Komisja jak "Taniec z Gwiazdami"

Pędząc za króliczkiem
Pędzący królik to dobre logo hazardowej komisji śledczej. Sposób jej działania przypomina słowa przeboju: „Nie o to chodzi, by złowić króliczka, ale by gonić go”.

Zbigniew Chlebowski przed sejmową komisją śledczą – co przyznają nawet jego oponenci – był dobrze przygotowany. Może nawet zbyt dobrze, gdyż owo ciągłe powoływanie się na naczelne przesłanie swej publicznej działalności, czyli dbałość o finanse państwa, czy nacechowany przesadnym szacunkiem sposób zwracania się do członków komisji, stawały się momentami męczące. Media oraz inni obserwatorzy prawie jednogłośnie przyznali zwycięstwo Chlebowskiemu. Czy zatrze to w społecznej pamięci tamten wizerunek sprzed kilku miesięcy, kiedy to ocierając pot z czoła i coraz bardziej zdenerwowany próbował wyjaśniać coś, co było właściwie nie do wyjaśnienia, bo role w tym spektaklu zostały wcześniej rozdane? To pokażą sondaże.

Wiadomo za to, że PiS na razie nie odnosi znaczących sukcesów w tej komisji, nie robią porażającego wrażenia ani posłanka Kempa, rzucająca seriami nazwisk (świadek zna tę osobę czy nie? świadek przeważnie nie znał), ani poseł Wassermann.

Był makijaż, sensacji brak

Pierwszy tydzień przesłuchań dość dobrze pokazał mechanizm działania komisji śledczej, gdzie liczy się przede wszystkim wrażenie ogólne (rzec można, walory artystyczne występu), a nie meritum. Bezbłędnemu makijażowi posła Chlebowskiego, jego gestom, pewności siebie, sposobowi, w jaki pokazywał różne dokumenty, a nawet zmianie koszuli podczas przerwy poświęcono w analizach i opiniach więcej miejsca niż treści jego wystąpienia. W treści zaś sensacji nie było. Poseł o sobie i swoich kontaktach z dwoma przedstawicielami branży hazardowej mówił mniej więcej to samo, co na feralnej dla siebie konferencji prasowej. Część rozmów pamiętał, części nie pamiętał, do czego, jakkolwiekby to oceniać, miał prawo.

Jeśli nic innego kompromitującego nie ma w innych, nieznanych jeszcze podsłuchach (co prawdopodobne, bo gdyby coś było, byłoby już jawne), Zbigniew Chlebowski wyjdzie na swoje, nikt mu kłamstwa nie zarzuci. Dorzucił, oczywiście, wątki nowe, dotyczące wcześniejszych prac nad ustawą, wytknął, co było do wytknięcia SLD, ale naprawdę ostro zaatakował PiS i Mariusza Kamińskiego osobiście, w czym bardzo pomogła mu analiza dokonana w samym CBA, pokazująca, co działo się wokół tego projektu za rządów PiS.

Chlebowski był w o tyle dobrej sytuacji, że już wcześniej okazało się, iż szef CBA albo świadomie oszukał premiera i opinię publiczną, albo po prostu uczynił to nieświadomie, w wyniku nazbyt pospiesznej pracy podległych sobie funkcjonariuszy, twierdząc, że słynne „na 90 proc. załatwimy” to właśnie nielegalny lobbing w sprawie ustawy, podczas gdy w rzeczywistości chodziło o koncesję na prowadzenie kasyn przez Sobiesiaka, który wygrał w sądzie administracyjnym z Ministerstwem Finansów i dostał nawet odszkodowanie. Tę prawdę łatwo było zresztą odkryć, jako że po dokładnej analizie rozmowy opisał ją dość dawno red. Marek Czarkowski z tygodnika „Przegląd”, i gdyby posłowie czytali coś więcej niż billingi, zapewne byliby lepiej przygotowani. Nie wspominając już o funkcjonariuszach CBA.

Tusk kulminacyjny

Nic więc nie jest ostatecznie rozstrzygnięte. PiS czeka teraz, że może Drzewiecki się rozsypie, gdyż ponoć ma inną niż Chlebowski konstrukcję psychiczną. I ma też trudniejszą sytuację, z niejasną rolą swojego asystenta przy zatrudnianiu Magdaleny Sobiesiak, zmianą stosunku do opłat od jednorękich „bandytów”, co już poświadczone jest na piśmie skierowanym do Ministerstwa Finansów, a nie w jakichś upublicznionych fragmentach rozmów nagrywanych przez CBA w różnym czasie i w różnych sprawach.

Ale, tak naprawdę, kluczowy jest premier Donald Tusk (to jest ów komisyjny króliczek) i nikt nie ukrywa, że najważniejsze będzie przesłuchanie premiera, które ma nastąpić przed 10 lutego. PO poszła wreszcie po rozum do głowy i pojęła, że im wcześniej ten akt spektaklu się zakończy, tym dla niej lepiej. Można śmiało przyjmować zakłady, że po przesłuchaniu premiera zainteresowanie widowiskiem, i tak ograniczone, spadnie praktycznie do zera. Zwłaszcza że Tusk zapewne powie dokładnie to, co już w tej sprawie mówił, i w konfrontacji z Kamińskim będzie słowo na słowo. Wybór wersji będzie należał do publiczności.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną