Klasyki Polityki

Na nowy szkolny rok

Tak czy owak chodzi o pieniądze.

Podobno nasza młodzież nie wierzy zgredom, nudziarzom, sarkofagom. Taki niby bunt pokoleń. Kiedy jednak przyjrzeć się z bliska, okazuje się, że to tylko buńczuczne pozory. Naprawdę potulnie słuchają skamielinowych porad. Zapisują się na uczelnie, chodzą na wykłady, czytają skrypty. Liceum to już minimum. Powtarzają bezmyślnie za zgredami, że tylko wykształcenie otwiera perspektywy kariery, osiągnięcia szacownego stanowiska, zdobycia uznania i prestiżu. Krótko mówiąc, tak czy owak chodzi o pieniądze. Nie przyjdzie tym „zbuntowanym” do głowy, że sarkofagi myślą ciągle kategoriami minionych epok i słuchanie ich rad do niczego nie prowadzi. Jeśli chcecie młodzianie i młodzianki urządzić sobie życie dostatnie i wesołe, i niezmuszające do wysiłku, odrzućcie precz podszepty wapniaków. Wbijcie sobie do głowy to jedno: UCZYĆ SIĘ DZIŚ NIE WARTO. Co warto? Oto parę porad:

1

Przejrzyjcie kroniki rodzinne.

Czy przypadkiem nie miał gdzieś prapradziadek jakiejś posiadłości, choćby i niewielkiej? A może trafił się stryj zabużanin? Jeśli tak, to wystąpcie zaraz do władz Rzeczpospolitej o odszkodowanie. Zabiegi administracyjne zajmą wam akurat tyle, co czas studiów, ale za to uzyskacie gotówkę, o której zmęczeni absolwenci, ślęczący nad pracami magisterskimi, mogą tylko pomarzyć. Zresztą nauka może tu być wręcz przeszkodą. Gdyby taka Branicka, która upomina się o Wilanów, znała historię i rolę, jaką w niej odegrali jej przodkowie, to włosy by jej stanęły dęba i może nawet zrezygnowałaby z roszczeń, a ewentualna gotówka przeszłaby jej koło nosa. Ratuje ją właśnie nieświadomość, parę przekonań odziedziczonych po dziadkach, które zbędne studia mogłyby przykro nadwyrężyć. Dotyczy to zresztą całej tak zwanej arystokracji, w której pogłowie przygłupów i niedouków było zawsze wielokrotnie liczniejsze niż na przykład w cechu szewców. A przecież żeby zostać szewcem, trzeba było być najpierw uczniem, potem czeladnikiem, przejść przez lata żmudnego wdrażania do zawodu. I co z tego? Uczyłeś się czy nie uczyłeś, Branicką nie zostaniesz. Również pośród królów wykształconych szukać trzeba z lupą. W Polsce Stanisław August Poniatowski i może synowie Kazimierza Jagiellończyka, we Francji Karol V. Niewielka to przeciwwaga dla większości nieuków, a czasem wręcz debili, jak we Francji Karol VI, w Akwitanii Wilhelm IV, w Rosji Piotr III etc. Łatwo zauważyć, że zasada ta przeniosła się też na współczesnych polityków.

2

Stańcie przed lustrem i przeanalizujcie budowę waszego ciała,

tak jak to robili ze swoimi podopiecznymi uczeni z nieistniejącego NRD. Jeśli macie nogi krótkie i krępe, a tułów cherlawy, wskazuje to na predyspozycję do zjazdów narciarskich. Nogi w pałąk – jeździectwo albo piłka nożna. Ponad 195 cm wzrostu – kłania się wam koszykówka. W bójkach na podwórku byliście zawsze lepsi – popróbujcie boksu... Nie chodzi tutaj rzecz jasna o żadną kulturę fizyczną. Spójrzcie jednak na takiego Andrzeja Gołotę. Fałd pod czaszką brak. Kiedy przeciwnik za silny, ucieka z ringu. Ale za to uciekanie dostaje milion dolarów. Tyle, ile po studiach nie zarobicie przez osiemdziesiąt lat pracy z emeryturą do usranej śmierci włącznie. Każdy kopacz piłki z ligi polskiej, czyli nieistniejącej w sportowym tego słowa znaczeniu, ma pobory, które profesora Zbigniewa Religę po latach nauki i praktyki, uratowaniu kilkuset istnień ludzkich przyprawiłyby o zawrót głowy. Angielski kopacz David Beckham zarabia dziennie (sic!) sto tysięcy złotych. Tyle że on, droga młodzieży, nie startował do Oxford czy Cambridge, nie słuchał łabędziego śpiewu sarkofagów, nie tracił czasu na naukę, tylko kopał w skórzany balon. Szkoła podstawowa całkowicie go zadowoliła. Ma teraz majątek, który mógłby załatać polską dziurę budżetową. Z tym że on jednak gra. To znaczy, co pewien czas musi dziewięćdziesiąt minut pobiegać i się spocić. Kto tego nie lubi, niech weźmie przykład z naszych piłkarzy zatrudnionych w zagranicznych klubach. Siedzą wygodnie na ławkach, oglądają darmowo mecze, na które bilety kosztują i po 200 zł, a koszą za to, jeśli są już ostatnimi nieudacznikami, pięćset emerytur mojej teściowej miesięcznie.

3

Spójrzcie na waszych ewentualnych profesorów.

Wszyscy oni kończyli studia, potem tyrali, żeby napisać doktorat (średnio cztery lata pracy), potem ślęczeli nad habilitacją (średnio lat osiem), a teraz muszą was uczyć i oglądać wasze głupawe gęby za jedną trzecią zarobku braci Mroczków, którzy nie umieją i nigdy nie umieli nic. Czy nie przyszło wam do głowy, że jeśli oni sami nie dali sobie rady z życiem, to i wam niczego sensownego nie mogą zaproponować? Unikajcie więc ich jak ognia. Ludzie, dla których nieznośne w czytaniu książki Levi-Straussa są ważniejsze od giełdy, żadnej sensownej recepty na wakacje pod palmami nie są w stanie wam zaproponować. Wiem to doskonale z własnego doświadczenia. Tyle czasu straciłem po archiwach, że już nie dla mnie Andamany ani nawet wydeptane przez nieuków Seszele. Kiedy nieudacznik wygłasza orędzia, to jest to tylko szemranie kirów na katafalku.

4

Oczywiście, możecie poczuć powołanie duchowe i religijne.

Nie jest to złe rozwiązanie. Trzeba będzie wprawdzie przejść przez seminaria, najlepiej zakonne, gdzie wierność i pokora są ważniejsze od intelektu, ale nagroda za to jest niebagatelna. Po pierwsze, nie masz żadnych przyziemnych problemów. Dominikanom wypiorą dominikanki, karmelitom karmelitanki, taka już jest maczoreguła. Po drugie, i to jest piękne, nie musisz lękać się samotnej starości. Bracia zajmą się tobą z całą starannością, aż do trumny. Nawet za miejsce na cmentarzu nie będzie musiała rodzina płacić.

5

Edison, Gates, Watt żadnych szkół nie kończyli.

Mieli po prostu pomysł i dosyć energii, żeby go zrealizować. Edison był zresztą zupełnym nieukiem, nie znał nie tylko Konopnickiej i Sienkiewicza, ale nie czytał nawet współczesnej mu amerykańskiej prasy, miał w pewnej części ciała najnowsze zdobycze socjologii, politologii, a również matematyki czy chemii. Gdyby chodził do szkół, nie dokonałby zapewne żadnego wynalazku. Jużby go tak upupili, że w najlepszym przypadku przekształciłby smoczek z gruszkowatego na podłużny. Więcej nie byłoby mu dane, bo nauczyciel wie lepiej. Cokolwiek działo się nowego w kulturze człowieczej, było zawsze obok lub wbrew szkolnemu i uniwersyteckiemu nauczaniu. Nie muszę zaś chyba dodawać, że dorobił się Edison całkiem niezłej fortuny i osiągnąwszy swoje lata jadł meduzy i w trzech smakach drób, a najpiękniejsze panienki wskakiwały mu na kolana. Oto dlaczego uczyć się nie warto. Hej! UCZYĆ SIĘ NIE WARTO!

Ludwik Stomma

Polityka 36.2009 (2721) z dnia 05.09.2009; Stomma; s. 88
Reklama

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną