świętej katolickiej własnym życiem i krwią obligowany każdy bronić. 2. Żadnych gwałtów, rabunków między katolikami, Żydami i lutrami ani osobiście, ani przez subordynowane osoby nie powinien czynić. 3. Komendy każdy słuchać powinien, zaś sama komenda ma surowo zakazać, aby w obozie żadnej kobiety nie było. 4. Chorągiew katolickiego jedna najprycypalniejsza: Pan Jezus skrzyżowany na lamie złotej lub srebrnej, druga Najświętszej Matki na takim samym dnie (…) 5. Hasło generalne: Jezus Maryja”.

29 lutego 1768 r. w Barze na Podolu została zawiązana konfederacja barska – związek zbrojny szlachty powołany, jak głosiła deklaracja, w obronie wiary katolickiej, wymierzony przeciw kurateli rosyjskiej i uważanemu za moskiewską marionetkę królowi Stanisławowi Augustowi. Forma konfederacji gwarantowała, że głosowanie odbywać się będzie większością, a nie zgodnie ze zmorą polskiego parlamentaryzmu – zasadą jednomyślności. Choć w tekście założycielskim nie napisano tego wprost, konfederacja była skierowana przeciw panoszeniu się carycy Katarzyny II w Polsce.

Był to czas, gdy po potężnej niegdyś Rzeczpospolitej zostało tylko rzewne wspomnienie. Na mocarstwo wyrosło carskie imperium, odrywając już w 1667 r. od Polski, na mocy rozejmu w Andruszowie, Zadnieprze z Kijowem. A kto trzymał w swych rękach Ukrainę, ten dyktował warunki w tej części Europy. Słabnąca Rzeczpospolita, porażana paraliżem ustrojowym i wojskowym, stała się karczmą zajezdną dla obcych wojsk.

Nic jednak nie było przesądzone, niemal wszystkie kraje przechodziły przecież okresy kryzysu, z czego wychodziły obronną ręką. Wiele zależało od sąsiadów, a tych Polska miała wyjątkowo żarłocznych. Jednak po okresie bezustannych wyniszczających wojen w XVII–XVIII w., za panowania saskiego Augusta III Wettyna (1733–63) Rzeczpospolita zaznała przecież spokoju (jeśli nie liczyć bezustannie, prócz jednego, zrywanych sejmów). Po czym pod bagnetami rosyjskimi na króla polskiego wybrano kochanka carycy Stanisława Poniatowskiego.

W tym samym 1763 r. ambasadorem rosyjskim w Warszawie został Mikołaj Repnin. Był to polityk brutalny, ale przy tym potrafił prowadzić wyrafinowaną grę. Pozycję wielkorządcy w Polsce gruntował, wykorzystując podziały pomiędzy polskimi i litewskimi obrońcami złotej wolności a zwolennikami reform. Zręcznie kaptował stronników, posługując się dygnitarzami w rodzaju referendarza koronnego Gabriela Podoskiego, korumpował łapówkami, upokarzał króla.

I nade wszystko posługiwał się złotym środkiem dyplomacji rosyjskiej w Rzeczpospolitej: strategią ochrony praw religijnych dysydentów, a szczególnie prawosławnych dyzunitów, którzy nie podporządkowali się unii brzeskiej z 1596 r. To właśnie w imię ochrony praw innowierców wkroczył do Polski korpus rosyjski. Po czym Repnin doprowadził do zawiązania w czerwcu 1767 r. dwóch konfederacji różnowierczych: kalwinistów i prawosławnych w Wielkim Księstwie Litewskim oraz protestantów w Koronie. „W Petersburgu postanowiono je połączyć ze sobą, a marszałkiem owej planowanej konfederacji uczynić banitę Karola Radziwiłła »Panie Kochanku«” – oceniał historyk Władysław A. Serczyk. Doszło do tego w Radomiu otoczonym przez moskiewskie wojska. Na sztandarach wypisano także przywrócenie wolności szlacheckich, co utrącało program reform Familii Czartoryskich.

Jak to w trudnych czasach bywa, sytuacja była tak skomplikowana, że nawet przyszli konfederaci barscy wierzyli, że Repnin doprowadzi do obalenia Stanisława Augusta Poniatowskiego. Masy szlacheckie uznawały bowiem króla nie tylko za marionetkę carycy, ale i za człowieka wspomnianej Familii, a więc zwolennika reform wprowadzonych na sejmie konwokacyjnym 1764 r. Przygotowując przebieg sejmu pod węzłem konfederacji radomskiej, Repnin zadbał brzęczącą monetą i błyskiem bagnetów, aby na sejmikach wybrano wskazanych posłów. Z marszałkiem Radziwiłłem poradził sobie inaczej: „Jest takim pijakiem, że książę Repnin zakwaterował w jego pałacu pułkownika z 60 żołnierzami, żeby nie pozwolił mu pić w czasie piastowania tak ważnego stanowiska” – pisał angielski dyplomata James Harris.

Mimo środków ostrożności Repnin, wietrząc opór posłów, zaproponował wyłonienie delegacji. Miała przedstawić sejmowi uchwały do zatwierdzenia bez dyskusji. Kiedy wreszcie w październiku 1767 r. ów sejm delegacyjny, zwany też repninowskim, się zebrał, moskiewski ambasador natrafił na opozycję. Zaprotestowała ona przeciw narzuconej przez niego zasadzie obowiązkowego zatwierdzenia uchwał delegatów przez cały sejm. W odpowiedzi, w nocy 14 października, płk rosyjski Osip Igelström „wybił zapory bramy” pałacu Mniszcha w Warszawie i „tam bez żadnego sprzeciwiania się” porwał biskupa krakowskiego Kajetana Sołtyka (co odnotował jenerał major Piotr Kreczetnikow). Podobny los spotkał hetmana polnego koronnego Wacława Rzewuskiego, jego syna posła podolskiego Seweryna Rzewuskiego oraz biskupa kijowskiego Józefa Załuskiego. Wywieziono ich do Kaługi, 18 km od Moskwy. Do kraju wrócą po pięciu latach.

W ten brutalny sposób Repnin doprowadził do przywrócenia praw kardynalnych szlachty. Prawa te i zawarty w lutym 1768 r. traktat wieczystej przyjaźni dały carycy jako protektorce Rzeczpospolitej nieograniczone prawo do mieszania się w sprawy polskie i litewskie. Honor Polaków na sejmie delegacyjnym uratował samotny poseł Józef Wybicki, oznajmiając: „Nie widzę wolnego sejmu, ale widzę tylko gwałt i przemoc moskiewską”. Po czym musiał uciekać do klasztoru ojców bernardynów, a potem na Spisz. Repnin nie zdołał go schwytać.

Poseł rosyjski zdawał sobie sprawę ze wzbierającej fali tajnego oporu, lecz nie zdołał dopaść najgroźniejszego ze spiskujących opozycjonistów, biskupa kamienieckiego Stanisława Krasińskiego. Uciekł on na dwie doby przed planowanym porwaniem, przebrany za lekarza lub ukryty w skrzyni, na której siedział woźnica. Krasiński dojechał do swych dóbr na Podolu, gdzie zorientował się, że Repnin nie zdołał przejąć wszystkich papierów zawiązywanego sprzysiężenia. Biskup wysłał zatem do Stambułu księdza Michała Hankiewicza z misją, a sam, w przebraniu pruskiego oficera skupującego konie, pod Warszawą wtopił się w otaczające stolicę carskie wojska.

„W tej to podróży dojrzały zapewne ostateczne zarysy powstania” – sądził historyk Władysław Konopczyński. „Adama Krasińskiego system w streszczeniu” brzmiał następująco: „1. Moskwę wplątać w wojnę z Turcją. 2. Wprowadzić do Moskwy Turków” poprzez prowokacyjne wejście niewielkich sił tureckich do Rzeczpospolitej. To zmusi Rosję do „ewakuacji Polski” i wojny z imperium otomańskim. Następnie Krasiński planował „zgromadzić marszałków konfederackich pod Lwów”, uznać Stanisława Augusta Poniatowskiego za „intruzora” na tronie, co prowadziłoby do zwołania sejmu konwokacyjnego w celu wybrania nowego monarchy. Korona miała być zachowana w obrębie jednej dynastii.

Zaplanowano też zwołanie uniwersałem 72-tysięcznej armii koronnej, która podejmie walkę o odzyskanie utraconego Zadnieprza. Przewidywano, że tam znajdzie zatrudnienie masa szlachty gołoty, największy hamulec nawet powierzchownych przemian, dzięki czemu na sejmie konwokacyjnym będzie można przeprowadzić reformy: zwiększenie liczby wojska, usprawnienie administracji skarbowej, wojskowej i starostw.

Szykował się zatem wielki ruch szlachecki, narodowy i religijny. Program miał jednak kilka słabych punktów. Turcja nie była już supermocarstwem i choć rzeczywiście przystąpiła do wojen z Moskwą, to je przegrywała, a triumfująca Rosja wyjdzie niebawem nad Morze Czarne i Dunaj. W akcie konfederacji nie poruszono też sprawy głębszej reformy państwa, choć trudno winić za to barzan. Społeczeństwo szlacheckie nie dojrzało jeszcze do zmian. Natomiast pewnym pozytywem, choć podyktowanym bieżącymi potrzebami, był postulat, iż dochody ze starostw i królewszczyzn miały iść na utrzymanie silnej, stutysięcznej armii. Postanowienie to znalazłoby się w paktach konwentach przedstawionych przyszłemu elektowi, co wytrąciłoby władcy główny oręż w prowadzeniu polityki dworskiej.

Obok biskupa Krasińskiego na główną postać sprzysiężenia wyrósł Józef Pułaski. Ten wzbogacony niebywale starosta warecki i pisarz nadworny koronny początkowo, jako konsyliarz konfederacji radomskiej, obrońca szlacheckich praw kardynalnych, po afroncie ze strony Repnina przeobraził się w zagorzałego przeciwnika panoszenia się Rosjan. Pewnego dnia ambasador carycy zagroził opornemu staroście, że ściągnie do Polski 50 tys. wojska, na co Pułaski miał odpowiedzieć: „Niech stanie sto tysięcy, naród wolny krew przeleje”. W relacji króla Repnin posunął się nawet do kopnięcia Pułaskiego, w innej zamierzył się, na co starosta chwycił za szablę i miał odpowiedzieć Repninowi: „Strzeż się, książę, aby ostatnia na was nie wybiła godzina”.

Jednak do „ostatniej godziny” była daleka droga, więc Pułaski zadbał najpierw o przychylność niebios. Uznawany za cudotwórcę, prorokujący rychły upadek Stanisława Augusta, natchniony karmelita Marek Jandołowicz udzielił tworzonemu wojsku konfederackiemu błogosławieństwa: „Wszelkim zaś chorobom, zarazom, powietrzom, impetycjom, zdradom, natarczywościom, niebezpieczeństwom, nieprzyjacielskim odwagom etc. krwią Jezusową surowy ordynans daję; won, precz na ustęp, każę i przymuszam!”.

Motyw religijny ruchu był bardzo wyrazisty: już w styczniu 1768 r. Pułaski wraz z ks. Markiem we lwowskim klasztorze ojców bernardynów powołali tajny Zakon Kawalerów Krzyża Świętego. Natomiast w dziedzicznych Winiarach pod Warką starosta przypuścił do sprzysiężenia trzech synów, zaprzysięgając ich na Mękę Pańską. Dwóch starszych, w tym Kazimierz Pułaski, zostało wysłanych przez ojca na Podole, natomiast sam Józef, pomimo 64 lat, z ogromną energią prowadził akcję dyplomatyczną, usiłując zjednać katolicką cesarzową austriacką Marię Teresę, układając i rozsyłając akty, manifesty związkowe, uniwersały, planując działania wojenne mające odciąć Rosjan od Rusi etc. Nie udało się jednak wciągnąć do sprzysiężenia załogi Kamieńca Podolskiego, a akcję we Lwowie skutecznie hamowali regaliści wierni królowi.

28 lutego 1768 r. starosta warecki zjawił się w Barze. Następnego dnia dojechał podkomorzy różański i brat biskupa kamienieckiego Michał Hieronim Krasiński, przewidziany w zastępstwie Radziwiłła Panie Kochanku na marszałka generalnego. Wtedy to konfederacja została zawiązana. 4 marca marszałkiem związku wojskowego aklamowano Józefa Pułaskiego. Pojawił się też przedstawiciel turecki, pełnomocnik baszy benderskiego Jakub aga, a 5 marca Krasiński ogłosił uniwersał wzywający do przystąpienia do konfederacji barskiej wszystkich marszałków, konsyliarzy i posłów z 1767 r. Zaprosił też do współdziałania królewiczów saskich przewidzianych na polski tron.

Pod aktem związkowym widniało 298 podpisów; konfederaci liczyli jednak na błyskawiczny rozrost armii złożonej z istniejących chorągwi, magnackich milicji ordynackich, nadwornych i sołtysowych. Z dzierżaw królewskich starostowie mieli wystawiać „jednego pieszego z łanu, lub jednego konnego z trzech, dobrze opatrując ich we wszelkie potrzeby”. Natomiast szlachta miała utworzyć w województwach rodzaj pospolitego ruszenia, a także powołać do wojska jednego pieszego na dziesięciu poddanych chłopów oraz jednego jeźdźca na 10 posiadanych włók i poddanych dymów, czyli chałup chłopskich. Miasta miały pracować nad dostarczeniem ręcznej broni ognistej, artylerii i amunicji, a Żydzi wystawić ochotników. Do województw wysłano listy nawołujące do konfederacji.

Na papierze i w planach ruch barski wyglądał zatem na dobrze zorganizowany. Zabezpieczono się też ideologicznie, przyjmując za główne hasło: „Wiara i Wolność”. Ponadto marszałek Krasiński ogłosił „Manifest feldmarszałkom, generałom, komendantom, pułkownikom i wszystkim oficerom, unteroficerom i obywatelom rosyjskim przy oświadczeniu sąsiedzkiej przyjaźni”, oznajmiając, iż „jako dawna społeczność narodu słowiańskiego sprzymierza [nas i] łączy”, tak „dysydencka fakcja przewrotna” poniża nas i osłabia, dlatego chcemy „naszą wiarę katolicką i ich grecką narodową przywrócić i odmienić”. 12 marca Józef Pułaski wysłał apel do papieża, aby poparł „wojnę Bożą” w Polsce i pobłogosławił ruch barski, a także udzielił pomocy materialnej z podatków nałożonych na dobra duchowne w Polsce. „List ten stawiał Stolicę Apostolską w trudnej sytuacji” – oceniał historyk Wojciech Kęder, gdyż Kościół unikał angażowania się „w konflikt wewnętrzny, nawet jeśli toczony był on pod hasłami obrony wiary”.

Ponadto nawoływanie do wojny Bożej przeciw prawosławnym dyzunitom sprawiło, że gest pojednania z Rosjanami zawisł w powietrzu, a Moskwa w odpowiedzi wysunęła pazury w obronie jedynie prawdziwej wiary błahoczestija. Konfederaci uważali przy tym, nie bez dozy słuszności, że języczkiem u wagi jest osoba Stanisława Augusta; że ogłoszenie bezkrólewia spowoduje usunięcie wpływów i wojsk moskiewskich z Polski i Litwy, gdyż osoba uległego monarchy przestanie osłaniać szarogęszenie się carycy w Rzeczpospolitej.

Wiele napisano o królu-estecie herbu Ciołek, który nie dorósł do politycznych wyzwań epoki i państwa, za to wiele uczynił dla polskiej kultury. W Warszawie, na wieść o konfederacji, jak zwykle zawahał się, gdyż wojska moskiewskie miały opuścić teren Rzeczpospolitej w kwietniu 1768 r. Repnin oznajmił (kłamliwie) Stanisławowi Augustowi, że liczba wojska w Polsce wynosi 40 tys. (w rzeczywistości 20 tys.) i lepiej, by to one stłumiły bunt, nim konfederaci zdetronizują króla. Na takie dictum monarcha, a wraz z nim Rada Senatu zgodzili się wysłać mediatora na rozmowy z konfederatami, na wszelki wypadek zamawiając pomoc korpusu carskiego stacjonującego w Polsce.

Jednak Repnin wierzył bardziej w siłę bagnetów i skałkowych flint. Zanim wysłany na rozmowy jenerał Jędrzej Mokronowski ruszył w początkach kwietnia 1768 r. do barzan, ambasador moskiewski nakazał gen. Piotrowi Kreczetnikowowi uderzyć i otoczyć siły konfederackie. Doszło do pierwszych starć, w których odznaczył się przyszły bohater konfederacji i USA Kazimierz Pułaski. Niestety, pomimo szkaplerzy, którymi obwieszało się konfederackie wojsko, świętych obrazów, poświęcanych chorągwi, pomimo zaklęć i zakazów dostępu siłom szatańskim, wydawanych przez ks. Marka, zwyciężała nowoczesna technika i taktyka mniej licznych oddziałów rosyjskich. Padł oblężony Berdyczów i Bar, konfederaci musieli się chronić na ziemiach tureckich i austriackich. Jednocześnie niemal u zarania ruchu zaczęły się spory, m.in. o przywództwo wojskowe między Józefem Pułaskim a starostą trembowelskim Joachimem Karolem Potockim, który wydał na uzbrojenie swych chorągwi ogromne sumy.

Walki trwały do 1772 r. Wbrew opinii starszej historiografii konfederacja barska nie była ruchem garstki nawiedzonych obrońców katolicyzmu i praw staroszlacheckich. Była nade wszystko walką o suwerenność, w którą zostało zaangażowanych ok. 100 tys. Polaków i Litwinów. Powstanie, stłumione w jednym miejscu, szerzyło się na inne województwa. W końcu rozpaczliwą próbą uratowania zrywu stał się zamach na króla w listopadzie 1771 r. Nieudany, a barzanie stracili sympatię całej Europy, z czego skorzystała Katarzyna II. Widząc, że sama nie jest w stanie podporządkować sobie całej Rzeczpospolitej, zaproponowała Prusom i Austrii rozbiór Polski. Ofertę przyjęto, kilkanaście tysięcy konfederatów powędrowało na Sybir, innych wcielano do armii rosyjskiej.

Ale Polacy nie zamierzali się poddawać.

Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czym są uczucia między robotami a ludźmi?

Jak autorka niemieckiego „Die Zeit” próbowała zaprzyjaźnić się ze „sztucznym inteligentem”, Botrisem.

Ana Mayr, [tł.] Adam Krzemiński
14.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną