A my na tej wojnie…
„Czterej pancerni i pies”: propaganda, uwielbienie, hit. Ulice pustoszały, załoga Rudego była jak Beatlesi
Obiektywnie rzecz biorąc, serial w reżyserii Konrada Nałęckiego nakręcony na podstawie adresowanej do młodzieży powieści płk. Janusza Przymanowskiego, weterana Armii Czerwonej i 1. Armii Wojska Polskiego, był dziełem typowo propagandowym dość swobodnie traktującym wojenną faktografię. I gdyby tylko na tym się skupić, nie moglibyśmy znaleźć przyczyn, dla których stał się jednym z największych przebojów polskiej telewizji wszech czasów.
Sam Przymanowski wiele razy powtarzał publicznie, że literacki pierwowzór pierwszej serii filmu (podobnie jak dopisanych potem dwóch dalszych tomów) należy traktować jako powieść przygodową. Wojna była swoistym pretekstem do ukazania perypetii młodych ludzi, których połączył wspólny los i męska żołnierska przyjaźń. Wiele razy bardzo krytycznie komentowano to nastawienie, no bo jak można największy koszmar XX w. uznać za przygodę? Okazało się, że można, ba, można nawet opowiadać o tej wojnie komediowo, czego najlepszym przykładem jest film „Jak rozpętałem II wojnę światową” ze znakomitym Marianem Kociniakiem w roli głównej.
Ogromnym walorem serialu była obsada aktorska. Młody Janusz Gajos, genialny Franciszek Pieczka, Roman Wilhelmi, Włodzimierz Press, przepiękna Pola Raksa, dorównująca jej urodą i talentem aktorskim Małgorzata Niemirska. Do tego jeszcze Barbara Kraftówna, Wiesław Gołas, Witold Pyrkosz, by tylko tych wymienić. Właściwie prawie wszyscy wspomniani tu aktorzy wielką karierę mieli jeszcze przed sobą, ale trzeba przyznać, że dobór całej tej ekipy okazał się bezbłędny. Już po pierwszym odcinku zatytułowanym „Załoga” publiczność pokochała czwórkę czołgistów i owczarka niemieckiego Szarika. A przy okazji śpiewaną przez Edmunda Fettinga w czołówce filmu, napisaną przez Agnieszkę Osiecką „Balladę o pancernych”.