Klasyki Polityki

Wszystko, co w głowie siedzi

Jak narodziło się pokolenie 3K

Kiedy „sito” kierował Radiostacją, na internetowym forum trwała nieustająca dysputa Kiedy „sito” kierował Radiostacją, na internetowym forum trwała nieustająca dysputa Grzegorz Press / Polityka
Średnia wieku – 27 lat. Średnia inteligencji – ponadprzeciętna. Podobnie jak wrażliwości i poczucia humoru, zarozumialstwa i złośliwości. Zręby pokolenia 3K (korporacja, komputer, klabing).

Artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA w październiku 2002 r.

Połączyła ich Radiostacja i jej internetowe forum dyskusyjne. Tej Radiostacji, którą uwielbiali, już nie ma. Forum, na którym się spotkali, też już nie istnieje. Ale założyli własne, a przygodę, która zaczęła się przed ponad trzema laty w wirtualnym świecie, przenieśli częściowo do świata rzeczywistego.

Na forum posługują się nickami (ang. – pseudonim), które zastępują często ich imiona w realu, prawdziwym życiu.

„nsfr”: To forum to jakaś zbiorowa psychoterapia. Qrde (kurde – MM), a mówiłem wam, co mi psychoterapeuta prawdziwy powiedział, jak mu to forum kiedyś pokazałem? Boże, co za grupa samotnych nadwrażliwych osób. Chyba się tam nie wpisujesz?

„modrzew”: I co, dałeś fiutowi w ryj?

radiostacja

Radiostacja była wyjątkowa i kojarzona z Pawłem Sito (zwanym czasami Durszlakiem, a znacznie częściej Ojcem Dyrektorem), który jeszcze jako nastolatek zaczął pracować w jej poprzedniczce – Rozgłośni Harcerskiej. Skompletował zespół oryginałów, grających wszystkie możliwe i niemożliwe odmiany muzyki alternatywnej, których nie można było usłyszeć w żadnym innym radiu. Radiostacja była prawdziwie żywym radiem: prowadzący mówili, co im właśnie przyszło do głowy, prezentowali najbardziej absurdalne poczucie humoru (Windą na szafę, Radio NRD), rozmawiali ze słuchaczami o tym, co ich interesuje, co śmieszy, co wkurza. Większość pracowała za darmo bądź za symboliczne wynagrodzenie. Puszczali własne płyty, pożyczone od znajomych. Zarzucano im amatorszczyznę: że się mylą, opóźniają program, zdarza im się zakląć na antenie. Gazety cytowały didżeja, któremu zepsuł się sprzęt: „Chuj bombki strzelił, choinki nie będzie”. Za to między innymi uwielbiali ich słuchacze; zgodnie z założeniami miała to być grupa od 15 do 25 lat, młodzi wielkomiejscy inteligenci.

Na internetowym forum Radiostacji trwała nieustająca dysputa, włączali się do niej prowadzący, pisał i Sito. Wiosną 2000 r. napisałem w „Polityce” raport o narkotykach. Rozjuszył Ojca Dyrektora, czemu dał wyraz. Poszło głównie o uwagę, że przejawem oswojenia narkotyków wśród młodzieży są różne żarty na antenie Radiostacji. Skądinąd była to prawda, ale w owym czasie rozgłośni groziło odebranie koncesji za nieprzestrzeganie zasad harcerskich. Do Sity dołączyli inni, ale znaleźli się też – choć w mniejszości – obrońcy Raportu „Polityki”, którzy podkreślali, że praktycznie po raz pierwszy ktoś normalnie pisze o narkotykach. Niemal natychmiast Ojciec Dyrektor zaproponował, żebym przyszedł do studia i pogadał przez godzinę ze słuchaczami. Im bardziej telefony dzwoniły, tym bardziej czerwieniała z radości wygolona do łysa czaszka dyrektora. Minęła godzina, Sito machnął ręką, że kolejny program może poczekać, gadamy dalej. I tak przez trzy godziny. A ledwie skończyła się audycja, znowu zaczynał się rwetes na forum. Za przeróżnymi pseudonimami nie kryli się, jak można by na pozór sądzić, nieletni o prostej wizji świata, lecz dobrze wykształceni młodzi inteligenci.

oldskul

Nadająca w sześciu miastach Radiostacja należała wówczas do Związku Harcerstwa Polskiego i norweskiego kapitału. Norwegowie chcieli się wycofać. Chrapkę miały Agora, Zjednoczone Przedsiębiorstwa Rozrywkowe (radio Eska) i Eurozet (Radio Zet). Ten ostatni obiecywał zachowanie charakteru stacji, gdy przejął ją w kwietniu 2000 r. Dotrzymywał słowa przez ponad rok, dokładnie do czasu, kiedy powiodła się prowadzona przez Sitę kampania o przedłużenie koncesji. Dwa tygodnie później, we wrześniu 2001 r. Sito wyleciał. Potem krok po kroku usuwano ściągniętych przez niego ludzi, ugrzeczniano program, ujednolicano muzykę, wprowadzano granie z komputera, likwidowano audycje autorskie. W sierpniu 2002 r. podziękowano kolejnym kilkunastu osobom, zatwierdzono nową ramówkę.

Wcześniej najaktywniejsi uczestnicy dawnego internetowego forum Radiostacji przenieśli w cyberprzestrzeni stare archiwum na prywatny serwer przyjaciół. Zmienili grafikę pozostawiając jednak charakterystyczny pomarańczowy kolor. No i zmienili nazwę na oldskul, co miało znaczyć stara szkoła – coś starego, dobrego i stylowego. Pojawia się tam nawet kilkaset wpisów dziennie.

„nsfr”, czyli „answer”, czyli Adam, rocznik 1972. Studiował na czterech wydziałach, ukończył prawo. Układał pytania do teleturniejów, w Państwowym Wydawnictwie Naukowym pracował nad encyklopediami. Do gazet pisał reportaże turystyczno-kulturoznawcze. Wydał dwa popularne przewodniki w jednym z największych polskich wydawnictw turystycznych. Podpisał umowy na trzy kolejne książki. Daje radę wyżyć ze swojej pasji i nie chce wracać pod skrzydła korporacyjne. Mówi, że tak dużo zdrowiej. – Słuchałem Radiostacji i wszedłem na forum. Cieszyło mnie, że takie tłumione i półamatorskie zjawisko przekształca się w coś, co widziałem na Zachodzie. Pamiętam, że jesienią 1999 r. założyłem pierwszy temat:„Przyszłość Radiostacji”. Wywołałem furię, bo napisałem, że skończymy jak radio WaWa, że inwestor zamorduje. To była prowokacja, bo sam do końca nie wierzyłem, ale rzeczywistość okazała się jeszcze gorsza.

real

Na forum ujęła go szczerość, inteligencja i wrażliwość ludzi. Na początku 2000 r. padło hasło, żeby spotkać się w realu. – Na początku była podniosła atmosfera, poznawaliśmy się. Nie przeżyłem jakiegoś szoku, że człowiek nie pasuje mi do treści, którą czytałem. Potem ruszyły kolejne spotkania, imprezy, wyjścia do klubów. Narodziło się nowe, osobne życie, sam jestem zdziwiony, że to tyle trwa. Nie ma co robić z Pawła (Sity) idola, ale jego potęga polega na przyciąganiu nietuzinkowych ludzi. Bez niego, Radiostacji i forum nigdy byśmy się nie spotkali. To zmieniło nasze życie. Kiedy Durszlaka wyrzucono, ludzie z forum zorganizowali pod Eurozetem demonstrację (pierwszą, na jaką w życiu poszedł „answer”). W warszawskim klubie Punkt zorganizowali pożegnanie Sity.

Starają się nie rozmawiać o polityce. Kilka razy spróbowali i kończyło się totalną wojną. Gdy schodzi na karę śmierci czy Kościół, też kończy się rzezią. Zresztą nawet niewinna dyskusja o ciekawych wydarzeniach kulturalnych lata 2002 r. potrafi się przekształcić w pełną furii dysputę o darwinizmie i istocie człowieczeństwa. Żeby nie wspomnieć o praktycznej stronie funkcjonowania w świecie wielkich korporacji. Czy o amerykańskich planach inwazji na Irak. Padają nawet wyzwiska, po czym następuje ogólne pogodzenie i wzajemne przepraszanie. Mówią, że są jak dobra włoska rodzina. I zaczynają od nowa. Najbezpieczniejsze są tematy w rodzaju: jakie macie obsesje lub fiksacje? Albo gdy rzecz dotyczy nowego kierownictwa Radiostacji i jej dyrektora Sławomira Assendiego.

modrzew

„modrzew” to nik wirtualnej loży szyderców. Wszyscy stali oldskulowcy, kiedy chcą coś istotnego powiedzieć, ale niekoniecznie pod własnym nikiem, używają modrzewia. Sposób nie jest do końca skuteczny. Niektórzy autorzy posługują się tak charakterystycznym językiem, skojarzeniami, grą słów, poczuciem humoru czy nawet transkrypcją, że dość łatwo (uatfo) jest ich rozszyfrować.

„sito”, czyli Paweł Sito, rocznik 1965, dzisiaj kieruje działem rozrywki w „Przekroju”. Mówi, że ludzi z oldskula łączy dystans do rzeczywistości i wyczucie obciachu. Poza tym może dzielić wszystko: – „moon” był dla mnie wkurzającym komuchem, do dzisiaj zdarza się, że się trzęsę, jak go słyszę, a jest moim cudownym przyjacielem.

„moon48”, czyli Jacek Liberak, rocznik 1977: – Z Siteksem wojowaliśmy na forum, bo ja lewicowy libertarianin, a on prawica, przynajmniej jak na mój gust. Kłóciliśmy się o Kościół, o wszystko, aż w końcu mejlem umówiliśmy się na piwo. No i się zaprzyjaźniliśmy. „moon” skończył Wydział Zarządzania na Uniwersytecie Gdańskim, jest dyplomowanym księgowym i pracuje w ogólnoświatowym przedsiębiorstwie spedycyjnym. Za pracą musiał przenieść się do Warszawy. Żona, prawnik, koleżanka z ławki z I klasy liceum, pracuje w kancelarii adwokackiej w Trójmieście. Widują się w weekendy. „moon” współorganizował protesty przeciwko zmianom w Radiostacji.

„leo”, czyli Łukasz Modzelewski, rocznik 1971, wraz z trójką wspólników prowadzi małą firmę graficzną: – Nie ma znaczenia, co człowiek robi w czasie pracy, ważne co poza pracą, czego szuka. Nas łączy poszukiwanie kultury w zalewie kolorowych błyskotek i wspólne lekko purnonsensowe poczucie humoru. „answer”: – Liczy się nasza wewnętrzna wolność. Machiny nie zmienimy, musimy dbać o siebie.

Przez prawie rok księgowy Liberak didżejował w Radiostacji: – Jak w garniturze do radia wpadałem, to wszyscy wielkie oczy robili, co to, akwizytor jakiś czy co. Występowałem jako „moon”, żeby ktoś w pracy nie dowiedział się, dlaczego w czwartki jestem taki niedospany.

11 września 2001 r. zaatakowano WTC, 12 września wywalono Sitę, a 13 września „moon” poprowadził ostatnią audycję. W rozgłośni wisiała kartka „Prosimy nie komentować zmian w Radiostacji”. – Zaprosiłem „kalora”, powiedzieliśmy, co myślimy, lecieliśmy patetycznymi tekstami, że po odejściu Sita – tak lubię odmieniać – nic nie będzie takie samo.

gadka

„kalor”, czyli Kamil Rowiński, rocznik 1976, wieczny student, ostatnio na dziennikarstwie w Wyższej Szkole Humanistycznej w Pułtusku. Właśnie po 3,5 roku odszedł z Nationale-Nederlanden, w którym kierował działem koordynującym współpracę między biurami regionalnymi. Było mu dobrze w firmie, ale chce spróbować czegoś nowego, czegoś twórczego, chce sam kierować swoim życiem. Z „moonem” znali się z forum, pierwszy raz zobaczyli się dwa lata temu. – Zaprosił nas (mnie i moją żonę) do Trójmiasta na koncert Moloko. Nie wiedział o mnie nic poza tym, co wyczytał na forum, a mimo to nie miał żadnych wątpliwości. Żeby było śmieszniej, największe wątpliwości miały nasze żony (wtedy obie były jeszcze narzeczonymi). Tymczasem od razu gadka kleiła się jak u przyjaciół po długiej przerwie – totalny luz. Żeby było śmieszniej, na drugi dzień rano „moon” i jego Dorota mieli jakieś rodzinne sprawy do załatwienia, więc powiedzieli nam, żebyśmy czuli się jak u siebie w domu i wręczyli nam pęk kluczy do mieszkania. W prezencie ślubnym państwo „kalorowie” dostali od przyjaciół z forum kołdrę z nadrukowanym, spreparowanym w tajemnicy tematem z życzeniami i modrzewiowe drzewko. – Takim sposobem na ślubie byli wszyscy.

radi”, czyli Radosław Padzik, rocznik 1977, administrator systemów internetowych: – Trudno by się było na siebie natknąć w realnym świecie. To środowisko, którego integralność zależy w dużym stopniu od maszyny. Owszem, nawet bez niej zostanie kontakt, ale zniknie coś ważnego z życia. To miejsce stanowi naszą ucieczkę od ludożerki i skretynienia powszechnego, to zawór bezpieczeństwa, tu można się kreatywnie wyżyć, czasem wyrzucić z siebie furię, wszystko, co w głowie siedzi.

barmleczny

„leo” skończył zarządzanie i marketing w Wyższej Szkole Biznesu i Administracji. Zajmował się systemami komputerowymi w dużej szwajcarskiej firmie, żył dobrze finansowo, psychicznie czuł się trochę gorzej. Więc z kolegami założyli swoją małą firmę. Zajmują się grafiką komputerową, projektują okładki książek i płyt. Wydali książkę „Świat według blondynki” – zapis bloga (internetowego pamiętnika) młodej szczecinianki, podpisującej się „aalli”. „Leo” sprawdzał i wyszło mu, że nikt jeszcze w Polsce nie wydał bloga w postaci książkowej. Myśli o wydaniu antologii twórców związanych z internetowym pismem literackim „barmleczny.com”.

Redaguje je „vajlentka”, czyli Agnieszka Słodownik, rocznik 1979, studentka IV roku psychologii, sekretarka dyrektor finansowej w hotelu Hyatt, wraz ze swoim chłopakiem „dtk”, czyli Radkiem Dutkowskim, rocznik 1973, magistrem ekonomii, który wybiera się na podyplomowe studia latynoamerykańskie, a pieniądze zarabia w Ericssonie. Radek: – Wpadliśmy na pomysł, żeby zrobić coś co lubimy. Ja projektuję strony, Agnieszka pisze wiersze. „barmleczny” odwiedza indywidualnie 200 osób dziennie, całkiem dużo jak na ten typ twórczości. Ludzie nadsyłają, co chcą, my firmujemy zawartość merytoryczną. „vajlentka”: – Jeszcze kiedy byłam w liceum, to Internet zaczynał się dla mnie i kończył na forum. Ten kontrast między moimi koleżankami z liceum, paplającymi, ile która schudła, jakiego ciucha sobie kupiła, a dyskutującymi o wszystkim ludźmi z okolic forum... Radiostacja to był oddech.

Czy to nie dziwne, że tylu spośród kontestatorów z kręgu oldskula pracuje w dużych firmach i korporacjach? Radek: –Proste rozwiązanie sytuacyjne. Trzeba zarabiać na życie. Nie ma w Polsce możliwości życia z kontestacji czy z naszych zainteresowań, np. z „barumlecznego”. Razem od kilku lat prowadzą mini-pubo-klubik Qrczak. Nie mieli gdzie się spotykać, więc wpadli na pomysł wynajęcia od jakichś struktur miejskich nieużywanego pomieszczenia. Przeszli przez biurokratyczną mękę, w końcu mają swoją klitkę. Radek jest tu codziennie ok. godz. 20.30, „vajlentka” ze trzy razy w tygodniu. Gdy nikt nie przyjdzie, to zamykają, ale zwykle schodzą się znajomi, były i oldskulowe wylewające się na ulicę stuosobowe imprezy, zaglądają i okoliczni, bynajmniej niealternatywni mieszkańcy, którym podoba się, że jest tak inaczej. – Jak przychodzi ktoś obcy, to mówimy cześć, jak się nazywasz, chcemy go poznać.

zjebki

„radi”: – Ludzie oldskulu to naprawdę wyborna forma socjologicznej mieszanki wedlowskiej. To ci, którzy wytrzymali, bo forum potrafi zniechęcić, szczególnie kogoś, kto przychodzi na nie nie będąc znany nikomu z jego bywalców. Każde nierozsądne słowo potrafi być wykorzystane jako argument w dyskusji, czasem w dość brutalny sposób. I wtedy następują tzw. zjebki, czyli ludzie mniej odporni, którym może brakuje trochę dystansu, którzy odbierają atak na pogląd jako atak na osobę – spadają z forum.

„ośka”, czyli Ola Osadzińska, rocznik 1984, najmłodsza pisząca w oldskulu, maturzystka w warszawskim LO im. Frycza Modrzewskiego, wybiera się w ślady rodziców, na medycynę. – Na początku w domu moja 40-letnia mama się burzyła, gdy słuchałam Radiostacji, a potem sama się zakochała. To wydawało się takie fantastyczne i nieprawdopodobne – w czasie, kiedy trzy czwarte Polaków nie rozumie, co mówi pani prezenter w „Wiadomościach”, powstaje radio dla inteligentnego odbiorcy, gdzie prezenter nie śmieje się głupkowato z dennego dowcipu i zamiast czytać nowinki z „Vivy”, wypowiada własne myśli. Dla mnie to jest możliwość rozwoju i pielęgnowania tego, co już się zaczęło we mnie wykluwać, audycje, gdzie miałam szanse opowiedzieć o swojej pracy na temat klonowania, forum, gdzie mogę dyskutować na temat antropogenezy. Nikt mnie nie traktuje protekcjonalnie. To dla mnie tak ważne, że czytają to, co piszę i biorą na poważnie. I bardziej pamiętali o moich urodzinach niż starzy znajomi.

Z zewnątrz wyglądają na towarzystwo wzajemnej adoracji. Nawet taką opinię na forum wyraził jeden z nich, „doc”, czyli Marcin Majewski, rocznik 1973, absolwent socjologii. Dwa lata pracował w Demoskopie, założył własną firmę działającą na pograniczu badań i consultingu. Studiuje w Warszawskiej Szkole Fotografii, pisze, dba o kształt artystyczny nowo powstałego, ambitnego w zamierzeniach warszawskiego klubu Jadłodajnia Filozoficzna. Kiedy jeszcze był na socjologii, chodził na seminarium poświęcone Matrixowi. Ludzie z seminarium poszli do Sity, że chcieliby o tym pogadać na antenie. Sito zapalił się do pomysłu. Odbyły się trzy spotkania w klubie dyskusyjnym U Jarka. Sito: – Fluidy fruwały w powietrzu!

„doc”: – Kiedyś istniały filmowe kluby dyskusyjne i na określoną godzinę przychodził ktoś do sali nr 5. A teraz w Internecie spotykają się nie tyle ludzie, co ich wypowiedzi. Na i wokół forum – podobnie jak dawniej wokół Radiostacji – są ludzie zdystansowani wobec kulturowego mainstreamu, nie dają się wpasować w system, chociaż często sami są w środku systemu. To rodzaj ucieczki intelektualnej. Dla samotnych to komputerowa symulacja domowników.

apdejt

„suseu”, czyli Michał Suski, rocznik 1976. Pracuje w Instytucie Lotnictwa dla General Electric, konstruuje silniki samolotowe. Poprzez Radiostację trafił na forum, wiedział, że są jakieś spotkania, ale nie wiedział gdzie, aż ogłoszono otwarty spęd w Qrczaku. Cierpiał na półrocznym szkoleniu w Stanach, kiedy czytał na forum o wyrzuceniu Pawła. Teraz planują z „kalorem” nakręcenie filmu, totalnej alternatywy, już nawet mają nazwę nowego gatunku filmowego: warszawskie kino drogi.

„suseu” zbadał dokładnie aktywność na forum. 19 osób ma ponad tysiąc wpisów, 32 – ponad 500, 80 – ponad 100. W sumie wpisało się ponad tysiąc osób. Oldskul ma wielu czytelników, którzy jeśli nie chcą pisać, nie muszą się rejestrować. 189 osób założyło na forum tematy, rekordzista 78. Palmę pierwszeństwa dzierży „claudel”, czyli Marta, rocznik 1975, absolwentka zarządzania na Uniwersytecie Warszawskim, analityk danych w dużym banku: – Tak naprawdę dwa środowiska miały ogromny wpływ na moje życie i mnie ukształtowały: Bednarska (prestiżowe warszawskie liceum) – zawdzięczam jej 80 proc. tego co mam w głowie i kilkoro cudownych przyjaciół i później Radiostacja – zawdzięczam jej swoje nowe życie i poczucie niepowtarzalnej wspólnoty. Kiedy spędziłam rok w innym mieście, delegowana z pracy, nikogo tam nie znałam, to forum stało się jedynym miejscem, gdzie mogłam kogoś spotkać. Wiele osób tak miało. Jak kawiarnia, w której zawsze spotka się bliskich ludzi. Mój kawałek świata.

Z listu „KinkyGirl”, czyli Katarzyny Uciechowskiej, rocznik 1981, studentki SGH: „Z przypadkowych ludzi wpisujących się na jakąś tam stronę powstała grupa, wspólnota imprezowa, potem w końcu poczuliśmy się nie gośćmi, ale gospodarzami (...) no i tak jest forum dyskursu, powiedzmy na wyrost, że intelektualnego (...) I trochę wspólnym blogiem, bo jak zauważyłeś, wszyscy wszystkich znają i po prostu robią apdejty (ang. update – uaktualnienie – MM) ze swojego życia”.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Skąd się bierze inteligencja

Czy inteligencję mamy z genów, czy ze środowiska.

Magdalena Kaczmarek
14.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną