Rocznica polsko-niemieckiego pojednania

Symbol Krzyżowej
Z okazji 25. rocznicy historycznej wizyty w Polsce kanclerza RFN Helmuta Kohla i pamiętnej mszy w Krzyżowej przypominamy rozmowę z Tadeuszem Mazowieckim sprzed pięciu lat.
Historyczny moment: premier Tadeusz Mazowiecki i kanclerz Helmut Kohl przekazują sobie znak pokoju. Krzyżowa, 12 listopada 1989 r.
Ullstein Bild

Historyczny moment: premier Tadeusz Mazowiecki i kanclerz Helmut Kohl przekazują sobie znak pokoju. Krzyżowa, 12 listopada 1989 r.

Msza w Krzyżowej, 12 listopada 1989 r.
Ullstein Bild

Msza w Krzyżowej, 12 listopada 1989 r.

Krzyżowa, 12 listopada 1989 r.
Ullstein Bild

Krzyżowa, 12 listopada 1989 r.

Pożeganie Helmuta Kohla na lotnisku Okęcie. Warszawa, 14 listopada 1989 r.
Ullstein Bild

Pożeganie Helmuta Kohla na lotnisku Okęcie. Warszawa, 14 listopada 1989 r.

Grzegorz Rzeczkowski: – Pół wieku od wybuchu wojny niemiecki kanclerz na oczach świata przekazuje podczas mszy znak pokoju polskiemu premierowi. Wydarzenie symboliczne – pisała wówczas prasa. Ale ten gest był uzgodniony wcześniej, prawda?
Tadeusz Mazowiecki: – Znak pokoju od Soboru Watykańskiego II jest elementem każdej mszy świętej...

... ale może być przekazywany w różny sposób, niekoniecznie przez podanie ręki.
Oczywiście różnie może być przekazywany, ale na ogół robi się to przez podanie ręki osobom stojącym w pobliżu. Więc dla mnie nie było nic nadzwyczajnego w tym, że z kanclerzem Helmutem Kohlem podamy sobie ręce. Dopiero w momencie, w którym to nastąpiło, uświadomiłem sobie, że ponieważ ten gest wykonują niemiecki kanclerz i polski premier, to ma on jeszcze inną, większą wymowę. Ale może zainteresuje pana to, jak w ogóle doszło do spotkania w Krzyżowej.

Początkowo w ogóle miało go nie być. Miało się odbyć na Górze św. Anny i nie z panem, tylko z mniejszością niemiecką.
To prawda, choć wizyta w Krzyżowej w dużym stopniu była również spotkaniem z mniejszością niemiecką. Co do Góry św. Anny, to taką propozycję strona niemiecka rzeczywiście zgłosiła. Uważałem jednak, że sytuacja nie dojrzała jeszcze do tego, aby w miejscu silnie związanym z powstaniami śląskimi takie spotkanie się odbyło. Zdawałem sobie sprawę, że nie byłoby to dobrze przyjęte w Polsce. Powiedziałem więc kanclerzowi, że szukam jakiegoś innego rozwiązania, po czym po rozmowie z Mieczysławem Pszonem pojawiła się Krzyżowa. Znałem historię Kręgu Krzyżowej, antyhitlerowskiego ruchu oporu hrabiego von Moltke i innych. Uważałem, że to miejsce, będąc symbolem innych Niemiec, będzie dobre na takie spotkanie. 

Równocześnie arcybiskup Nossol podsunął stronie niemieckiej ten sam pomysł. Więc jego autorów jest wielu.

Wspomniany Mieczysław Pszon, redaktor „Tygodnika Powszechnego”, rzecznik pojednania polsko-niemieckiego, a wówczas pana pełnomocnik do spraw kontaktów z rządem RFN, twierdził jednak, że pomysł z Krzyżową pochodził od pana.
To prawda, ale nie mogę również wykluczyć, że pojawił się równolegle po niemieckiej stronie. Faktem jest, że kiedy zadzwoniłem do kanclerza Kohla, to on natychmiast się na to zgodził.

Ale najpierw trzeba było odwieść Niemców od Góry św. Anny. Miał wziąć to na siebie właśnie Mieczysław Pszon. Dopiero gdyby jemu się udało, miał pan wkroczyć do akcji ze swoją ideą. Ale Pszon pana uprzedził podczas rozmów z przedstawicielami kanclerza. W rezultacie Kohl zgłosił pomysł spotkania w Krzyżowej podczas rozmowy telefonicznej z panem. Podobno po odłożeniu słuchawki krzyknął pan „ten Kohl zwariował!”.
(śmiech) Nie, nie, tylko krzyknąłem, że to jakiś cud, bo w tym samym czasie doszliśmy do tych samych wniosków. Rzeczywiście Mieczysław Pszon nie przyznał mi się, że powiedział Niemcom o tym pomyśle. Umówiliśmy się wcześniej, że to na razie będzie tajemnicą, bo wydawało mi się, że tak będzie lepiej. Natomiast Pszon uważał, że trzeba ich jakoś przygotować, no i przekroczył moje zezwolenia. Ale że rezultat był dobry, nie miałem do niego pretensji (śmiech)

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj