Historia

Puszczańskie cnoty

Robert Baden-Powell, założyciel skautingu Robert Baden-Powell, założyciel skautingu Wikipedia
Latem 1907 r. angielski pułkownik Robert Baden-Powell zorganizował pierwszy obóz skautowski. Na wyspie Brownsea dwudziestu chłopców praktykowało lato leśnych ludzi, sposobiło do walki i – choć w połowie pochodziło z biedoty – uczyło się kodeksu angielskiego dżentelmena.

Urodzony w 1857 r. Robert Baden-Powell został żołnierzem Imperium Brytyjskiego w wieku 19 lat. Służył najpierw w Indiach, potem w Afryce. Miał łatwość pisania, sporządził kilka podręczników military reconnaissance, czyli rozpoznania wojskowego. „Podręcznik zwiadu dla podoficerów i żołnierzy”, wydany w 1899 r., czytano nie tylko w wojsku: książka stała się hitem dla młodzieży i przyniosła autorowi dodatkowy rozgłos w najlepszym w karierze wojskowej okresie. Akurat po jej wydaniu Baden-Powell, już w randze pułkownika, zdobył serca londyńczyków jako dowódca oblężonego garnizonu brytyjskiego w afrykańskiej stanicy Mafeking podczas drugiej wojny burskiej (1899–1900).

Wojna, przynajmniej na początku, przynosiła Brytyjczykom upokarzające klęski, drażniące imperialną dumę. Brytyjczycy mieli niespełna 15 tys. żołnierzy, a walczących Burów, to jest potomków holenderskich osadników (w dzisiejszej Republice Południowej Afryki), było trzy razy więcej, a w dodatku dysponowali lepszym uzbrojeniem (niemieckie wielostrzałowe karabiny Mauzera przeciw jednostrzałowym angielskim Lee-Metfordsa). Jednak nie chodziło jedynie o taką prostą przewagę. Brytyjski historyk tych wojen George Cassar przyznaje, iż żołnierze burscy byli też dzielniejsi, wytrzymalsi, bardziej ruchliwi, przedsiębiorczy i pomysłowi. Na ich pomysłowość swoje sposoby musiał znaleźć Baden-Powell. Przez 7 miesięcy, dokładnie 217 dni, oblężeni w Mafeking dzielnie przeciwstawiali się Burom: około tysiąca przeciw siedmiu tysiącom.

Pułkownik był przy tym idealnym produktem Imperium; prasa brytyjska traktowała oblężenie miasta jak jakąś odmianę sportu, siedmiomiesięczny mecz w eliminacjach między Anglią a Transwalem. I rzeczywiście, pułkownik Baden-Powell zachowywał się niczym kapitan angielskiej drużyny krykietowej, chętnie używał zwrotów sportowych. Wie, jak się gra – pisali zachwyceni korespondenci w sprawozdaniach do Londynu. Dowódca imał się wybiegów, które miały rekompensować szczupłą obronę, pozorował zakładanie pól minowych i zasieków z drutu kolczastego. Poza tym, mimo śmiertelnego niebezpieczeństwa, rzeczywiście urządzał w każdą niedzielę prawdziwe mecze krykieta, potem tańce i przedstawienia teatralne, w których sam wypełniał rolę clowna.

Mafeking i wojna burska to historia w Polsce niemal nieznana, chociaż najgłośniejszy dziś brytyjski historyk Niall Ferguson pisze, że chodziło o wojnę, która była tym samym dla Imperium Brytyjskiego, co Wietnam dla Stanów Zjednoczonych: ogromna liczba zabitych i bolesne podziały opinii w kraju. Połowa obrońców zginęła lub została okaleczona. W istocie też niewiele było tam naprawdę z fair play właściwego krykietowi. Dowódca nie tylko rekrutował obrońców także z czarnej ludności (mimo że miała to być wojna białego człowieka), ale jeszcze kazał im walczyć poza okopami i schronami w białej części miasta. Straty białych i czarnych były proporcjonalnie podobne, lecz czarnych mieszkańców zmarło z głodu więcej niż na froncie. Dowódca zmniejszał racje żywnościowe czarnym, by chronić białych. Niewielu czyniło sobie wyrzuty z tego powodu. Kiedy do Mafeking dotarła odsiecz, w Londynie zapanowała histeryczna radość. Świętowano tak, jak gdyby Anglicy ponownie pobili Napoleona – pisał krytycznie nastawiony do Imperium kronikarz.

W każdym razie Baden-Powell dysponował tysiącem uzbrojonych osób (prawdopodobnie razem z czarnymi, których liczbę zaniżył) do obrony miasta o obwodzie ok. 10 km, czyli było zaledwie stu na kilometr frontu. Jedną trzecią z tego tysiąca stanowili kupcy i urzędnicy, którzy nigdy przedtem nie trzymali strzelby w rękach, ponadto liczba ich, jak to na wojnie, topniała i obowiązki pozostałych, zwłaszcza na wartach, stawały się coraz cięższe.

Wtedy to Baden-Powell zebrał wszystkich miejscowych chłopców w wieku od 12 do 15 lat i utworzył z nich oddział kadetów. Służyli głównie do przewożenia rozkazów i poczty z fortu do fortu. Przyszły Naczelny Skaut Świata tak o tym pisał: „Zdawało się, że chłopcy zupełnie nie zwracają uwagi na kule, zawsze byli gotowi do przewożenia rozkazów, choć za każdym razem było to połączone ze śmiertelnym niebezpieczeństwem”. Opis ten zamieścił w swym bestsellerze „Skauting dla chłopców. Wychowanie dobrego obywatela metodą puszczańską” (tłumaczenie z II wydania polskiego, Warszawa 1938 r.).

Zaraz potem pada kluczowe pytanie wprost do młodego czytelnika: „Czy który z was postąpiłby tak? ... gdyby ostrzeliwano ulicę, a ja bym kazał przenieść zlecenie do domu naprzeciw... Pewny jestem, że byście to uczynili, ale chyba z niezbyt wielką ochotą. Bo do tego trzeba się przedtem przygotować”. Co za zbieżność z późniejszym hasłem skautów Be prepared, więc dosłownie: „bądź przygotowany” raczej niż „bądź gotów”. Chodzi bowiem nie tylko o gotowość do wystawienia się na niebezpieczeństwo w razie potrzeby, lecz o ćwiczenia i nawyk słuchania rozkazów. „Nie musicie czekać aż do wojny, by wykonywać służbę wywiadowczą” – precyzuje Baden-Powell już w pierwszym rozdziale „Skautingu dla chłopców”. Zauważmy poza tym, że pierwsze litery hasła Be prepared są zbieżne z inicjałami nazwiska twórcy skautingu.

Skauting narodził się więc z podręczników wojskowych, a potem z doświadczeń korpusu kadetów w oblężonym Mafeking; skaut to dosłownie wywiadowca, który idzie przed posuwającym się wojskiem. Choć sam nie strzela, to rozpoznaje teren i siły nieprzyjaciela.

1 sierpnia 1907 r. Baden-Powell, już generał, znany w całym kraju bohater wojenny, zabrał 20 chłopców na prywatną wysepkę Brownsea (koło Bournemouth na południu Anglii) na eksperymentalny 8-dniowy obóz w lesie. Teren pamiętał jeszcze z własnego dzieciństwa: ów raj ptactwa odwiedził jako chłopiec ze swymi braćmi. Jak na klasową Anglię skład obozu był niezwykły, nawet rewolucyjny: dziesięciu chłopców z dwóch najdroższych i najbardziej ekskluzywnych szkół kraju, Eton i Harrow, gdzie od dziecka chodziło się w garniturku z kapeluszem, to byli synowie kolegów generała, zaś druga dziesiątka to chłopcy zupełnie spoza towarzystwa, z pobliskich, bardzo prowincjonalnych miast Bournemouth i Poole. Zróżnicowane były też koszty; ci ze szkół prywatnych płacili 1 funta, reszta 3,5 szylinga, więc dużo mniej.

„Musicie zgnieść wszelkie dzielące was różnice. Kto gardzi drugim chłopcem dlatego, że pochodzi on z uboższej rodziny – jest snobem. Kto nienawidzi drugich chłopców za to, że urodzili się w bogatszej rodzinie lub chodzą do droższych szkół – jest niemądry” – tłumaczył chłopcom generał, ale i nie zachęcał do awansu: „Każdy z nas jest jak cegła w ścianie, każdy ma swoje miejsce”, co w istocie jest bardzo angielskie. Wszyscy mieszkali w małych, wojskowych namiotach, nie było jeszcze mundurów, tylko wspólne chusty koloru khaki i metalowe, przypinane lilijki.

Komendant utworzył cztery zastępy, każdy z proporczykiem: Byki – zielone sznurki na naramienniku koszuli, Wilki – niebieskie, Kuliki – żółte i Kruki – czerwone. Budowanie szałasów, gotowanie na ognisku, węzły, podpatrywanie zwierząt, ćwiczenia na spostrzegawczość, podchody, nauka pierwszej pomocy, w tym ratowanie tonących i powstrzymywanie spłoszonych koni – wypełniały kolejne dni w określonym porządku. Były także gawędy przy ognisku: o rycerskości wobec kobiet, o honorze Brytyjczyków i obowiązkach wobec króla i kraju. O poświęceniu generał mówił rzeczy dziś szokujące: na przykład w jednym miejscu wychwala japońskiego żołnierza, który obłożony ładunkami wybuchowymi wysadza w powietrze bramę rosyjskiego fortu.

Doświadczenia tego krótkiego obozu wystarczyły, by dać ostatni szlif projektowi książki, opublikowanej wkrótce po wyprawie. Baden-Powell miał już skauting w głowie. Nie krył zresztą, że brał opisy gier terenowych z „Księgi puszczaństwa” Thompsona Setona, a także iż zaczytywał się w opowiadaniach Rudyarda Kiplinga, zwłaszcza w przygodach Kima. Bohater Kiplinga Kim, czyli Kimball O’Hara, to wzór harcerza. Chłopak był sierotą, dzieckiem irlandzkiego podoficera, który zmarł w Indiach, a chłopak, ledwie utrzymywany przez biedną ciotkę, przebywał z tubylcami, potem wałęsał się po całych Indiach w towarzystwie kolejno jakiegoś hinduskiego kapłana, handlarza biżuterii i afgańskiego sprzedawcy koni, póki nie trafił pod opiekę oddziału wojskowego, w którym dawniej służył jego ojciec. Kim, który Indie poznał lepiej niż dorośli żołnierze, został prawdziwym brytyjskim tajnym agentem i oddał rządowi wielkie usługi, o czym Baden-Powell wspomina z równym szacunkiem i podziwem, jaki ma dla swych podkomendnych skautów z Mafeking.

W dwa lata po publikacji „Skautingu dla chłopców” Baden-Powell zwalnia się ze służby wojskowej i całkowicie poświęca propagowaniu skautingu, który robi oszałamiającą, światową karierę. To jeden z najlepszych produktów eksportowych Imperium Brytyjskiego. To sposobność do „łączenia się braterską przyjaźnią – tłumaczy swój zamysł autor – która w tym wieku jest naturalną formą organizacji, czy to dla wspólnej zabawy, psot czy łazikowania, przemawia do ich wyobraźni i nastrojów romantycznych”. Zabawa jest nieodzowna – podkreślał generał i powoływał się na słynnego filozofa angielskiego Francisa Bacona, że to najlepszy sposób wychowania dzieci. Nieprawda, że Baden-Powell kładł nacisk na pruską musztrę; odwrotnie – podkreślał, że młodzi chłopcy przepadają za historiami na niby i instruktor musi podtrzymać chłopięce złudzenia: niech zwykły zagajnik stanie się lasem Sherwood, gdzie hula Robin Hood, a przystań rybacka – Morzem Hiszpańskim, na którym grasują piraci. Fergusson szydzi z tego, pisze, że ruch skautowski to „wydestylowana i higieniczna wersja życia na kresach podana pokoleniu znudzonych, młodych mieszczuchów”.

Ale oczywiście Baden-Powell miał też zamysł polityczny, który tak wyjaśniał: „Zawsze są członkowie parlamentu, którzy chcą zredukować wojsko, by oszczędzić pieniądze. Zabiegają tylko o popularność wśród wyborców Anglii, tak by oni i ich partia zdobyli władzę. Tych mężczyzn nazywa się »politykami«. Nie dbają o dobro kraju. Większość z nich niewiele wie o koloniach i niewiele o nie dba. Gdyby mieli wolną rękę dawniej, już mówilibyśmy po francusku”. Charakterystyczne, że ten fragment został opuszczony w polskim wydaniu książki z 1938 r.

Dopiero w ostatnim dniu obozu na Brownsea urządzono zajęcia sportowe. Generał cenił zwłaszcza futbol, który, jak twierdził, uczy, by grać zawzięcie i ofiarnie, jak w życiu. Ale był przeciwny kibicowaniu, może z proroczą wizją wyczynów angielskich kibiców. Futbol – pisze – staje się grą zgubną, kiedy ściąga tłumy chłopców nieumiejących grać w ogóle i jedynie przypatrujących się płatnym graczom.

Twórcę skautingu cechowało nie tylko zamiłowanie do zabaw na świeżym powietrzu, był niezrównanym gawędziarzem: opowieści instruktora przy ognisku stały się częścią metody skautowej. Każdy z dwudziestu rozdziałów „Skautingu” ma swoją gawędę, pełną żywych opisów i barwnych przygód. Baden-Powell nie był nudziarzem. Oto przykład. Przyszły Naczelny Skaut stwierdza, że rzucił palenie, kiedy przekonał się, że bez papierosów ma lepszy wzrok i lepiej strzela. „Kiedyś dowiedziałem się jeszcze o innej przyczynie, dla której ktoś zaprzestał palenia. Dlatego mianowicie, że św. Paweł nie palił. Nie wiem tylko, czy nie czynił tego, ponieważ był człowiekiem o bystrym umyśle, czy też dlatego, że nie znano wtedy jeszcze tytoniu”.

Baden-Powell często wspomina św. Jerzego, gdyż on jeden spośród świętych był jeźdźcem, nadto patronem kawalerii i strażnikiem rycerskiego kodeksu. Ze świętego angielskiego awansował też na patrona skautów Europy, ale generał – choć chrześcijanin – jeszcze na Brownsea zastrzegał, że nie należy na obozach urządzać uroczystości kościelnych. Choć każdy skaut powinien należeć do jakiegoś wyznania religijnego, to codzienna modlitwa w obozie miała mieć najprostszy charakter, „przy czym nikt nie powinien być zmuszany do obecności”.

Już w 1908 r. książka generała była nie tylko opisem metody puszczańskiej, ale również komentarzem do niemal każdej dziedziny życia. Z dzisiejszej perspektywy na szczególną uwagę zasługują sprawy klasowe i obyczajowe. Klasowe, to było owo ramię w ramię, przedkładanie dobra kraju nad własne interesy, pomaganie i spełnianie dobrych uczynków. Natomiast odwaga obyczajowa, co często podkreślano, polegała na otwartym jak na owe czasy, mówieniu o onanizmie. „To pokusa, która na pewno kiedyś do ciebie przyjdzie” – pisał generał i przestrzegał, że „jeśli stanie się nałogiem, zniszczy zdrowie ciała, jak i ducha”. Jak przezwyciężyć pożądanie? „Wziąć kąpiel w zimnej wodzie i pogimnastykować górną (!) część ciała ćwiczeniami ramion, boksowaniem itp.”. Onanizm nazwany jest w książce „bydlęctwem”, podobno to ówczesne żargonowe wyrażenie angielskie (tak w każdym razie brzmi w przedwojennym, polskim tłumaczeniu). Nie są to ostrzeżenia na dzisiejsze czasy, ale trzeba pamiętać, że nawet ówcześni medycy twierdzili, że onanizm prowadzi do obłędu.

„Nie rozkochuj się w żadnej dziewczynie, jeśli nie masz zamiaru jej poślubić” – przestrzegał Baden-Powell. I zaraz dodawał: „Nie żeń się, dopóki nie jesteś w stanie utrzymać żony i kilkorga dzieci”. Autor podkreśla obowiązek rycerskości wobec kobiet. Kto nie pospieszy z pomocą dziewczynie w niebezpieczeństwie – należy do nędznej hołoty. Nawiasem mówiąc, tak Baden-Powell, jak i wielu bohaterskich zdobywców i obrońców Imperium nie interesowało się specjalnie kobietami. Dowódca Baden-Powella lord Kitchener, późniejszy minister wojny, „zatrzymał się na etapie poprzedzającym wiek dojrzewania” (opinia Jeremy’ego Paxmana, którego świetna książka „Anglicy” właśnie wychodzi po polsku).

Sam generał ożenił się dopiero w wieku 55 lat, może zgodnie ze swymi wskazaniami, po zakończeniu służby wojskowej. Wybranką była 23-letnia Olave, dziewczyna zakochana w sportach na świeżym powietrzu, uprawiająca tenis, łyżwiarstwo, wioślarstwo, a nawet piłkę nożną. Skauci całego kraju złożyli się po pensie, by niebogatym małżonkom kupić samochód na prezent ślubny. Małżonkowie mieli troje dzieci. Olave została potem naczelniczką skautek. Generał, z tytułem lorda, dożył 84 lat, zmarł w Kenii w 1941 r., odwiedzając za życia liczne obozy międzynarodowe, tzw. jamboree.

Niewielu dziś wychowawców wychwala skauting, mimo że wziął się z najprostszych, zdroworozsądkowych spostrzeżeń: że trzeba czymś zająć młodzież, dać jakiś tani sposób na gry i zabawy, przy okazji propagować zdrowie i higienę (w książce, napisanej po obozie na Brownsea, jest nawet rysunek szczoteczki do zębów zrobionej z postrzępionego na końcu patyka). A także zachęcać do dobrych uczynków. Epoka telewizji i komputerów przyćmiła skauting, który kurczy się na świecie jak powierzchnia lasów dziewiczych.

1 sierpnia 2007 r., dokładnie o godz. 8 rano, w setną rocznicę założenia obozu na wyspie Brownsea, skauci na całym globie mieli równocześnie zapalić ogniska i rozmawiać ze sobą na forum wielkiej światowej imprezy telewizyjnej, transmitowanej z londyńskiego Trafalgar Square. Nie starczyło funduszów. Ale bez telewizji, o 8 rano, wszędzie, gdzie można, zbiorą się skauci pod hasłem: „Jeden świat, jedno przyrzeczenie”. Trzystu – ze wszystkich krajów skautingu, także z Polski – stanie też do apelu na wyspie, gdzie wszystko się zaczęło.

Korzystałem z książek: Lord Baden-Powell of Gilwell, „Skauting dla chłopców”, Niall Ferguson, „Imperium”, Jeremy Paxman, „Anglicy. Opis przypadku”.

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną