Klasyki Polityki

Słowo o hańbie

Skłonny jestem uznać, iż zapisy prawne chroniące nas przed zarazą powracającego antysemityzmu są słuszne i niezbędne, chociaż wolałbym, żeby zastępowało je sumienie i potępienie społeczne.

Felieton ukazał się w tygodniku POLITYKA 7 maja 2014 r.

Stało się to na tej ziemi, gdzie kochałem dziewczyny, zbierałem grzyby, chodziłem z lornetką obserwować ptaki, kończyłem studia uniwersyteckie, bawiłem się i piłem. Miałem do tego swoiste prawo przedawnienia. Toż urodziłem się już po wszystkim. Niemniej jednak nie mogę się wyrzec pamięci, że na tej ziemi dokonały się zbrodnie, których horror winien mnie paraliżować. Zamordowano naród. I jeżeli nawet, na pewno, nie należy uogólniać wszelkich Jedwabnych czy Szczebrzeszynów, skądinąd liczebnie (ale tylko liczebnie) marginalnych w demonicznej buchalterii śmierci, to gdzieś ciąży nad naszą historią kainowe piętno obojętności i zaniechania ogromnej większości owego „heroicznego”, okupacyjnego społeczeństwa, którego jesteśmy spadkobiercami i z którym nie wolno się kolejnym pokoleniom pogodzić.

Francuzi nie są w tym względzie na jotę od Polaków lepsi, gdyż może wydali na śmierć mniej Żydów, ale też nikt im za ich ukrywanie nie groził zamordowaniem całej rodziny. Nie mnie dokonywać oceny ostatecznych wyborów, przed którymi na szczęście nie stanąłem i nigdy się nie dowiem, czy wystarczyłoby mi w ich obliczu charakteru i odwagi. Nie mam też prawa do końca przesądzać, jak to było na Łotwie, w Rumunii, na Ukrainie…

Jestem jednak przekonany, że po tym, co się stało, umniejszanie tragedii, a tym bardziej kultywowanie antysemickich przesądów jest urąganiem moralności i człowieczeństwu. Dlatego skłonny jestem nawet uznać, iż zapisy prawne chroniące nas przed zarazą powracającego antysemityzmu są słuszne i niezbędne, chociaż wolałbym, żeby zastępowało je sumienie i potępienie społeczne. Tylko te ostatnie świadczą bowiem o tym, że umiemy i chcemy rozliczyć się z hańbą. Tylko dzięki nim, a nie kodeksowym zapisom możemy naprawdę uwolnić się od demonów przeszłości.

W tym momencie chciałbym jednak przypomnieć, że obok straszliwej tragedii Żydów rozgrywała się i druga. Kolejnego narodu skazanego na wytępienie i eksterminację z tytułu samego urodzenia: europejskich Cyganów. Wspomina komendant obozu oświęcimskiego Rudolf Höss: „Nie pamiętam już, ilu Cyganów i cygańskich mieszańców było w obozie oświęcimskim. Wiem tylko, że zapełnili całkowicie odcinek obozu obliczony na 10 000 osób. Ogólne warunki egzystencji w Brzezince nie pozwalały na urządzenie obozu rodzinnego; brak podstawowych warunków uniemożliwiał zatrzymanie tam Cyganów choćby tylko do końca wojny. (…) Himmler wysłuchał liczb dotyczących śmiertelności wśród Cyganów. W zestawieniu z ogólną śmiertelnością w obozie była ona stosunkowo niska, natomiast śmiertelność wśród dzieci była niezwykle wysoka; nie sądzę, żeby pośród noworodków wiele żyło dłużej niż kilka tygodni. Himmler obejrzał wszystko dokładnie i dał mi rozkaz, żeby zlikwidować Cyganów. (…) Do sierpnia 1944 r. pozostało w Oświęcimiu około 4000 Cyganów, którzy musieli iść do komór gazowych”. A dalej jako wytłumaczenie, czy też usprawiedliwienie: „Jakkolwiek w Oświęcimiu miałem z nimi dużo kłopotu, byli moimi ulubionymi więźniami – jeśli można się tak wyrazić. (…) Nie potrafili długo wytrzymać przy jednej pracy, chętnie wałęsali się (po cygańsku). Najbardziej odpowiadała im drużyna transportowa: chodzili wtedy wszędzie, mogli zaspokoić swoją ciekawość – i mieli również okazję do kradzieży. Popęd do kradzieży i włóczęgostwa jest u Cyganów WRODZONY (podkreślenie – L.S.) i nie można go wykorzenić. Mają także zupełnie inne poglądy na moralność. Kradzież nie jest dla nich niczym złym; nie mogą pojąć, jak można za to karać”.

Jeżeli przyjmiemy choć zdanie z tego rozumowania, nic nie powinno nas zatrzymać przed uznaniem Słowian za podludzi, Żydów za oszustów i spiskowców (Höss dixit), Włochów za tchórzliwych erotomanów, czarnych za gatunek z niższego stadium ewolucji etc. Tymczasem paryski polityk, który właśnie został premierem Republiki – Manuel Valls, stwierdził niedawno, że przebywający we Francji Romowie nie są zdolni do asymilowania się w kulturze francuskiej, niech więc wracają, skąd przyszli. A żeby słowa przekuć w czyn, zaczął już wysiedlać romskie rodziny poza granice słusznej cywilizacji.

Ja niczego nie porównuję. Zdaję sobie doskonale sprawę z przepaści moralnej i eschatologicznej pomiędzy eksterminacją i wygnaniem, tym bardziej że wypędzanym wręcza szczodra Republika po 300 euro. Jestem też głęboko przekonany, że sam premier Manuel Valls jest na tyle inteligentny, że nie wierzy w to, co mówi. Atoli przeważająca część francuskiego społeczeństwa nie lubi Cyganów, bo brudne toto, żebrze, do toalet nie chodzi i oczywiście kury kradnie. Zapewne, można by na to, jak w Austrii, wyciągając pomocną dłoń, zaradzić. Tyle że to długofalowa praca, a kolejne wybory (regionalne, europejskie, parlamentarne…) zawsze tuż-tuż. Jeżeli przepędzisz dzikich Cyganów z obrzeży miasteczka i zadośćuczynisz mętnym przesądom jego mieszkańców, możesz liczyć na kilkaset wdzięcznych głosów więcej. A to jest przecież najważniejsze. Tylko nie świadczy o tym, że umiemy i chcemy rozliczyć się z hańbą.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną