Historia

Brudna robota

Meksyk z „Romy”: post scriptum

Uzbrojeni w drągi cywile z formacji paramilitarnej Los Halcones rozgramiają demonstrujących studentów w stolicy Meksyku, 10 czerwca 1971 r. Uzbrojeni w drągi cywile z formacji paramilitarnej Los Halcones rozgramiają demonstrujących studentów w stolicy Meksyku, 10 czerwca 1971 r. AN
Obsypany nagrodami film „Roma” ukazuje Meksyk zdradzonych obietnic i ostro wyznaczonych społecznych granic.
Demonstracja w rocznicę Masakry w Boże Ciało w stolicy Meksyku, 2007 r.Eduardo Verdugo/AP/EAST NEWS Demonstracja w rocznicę Masakry w Boże Ciało w stolicy Meksyku, 2007 r.

Artykuł w wersji audio

10 czerwca 1971 r. w stolicy Meksyku doszło do masakry demonstrujących studentów, która do historii przeszła jako Masakra w Boże Ciało. Młodzi buntownicy maszerowali ulicami miasta, domagając się demokratycznych reform, autonomii uniwersytetów, zwolnienia z więzień towarzyszy walki skazanych za udział w protestach 1968 r. Zbuntowani byli dziećmi wielkomiejskiej klasy średniej, choć czasem można było spotkać wśród nich młodych z awansu społecznego, jaki umożliwiła rewolucja meksykańska z pierwszych dekad XX w.

Trasa marszu miała prowadzić z politechniki w stronę głównego placu miasta Zocalo, gdzie znajduje się pałac prezydencki. Jednak policja zablokowała demonstrującym drogę, a krótko potem studentów zaatakowali uzbrojeni cywile. Najpierw okładali ich pałkami, a gdy studenci zdołali skutecznie odeprzeć agresję napastników, wyciągnęli pistolety i karabiny. Strzelali do bezbronnych, uciekających i próbujących się kryć w okolicznych budynkach – jak na polowaniu. Padło około 120 zabitych. Policjanci przyglądali się masakrze, a potem przy pomocy państwowego aparatu propagandy sprzedawali oficjalną wersję zdarzeń, wedle której ekstremiści wśród studentów zaatakowali swoich towarzyszy. Że niby studenci sami się pozabijali.

W istocie uzbrojeni cywile należeli do wyszkolonej przez siły specjalne i CIA formacji paramilitarnej Los Halcones – Sokoły. Ówczesny reżim w Meksyku posługiwał się tego rodzaju grupami od brudnej roboty w walce z opozycją, a zarazem mógł oficjalnie umywać ręce, mówić o nieznanych sprawcach, względnie o ekstremistach wśród studentów. Sokoły to byli także młodzi ludzie – wyglądali identycznie jak studenci. Rekrutowano ich w klubach sportowych, gangach młodzieżowych z dzielnic nędzy, więzieniach (przedterminowe zwolnienie w zamian za przystąpienie do paramilitarnych). Dowodzili nimi byli wojskowi.

W filmie „Roma” sceny Masakry w Boże Ciało oglądamy z perspektywy głównej bohaterki Cleo, gosposi i niani pracującej w domu rodziny z klasy średniej. Cleo na miejscu zbrodni znajduje się przypadkiem. Przypadkiem dostrzega też, że jednym z Sokołów od brudnej roboty, którzy zabijają na jej oczach studenta, jest jej były chłopak Fermin – tak jak ona wywodzący się ze świata nędzy.

Ani Cleo, ani Fermin nie są protagonistami społecznych wstrząsów. Ona jedynie przygląda się demonstracji, a potem zabójstwu studenta. On bierze udział w zabójstwie, ale najpewniej nie ma politycznego motywu, a jeśli w ogóle jakikolwiek, to być może resentyment wobec rówieśników z bogatych domów. Wątpliwe, czy rozumie znaczenie tego, w czym bierze udział – jest narzędziem w rękach rządu. Uczestnikami są zbuntowani studenci i autorytarne państwo. Cleo i Fermin – oboje ze społecznych dołów – są ludźmi od brudnej roboty.

Rewolucja włącza i wyklucza

Każdy opis dowolnego epizodu XX-wiecznych dziejów Meksyku musi się zacząć od rewolucji meksykańskiej, która w 1910 r. obaliła długowieczną dyktaturę Porfirio Diaza. Rewolucja dała początek serii zdarzeń, rebelii i reform, które ukształtowały dzisiejszy Meksyk. Jej głównymi beneficjentami były klasy średnie, które wywalczyły sobie swobody polityczne, udział we władzy, jak i korzystniejszą redystrybucję dochodów kraju. Byli wśród nich farmerzy posiadający majątki średniej wielkości i hodowcy, prawnicy, lekarze, urzędnicy, kupcy, akademicy i nauczyciele. (To z tego świata wywodzi się ukazana w „Romie” rodzina, u której służy Cleo – uboga rdzenna mieszkanka Meksyku).

Interesy zwycięskich klas społecznych i grup zawodowych zderzyły się jeszcze w trakcie rewolucji – trwającej blisko 20 lat – z interesami sojuszników w walce z dyktaturą Porfiria Diaza: chłopów. Ci ostatni walczyli przede wszystkim z latyfundystami pod hasłem „Ziemia i wolność”. Domagali się reformy rolnej i swobód rozumianych jako brak przymusu ze strony właścicieli ziemskich (demokracja polityczna nie była horyzontem ich aspiracji). Mimo rebelii, które przeszły do historii dzięki malowniczym liderom Emilianowi Zapacie i Pancho Villi, chłopi nigdy nie stworzyli jednego ruchu czy partii walczącej o klasowe interesy. Bo i te interesy były sprzeczne.

Średnich i drobnych posiadaczy ziemi interesowało umocnienie indywidualnej własności, a także wyzwolenie od ekonomicznej zależności od latyfundium. Dla robotników rolnych, często faktycznych niewolników lub półniewolników, ważniejsza była ochrona socjalna ze strony państwa, uwolnienie od fikcyjnych długów, którymi obciążali ich oligarchowie, godziwe wynagrodzenie. W niektórych regionach, śladem tradycji ejidos rdzennych ludów Meksyku, chłopi – zazwyczaj autochtoni, żądali zwrotu ich wspólnotom ziemi zagrabionej przez latyfundystów. Nie chcieli własności indywidualnej – ziemia wcześniej należała do wspólnoty, a poszczególni rolnicy dzierżawili poletka nadane przez zgromadzenie mieszkańców wioski. Takiej ziemi – należącej do wspólnoty – nie wolno było sprzedać.

Chłopów łączyła z klasami średnimi niechęć do obszarników, niemniej ich interesy wchodziły często w konflikt. Po rewolucji niektórzy posiadacze średniej wielkości hacjend stawali się nowymi lokalnymi kacykami. Z upływem lat zarówno starzy, jak i nowi kacykowie nie tylko nie podzielili się ziemią z chłopami, lecz także odbierali im ich niewielkie poletka. W ten sposób rewolucja zdradziła obietnicę sprawiedliwości, równości i wolności. Chłopi będący Indianami i Indianie będący chłopami nie cieszyli się żadną z nich.

Proces ten doprowadził do utworzenia w 1967 r. w stanie Guerrero – ponad pół wieku od wybuchu rewolucji – chłopskiej partyzantki pod dowództwem wiejskiego nauczyciela Lucio Cabanasa. Guerrero to region uderzających kontrastów: latyfundia otoczone nędznymi wsiami plus luksusowy nadmorski kurort Acapulco – miejsce wypoczynku klasy średniej ze stolicy.

Echo ówczesnego konfliktu o ziemię słychać także w „Romie”. Gdy rodzina, będąca centrum filmowej opowieści, wyjeżdża na wczasy i odwiedza krewnych na prowincji, w rozmowach przewija się wątek napadających na okoliczne majątki chłopów-partyzantów. Należeli oni do Chłopskich Brygad Wymierzania Sprawiedliwości i Partii Ubogich, nawołujących do obalenia panującego porządku, nowej rewolucji i ustanowienia socjalistycznego ustroju w interesie proletariuszy miast i wsi.

Zasięg partyzantki pod komendą Cabanasa nie wykroczył poza granice stanu, a on sam został zdradzony i zastrzelony w zastawionej przez wojsko zasadzce w 1974 r. Niewielka grupa bojowników skryła się w górach, gdzie desperacko przetrwała kilka lat, nie prowadząc akcji zbrojnych. Mimo to kilkuletnia aktywność guerrilleros zwróciła uwagę władz w stolicy na warunki życia na wsi. Rząd federalny przekazał stanowi fundusze na rozbudowę szkół, komunikacji regionalnej i inne inwestycje społeczne. Znaczna ich część została rozkradziona przez lokalnych kacyków. Położenie chłopstwa nie zmieniło się.

Bariery widzialne i niewidzialne

„Do miasta Meksyk przybywało codziennie dwa tysiące osób, sześćdziesiąt tysięcy osób miesięcznie; uciekali oni od głodu, wyschniętej ziemi, niesprawiedliwości, bezkarnej zbrodni, brutalnych kacyków, obojętności, ale także przyciągało ich miasto, które jawiło się pełne obietnic dobrobytu, a nawet piękna” – opowiada narrator powieści Carlosa Fuentesa „Lata z Laurą Diaz”.

Jedną z tych osób była filmowa Cleo – uciekinierka ze wsi, mająca nadzieję na lepsze życie w wielkim mieście. Możliwe, że owo miejskie życie w domu rodziny klasy średniej, znajdującym się w dzielnicy o nazwie Colonia Roma, ma dla Cleo – w porównaniu z życiem na wsi – sporo zalet. Wciąż jednak jest to życie posiekane barierami: klasowymi, rasowymi, ekonomicznymi, płciowymi.

Cleo podaje państwu do stołu, ale sama nie jest do niego zapraszana – je w kuchni. Pozwala się jej usiąść razem z pracodawcami przed telewizorem, może nawet przytulać jedno z dzieci w trakcie oglądania telewizji. Taki zatrzymany kadr mógłby sugerować, że przyglądamy się społeczeństwu bez barier rasowych i klasowych. Gdy jednak kadr wprowadzimy w ruch, obraz się zmienia. Pan domu poczuł się nagle spragniony, więc Cleo musi przerwać oglądanie i przynieść coś do picia – nie odpoczywa z państwem na równych prawach.

Gdy jest w ciąży i potrzebuje lekarza, pracodawczyni prowadzi ją do szpitala do znajomej ginekolożki – trochę tak jak prowadzi się do lekarza dziecko. Oszołomienie służącej sugeruje, że znajduje się w szpitalu po raz pierwszy – w Meksyku 1971 r., mimo niewątpliwych zdobyczy socjalnych rewolucji, państwowa służba zdrowia zazwyczaj nie należy do praw takich ludzi jak Cleo.

I tak dalej, i tak dalej. W autobusie miejskim widać wyłącznie autochtonów, Indian, ani jednej bladej twarzy. Biali jeżdżą samochodami. W stanie Guerrero na wczasach, gdy biali, zamożni państwo robią przyjęcie, Cleo idzie do baru, gdzie bawią się ubodzy, chłopi, Indianie. Scena przypomina pewien epizod z „Titanica”, gdzie w górnej części statku odbywa się wykwintne przyjęcie bogaczy, a biedni z trzeciej klasy tańczą głęboko pod głównym pokładem. Bariery, bariery, bariery…

W świecie ukazanym w „Romie”, tj. Meksyku początku lat 70., bariery chronią białych, zamożnych, a jedyną, która chroni ludzi takich jak Cleo, jest ich rdzenny język. Czasem Cleo porozumiewa się z drugą gosposią w języku mixtec, którym mówi około pół miliona Misteków zamieszkujących stany Guerrero, Oaxaca i Puebla (to trzeci–czwarty najczęściej używany spośród 68 języków w tym kraju). Tylko dzięki językowi niezrozumiałemu przez pracodawców kobiety „od brudnej roboty” mogą zachować autonomię, mieć sekrety, np. pożartować z państwa.

Społeczne protesty, które toczą się na oczach Cleo, są niczym zdarzenia naturalne: słońce, deszcz, burza. Po prostu są, a ludzie tacy jak ona – trzymani poza niewidzialną społeczną barierą – nie mają na nie wpływu.

Terror i cisza

Masakra w Boże Ciało z 10 czerwca 1971 r. była następstwem innej masakry studentów, która miała miejsce trzy lata przed czasem akcji „Romy”: na placu Tlatelolco 2 października 1968 r., na 10 dni przed otwarciem igrzysk olimpijskich w Meksyku. To było wydarzenie epoki, najbardziej traumatyczne doświadczenie pokolenia ludzi z takich domów, w jakim służy Cleo.

Zbuntowani, głównie studenci, domagali się demokratyzacji systemu, który dawno o demokracji i egalitaryzmie z początków rewolucji zapomniał. Monopolistyczne rządy sprawowała na dobre i złe Partia Rewolucyjno-Instytucjonalna (PRI), kontrolująca każdy niemal aspekt życia społecznego. W latach 30. i 40. przeprowadzała egalitarne reformy – niesięgające jednak najuboższych grup (takich, z jakich wywodzi się Cleo), ale z upływem dekad rządy PRI stawały się sklerotyczną autokracją, duszącą swobody obywatelskie, wolność słowa, twórczą inicjatywę. Buntownicy ’68 domagali się zatem swobód politycznych, niekoniecznie socjalnych. Pragnęli prawdy w szkołach, podręcznikach, gazetach i telewizji. Los gospoś z klasy ludowej nie był ich specjalną troską.

Mimo że postulaty meksykańskich studentów były o wiele mniej radykalne niż ich rówieśników z Francji, Niemiec zachodnich czy USA, autorytarny system Meksyku nie był w stanie ich przyswoić. Ruch był zbyt potężny, zbyt masowy, by dało się go – starą metodą kooptacyjną PRI – skorumpować doraźnymi przywilejami czy dostępem do kawałka władzy. Nieprzyjmującemu krytyki rządowi pozostała naga siła, po którą sięgnął z zaskakującą brutalnością.

System PRI, mimo postępującej degeneracji, zachowywał przed 1968 r. resztki szlachetnych rysów postępowej rewolucji. Po masakrze na placu Tlatelolco maski spadły i Meksykanie zobaczyli szpetne oblicze krwawego autorytaryzmu. Rządy PRI straciły legitymację szczególnie w oczach ludzi z klasy średniej – największych beneficjentów rewolucji z początku stulecia.

Wielu buntowników uwięziono i skazano na podstawie lipnych dowodów. Władza bała się ujawnić prawdziwą liczbę zabitych na Tlatelolco (ponad 300 protestujących). Nowy prezydent Luis Echeverria – w czasie masakry na Tlatelolco był szefem MSW – sięgnął po represje zaledwie pół roku po objęciu urzędu (to je właśnie widzimy w filmie „Roma”).

Dla jednych masakra na Tlatelolco, dla innych ta w Boże Ciało stały się ostatecznym dowodem na to, że z rządami PRI nie należy prowadzić dialogu ani walczyć pokojowo. Wzorem innych krajów Ameryki Łacińskiej tamtego czasu zradykalizowani młodzi zaczęli organizować oddziały partyzanckie. Nie były one duże ani dobrze uzbrojone, a meksykańscy guerrilleros nie byli tak wyszkoleni jak ich towarzysze z Argentyny, Kolumbii, Peru czy Salwadoru. Ruch studencki w Meksyku był w swej istocie pokojowy i naprawdę niewielu młodych w akcie desperacji decydowało się na walkę zbrojną, życie w podziemiu i niemal pewną śmierć.

Ale był też inny powód słabości meksykańskich partyzantów. Fidel Castro, który wspierał wyszkoleniem, doradztwem i pieniędzmi niemal wszystkie rewolucyjne ruchy zbrojne na kontynencie, meksykańskim buntownikom nie spieszył z odsieczą. Reżim PRI był jego politycznym sprzymierzeńcem. Jako jedyny w regionie nieraz osłaniał socjalistyczną Kubę przed polityczną agresją Waszyngtonu i utrzymywał stosunki handlowe z Hawaną (niezwykle ważne dla ekonomicznej egzystencji rządów Castro).

Meksykańska bezpieka i wojsko skutecznie wyłapywały konspiratorów i rozprawiały się z nimi w okrutny sposób. Wielu bestialsko torturowano, setki zamordowano, setki przepadły bez śladu. Także w Meksyku do obiegu weszło przerażające słowo desaparecidos („zniknięci”). Owych „znikniętych” w Meksyku pod rządami PRI było mniej niż w innych krajach – liczy się ich w setkach, nie tysiącach jak w Gwatemali, Salwadorze, Kolumbii, Argentynie czy Chile. Już za demokracji wyszło na jaw, że wojsko dokonało pozasądowych egzekucji na około 150 partyzantach i działaczach opozycji. Ich ciała wyrzucano z helikopterów do oceanu. O zbrodniach PRI pisało się niewiele: dla zagranicy reżim wciąż zachowywał wdzięk sił postępu (zwłaszcza w porównaniu z innymi reżimami w regionie).

Eksterminacji radykałów towarzyszyła polityka obłaskawiania „rozsądnej” części klasy średniej i opiniotwórczej inteligencji. Na łamach głównego dziennika „Excelsior” pojawiły się teksty krytyków władzy, m.in. poety i eseisty Octavia Paza (późniejszego noblisty). Reżim pozwolił na powstanie magazynów opinii, umiarkowanie krytycznych wobec PRI – zarówno z perspektywy antykomunistyczno-konserwatywnej („Vuelta”), jak i lewicowej („Nexos”). Opozycja była po 1968 r. tak zdruzgotana i zdezorganizowana, że w pewnym momencie stanowiło to nawet kłopot dla PRI, która dla zachowania pozorów demokracji lubiła mieć konsesjonowaną – choć autentyczną – opozycję; byle tylko słabą. Obniżono próg wyborczy dla partii do 1,5 proc.

Wciąż jednak nie był to świat, który zauważałby filmową Cleo ani był przez nią zauważony. Ludzie jak ona – rdzenni mieszkańcy Meksyku – stali się głównymi aktorami politycznego buntu dopiero ćwierć wieku później. Dali o sobie znać powstaniem zapatystów w stanie Chiapas 1 stycznia 1994 r. Ta data to dzień, w którym wszedł w życie traktat o wolnym handlu NAFTA między Meksykiem, Kanadą i USA.

Czy dzięki buntowi autochtoni zostali zaproszeni do stołu, tj. podziału beneficjów? Bariery dzielące meksykańskie społeczeństwo przesuwają się, ale wiele z nich pozostało nienaruszonych. Co czyni „Romę” opowieścią o wczorajszym Meksyku bardzo aktualną także dziś.

Post scriptum

Rzeczywistość dopisała tragiczny epilog opowieści o ludziach takich jak Cleo – dziś uczestnikach politycznych zmagań. 12 lutego „zniknęła” obrończyni indiańskich wspólnot w stanie Guerrero, działaczka praw człowieka z ludu Misteków (jak Cleo) – 42-letnia Obtilia Eugenio. Po powstaniu zapatystów, jako 17-latka, była świadkiem gwałtów dokonywanych przez wojsko na wspólnotach autochtonicznych. Pogróżki śmierci sprawiły, że wyniosła się z tamtego regionu.

Ostatnio nagłaśniała korupcję lokalnych władz w stanie Guerrero. Naraziła się też narcotraficantes. Nie wiadomo, która z sił doprowadziła do „zniknięcia” działaczki – władze, wojsko czy mafie. Wiadomo, że podzieliła los wielu studentów z epoki przedstawionej w „Romie”. Autorytaryzm czy demokracja – ludzie walczący w Meksyku o prawa i sprawiedliwość wciąż znikają.

Polityka 9.2019 (3200) z dnia 26.02.2019; Historia; s. 53
Oryginalny tytuł tekstu: "Brudna robota"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Problemy psychiczne dzieci i rodzicielskie zaniedbania

Dr hab. Małgorzata Święcicka: O problemach psychicznych dzieci i rozmaitych „psychologicznych modach”, rodzicielskich zaniedbaniach i lękach na wyrost.

Joanna Cieśla
16.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną