Klasyki Polityki

Na poligonie

Polsce trzeba gospodarza, a nie turysty – mówi o premierze Jarosław Kaczyński.

Felieton ukazał się w tygodniku POLITYKA 21 maja 2014 r.

Już za kilka dni będzie koniec świata. Koniec świata rycerzy prawdy i odwagi. Cichych i skromnych sług naszej ojczyzny. Skromnych tak bardzo, że o sobie nawet nie wspominają. Mówią tylko o bliźnich – jakie to chamy, ćwoki, oszuści, złodzieje, faszyści, szmaty, prostytutki i bezbożnicy. Po prostu mówią szczerze o tym, co im na sercu leży. A dużo im leży: regulamin konkursów Eurowizji, całowanie papieża w pierścień, leczenie gejów i lesbijek egzorcyzmami, walka z plugastwem genderyzmu. Do tego dochodzą liczne wątpliwości, np. czy Donald Tusk ma oczy Conchity Wurst (lub odwrotnie) i kiedy będziemy wybierać króla Polski. Zresztą pewności, o czym rycerze mówią, nigdy nie ma, bo gdy się tacy dwaj spotkają, na przykład w telewizji, to cały czas mówią równocześnie i zupełnie im to nie przeszkadza. Nam zresztą też, bo przecież nie o merytoryczną dyskusję tu chodzi, tylko o satysfakcję, kto komu mocniej i bardziej cynicznie przydzwoni.

Polsce trzeba gospodarza, a nie turysty – mówi o premierze Jarosław Kaczyński. Łódź zepchnął na bok i urządził sobie wycieczkę na Podkarpacie, by, stojąc na wałach przeciwpowodziowych, ogłosić, że wałów nie ma i trzeba obalić rząd Tuska. A czuć w nim było taką siłę i determinację, że gdyby worków z piaskiem zabrakło, to z Hofmanem i Brudzińskim jako trzy worki zastępcze by się położyli. I żaden z nich by nie przeciekał. Kampania do europarlamentu w pełnym galopie. Premier Tusk i prezes Kaczyński codziennie w innej polskiej rodzinie obiad jedzą – oczywiście osobno – a każdy z nich musi się przed kamerami dowiedzieć, jak się robi taką świetną pomidorową. Aż żal, że ich wysiłek wkrótce pójdzie w zapomnienie.

Między dwóch głównych antagonistów ciężko się wcisnąć, choć wielu marzy o takim sukcesie. Poczet ambitnych otwiera wicepremier Piechociński z PSL, który włączył się w bieg europejskich wydarzeń, mówiąc, że mimo trudnej sytuacji na Ukrainie będziemy chyba mieli w Polsce dobry rok. Dodał, że wskazują na to trzy znalezione przez niego już w maju czerwone koźlaki.

Jarosław Gowin, któremu jeszcze kilka tygodni temu śniła się wielka Polska w małej Europie, teraz ze szmacianymi lalkami Kaczora i Donalda w rękach agituje, że najwyższa pora zlikwidować „ten Disneyland”. Ciekawe, co urządziłby w zamian? I dla kogo, skoro opowiada się – zresztą w zgodnym duecie z Korwin-Mikkem – za wolnorynkową gospodarką bez ograniczeń. Palikotowi i Kaliszowi numer wyciął ich polityczny sponsor Aleksander Kwaśniewski, gdy okazało się, że pracuje dla ukraińskiego oligarchy związanego z Janukowyczem. Kiedyś znana była francuska maksyma noblesse oblige, dzisiaj najwyraźniej wystarczą trzy słowa byłego trenera piłkarzy: „Kasa, misiu, kasa”. Przypuszczam, że firma EPTR raczej się nie podniesie, bo zanim zacznie się podnosić, to już jej nie będzie.

Obrzydliwym deserem w ostatnią przedwyborczą niedzielę poczęstowała nas Solidarna Polska, której kandydaci najwyraźniej oddychają nienawiścią (oczywiście chrześcijańską), a nie tlenem i azotem. Bo jak inaczej rozumieć ich proputinowski spot z pulsującym na czerwono napisem „Nie dla homo”?

Zapowiedzianego przeze mnie końca świata oczywiście nie będzie. Będzie tylko koniec kampanii. Niby-europejskiej, bo ilu politykom tak naprawdę o przyszłość Europy i Unii chodziło? Wielu urządziło sobie po prostu darmowy poligon. Przed kolejnymi wyborami, już w listopadzie, taka zaprawa jak znalazł.

Reklama

Czytaj także

Kultura

Kompozytorki wchodzą do gry

Kiedyś mieliśmy wśród kompozytorek pojedyncze przykłady spektakularnych karier. Ale najmłodsze pokolenie idzie całą ławą, co było widoczne na jesiennych festiwalach muzyki współczesnej.

Dorota Szwarcman
01.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną