Klasyki Polityki

Elastyczni

Pies czyli kot

Tę rozmowę czyta się jak kryminał. Taki, który nie ustępuje książkom Stiega Larssona.

Grzegorz Sroczyński z „Wyborczej” dowiaduje się w niej od Marcina Bajki, dyrektora biura Gospodarki Nieruchomościami w stolicy, w jaki sposób można dostać za 500 zł wiele milionów wartą przedwojenną kamienicę. W opowieści o odzyskiwaniu budynków Marcin Bajko przyznaje, że zawsze przegrywa, bo takie są reguły. Ustalili je urzędnicy i prawnicy szóstej kategorii umysłowej i dziewiątej moralnej. Wystarczy bowiem co pół roku dawać w prasie ogłoszenie „Zaginiony Nathan Zuckerman proszony jest o kontakt”, by w ręce podstawionych spadkobierców (czytaj: oszustów bez skrupułów) przeszły notarialnie tereny, na których są szkoły, boiska, kawałki skwerów i dróg, a przede wszystkim budynki wraz z ich mieszkańcami. Pół wieku mieszkasz i nagle się dowiadujesz, że twoja obecność tutaj jest niezgodna z prawem. Ot, po prostu, los skazał cię na życie w III RP, która do dzisiaj nie jest w stanie wydać z siebie ustawy reprywatyzacyjnej. W związku z tym w sądach mamy wolnoamerykankę, bo plątanina przepisów w tej sprawie daje się interpretować na wiele sposobów. Najgorsze, że wszystkie strony mają świadomość tego, że biorą udział w jakiejś upiornej grze, której końca nie widać. No cóż, nie ma ustawy i kropka.

Bywa jednak, że jest ustawa i też kropka. Powstała taka, która zabrania odprowadzania pieniędzy z polskich firm do rajów podatkowych. Ale miała pecha i dlatego leży biedactwo w szufladzie u jakiegoś urzędnika, który o niej zapomniał. Mam nadzieję, że zapomniał, bo przecież strach pomyśleć, że specjalnie nie opublikował jej w terminie. Sprawę ujawnili dziennikarze i dzięki temu dowiedział się o niej minister finansów. Bo niby skąd miał się dowiedzieć, że będzie miał w budżecie kraju 3 mld zł mniej?

Sztandarowy projekt MEN „Sześciolatki do szkoły” zakładał – i w ten m.in. sposób przekonywano do niego rodziców – że w I klasie nie będzie więcej niż 25 uczniów. Zapachniało sukcesem, tymczasem jednak pojawił się uczeń 26, a nawet 27, co znaczyło, że trzeba 6-latki podzielić na dwie klasy, aby nie przekroczyć limitu. Zaprotestowali samorządowcy, bo skąd wziąć na to pieniądze? Rozwiązanie się znalazło. MEN znowelizował przepisy i już można powiększać klasy. „Nie wycofujemy się z grup 25-osobowych, ale zwiększamy elastyczność przepisów” – zapewniła rzeczniczka MEN. Podoba mi się, że można ludzi tak elastycznie kiwać.

A tu nadjeżdża Pendolino i wraz z nim „odfekalnianie”, czyli czyszczenie toalet na końcowych stacjach. Nie ma pieniędzy na specjalistyczny wóz asenizacyjny za 100 tys. zł, bo „instalacja sanitarna wchodzi w zakres innych prac, które będą prowadzone w kolejnych latach” mówią w PKP Intercity. Na razie ważne jest, że tory są w porządku. A że toalety będą śmierdzieć po dawnemu? Nie zmniejszy to przecież prędkości pociągu.

To wszystko, o czym dziś piszę, nie zajmuje głów zarobionych po uszy posłów, ministrów i innych urzędników. Oni mają inne sprawy, które rozpalają ich do czerwoności. Na pierwszym miejscu – homoseksualizm. Na drugim i na trzecim też. Kogo to obchodzi, że w polskich, katolickich, uświęconych sakramentem małżeństwa rodzinach jest coraz więcej przemocy? I że w ubiegłym roku odnotowano 14 tys. przypadków, a w tym przez pierwsze trzy kwartały już 13 tys.? Okazuje się, że nie aż tak wielu, by ratyfikować wreszcie konwencję europejską. Widać tym tytanom polityki wystarczają nauki episkopatu, że chłopiec, którego mama uczy sprzątania po sobie, wyrośnie na geja.

Polityka 41.2014 (2979) z dnia 07.10.2014; Felietony; s. 105
Oryginalny tytuł tekstu: "Elastyczni"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Apartamentowce na skażonej ziemi. Ludzie chcą tu mieszkać, a nie powinni

Jak to możliwe, że na skażonych gruntach powstają budynki mieszkalne?

Ryszarda Socha
22.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną