Siedem mitów na temat PiS

W krainie mitów
PiS w ataku, PiS powraca, ludzie przejrzeli na oczy, już po Tusku! Takie okrzyki słychać ostatnio z okolic IV RP. Tak się tworzy rzeczywistość alternatywna.
Europoseł Jacek Kurski okazuje wierność PiS nawet podczas łowienia ryb
Damian Kramski/Agencja Gazeta

Europoseł Jacek Kurski okazuje wierność PiS nawet podczas łowienia ryb

Wstawienie Grażyny Gęsickiej w miejsce Przemysława Gosiewskiego na stanowisku szefa klubu PiS, nowy projekt konstytucji, jaki ta partia przedstawiła, afera hazardowa oraz jeden niekorzystny dla Platformy sondaż wzbudziły u części prawicowych komentatorów uczucie euforii: oto Kaczyńscy rzucają się w pościg za Tuskiem i znowu mają szanse. Sami politycy PiS nieustannie powtarzają, że ludzie wreszcie rozszyfrowali szalbierstwa PO, zobaczyli, że rząd nic nie robi.

Ciekawe jest to, że PiS wcale nie maskuje swoich wizerunkowych wysiłków. Pamiętamy, jak dokładnie przed rokiem na specjalnej konwencji przedstawiono nowy program i świeże oblicze prezesa. Wtedy po raz pierwszy wysunięto Gęsicką na frontową linię medialną. Miało być łagodnie i merytorycznie. Skończyło się to na długo przed wyborami do europarlamentu. Teraz okazuje się, że znowu ma być miło „w celu pozyskania centrowego elektoratu”. Za każdym razem, kiedy pojawia się takie nowe otwarcie, publicystów IV RP ogarnia to samo wzruszenie: wreszcie będzie lepiej.

Dobrym przykładem jest projekt konstytucji. Od kilku lat PiS miało taki dokument, ale widocznie uznano, że czas na nowo ożywić koncepcję, zwłaszcza że poprzedni projekt w dużej mierze tworzył Kazimierz Michał Ujazdowski, od dawna już poza PiS, a nie wypada, aby tak zasadniczy dokument był autorstwa partyjnego banity. Jest też może jeszcze jeden powód. Otóż przedstawiciel Kancelarii Prezydenta stwierdził, że Lech Kaczyński ma zastrzeżenia do projektu konstytucji, a więc niewykluczone, że całe to przedsięwzięcie miało służyć wykazaniu, że prezydent jest oddzielnym podmiotem politycznym, który może się z PiS nie zgadzać.

Swoją drogą, jest w tym jakiś paradoks, że politycy PiS dostrzegają, że wygrać wybory ma szanse ktoś, kto się od PiS odetnie. Ponadto od dawna działacze ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego przyznają, że wyborczym szansom PiS sprzyja marna frekwencja wyborcza, pogorszenie się gospodarki i zniechęcenie ludzi do polityki. Czyli im bardziej ułomna demokracja, tym większe szanse IV RP.

Paradoksalna też jest ta nowa pisowska konstytucja. Jeśli miała być nowym otwarciem, pokazującym nowoczesne oblicze PiS, to nastąpiło tu jakieś nieporozumienie. Charakterystyczne ciągoty do moralizowania, centralizowania, definiowania co zdrowe, a co chore, do powiększania władzy jednostki, czyli prezydenta, kosztem ciał zbiorowych, to typowe cechy dokumentu tworzonego w syndromie oblężonej twierdzy, w przekonaniu, że państwo i społeczeństwo wymagają odbudowy z ruin, przy licznych wrogach wewnętrznych i zewnętrznych. PiS, chcąc deklaratywnie pozyskać wyborców centrowych, zaprezentowało projekt archaiczny i w swojej kulturowej istocie skierowany do najbardziej tradycyjnego, radiomaryjnego elektoratu. Nie po raz pierwszy prezes Kaczyński uznaje, że ktoś ten przekaz kupi, a jak nie, to jego strata. Konstytucja styczniowa jeszcze raz pokazuje, że projekt IV RP wciąż obowiązuje, a wszelkie chwyty i zabiegi ocieplające, łagodzące, dające ludzką twarz mają służyć tylko zdobyciu władzy, po którym nastąpi wdrażanie programu, już bez marketingowych głupot.

Tu dochodzimy do sedna. PiS i jego publicystyczni sprzymierzeńcy upowszechniają od pewnego czasu kilka mitów, którym warto się uważnie przyjrzeć.

Mit I: PiS to już normalna partia

Nie, to wciąż ta sama partia, która objęła władzę w 2005 r. Jeśli uznać za normalność odstąpienie od forsowania IV RP, to nic takiego nie nastąpiło, zresztą na taką definicję normalności nie zgodziłby się na pewno sam Jarosław Kaczyński. Cele PiS pozostały niezmienne, a ponieważ tych celów nie da się osiągać innymi metodami niż tymi, jakie można było obserwować w latach 2005–2007, to i metody po odzyskaniu władzy przez to ugrupowanie byłyby takie same. Normalna, mieszcząca się w systemie partia, akceptująca ramy ustrojowe, wyroki sądów i niezależność instytucji, to już nie byłby PiS. Najbardziej uświadomieni ideowo zwolennicy PiS, pisujący choćby na prawicowych portalach, wprost wyznają: tak, każdy chwyt jest dobry, alians z SLD jak najbardziej, potem ich się wykończy; jeśli trzeba się ocieplić, ocieplajcie się, a potem róbcie swoje. Nawet niby spontaniczne wyznanie Michała Kamińskiego o tym, że wyobraża sobie koalicję PiS z SLD, ma robić wrażenie, że partia Kaczyńskich odzyskuje zdolności koalicyjne, wraca do głównego nurtu.

Jeśli politycy i publicyści tego ugrupowania zaczynają mówić coś o popełnionych w przeszłości błędach, to nie uważają za błąd samej koncepcji IV RP, ale tylko to, że nie dość konsekwentnie ją wprowadzano, że przebudowa państwa się nie powiodła, kraj nie został „odzyskany” z rąk III RP. Chodzi tu o to, że PiS „zmarnował szansę” na stworzenie systemu, systemu, którego już zaczątki większość wyborców w 2007 r. odrzuciła. Widać, jak daleka droga jeszcze do zrozumienia prawdziwych błędów PiS. Jak dotąd nie zniknął żaden z powodów pożegnania się z tą partią. I nie zmieniają tej prawdy obecne kłopoty Platformy. To inny katar i inne leczenie.

Mit II: Platforma nie jest lepsza niż PiS

Zwłaszcza publicyści, którzy niegdyś „nie przyłączyli się do nagonki na PiS”, lansują tezę, że wszelkie zarzuty wobec PiS tracą ważność wobec tego, co robi Platforma. Wobec afer, upolitycznienia sfery publicznej, arogancji władzy. Teza kusząca, ale nieprawdziwa. Swoją drogą to zabawne, kiedy zwolennicy Kaczyńskich bronią PiS powołując się na pozorne podobieństwo do PO, która jest odsądzana przez nich od czci i wiary.

Politycy Platformy, choć sknocili wiele, nie zrobili dotąd tych rzeczy, które stanowiły powód odrzucenia PiS: nie wysłali za Waldemarem Pawlakiem służb specjalnych, aby urządzić mu prowokację. Nie wykorzystali CBA do kuszenia posłów PiS. Nie skłócają całych środowisk zawodowych i nie mówią „profesura-agentura”. Nie dokonują aresztowań w obecności kamer i „niezależnych” dziennikarzy. Nie oskarżają prokuratorów i sędziów o polityczne motywacje wydawanych wyroków. Nie rozwalają służb specjalnych, żeby tworzyć swoje własne. Nie straszą ani Niemcami, ani Rosją. PiS nie było najbardziej krytykowane za działania na niwie gospodarki, za niezrealizowane obietnice, ale za kwestionowanie demokratycznego porządku. Bez zrozumienia tego faktu nie można dalej prowadzić rzeczowej dyskusji. To się wiąże z kolejnym mitem.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną