Historia

Jak sanacja zabiła demokrację

Majowy zamach na demokrację

Walki na ulicy Marszałkowskiej w Warszawie podczas przewrotu majowego 1926 r. Walki na ulicy Marszałkowskiej w Warszawie podczas przewrotu majowego 1926 r. Repr. Marek Skorupski / Forum
Nie możemy zapomnieć o maju 1926 r. Brutalny zamach stanu łamał konstytucję i demokrację. Nie przywróciły ich rządy sanacji.
Pogrzeb ofiar przewrotu majowego w zbiorowej mogile.Narodowe Archiwum Cyfrowe Pogrzeb ofiar przewrotu majowego w zbiorowej mogile.
Twierdza w Brześciu nad Bugiem, gdzie było wojskowe więzienie śledcze.Narodowe Archiwum Cyfrowe Twierdza w Brześciu nad Bugiem, gdzie było wojskowe więzienie śledcze.
Oskarżeni w procesie brzeskim w drodze na rozprawę. Od lewej: z PSL „Wyzwolenie” Józef Putek, z PPS Kazimierz Dobrowolski (z tyłu), Adam Pragier, Herman Lieberman i Mieczysław Mastek.Narodowe Archiwum Cyfrowe Oskarżeni w procesie brzeskim w drodze na rozprawę. Od lewej: z PSL „Wyzwolenie” Józef Putek, z PPS Kazimierz Dobrowolski (z tyłu), Adam Pragier, Herman Lieberman i Mieczysław Mastek.

Artykuł w wersji audio

Po I wojnie w Europie wyłoniły się nowe państwa – w tym Polska – w których zapanował dość powszechnie demokratyczny porządek ustrojowy, często wzorowany na konstytucji francuskiej. „Taka była tendencja powojenna, taka moda” – wyraził się Józef Piłsudski. Zresztą jego pozycja Naczelnika Państwa zrodziła paradoks; w powszechnym przekonaniu w wyborach na prezydenta byłby nie do pokonania, a prawica bała się jego hegemonii politycznej. Toteż w konstytucji marcowej z 1921 r. rola prezydenta została mocno okrojona, a parlamentu wzmocniona. Dzięki temu ustawa zasadnicza miała silnie demokratyczny, jak mówiono, „sejmokratyczny” charakter. Co doprowadziło do protestacyjnego wyjazdu Naczelnika do Sulejówka na polityczną emigrację. Na kilka lat.

Upadek tego systemu w Polsce nie był żadną anomalią. Jak się okazało, w Europie w dwudziestoleciu międzywojennym liberalne demokracje parlamentarne padały jedna za drugą. Spis autorytarnych wodzów, naczelników i regentów rozwalających i marginalizujących parlament jest długi. Przed Piłsudskim: we Włoszech Benito Mussolini, na Węgrzech adm. Miklós Horthy, od 1926 r. na Litwie prezydent Antanas Smetona, w Portugalii António Salazar, w Hiszpanii Primo de Rivera, a potem Francisco Franco, w Estonii Konstantin Päts, na Łotwie Kārlis Ulmanis, w Rumunii król Karol II, a potem gen. Ion Antonescu, w Austrii kanclerz Engelbert Dollfuss, w Grecji gen. Joanis Metaksas. Te kryzysy i upadki demokracji mieściły się między dwoma totalitarnymi ekstremizmami, personifikowanymi przez Hitlera i Stalina, które dość solidarnie kwestionowały powojenny ład europejski, nie uznawały kształtu i przebiegu granic, jawnie zapowiadały ich rewizję. Nowe państwa nie potrafiły udźwignąć trudności i ciężarów kryzysów gospodarczych, napięć społecznych, nierównowagi rozwoju i egoizmów państwowych, rozczarowań i powojennej demoralizacji. Sploty konfliktów klasowych, narodowych, granicznych, które szybko zostawały obudowane ideologicznie, prowadziły do nieuchronnego megakonfliktu.

Zwolenników rządów silnej ręki w Polsce nie brakowało w każdej formacji politycznej. A słabości demokracji parlamentarnej były dolegliwe, zwłaszcza że nie udawało się wyłonić trwałej większości rządowej, a jeśli już to z koniecznym udziałem prawicy narodowej. Rosło przekonanie, że musi dojść do zamachu stanu. Dominował pogląd, że rewolta przyjdzie właśnie z prawej strony. Obciążono tę stronę winą za śmierć prezydenta Gabriela Narutowicza i w tym morderstwie widziano zapowiedź brutalnej polityki i jednocześnie koniec jakichkolwiek wyobrażeń o porozumieniu międzypartyjnym, przezwyciężeniu konfliktu między Piłsudskim i Dmowskim. Konfliktu, który rozdzielał Polskę na dwie orientacje: narodową, z gotowością wprowadzenia dyktatury, oraz tę drugą, którą nazywano różnie. Piłsudski także należał do najbardziej gorących przeciwników praktykowanej w Polsce demokracji, uważając ją za głęboko zdemoralizowaną, skorumpowaną i niesprawną, nierealizującą podstawowych interesów państwa. „Można zebrać łotrów – mówił – bo jest ich dużo w sejmie, jakąś setkę, i mówić, że to sejm. I od takich łotrów ma państwo zależeć”.

Poza tą linią konfliktu, doświadczanego codziennie, a nasilającego się w okresie kampanii wyborczych, mieściły się fluktuujące politycznie ugrupowania składające się przede wszystkim na centrum, może najbardziej gotowe podtrzymywać idee demokracji parlamentarnej, a więc socjaliści, ludowcy, chadecy, tzw. narodowi robotnicy, grupy zaliczane do politycznego mieszczaństwa.

Zamach majowy został natychmiast wprowadzony do porządku prawnego. „Zamach stanu – pisał Paweł Zaremba – przeprowadzony z bronią w ręku został zalegalizowany. Prezydent przekazał zgodnie z konstytucją swe funkcje w ręce marszałka Sejmu i on, a nie Piłsudski, powołał nowy rząd. Nie rozwiązano izb parlamentu. Nowy rząd miał stanąć przed tym samym Sejmem, przeciwko któremu w gruncie rzeczy skierowany był zamach stanu”. A Zgromadzenie Narodowe przeprowadziło wybory nowego prezydenta, którym został Piłsudski, pokonując kandydata prawicy Adolfa Bnińskiego. Piłsudski stanowiska jednak nie przyjął, wysuwając na swoje miejsce Ignacego Mościckiego. Zdążył jeszcze podziękować Zgromadzeniu za wybór słowami: „po raz drugi w życiu mam w ten sposób zalegalizowanie moich czynności i prac historycznych”. Odwołał się do faktu powierzenia mu przez pierwszy Sejm Ustawodawczy w lutym 1919 r. urzędu Naczelnika Państwa. Wówczas głosowanie było jednomyślne. Teraz Bniński otrzymał 193 głosy (292 dla Piłsudskiego) i zwycięzca wyraził przekonanie, że to bardzo dobrze: „mniej może będzie w Polsce fałszu”.

Przewrót majowy jest ważną cezurą w życiu II RP, ale też rozdziela biografię Piłsudskiego na okres „przed” i „po”. Ten pierwszy jest honorowany i upamiętniany, stał się powodem do chwały. Ten drugi jest traktowany trochę wstydliwie, ale na pewno nie przesłania wcześniejszych niekwestionowanych zasług i bohaterskich czynów. Przez wiele lat oceny przewrotu oraz rządów sanacji poddane były różnego rodzaju presjom w dyskursie publicystycznym czy politycznym (w historiografii mniej). Zresztą zaraz po II wojnie w kraju obowiązywał dekret zapowiadający sąd nad winnymi klęski wrześniowej i faszyzacji ustroju, a wcześniej na emigracji już podczas wojny rozpoczęły się rozliczenia sanacji za jej rządy. W kraju jeszcze w 1959 r. jednotomowa Mała encyklopedia powszechna PWN w krótkim biogramie Józefa Piłsudskiego stwierdzała m.in., że w maju 1926 r. dokonał on zamachu stanu, „wprowadzając rządy faszyzującej dyktatury wojskowej przy zachowaniu pozorów demokracji parlamentarnej; poparty przez Lewiatana [organizacja zrzeszeń gospodarczych – red.] i obszarników”, zaś polityce zagranicznej „nadał kierunek wyraźnie antyradziecki, szukając od 1934 zbliżenia z hitlerowskimi Niemcami”.

Tego rodzaju opinie budziły coraz silniejszy opór społeczny. Im mocniej przeżywano rozczarowanie wobec Polski współczesnej, tym bardziej rosła legenda i tęsknota za II RP, umacniała się legenda Piłsudskiego. Jakakolwiek krytyka jego polityki, w tym tej po maju 1926 r., odbierana była jako niewiarygodna. Zresztą władza przyjęła to z czasem do wiadomości. W 1988 r. podczas obchodów 70-lecia odzyskania niepodległości państwo oddało na różne sposoby hołd Piłsudskiemu. Jak mówiono, bankrutujący Generał próbował schować się za Marszałka. Swoista angelizacja II RP towarzysząca powtórnie odzyskanej niepodległości w 1989 r. jak też sam fakt, że III RP przedstawiana była jako historyczna i moralna kontynuacja tej sprzed 1939 r. – wszystko to zniechęcało do wystawiania krytycznych rachunków. Timothy Snyder mówił niedawno, że bez zrozumienia lat 30. w Polsce nie zrozumiemy wielu faktów z czasów okupacji, a nawet dzisiejszych. Można się z tym zgodzić, zwłaszcza że im bliżej było do wybuchu wojny, tym w Polsce silniejsze stawały się radykalizmy, tym więcej było brutalizmu i nienawiści w polityce oraz w społeczeństwie.

Piłsudski po przewrocie miał oczywiście pozycję hegemoniczną, z tym że po pierwszych latach, w których aktywnie kierował walką z opozycją, z czasem skoncentrował się na polityce zagranicznej i armii. Codzienną władzę scedował na współpracowników, przede wszystkim na grupę „pułkowników”. Siebie „rezerwował”, jak sam mówił, do spraw najważniejszych. Zaliczał do nich wzmocnienie władzy wykonawczej. Zaraz po przewrocie powiedział podwładnym: „Mus robić rewizję konstytucji”. Tak zwany „państwotwórczy” cel miał dać w efekcie sanację państwa, przyczynić się do modernizacji kraju i wzrostu jego bezpieczeństwa. Te ogólnikowe hasła wypełniały zestaw programowy polityki pomajowej. Piłsudski zresztą żywił niechęć do jakichkolwiek rozważań programowych, ideowych czy doktrynerskich. „Doktryny – mówił – to przekleństwo nasze, nie chcę tego słyszeć”. Konstytucji kwietniowej z 1935 r. podobno nawet nie przeczytał. Wiedział, o co w niej chodzi, i to wystarczyło. Znał i aprobował pogląd Stanisława Cara, głównego prawnika sanacji i autora nowej konstytucji, że chodzi o odrzucenie umowy społecznej Rousseau, trójpodziału władzy Monteskiusza i ustroju parlamentarnego oraz odnalezienie formy pośredniej między państwami ultraliberalnymi i ultraparlamentarnymi a dyktaturami.

Zarzekał się, że nie będzie prowadził polityki ani prawicowej, ani lewicowej. Ten były socjalista chlubił się, że dokonał jedynej w historii „rewolucji bez rewolucyjnych konsekwencji”. Mówił też: „Polska winna być ostrożna, bo jest młoda i biedna. Musi unikać ryzykownych eksperymentów. Chwilowo musi pozostać tak, jak jest, bez chęci eksperymentalnego programu czy to lewicy, czy prawicy. To, co jest najważniejsze, to moralność życia publicznego”. A założona rychło formacja rządowa, czyli Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem (BBWR), celowo była montowana jako konglomerat różnorodnych idei, interesów, od prawa do lewa i odwrotnie, miała być siłą ponadpartyjną, solidarystyczną, państwową, o szerokim zapleczu społecznym.

Polityka sanacji była antydemokratyczna, łamała praworządność pod hasłami jej wprowadzania, brutalnie obchodziła się z opozycją. Można wyróżnić kilka jej okresów. Pierwszy to aktywne budowanie siły i wpływów obozu rządzącego, pod dość ścisłą kuratelą Piłsudskiego. To z jednej strony osłabianie parlamentu, opanowywanie administracji państwa, nowa polityka personalna także w wojsku, zmiany prawne i regulaminowe z wykorzystywaniem tzw. precedensów konstytucyjnych, wzmocnienie władzy wykonawczej najpierw poprzez „nowelę sierpniową” w 1926 r., na końcu przez nową konstytucję, wprowadzaną także fortelem i sposobem łamiącym prawa i kulturę polityczną. Dalej, aktywne zwalczanie opozycji, której wpływy wyborcze były ograniczane administracyjnie i politycznie, wreszcie zmiażdżone aresztowaniami brzeskimi. Niektórzy mówią o Brześciu (aresztowania posłów, proces sądowy, lata: 1930 i 1931–32) jako o największym błędzie politycznym Piłsudskiego w całej jego biografii. Rok 1930 zamyka także politykę względnej łagodności, zwanej „bartlowaniem”, od nazwiska Kazimierza Bartla, kilkukrotnego premiera po 1926 r. Ostatnie lata życia Marszałka to oddanie polityki wewnętrznej grupie pułkowników, którym owo „bartlowanie” było obce, a po 1935 r. przy coraz bardziej malejącej sile opozycji sanacja uprawiała, jak to ktoś nazwał, „imperializm słabości” aż po wrzesień 1939 r.

Jaka to była Polska? Andrzej Friszke ocenił: „Powiedzmy to sobie jasno: sanacyjna Polska nie była państwem faszystowskim. To była dyktatura, owszem, ale nie faszystowska, choćby dlatego, że sanacja nie miała skłonności nacjonalistycznych. Nie było zwalczania mniejszości narodowych, wywyższania się ponad inne narody. To ich odróżniało od narodowców”. Podczas panowania sanacji istniała i działała opozycja, choć represjonowana i ograniczana w swoich możliwościach i prawach. Panowała (mimo cenzury) dość duża wolność słowa, były możliwości podejmowania różnorodnych inicjatyw społecznych. Ofensywa obozu rządzącego w wielu instytucjach napotykała opór, choćby w parlamencie, który był konsekwentnie przez rządzących osłabiany, ale przecież zachował suwerenność.

Idee i wartości demokracji parlamentarnej słabły w latach 30., gdy nie sprzyjał im duch czasu – ale przecież miały swoich reprezentantów i podejmowano polityczne próby ich egzekwowania. Procesy brzeskie były skierowane przeciwko Centrolewowi, który podjął jedną z takich prób. Później w 1936 r. rozpoczęto rozmowy pod patronatem Ignacego Paderewskiego i Władysława Sikorskiego, w których uczestniczyli politycy centrowi i prodemokratyczni. Front Morges (porozumienie działaczy centrowych z 1936 r.) został zawiązany właśnie pod wezwaniem obrony demokracji, dla przeciwstawienia się polityce sanacji. Warto zdać sobie sprawę, że choć ta inicjatywa natychmiastowo nie przyniosła silnego politycznie efektu, to jednak właśnie z tego środowiska wyłoniło się przywództwo i kierownictwo Polski wychodźczej po wrześniu 1939 r.

Ale nawet w samym obozie rządzącym tendencje demokratyczne się przebijały, zwłaszcza w ramach BBWR. To tam pojawiła się krytyka polityki brzeskiej, i to ze strony prawicy konserwatywnej. Spadkobiercy „stańczyków” krakowskich tradycyjnie opowiadający się za silną władzą wykonawczą i silnym państwem uznali, że aresztowania polityków opozycji nie mieszczą się w idei państwotwórczej, bo państwo jest silne wtedy, gdy szanuje prawa i wolności obywateli.

System polityczny był jakoś poukładany wedle zasady, że głos decydujący ma Piłsudski, a rządzeniem zajmują się podwładni zaplątani w mitręgę walki o władzę, jej wzmacnianie i utrwalanie. Po śmierci Komendanta obóz sanacyjny wszedł w fazę dekompozycji i wewnętrznej rywalizacji, pogłębił się chaos działania i myślenia. Silny kult Marszałka i tradycja heroicznej przeszłości oraz propagandowo pobudzana idea mocarstwowości nie były w stanie przezwyciężyć narastających trudności i nieuchronnie zbliżającej się klęski. Okazało się, że zamiast uzdrowienia demokracji po 1926 r. było jej poniżenie. W miejsce tak potępianego przez Piłsudskiego „partyjniactwa” pojawiło się zjawisko zwalczających się klik i koterii, a przedmajową „anarchię” zastąpił brak jedności władzy.

Pamiętnikarz Kajetan Morawski pisał o Piłsudskim: „Nie było systemu pomajowego. Był tylko najpierw Piłsudski, genialny szlachcic kresowy, o intuicji męża stanu i temperamencie rewolucjonisty, wielkopański i rubaszny, równie bliski trywialności jak legendy. Piłsudski, dla którego Polska była jakimś wielkim Zułowem czy Pikliszkami, że chodził po niej gderząc i dziwacząc i kijem sękatym poganiał ekonomów i parobków. Swą renesansową bujnością i litewskim uporem, szerokością swych koncepcji i małostkową mściwością, swą osobą i legendą przysłonił i przytłoczył cały okres dziejów Polski i wdał się w życie każdego z nas. (…) A potem był Piłsudski stary i chory, a potem walki diadochów”.

Piłsudski nigdy w swoim życiu i walce jeszcze przed I wojną nie uprawiał demokracji, nawet okrojonej i koncesjonowanej przez państwa zaborcze. Wszyscy jego wielcy konkurenci jakieś doświadczenie mieli, dość spore ci działający w zaborze austriackim. Piłsudski był człowiekiem podziemnym, nielegalnikiem, rewolucjonistą, zesłańcem, bojownikiem, działającym w konspiracji, w małych grupach, potem ze swoimi żołnierzami, dla których był komendantem, dziadkiem, wodzem. Żył w świecie poleceń i rozkazów, a nie dyskusji i partnerskich rozmów, które uważał za niepotrzebną mitręgę. Próbował się z demokracją ułożyć po 1918 r., rozumiał, że przez ten eksperyment Polska musi przejść, ale szybko się do niej rozczarował, to był ustrój nie dla niego. Co gorsza, uważał, że także nie dla Polski.

Przewrót majowy wpisuje się w antydemokratyczne doświadczenia i przeżycia Polaków historii najnowszej. Otwartej bowiem demokracji Polacy doświadczyli w ostatnich stu latach w porcji zdecydowanie za małej, by miała szansę zakorzenić się w świadomości społecznej, by stała się dobrem internalizowanym powszechnie. Demokracja, która miała szansę, jak się wydaje, zakorzenić w pierwszych latach II RP, szybko została przerwana.

***

Tekst w pełnej wersji był wygłoszony w ramach Gdańskich Debat Obywatelskich, które są poświęcone 100-leciu odzyskania niepodległości.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Tabletka na HIV przyczyni się do ograniczenia nowych zakażeń?

Osobom prowadzącym ryzykowne życie seksualne marzenie o szczepionce na AIDS zastąpiła praktyka regularnego przyjmowania tabletki.

Paweł Walewski
25.06.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną