Monuments Man
Recenzja książki: Tomasz Siewierski, Artur Wójcik, „Karol Estreicher”
W czerwcu 1940 r. w Bordeaux na pokład polskiego drobnicowca „Chorzów” wniesiono 74 skrzynie z wawelskimi skarbami: arrasami i Szczerbcem. Pilnował ich Karol Estreicher. Statek zabierał też uchodźców, m.in. Mieczysława Grydzewskiego i Antoniego Słonimskiego. Gdy jeden z marynarzy oznajmił, że Żyda na pokład nie wpuści, Estreicher ostro go przywołał do porządku i poeta wszedł po trapie. Do Anglii „Chorzów” płynął wolno, zagrożony atakiem Luftwaffe, a na plandece przykrywającej dzieła sztuki grano w brydża.
Ta scena brzmi jak początek filmu sensacyjnego, ale wydarzyła się naprawdę. Estreichera można nazwać polskim Monuments Manem: w czasie wojny śledził losy zrabowanych dzieł sztuki i tworzył kartoteki strat, a po 1945 r. tropił obiekty ukryte w zamkach, bunkrach i prywatnych kolekcjach. Jemu zawdzięczamy powrót do Krakowa ołtarza Wita Stwosza oraz obrazów Leonarda i Rembrandta. Skąd brał informacje o rabunku? Jak trafił na ślady dzieł wywiezionych przez Hansa Franka i kolekcji Hermana Göringa?
Biografia Tomasza Siewierskiego i Artura Wójcika jest napisana wartko, wykorzystuje imponujący materiał źródłowy – także dzienniki Estreichera. Autorzy pokazują jego misję do USA w 1942 r., kontakty z amerykańskimi historykami sztuki i muzealnikami oraz rolę w uświadomieniu Zachodowi skali grabieży. Nie tworzą jednak pomnika: odnotowują również jego choleryczny temperament. Dzięki temu to nie tylko opowieść o ratowaniu dziedzictwa, lecz także portret człowieka z krwi i kości.
Tomasz Siewierski, Artur Wójcik, Karol Estreicher, Państwowy Instytut Wydawniczy 2026, s. 416