Partie radykalne rosną w siłę

Zbójecki urok radykałów
Ugrupowania radykalne, ekstremistyczne, nabierają coraz większego znaczenia w Europie. Również w Polsce, wbrew pozorom, nie uporaliśmy się z tym problemem.
Manifestacja NOP i ONR w Warszawie z okazji 90. rocznicy odzyskania Niepodległości
Tomasz Wawer/Agencja Gazeta

Manifestacja NOP i ONR w Warszawie z okazji 90. rocznicy odzyskania Niepodległości

Demokracja w krajach po tak zwanym realnym socjalizmie nie może spać spokojnie. Nawet w Polsce, nieźle radzącej sobie z rynkiem i pluralizmem, wybuchły ostatnio konflikty ekstremalne, stawiające pod znakiem zapytania ciągłość i sterowność systemu zbudowanego po 1989 r. Działacze, uznawani wcześniej za niewybieralnych, weszli do rządu Rzeczpospolitej. Wstrząsy wtórne nie ustają. Nie jest jasne, dokąd zmierzamy ani kim tak do końca są niektórzy kluczowi aktorzy dramatu. Eksponowana w mediach listopadowa konfrontacja neofaszystów z polskimi anarchistami przesłania to, co istotne: stan polskiej demokracji.

W wielu krajach Europy partie wcześniej niszowe, egzotyczne, z charyzmatycznymi demagogami w roli liderów, przełamują swą polityczną izolację w elektoratach. W głąb głównego obozu jeszcze się nie wdarły, lecz nie tracą nadziei.

Na Węgrzech rosną szeregi neofaszystowskiej nacjonalistyczno-chrześcijańskiej prawicy. Na Słowacji tamtejsi Węgrzy skarżą się na dyskryminację, a Romowie na represje ze strony zwykłych Słowaków i słowackiej władzy. W Niemczech, niedługo przed świętowaniem 20 rocznicy demontażu muru berlińskiego, w wyborach do parlamentu nowa formacja Die Linke, Lewica, w której enerdowscy postkomuniści zmieszali się z lewakami i dawnymi agentami enerdowskiej policji bezpieczeństwa, zgarnęła aż 12 proc. głosów. Ten wynik jest policzkiem dla establishmentu niemieckiego, uważającego Die Linke za politycznie niedotykalnych. Oburzone (lecz chyba i mocno zaniepokojone) głosy prominentów klasy politycznej nie wywołują w elektoracie Lewicy żadnej skruchy.

Ale i w starych demokracjach politycy głównego nurtu sypiają nie najlepiej. Najpierw w Austrii, za czasów nieżyjącego już Jörga Haidera, który ku szokowi swych homofobicznych zwolenników okazał się nie tylko neofaszystą, ale i gejem. W Niemczech, gdzie ruchy neonazistowskie, choć kontrolowane przez państwo i potępiane przez opinię publiczną, wciąż nie znikają ze sceny. A dziś także w Holandii, Belgii, Danii, Szwajcarii, Włoszech. We Francji, w 2002 r., być może tylko wielka mobilizacja wyborcza zatrzasnęła wrota pałacu prezydenckiego przed nacjonalpopulistą Le Penem. A dziś, tym razem na flance lewicowej, krząta się 35-letni „czerwony listonosz” Olivier Besancenot, neotrockista, który wzywa do bezpardonowej walki z prezydenturą Sarkozy’ego i kapitalizmem (w wyborach prezydenckich 2007 r. zdobył 4 proc., czyli 1,5 mln głosów).

Co będzie dalej? Jak ma się zachować mainstream polityki demokratycznej wobec tej ofensywy radykałów, populistów, ekstremistów?

Polityka naszych czasów jest jak wieża Babel: panuje w niej pomieszanie języków, pojęć, stylów bycia i działania. Ten wrzątek wymaga stałej czujnej obserwacji i krytycznej analizy. Wszystko płynie, nabiera nowych znaczeń. Wyjątkiem jest tylko „wielka diada” – istnienie od rewolucji francuskiej obozów prawicy i lewicy. A i ten centralny podział bywa uparcie podważany.

Wszelako jeden ze znawców tematu, nieżyjący już włoski filozof i senator Norberto Bobbio, w doskonałej książce „Prawica i lewica” twierdzi, że podział lewica–prawica jest dziś w europejskiej walce politycznej żywszy niż kiedykolwiek. Prawicowo-lewicowe mieszanki temu nie zaprzeczają, bo elementy prawicowe nadal można w nich dość łatwo odróżnić od lewicowych.

Radykałowie rzadko sami nazywają się radykałami, a tym bardziej ekstremiści ekstremistami. Tak samo neofaszyści zawsze zaprzeczają, że są neofaszystami, a lewacy lewakami. Wolą się prezentować jako bezkompromisowi obrońcy tradycji, chrześcijaństwa, wolności słowa, biednych i wykluczonych. To przeciwnicy nazywają ich radykałami albo ekstremistami (różnica bywa płynna). Dążą w ten sposób do zdemaskowania w słusznym, moim zdaniem, przekonaniu, że dla dobra demokracji należy nazywać rzeczy po imieniu, aby obywatele nie nabierali się na pozory.

Czasem sprawy się komplikują. Nie tak dawno, przed upadkiem bloku radzieckiego, tą samą metodą dyskredytacji posługiwali się politycy i propagandyści demokracji zwanych ludowymi. Kiedy do pokojowej walki o prawa człowieka, reformy państwa i gospodarki zorganizowała się ówczesna opozycja – na przykład Komitet Obrony Robotników, czechosłowacka Karta 77 czy Solidarność – przedstawiano ją jako skrajnie nieodpowiedzialną, anarchistyczną, grożącą wojną domową lub interwencją radziecką, słowem jako inspirowany z wrogiego Zachodu spisek ekstremistów.

Podobnie było w Afryce Południowej z więzionym przez wiele lat Nelsonem Mandelą, który miał być rzekomo ekstremistą w służbie komunistów. Prawda była inna: opozycja przeciwko realnemu socjalizmowi czy apartheidowi była istotnie antyreżimowa, ale w większości zarazem szczerze demokratyczna i nastawiona na zdrowy kompromis, co udowodniła po pokojowej zmianie systemu.

Termin radykał ma związek z łacińskim słowem radix, korzeń. Radykał szuka korzeni polityki, by wykazać, że to on ma rację, poddając totalnej krytyce panujący system. Bo nie tak miała, według niego, wyglądać demokracja, sprawiedliwość społeczna, kultura. Radykał walczy o demokrację radykalną, która ma zastąpić tę, w jakiej w różnych odmianach żyje większość świata zachodniego i my w Polsce – demokrację liberalną. Idea demokracji liberalnej, opartej na szukaniu przez dialog i debatę konsensu i kompromisu, jest dla radykała nieznośna i nie do przyjęcia. On chce wszystko zmienić, wszystko odrzucić, brzydzi się umiarkowaniem. Oddycha konfliktem, kontestacją, dusi się wiecznymi debatami przy okrągłych stołach.

Wyjątkowo szczerze ujmuje to cytowany przez prof. Bobbio włoski neofaszysta Solinas: „Nasz dzisiejszy dramat nosi imię umiarkowania. Naszym głównym wrogiem są umiarkowani. Umiarkowany jest z natury demokratą”.

Podział umiarkowani–radykałowie nakłada się na podział lewica–prawica, ale się z nim nie pokrywa. A jest dziś równie istotny jak ten pierwszy, podstawowy. Dynamikę polityczną nadchodzących czasów może wyznaczać nie tyle klasyczny konflikt prawicy z lewicą – choć on, oczywiście, nie zniknie – ile walka umiarkowanych z radykałami wewnątrz obu tych wielkich obozów i na ich obrzeżach. W ramach owej walki możliwe są też taktyczne sojusze umiarkowanych z prawicy i lewicy, jak i radykałów lewicowych z prawicowymi – jak w ostatniej batalii o TVP czy w rodzącym się przymierzu radykałów dla obrony krzyża i zakazu in vitro.

W potocznym wyobrażeniu radykalizm to twór lewicowy. Rzeczywiście, idea demokracji radykalnej zrodziła się w latach 70. ubiegłego wieku w kręgu rewolucyjnych socjalistów jako odpowiedź na ideologię nowego liberalizmu i konserwatyzmu. Tylko że radykalizm lewicowy w polityce europejskiej praktycznie się nie liczy. Problemem jest radykalizm kwitnący na obrzeżach prawicy i stamtąd szturmujący główny nurt polityki. Tak jak ten lewicowy, polega on na odrzuceniu status quo, czyli demokracji liberalnej. Zasługuje na uwagę, bo dla części społeczeństwa jest interesujący, a nawet atrakcyjny.

Dobrze pokazał to świeży przykład z kolebki demokracji parlamentarnej. W brytyjskich wyborach do Parlamentu Europejskiego dwa mandaty (ponad 1 mln głosów) zdobyła British National Party (Brytyjska Partia Narodowa), BNP, uważana za neofaszystowską. BNP jest w opozycji do systemu (czyli „tej cholernej liberalnej demokracji”): do partii głównego nurtu, do „lewackich” mediów, do skorumpowanych, złodziejskich elit i wielkiego biznesu, do polityki wielokulturowości, do wpuszczania nowych imigrantów i tolerowania starych, do członkostwa w Unii Europejskiej, do edukacji seksualnej dzieci, do równych praw dla osób homoseksualnych, do islamu, bo zagraża chrześcijaństwu, zachodniemu stylowi życia i poniża kobiety.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną