Czechosłowacki kryzys weekendowy do dziś kryje w sobie wiele zagadek

Czechosłowacja idzie na wojnę z Hitlerem
Fatalny w skutkach tzw. kryzys weekendowy sprzed 80 lat do dziś pozostaje wydarzeniem pełnym zagadek.
Włączanie Kraju Sudetów do III Rzeszy po układzie monachijskim, 1938 r.
Keystone/Hulton Archive/Getty Images

Włączanie Kraju Sudetów do III Rzeszy po układzie monachijskim, 1938 r.

Generał Władysław Bortnowski przytula Polkę z Czechosłowacji po zajęciu Zaolzia, 7 października 1938 r.
Central Press/Getty Images

Generał Władysław Bortnowski przytula Polkę z Czechosłowacji po zajęciu Zaolzia, 7 października 1938 r.

W nocy z 20 na 21 maja 1938 r. rząd Czechosłowacji ogłosił mobilizację armii w związku z informacjami o koncentracji niemieckich wojsk w rejonach przygranicznych. Wywołało to międzynarodowy kryzys i rozpoczęło sekwencję zdarzeń, które w ciągu kolejnych miesięcy doprowadziły do utraty niepodległości kraju.

Wcześniej wydawało się, że europejska polityka appeasementu – obłaskawiania Adolfa Hitlera – doszła do apogeum. Dokonany w połowie marca Anschluss Austrii nie wywołał żadnej oficjalnej reakcji ze strony Francji, Wielkiej Brytanii ani Ligi Narodów. Wcześniej z podobnym milczeniem spotkały się niemieckie decyzje o remilitaryzacji Nadrenii czy przywróceniu zakazanego przez traktat wersalski poboru do armii. Dlatego teraz szokiem dla opinii publicznej w Europie i samego Hitlera były informacje o zdecydowanej reakcji Londynu i Paryża na czechosłowacką mobilizację. Premier Édouard Daladier wezwał niemieckiego ambasadora von Welzecka i zagroził wprost, że Francja wykona swoje zobowiązania sojusznicze względem Pragi, jeśli Wehrmacht wejdzie na terytorium Czechosłowacji. W kontekście wcześniejszej polityki wyglądało to niemal jak wypowiedzenie wojny.

Cios w prestiż wodza

W Berlinie zapanował popłoch, a potem wściekłość. Problem w tym, że żadnej koncentracji niemieckich wojsk nie było. Co prawda Hitler już na początku listopada 1937 r. zapowiedział poufnie współpracownikom, że jego celem jest obalenie Czechosłowacji, by „wyeliminować zagrożenie na wypadek akcji przeciw Zachodowi”, jednak w maju 1938 r. III Rzesza nie była do tego przygotowana. Czechosłowacja miała jeden z najbardziej rozbudowanych systemów sojuszy militarnych, które należało najpierw osłabić. Hitler zamierzał dokonać w Pradze jakiejś spektakularnej prowokacji, by mieć pretekst do zbrojnej interwencji. Akcja militarna miała zostać przeprowadzona tak, by czechosłowacka armia została zaskoczona, a jej główne siły rozbite w ciągu kilku dni. Kampania musiała zostać wygrana jeszcze przed zakończeniem francuskiej mobilizacji.

Skazani na wojnę

W maju 1938 r. takie założenia były nierealne; Wehrmacht nie miał nawet przygotowanego szczegółowego planu wojny z Czechosłowacją, podczas gdy przeciwnik taki plan miał. Anschluss Austrii odsłonił też poważne braki niemieckiej armii, która od 20 lat nie prowadziła żadnych działań militarnych. Na trasie Wehrmachtu (Passau–Linz–Wiedeń), z powodu awarii i wypadków, pozostało 30 proc. użytych czołgów, transporterów, samochodów i motocykli. „Gdyby doszło do kontruderzenia przeciwnika na lądzie, a zwłaszcza z powietrza, wydarzenia mogły zmienić się w katastrofę” – opisywał sytuację gen. Fedor von Bock, dowódca wojsk okupujących Austrię. Tymczasem armia czeska miała do dyspozycji nie tylko stosunkowo silną armię i lotnictwo, ale także największy w Europie system fortyfikacji, zaprojektowany przez inżynierów tworzących francuską linię Maginota. Do tego majowa mobilizacja udowodniła, że czechosłowackie wojsko jest w stanie obsadzić je w ciągu 24 godzin.

Szybkie zwycięstwo Wehrmachtu było w tych warunkach niemożliwe. Hitler musiał więc czym prędzej uspokoić rządy Francji i Wielkiej Brytanii. Jego pojednawcze dementi mówiące, że III Rzesza nie ma zamiaru atakować Czechosłowacji, wzbudziło sensację. Czołówki gazet, alarmujących wcześniej o groźbie wybuchu wojny, teraz zaroiły się od nagłówków o ugięciu się Hitlera dzięki zdecydowanej postawie Pragi i jej sojuszników.

Dla führera był to bolesny cios; przyzwyczajony do łatwych zwycięstw dyktator musiał niemalże prosić o pokój. Stawką stał się prestiż wodza. Reakcja Hitlera była emocjonalna i zdecydowana. Dwa dni po kryzysie, na naradzie w Berchtesgaden, nakazał natychmiastowe przyśpieszenie prac nad Planem Zielony (Fall Grün) wojny z Czechosłowacją, który dotąd znajdował się w fazie studialnej. Wskazał też datę, kiedy miał nastąpić niemiecki atak – 1 października 1938 r.

W maju 1938 r. Czechosłowacja wyglądała na mapie jak długi pocisk wbijający się w terytorium III Rzeszy. Niemal połowa jej obszaru była otoczona ze wszystkich stron ziemiami niemieckimi. Niemcy stanowili też niemal jedną czwartą mieszkańców liczącej 15 mln obywateli republiki – było ich więcej niż Słowaków. To powodowało, że rząd w Pradze cały czas znajdował się pod presją Berlina. Hitler wprost zarzucał prezydentowi Edwardowi Beneszowi, że ten obiecał zbudować państwo kantonalne, na wzór Szwajcarii, tymczasem dążył do skupienia władzy w rękach Czechów.

Naciski przybrały na sile, gdy w wyborach parlamentarnych w 1935 r. kierowana przez Konrada Henleina Partia Sudeckoniemiecka (Sudetendeutsche Partei, SdP) stała się najliczniejszym ugrupowaniem w czechosłowackim parlamencie. Jej przedstawiciele opanowali władze w zamieszkanym w większości przez Niemców Kraju Sudetów, gdzie głosili hasła nazistowskie i domagali się zjednoczenia z Rzeszą. Licząca 1,3 mln członków SdP stworzyła też oddziały paramilitarne – Freiwilliger Schutzdienst (FS) – do których należało 27 tys. ludzi. To powodowało, że od początku istnienia Czechosłowacji rząd i dowództwo armii brały pod uwagę możliwość konfliktu z Niemcami.

Zadanie obrony państwa było jednak niebywale trudne. Kraj był rozciągnięty na długości 900 km, podczas gdy jego szerokość wynosiła zaledwie 150 km. Jedynie krótką granicę z Rumunią uważano za bezpieczną; oprócz Niemiec obawiano się też roszczeń terytorialnych ze stron Węgier i Polski (2 października 1938 r. wojska polskie wkroczyły na Zaolzie). Francuski generał Maurice Pellé po spojrzeniu na mapę Czechosłowacji powiedział tylko: „Obronę tego państwa należy powierzyć nie armii, tylko ministrowi spraw zagranicznych”. Praga nie zamierzała jednak polegać wyłącznie na dyplomacji. Gdy remilitaryzacja Niemiec stała się faktem, kosztem 11 mld koron rozpoczęto wznoszenie największego w Europie pasa fortyfikacji.

Była to inwestycja ogromna, lecz przemyślana. Do obrony rozciągniętego terytorium Czechosłowacja nie była w stanie wystawić odpowiednio dużej armii – miała po prostu za mało mieszkańców. Do tego jedną trzecią poborowych stanowili przedstawiciele mniejszości narodowych, głównie Niemcy i Węgrzy, co do lojalności których w razie wojny istniały poważne wątpliwości. Rozpraszano ich więc po różnych jednostkach, zdecydowano też, że w lotnictwie i wojskach pancernych służyć mogą wyłącznie Słowianie.

Odpowiedzią na słabość demograficzną były fortyfikacje. Sztab Główny, którego szefem był gen. Ludvík Krejčí, policzył, że do obrony tylko 400-kilometrowego odcinka między Odrą i Łabą potrzebnych byłoby 30 dywizji. Ich uzbrojenie kosztowałoby 4,5 mld koron i wymagało powołania 600 tys. żołnierzy. Budowa umocnień na tym odcinku wymagała podobnej kwoty, ale do ich obsadzenia potrzebnych było tylko 165 tys. ludzi.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną