„Polityka”. Pilnujemy władzy, służymy czytelnikom.

Prenumerata roczna taniej o 20%

OK, pokaż ofertę
Historia

Wolność na mgnienie oka

Warszawa 1944. Młodzi nagle stali się frontowymi żołnierzami

Powstańcy z batalionu „Zośka” na Starówce. Trzecia z lewej sanitariuszka Danuta Mancewicz, „Danusia”, czwarty z lewej Bolesław Górecki, „Śnica”, drugi z prawej Jan Myszkowski-Bagiński, „Bajan”. U dołu Czesław Kraśniewski, „Kryst”. Powstańcy z batalionu „Zośka” na Starówce. Trzecia z lewej sanitariuszka Danuta Mancewicz, „Danusia”, czwarty z lewej Bolesław Górecki, „Śnica”, drugi z prawej Jan Myszkowski-Bagiński, „Bajan”. U dołu Czesław Kraśniewski, „Kryst”. Muzeum Powstania Warszawskiego
Dzisiaj o powstaniu warszawskim często opowiada się koszulkami i muralami pełnymi scen bohaterstwa. Ważne – mówią sami powstańcy – żeby nie zastąpić wiedzy patosem, a historii legendą.
Wnętrze szpitala powstańczego w Domu Braci Jabłkowskich przy ul. Brackiej.Muzeum Powstania Warszawskiego Wnętrze szpitala powstańczego w Domu Braci Jabłkowskich przy ul. Brackiej.

Była nadzieja i entuzjazm młodych ludzi, którzy nagle, na rozkaz, stali się frontowymi żołnierzami. Do godziny W zmobilizowano ich ok. 20 tys., większość w wieku od 18 do 20 lat. Zaledwie jedna czwarta miała sprawną broń. Zwykłe chłopaki i dziewczyny urodzeni w wolnym kraju, mieszkańcy blisko półtoramilionowego miasta, które przed wojną przeżywało cywilizacyjny skok. Nie chcieli umierać, ale ze śmiercią się liczyli. W pierwszym dniu powstania zginęło ok. 2 tys.

Kto z nich wtedy znał się na wielkiej polityce? Niemal nikt. Widzieli niepokojące oznaki: dowództwo AK przygotowywało powszechne powstanie od miesięcy, ale przekładało termin; akcja „Burza” nie objęła stolicy i jeszcze w połowie lipca 1944 r. broń z Warszawy wysyłano na prowincję; już po wybuchu powstania okazało się, jak wielki panuje chaos organizacyjny.

„Nie mieliśmy świadomości, że losów świata nie zmienia się w Warszawie ani na żadnym innym polu bitwy, ale w gabinetach polityków – powiedział autorowi tego tekstu w 2009 r. Edmund Baranowski, „Jur”, wówczas wiceprezes Związku Powstańców Warszawskich. – Nagle ucichł huk dział za Wisłą i już wiedzieliśmy, że jesteśmy zupełnie sami, mieliśmy takie powiedzenie: i tak czapa, i tak czapa”.

Bo powstanie to była też zimna kalkulacja dowódców. W tle polityczne wyścigi do władzy w Polsce po wojnie, układy gabinetowe, także w płonącym mieście. Od 22 lipca w Lublinie działał Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, umocowany w Moskwie samozwańczy rząd polski. Główna spekulacja polityczna taka: jeśli po władzę w Warszawie szybko nie sięgnie AK, zrobi to prokomunistyczna Armia Ludowa lub idąca z Rosjanami 1. Armia Wojska Polskiego. Albo może i sama Armia Czerwona, na której pomoc zbrojną powstanie warszawskie jednocześnie liczyło.

Polityka 31.2022 (3374) z dnia 26.07.2022; Historia; s. 64
Oryginalny tytuł tekstu: "Wolność na mgnienie oka"
Reklama