1939. Hitler idzie na wojnę
Na ułomnościach porządku wersalskiego, przy nieskutecznym sprzeciwie słabo zakorzenionych demokracji, budowali swoje programy dyktatorzy. Najgroźniejszym był Adolf Hitler.

Na progu swej zdumiewającej kariery politycznej Adolf Hitler zabierał głos na temat polityki zagranicznej Rzeszy w sposób niewiele różniący się od poglądów działaczy innych skrajnie prawicowych ugrupowań, jakie wówczas rozmnożyły się w pokonanych Niemczech. Występował gwałtownie przeciwko „wersalskiej hańbie" i powtarzał hasła zaczerpnięte z szowinistycznej ideologii wszech­niemieckiej, domagając się budowy wielkiej Rzeszy „od Kłajpedy do Bratysławy i od Królewca do Strasburga". Szermując hasłami rewizjonistycznymi, nie szczędził napaści na Francję jako na „odwiecznego wroga" narodu niemieckiego i ostro atakował Polskę. Już wówczas jednak bardzo interesował się koncepcją tzw. przestrzeni życiowej (Lebensraum; termin wprowadzony do geopolityki znacznie wcześniej), która miała stać się rdzeniem nazistowskiego programu ekspansji.
 

Na rok przed puczem monachijskim przekonywał w prywatnych rozmowach, że w przyszłości Niemcy powinny przystąpić do budowy wielkiego imperium we wschodniej części kontynentu, na gruzach Rosji Radzieckiej. Jako potencjalnych sprzymierzeńców wymieniał Włochy oraz, co mogło się wydawać zaskakujące, Wielką Brytanię. Jego zdaniem, Brytyjczycy we własnym interesie powinni wybrać przymierze z Niemcami, które zagwarantowałyby Londynowi panowanie na morzach i w koloniach. Łudził się, że Wielka Brytania pozwoli Rzeszy najpierw wyeliminować Francję, a później będzie tolerować budowę niemieckiego imperium na wschodzie.

„Mein Kampf". Załamanie się dość nieudolnej próby puczu, jaki partia hitlerowska usiłowała przeprowadzić w listopadzie 1923 r. w stolicy Bawarii, zaprowadziło przywódcę nazistów na rok do więzienia. Efektem pobytu za kratami była późniejsza biblia ruchu - „Mein Kampf", wydana w dwóch tomach w 1925 r. i 1926 r. Kluczem do dziejów ludzkości stała się dla autora walka narodów o byt, w której zwycięstwo należało do stojących „wyżej" pod względem rasowym. Przywódca NSDAP stwierdzał już, że zwykły rewizjonizm, a nawet postulaty odtworzenia granic sprzed Wielkiej Wojny stanowiłyby program zbyt skromny. „Wstrzymujemy odwieczny pochód germański na południe i zachód Europy i kierujemy swój wzrok na tereny na wschodzie" - i to nie w Polsce, lecz znacznie dalej. Niemcy powinny zawładnąć rozległymi obszarami w Rosji: „nowa Rzesza musi znów rozpocząć marsz szlakiem dawnych rycerzy zakonnych, aby za pomocą niemieckiego miecza ofiarować ziemię niemieckiemu pługowi, a narodowi - chleb powszedni".

Hitler był przekonany, że rządzone przez „żydostwo" państwo radzieckie jest skazane na rozpad, z czego naród niemiecki powinien skorzystać. Przyszłe imperium stworzone przez nazistów miało być przy tym „czyste rasowo". W „Mein Kampf" pisał: „Państwo, które w epoce zatruwania ras poświęci się pielęgnacji swych najlepszych elementów rasowych, musi któregoś dnia stać się władcą świata". Jego zdaniem, Niemcy niejako były skazane na ekspansję; kluczowe zdanie z „Mein Kampf" brzmiało: „Niemcy albo staną się mocarstwem światowym, albo przestaną istnieć". W innej, napisanej kilka lat później książce, która pozostała jednak w maszynopisie i została opublikowana dopiero po wojnie, wódz NSDAP przewidywał, że w przyszłości imperium niemieckie będzie musiało stanąć do ostatecznej walki ze Stanami Zjednoczonymi o supremację w świecie.

Wielokrotnie, zanim doszedł do władzy, Hitler (także w publicznych przemówieniach) nie pozostawiał wątpliwości, że przyszłość Rzeszy rozstrzygnie się poprzez nową wojnę. Jak zresztą mówił w jednym z wystąpień w 1930 r., „każdy naród ma prawo brać ziemię, której potrzebuje i którą będzie w stanie zagospodarować". Nic zatem dziwnego, że mianowanie 30 stycznia 1933 r. Hitlera kanclerzem wywołało w wielu stolicach głębokie zaniepokojenie.

Hitler kanclerzem. Po dojściu do władzy führer starannie unikał już agresywnych tonów w publicznych wypowiedziach, gdy mówił o polityce zagranicznej. Przeciwnie, począł kreować się na miłośnika pokoju. Swe postulaty ograniczał do wyliczenia krzywd, jakie spotkały naród niemiecki w traktacie wersalskim i które powinny zostać naprawione. W poufnych wystąpieniach wobec współpracowników mówił jednak bez ogródek o przyszłej wojnie. Już w kilka dni po nominacji podczas spotkania z generalicją zapowiadał nie tylko uwolnienie Rzeszy od postanowień traktatu wersalskiego, lecz jako cel stawiał „zdobycie nowej przestrzeni życiowej na wschodzie i jej bezwzględną germanizację". Na jednym z pierwszych posiedzeń rządu ogłosił, że zbrojenia będą odtąd miały w Niemczech absolutny priorytet, a naczelna zasada będzie brzmieć „wszystko dla sił zbrojnych". Oświadczył też, że w ciągu pięciu lat Rzesza musi dysponować potężną armią.


  Grafika Jarosław Krysik  

Okrzepnięcie reżimu wymagało ostrożności w polityce zagranicznej. Wizerunek III Rzeszy, na który już w pierwszych miesiącach głęboki cień rzucił terror wobec przeciwników NSDAP oraz akcje antyżydowskie (bojkot sklepów i domów towarowych stanowiących własność Żydów), starano się poprawić. Mowa Hitlera w Reichstagu z 17 maja 1933 r. została przez niemiecką propagandę nazwana „pokojową". Bezspornym sukcesem nazistowskiego rządu było podpisanie 20 lipca konkordatu. Jednym z elementów „pokojowej ofensywy" dyplomatycznej w pierwszym okresie rządów Hitlera było doprowadzenie do odprężenia w napiętych od lat stosunkach z Warszawą, czego symbolem stała się polsko-niemiecka deklaracja o nieagresji z 26 stycznia 1934 r.

Jednocześnie na polecenie Hitlera podejmowano próby pozyskania Wielkiej Brytanii jako niemieckiego sprzymierzeńca. Brytyjczykom gotów był pozostawić panowanie na morzach i oferował nawet Londynowi zbrojną pomoc w utrzymaniu Imperium. Jednocześnie uwypuklał rolę nazistowskich Niemiec jako antybolszewickiego bastionu; w stosunkach niemiecko-radzieckich zapanowała wkrótce wrogość. Dzień podpisania w 1935 r. (dokładnie w 120 rocznicę zwycięstwa Brytyjczyków nad Francuzami pod Waterloo, umożliwionego przez pomoc pruskiej armii Blüchera) niemiecko-brytyjskiej umowy morskiej führer określił mianem swego najszczęśliwszego dnia. Układ ten widział jako wstęp do przyszłego ścisłego porozumienia, a udającego się do Londynu nowego ambasadora żegnał w 1936 r. słowami: „Ribbentrop, niech pan przywiezie mi sojusz z Anglią!".

Sobotnie niespodzianki. Równolegle Berlin krok po kroku kruszył fundamenty systemu wersalskiego. Już w październiku 1933 r. Rzesza wystąpiła z Ligi Narodów i opuściła Genewską Konferencję Rozbrojeniową, gdyż gremia te krępowały niemiecką swobodę ruchów. W marcu 1935 r. III Rzesza jednostronnie wypowiedziała klauzule traktatu wersalskiego, nakładające na nią ograniczenia wojskowe: najpierw w sobotę (celowo wybrano początek weekendu), 9 marca, Hermann Göring poinformował o istnieniu niemieckiego lotnictwa wojskowego, a w następną sobotę, 16 marca, ogłoszono, że armia niemiecka liczyć będzie - zamiast dozwolonych w Wersalu 100 tys. - ponad pół miliona żołnierzy z poboru. W uzasadnieniu decyzji zwracano uwagę na zbrojenia innych mocarstw, zwłaszcza ZSRR. Francja mocno protestowała, ale już Wielka Brytania wykazywała nawet swego rodzaju zrozumienie dla posunięcia niemieckiego. Co więcej, w trzy miesiące później Brytyjczycy podpisali z Niemcami wspomniany układ morski, na mocy którego tonaż Kriegsmarine miał nie przekraczać 35 proc. tonażu globalnego floty wojennej Brytyjskiej Wspólnoty Narodów.

Mimo bliskości ideologicznej, początkowo nie obyło się bez dysonansów w stosunkach między Berlinem a Rzymem. Duce z ironią i lekceważeniem wyrażał się o führerze. Dwa tygodnie po pierwszym spotkaniu obu dyktatorów miała miejsce w Niemczech tzw. noc długich noży (30 czerwca 1934 r.); mord na przeciwnikach Hitlera w łonie ruchu wywołał wśród włoskich faszystów bardzo krytyczne komentarze. Gdy zaś niedługo później, 25 lipca, austriaccy naziści próbowali zbrojnie przejąć władzę w Wiedniu, Mussolini zareagował gniewem, demonstracyjnie kierując nad granicę z Austrią cztery dywizje. Pucz się nie udał, lecz śmierć poniósł austriacki dyktator, popierany i lubiany przez Mussoliniego kanclerz Engelbert Dollfuss. Co więcej, zaniepokojona niemieckimi zbrojeniami Italia zbliżyła się wiosną 1935 r. do Francji i Wielkiej Brytanii. Gdy jednak jesienią 1935 r. oddziały duce zaatakowały Etiopię, a Liga Narodów zarządziła przeciwko Włochom sankcje gospodarcze, stosunki między obydwoma dyktatorami się zacieśniły.

Zachęcony postawą Zachodu oraz licząc na zrozumienie w Rzymie Hitler 7 marca 1936 r. zgotował kolejną sobotnią niespodziankę, obsadzając wojskiem zdemilitaryzowaną strefę w Nadrenii. Tym razem było to złamanie nie tylko traktatu wersalskiego, lecz także tzw. paktu reńskiego, wynegocjowanego przez Niemcy z państwami zachodnimi w 1925 r. na konferencji w Locarno. Jednocześnie jednak Berlin przedstawił starannie przygotowane propozycje nowego Locarno, co było obliczone na uspokojenie i zdezorientowanie państw zachodnich oraz międzynarodowej opinii publicznej. Paryż i Londyn znów protestowały, lecz także tym razem za werbalnym potępieniem nie poszły żadne działania. Z tym większą nadzieją Hitler kierował pod adresem Brytyjczyków swe oferty przymierza.

Wojna hiszpańska. Po wybuchu w lipcu 1936 r. hiszpańskiej wojny domowej Włochy i Niemcy udzieliły znaczącej pomocy generałowi Franco, również poprzez wysłanie oddziałów wojskowych (w tym jednostek lotnictwa, z osławionym niemieckim Legionem Condor). Był to początek tzw. Osi Berlin-Rzym, której powstanie obwieścił Mussolini w przemówieniu wygłoszonym 1 listopada 1936 r. w Mediolanie. Jeszcze w tym samym miesiącu Hitler i Mussolini już oficjalnie uznali urzędujący w Burgos frankistowski rząd Hiszpanii narodowej. Pod koniec listopada Niemcy oraz Japonia podpisały tzw. pakt antykominternowski, zobowiązujący sygnatariuszy do współpracy w zwalczaniu wpływów komunistycznych (rok później, w listopadzie 1937 r., akces do paktu zgłosiły Włochy). Przybyłemu z wizytą do Niemiec Mussoliniemu zgotowano we wrześniu 1937 r. wspaniałe przyjęcie. Olśniony duce zapewniał publicznie o nierozerwalności Osi. Przebieg wizyty wywołał za granicą tak duże wrażenie, że niemieckim dyplomatom polecono nawet osłabiać wydźwięk tego wydarzenia i podkreślać, że tworzące się ugrupowanie Berlin-Rzym-Tokio ma charakter defensywny i powstało w obliczu zagrożenia ze strony Międzynarodówki Komunistycznej.

Memorandum führera. W powstałym latem 1936 r. memorandum, przygotowanym w związku ze strategią rozwoju gospodarczego Rzeszy (plan czteroletni), Hitler polecił: „I. Armia niemiecka musi być w ciągu 4 lat zdolna do działania. II. Gospodarka niemiecka musi być w ciągu 4 lat zdolna do udźwignięcia ciężarów wojny". Na posiedzeniu rządu Rzeszy Hermann Göring mówił w początkach września, że „rozprawa z Rosją" jest nieunikniona. W połowie listopada Joseph Goebbels odnotował w swym prywatnym dzienniku słowa swego führera: „Zbrojenia nadal w pełnym toku. Wkładamy w nie bajeczne sumy. W 1938 r. będziemy całkowicie gotowi. Rozprawa z bolszewizmem nadejdzie. Będziemy przygotowani. (...) Mamy zapewnioną dominację w Europie. Tylko nie przegapić żadnej okazji. Zbroić się". Stosunki niemiecko-radzieckie nigdy wcześniej nie były tak złe jak wówczas.

Tymczasem mimo tych zapewnień i najprzeróżniejszych antykomunistycznych deklaracji uważni obserwatorzy uświadamiali sobie, że niemiecko-włosko-japoński trójkąt stanowi zagrożenie także dla demokratycznych mocarstw zachodnich. Hitler bowiem zdał sobie wreszcie sprawę, iż skłonni do szukania porozumienia z Niemcami politycy nad Tamizą zupełnie inaczej niż on wyobrażają sobie współpracę między Berlinem a Londynem. Autor „Mein Kampf" oczekiwał w gruncie rzeczy wolnej ręki na kontynencie, Brytyjczycy zaś - owszem, gotowi byli wyjść naprzeciw Rzeszy w zaspokajaniu niemieckich roszczeń, lecz jedynie w ramach „pokojowej współpracy". W Londynie właściwie od początku uważano, iż traktat wersalski był dla Rzeszy zbyt surowy i że w dłuższej perspektywie nie uda się utrzymać sytuacji, w której to pokonane mocarstwo traktowane będzie jak państwo drugiej kategorii. To przekonanie doprowadziło w 1925 r. zachodnich mężów stanu do porozumienia w Locarno. W następnej jednak dekadzie Zachód miał już do czynienia nie z prozachodnim szefem dyplomacji republiki weimarskiej Gustavem Stresemannem (zmarłym w 1929 r.), lecz z Adolfem Hitlerem, który nie lękając się ryzyka wypowiadał kolejne artykuły traktatu wersalskiego. W Londynie żywiono nadzieję, że także z nazistowskim kanclerzem da się w końcu znaleźć wspólny język, ale nie zamierzano dopuścić do uzyskania przez Rzeszę hegemonii na kontynencie.
 

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj