Kostki domina
Recenzja książki: Andrzej Chwalba, „Maj 1926. Zamach, którego miało nie być”
Przewrót majowy w Polsce wpisał się w dość powszechną prawidłowość tamtej epoki. Demokracje instalowane w powersalskim ładzie w odrodzonych lub nowo powstałych państwach wywracały się po kolei. Nie dawały rady, były za młode, za słabe, by sprostać wyzwaniom czasu. W każdym z państw ulegających tej prawidłowości łamanie demokracji miało swój własny charakter, swoją specyfikę i swoje osoby dramatu.
Prof. Andrzej Chwalba to opisał. Pokazał Rzeczpospolitą, która swojej niepodległości musiała bronić od razu przed nawałnicą bolszewicką, scalić dzielnice pozaborowe, wszystko ułożyć na nowo w trudnej sytuacji gospodarczej, przy wielkich napięciach społecznych i narodowościowych, z wrogimi sąsiadami. Sytuację komplikowały ramy ustrojowe i ostra walka polityczna. „Sejmokracja”, czyli dominująca nad władzą wykonawczą władza parlamentu, przy wielkim rozdrobnieniu partyjnym i głębokiej polaryzacji nie sprzyjała skutecznym rządom. Po zabójstwie Gabriela Narutowicza powszechne stało się odczucie, że państwo jest na krawędzi i narasta niebezpieczeństwo zamachu stanu. I w maju 1926 r. się stało.
Książka świetnie przedstawia przyczyny i przebieg zamachu, jego bilans, ale też zachęca do refleksji bardziej współczesnych. Przewrót uderzył w demokrację, ale to był pierwszy krok, potem były następne.
Andrzej Chwalba, Maj 1926. Zamach, którego miało nie być, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025, s. 384