Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Historia

Wystrzałowa towarzyszka Ola

Druga żona Piłsudskiego: waleczna rewolucjonistka

Aleksandra Piłsudska z córkami Wandą (z prawej) i Jadwigą w Belwederze, 1934 r. Aleksandra Piłsudska z córkami Wandą (z prawej) i Jadwigą w Belwederze, 1934 r. Zbiory Mariusza Kolmasiaka / EAST NEWS
Buntowniczka, przemytniczka broni i rewolucjonistka. Aleksandra Szczerbińska, druga żona Józefa Piłsudskiego, zasłużyła się w walce zbrojnej.
Aleksandra Szczerbińska na zdjęciu z 1905 r.Muzeum Wojska Polskiego/EAST NEWS Aleksandra Szczerbińska na zdjęciu z 1905 r.

Rok 1906. Dwie eleganckie damy idą ulicą. Jedna z nich odznacza się wyjątkowo masywną posturą. Jej znajoma jest młodsza i znacznie smuklejsza. W pewnym momencie krzepka dama potyka się, siada na chodniku i... nie może się podnieść. Próbuje wstać, ale jest za ciężka! Koleżanka usiłuje jej pomóc, nie daje rady. Do szamoczących się kobiet podchodzi rosyjski oficer i z galanterią oferuje wsparcie. Ale gdy chwyta kobietę za ręce, sam wydaje się zaskoczony jej pokaźną wagą. Za każdym razem, gdy mężczyzna rusza ją choć trochę z posad, ona natychmiast klapie bezradnie. W końcu dziewczyna chwyta swoją „upadłą” znajomą za jedno ramię, żołnierz za drugie i stawiają ją na nogi. Panie dziękują uprzejmie rosyjskiemu dżentelmenowi za ratunek z opresji i czym prędzej czmychają. Mają powody, by jak najszybciej zakończyć to nieoczekiwane spotkanie z pełnym kurtuazji oficerem. „Tęga” dama ma na sobie około 20 kg ekrazytu, materiału wybuchowego, ukrytego w licznych warstwach sukni. Jej młodsza towarzyszka to Aleksandra Szczerbińska, która pod ubraniem schowała rewolwery. Obie należą do Organizacji Bojowej PPS, która konspiruje przeciwko zaborcy rosyjskiemu. Odchodząc, żartują, że „nawet oficerowie carskiej armii pomagają rewolucjonistom”.

Dynamit w gorsecie

„Trzeba było nie lada sprytu, aby przewieźć 200 lub 300 browningów lub do 80 funtów [do 40 kg] dynamitu przez te linie kordonów. O przewożeniu broni w walizkach czy kufrach nie było nawet mowy. Metoda, jaką stosowaliśmy, polegała na tym, że wszystko niemal trzeba było wieźć na sobie. Tak więc np. kobieta w długiej sukni mogła swobodnie nieść 2 lub 3 mauzery przywiązane do ciała, wzdłuż nóg. Rewolwery i amunicję zaszywano w szerokie pasy, które kładło się na siebie pod ubranie.

Polityka 45.2019 (3235) z dnia 05.11.2019; Historia; s. 64
Oryginalny tytuł tekstu: "Wystrzałowa towarzyszka Ola"
Reklama