Klasyki Polityki

Śpiewająca jajecznica

Dlaczego ptaki śpiewają i dlaczego warto tego słuchać?

Prof. Tomasz Osiejuk Prof. Tomasz Osiejuk Tadeusz Późniak / Polityka
Rozmowa z prof. Tomaszem Osiejukiem, ornitologiem i bioakustykiem.

Rozmowa ukazała się w tygodniku POLITYKA w czerwcu 2008 r.

JĘDRZEJ WINIECKI: – Dlaczego podsłuchuje pan ptaki?
TOMASZ OSIEJUK: – Bo nauka nadal nie zna odpowiedzi na zupełnie podstawowe pytania, dotyczące komunikacji zwierząt. W tej dziedzinie pozostaje sporo do odkrycia. Np. jeszcze niedawno nikt nie podejrzewał, że ptaki bywają szpiegami. Żeby się tego dowiedzieć, ornitolodzy przeprowadzili eksperyment. Wybierali jakiegoś śpiewającego samca i na jego terytorium, dokładnie w tym czasie, gdy on śpiewał, odtwarzali piosenki innego osobnika. To trochę jak kłótnia między ludźmi, kiedy się przekrzykujemy i nie dajemy dojść sobie do głosu. Ptaki – tak jak ludzie – bardzo tego nie lubią. Następnie dokładnie te same piosenki naukowcy odtwarzali w rewirze sąsiada. Tym razem jednak nagranie puszczano tak, że miało charakter pokojowy, nieniosący informacji o bardzo agresywnym nastawieniu wokalisty. Mimo to sąsiad ustępował bez mrugnięcia okiem. Dlaczego? Bo już tego macho znał, podsłuchał, co się wydarzyło za miedzą, i wyciągnął wnioski.

Podsłuchują nie tylko rywale. Przykład sikor jasnoskrzydłych z Kanady udowodnił, że wystarczy za pomocą głośnika i komputera pokonać wokalnie najlepsze samce, z samych szczytów hierarchii, by samice zrewidowały pogląd na ich atrakcyjność. Zaledwie po jednej kilkuminutowej interakcji z głośnikiem, aż w połowie gniazd pokonanych samców pojawiły się jaja, pochodzące z tak zwanych kopulacji pozapartnerskich. Poza tym ptaki mają wiele innych umiejętności. Czasem za pomocą śpiewu udają kogoś, kim nie są.

Pod kogo się podszywają?
Ciekawą strategię mają sikory bogatki. Samiec śpiewa rozmaite piosenki w kilku punktach swego terytorium, w każdym zakątku rewiru inną. Udaje kilka bogatek jednocześnie, w ten sposób utrzymuje mniej doświadczonych kolegów na dystans. Młodsi pasują, bo wydaje im się, że okolica jest pilnowana przez kilku samców i nie ma już miejsca dla nikogo nowego, trzeba poszukać szczęścia gdzie indziej.

Taką sytuację nazwano hipotezą Beau Geste, na cześć bohatera literackiego, żołnierza Legii Cudzoziemskiej, który na pustyni w Maroku samodzielnie obronił posterunek wojskowy przed Tuaregami. Pomysłowy legionista do cyngli sporej liczby karabinów poprzywiązywał sznurki, za które pociągał tuż przed atakiem. Z różnych części fortu dochodziły strzały, więc napastnicy odstąpili od szturmu, bo uznali, że fort jest mocno obsadzony i nie warto go atakować.

Stare bogatki są więc równie skuteczne jak Beau Geste, ale skąd wiedzą, że młodsi ustąpią lepszym śpiewakom?
Wbrew pozorom, ptaki są bardzo agresywne. Niewinnie wyglądające sikory w walce o terytorium potrafią zadziobać rywala na śmierć. Ostatnio jedna z moich studentek, badająca zwyczaje dziuplaków gnieżdżących się w budkach lęgowych, znalazła sikorę, która uwiła gniazdo na zwłokach zadziobanej przez siebie muchołówki, poprzedniego lokatora budki.

Dzięki śpiewom ptaki mogą zrezygnować z walki, po prostu śpiew łagodzi obyczaje. Szczególnie młodym samcom opłaca się wycofać – jeśli stary samiec śpiewa, że jest duży, silny i nie ma zamiaru nikomu ustąpić, a młody przebywający w pobliżu zaśpiewa ulegle, to stary go zignoruje i nie pobije. Z punktu widzenia młodszych osobników lepiej nie ryzykować – gdy podrosną i zdobędą doświadczenie, same staną się pogromcami najmłodszych.

I zwabią partnerkę śpiewem.
Wabienie dotyczy gatunków, które śpiewają skomplikowane piosenki, na przykład pani słowikowa oceni pana słowika po jego wirtuozerii. Pozostałe ptaki, te bez większych umiejętności muzycznych, odzywają się dużo prościej i koncentrują przede wszystkim na przepędzaniu konkurencji. Samice tych gatunków mniej pasjonują się melodią, a partnera wybierają na podstawie upierzenia czy jakości terytorium, które udało mu się zająć.

Zatem wśród ptaków śpiewających zdecydowanie największym powodzeniem cieszą się wytrawni soliści. Czemu samice mają słabość akurat do nich?
Samica myśli mniej więcej tak: dobry śpiewak odziedziczył dobre geny, a we wczesnym dzieciństwie jego rodzice musieli się bardzo starać, bo porządnie go karmili i był w doskonałej formie, gdy uczył się śpiewu. Mówiąc krótko, żeby dobrze śpiewać, trzeba mieć rozwinięty mózg. Naukowcom udało się także potwierdzić, że najlepsi soliści żyją najdłużej i są najzdrowsi, łatwiej zdobywają pokarm, sprawniej wyszukują odpowiednie miejsce na gniazdo. Samicom opłaca się właśnie od nich wziąć połowę genów dla przyszłego potomstwa.

Pokazały to badania na trzciniaku. Przyglądano się zwyczajom populacji tych ptaków w pewnym trzcinowisku. Badania były bardzo dokładne – trzciniaki znakowano kolorowymi obrączkami, dzięki czemu można było rozpoznać każdego osobnika, pobierano od nich także krew, by sprawdzić łączące je pokrewieństwo. Po 10 latach obserwacji okazało się, że najwięcej potomstwa doczekały się stare samce z największym repertuarem – dochodziło do tego, że samice notorycznie zdradzały swoich partnerów z najlepszymi śpiewakami...

Artyści poza talentem musieli mieć także dobrych nauczycieli. Od kogo się uczą?
Niektóre ptaki uczą się śpiewu przez całe życie, ale większość zapamiętuje dźwięki zasłyszane między trzydziestym a setnym dniem życia. Ich mistrzem może być więc sąsiad, który śpiewał w pobliżu gniazda. Czasem naśladują swego ojca. Ma to duże znaczenie praktyczne – samice niektórych zięb Darwina z Wysp Galapagos unikają samców śpiewających dokładanie tak samo jak ich ojcowie. W populacji liczącej zaledwie kilkaset par niezwykle ważne jest, by rodzeństwo mogło się rozpoznać i w ten sposób uniknąć negatywnych efektów chowu wsobnego.

Śpiew zbliża ptaki do człowieka, bo my też musimy nauczyć się bardzo złożonej wokalizacji. Spośród 10 tys. znanych nam gatunków ptaków, tylko 4,4 tys. gatunków ptaków śpiewających, kilkaset gatunków papug i kolibrów uczy się skomplikowanych dźwięków.

Który z naszych ptaków jest największym wirtuozem? Bajki z dzieciństwa podpowiadają, że słowik, tak przynajmniej twierdzą Julian Tuwim i Hans Christian Andersen. Słowik jest gwiazdą „Ptasiego radia”, a pani słowikowa „W spóźnionym słowiku” drży, że niecny skowronek z bandą skowroniątek napadł na pana słowika i z zazdrości pozbawił go majątku – pięknego głosu.
Słowik wcale nie ma największego repertuaru. Najlepsza jest łozówka, jej trele mogą się składać z ponad tysiąca elementów, podczas gdy w piosence słowika jest zaledwie kilkaset. A niektóre przedrzeźniacze z Ameryki Północnej wyśpiewują po kilka tysięcy dźwięków – naśladują wszystko, co usłyszą, nawet odgłos smażonej jajecznicy.

Skąd samica przedrzeźniacza wie, że odgłos jajecznicy jest adresowaną do niej miłosną serenadą?
Ta część śpiewu, która koduje informację o przynależności gatunkowej, jest najmniej zmiennym składnikiem piosenki. Nawet w bardzo skomplikowanej arii niektóre dźwięki są powtarzane bądź też mają specyficzny rytm. Z reguły samica już na podstawie krótkiego fragmentu może odgadnąć, czy to śpiew osobnika z jej gatunku, a nawet ocenić wielkość repertuaru samca. Samice wielu gatunków już po 20 pierwszych elementach śpiewu potrafią oszacować wielkość repertuaru. Natomiast nadal nikt nie odkrył reguły, którą rządzi się ptasia improwizacja. Rozgryziono za to bardzo szybką piosenkę kulczyka – ludziom wydaje się, że kulczyk śpiewa bez ładu i składu, tymczasem okazało się, że ptak ten śpiewa na okrągło to samo, tyle że rozpoczyna i kończy to śpiewanie w różnych miejscach.

Od kilku lat zgłębia pan śpiew derkacza. Jego piosenka składa się zaledwie z dwóch nieciekawych, chrapliwych derknięć.
Śpiew dla derkaczy ma fundamentalne znaczenie. Ptaki się nie widzą, żyją w trawie na podmokłych łąkach, odzywają się w nocy – zaczynają śpiewać dopiero ok. 10 wieczorem. Decyzję o zachowaniu wobec innych ptaków podejmują więc wyłącznie na podstawie śpiewu. Dzięki temu nie muszą wędrować, by podejrzeć rywala, mogą się z nim dogadać na odległość. A głos derkacza niesie się bardzo daleko, bo ma dużą siłę, może dochodzić nawet do 110 decybeli, a można go usłyszeć z ponad kilometra.

Podejrzewamy, że to pierwszy gatunek, który nie uczy się śpiewu, a który posługuje się tak zwaną komunikacją konwencjonalną. Wiele ptaków wróblowych śpiewa melodie, które nabierają znaczenia dopiero, gdy zostaną użyte w określonym kontekście. Zatem jeżeli śpiewam i często zmieniam same w sobie nic nieznaczące melodie, to daję do zrozumienia, że jestem bardzo zdenerwowany na rywala, który wtargnął na moje terytorium i ostrzegam go, że zaraz spuszczę mu manto. I odwrotnie – jeśli tempo przejścia z jednej piosenki na inną jest minimalne, to znaczy, że ja ustępuję. Tak zachowuje się większość gatunków, które mają ubogi repertuar, na przykład trznadel.

Wydawałoby się, że u ptaków nieuczących się śpiewu ten mechanizm powinien być prostszy – sygnał powinien być ściśle i niezmiennie związany z informacją, jaką niesie. Na przykład im niższy dźwięk wydaję, tym jestem większym osobnikiem, bo im większy mam aparat do produkcji dźwięku, tym dłuższe fale (a więc niższe dźwięki) mogę wygenerować. W związku z tym sytuacja jest jasna, bo ptak nie może oszukać, a każdy, kto wie, o co chodzi, może bez trudu zrozumieć tę informację. Tymczasem derkacz, należący do chruścieli, stosunkowo bliski krewniak żurawia, nie uczy się śpiewu, ale koduje informacje w ten sam sposób co ptaki wróblowe i człowiek. My też się umawiamy, co znaczą poszczególne słowa w pewnych sytuacjach, w ten sposób rodzi się chociażby slang.

Derkacze mają własny slang?
Tak, chociaż nie poznaliśmy zasady jego tworzenia. Każdy osobnik przez całe życie derka po swojemu, a derknięcia są jak odcisk palca. Indywidualnie oznakowanym derkaczom odtwarzamy różne rodzaje derkania. Okazuje się, że derkanie z długimi odstępami bardzo prowokuje inne samce, które niekiedy już po 10 sek. podbiegają do głośnika i go atakują. Natomiast derkanie monotonne nikomu nie przeszkadza. Najciekawsze jest to, że każdy derkacz potrafi derkać na oba sposoby, chociaż słabeuszom nie opłaca się blefować. To trochę jak poker, w pewnym momencie pojawi się silny derkacz, powie: sprawdzam, co dla blefującego może skończyć się tragicznie. W przyszłym roku chcemy sprawdzić, jak manipulacja poziomem testosteronu wpływa na styl derkania. Wiemy, że do derkania agresywnego bardziej skłonne są osobniki duże, ale również małe, pod warunkiem, że są napakowane testosteronem.

Derkacz odzywa się w nocy, ale większość ptaków najintensywniej śpiewa nad ranem. Jak to się dzieje, że tuż przed świtem ni stąd ni zowąd ptaki jednocześnie zaczynają wielogatunkowy koncert?
O tej porze jest dużo lepsza akustyka; wilgotne i chłodne powietrze lepiej niesie dźwięk. Po drugie, większość ptaków śpiewających wiosną i latem żywi się owadami, a o świcie owady są nieruchliwe, na dodatek jest szaro i trudno je zauważyć, więc nie można żerować i warto poświęcić czas na śpiewanie. Poza tym w nocy, kiedy ptaki śpiewające śpią, zdarza się także większość zgonów – atakują drapieżniki, kuna lub łasica, ptak może też umrzeć z wychłodzenia, jeżeli za dnia nie zdążył się porządnie najeść. Zatem jeśli chce się pokazać innym ptakom, że wciąż się tu jest i ma się własne terytorium, to od samego rana trzeba żwawo śpiewać: to miejsce jest zajęte.

Nie bez znaczenia jest także fizjologia samicy – u drobnych ptaków produkcja jaja odbywa się w nocy, i nad ranem samica, zaraz po złożeniu jednego jaja, jest gotowa do zapłodnienia kolejnego. Na przykład w okresie płodności samic sikory samce śpiewają intensywnie blisko dziupli właśnie o świcie. Tempo ich śpiewu znacznie spada, gdy tylko uwiodą samicę.

Skoro np. łozówka ma tak ogromny repertuar, to czy można nauczyć się rozpoznawania ptaków po śpiewie?
Bardzo trudno zdobyć tę umiejętność z książek, kaset lub płyt. Poza tym chyba nikt nie nauczy się wszystkich śpiewów na pamięć. Ale możemy sobie pomóc, na przykład skojarzyć śpiew z konkretnym środowiskiem, a to już zazwyczaj bardzo zawęża krąg poszukiwań. Jeśli słuchamy ptaka śpiewającego z trzcinowiska, to nasze poszukiwania ograniczają się w zasadzie do około dziesięciu gatunków z ponad 220 lęgowych w Polsce. Mimo wszystko najlepszym sposobem jest wycieczka z kimś doświadczonym, kto wskaże różnicę w śpiewach: czy są ciągłe, czy przerywane, wolne albo szybkie, czy składają się z gwizdów lub trzasków. Bez bicia się przyznaję, że sam co wiosnę mam kłopot z rozpoznaniem śpiewu kilku gatunków. Zazwyczaj tych samych.

Prof. Tomasz Osiejuk szef Zakładu Ekologii Behawioralnej UAM w Poznaniu. Bada derkacze na łąkach Kampinoskiego Parku Narodowego. Przez wiele lat podsłuchiwał norweskie ortolany, których śpiew zainspirował Ludwiga van Beethovena przy komponowaniu pierwszych taktów V Symfonii.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Klasyki Polityki

Jak dzieci odczuwają i rozumieją ból?

Jeszcze na początku lat 80. uważano, że noworodki w ogóle nie odczuwają bólu! A ponieważ nie potrafią werbalnie wyrazić tego, co czują, nie dbano o ich komfort w szpitalach.

Paweł Walewski
08.08.1998
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną