Kraj

Zerwany pakt o nieagresji

Prof. Piotr Węgleński (art. „Magister brojler”, POLITYKA 12) albo nie zadał sobie trudu przeczytania naszych propozycji (zawartych w strategii rozwoju szkolnictwa wyższego, przygotowanej przez konsorcjum Ernst&Young – red.), albo ich nie zrozumiał.

Pojawienie się dwóch strategii rozwoju szkolnictwa wyższego przyjęte zostało dość spokojnie przez środowisko akademickie, rozpaliło natomiast emocje autorów strategii konsorcjum kierowanego przez Fundację Rektorów Polskich. Do czasu opublikowania strategii konsorcjum Ernst&Young i Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową obowiązywał zaproponowany przeze mnie prof. Woźnickiemu (koordynatorowi strategii rektorów – red.) gentelmen’s agreement, sprowadzający się do niewyrażania negatywnych opinii o „konkurencyjnej” strategii. Nasz zespół uznał, że mając na uwadze przyszłość i dobro polskiego szkolnictwa wyższego, należy skupić się na dyskusji merytorycznej, by w dalszej perspektywie umożliwić Ministerstwu Nauki i Szkolnictwa Wyższego przyjęcie najbardziej korzystnych rozwiązań strategicznych. Krytyka alternatywnych rozwiązań jest wskazana, powinna jednak mieć konstruktywny, a nie napastliwy charakter.

Pakt o nieagresji został jednak jednostronnie zerwany. Już w dniu opublikowania strategii naszego zespołu, zamiast dyskusji merytorycznej, rozpoczął się ze strony autorów strategii FRP nieustający ostrzał artyleryjski, w którym amunicją są półprawdy, uproszczenia, oskarżenia o ignorancję, a przede wszystkim zła wola. List prof. Węgleńskiego, współautora strategii FRP, jest dobitnym tego przykładem.

Domyślam się, z jakich powodów przedstawicielom konsorcjum rektorów puściły nerwy. Po pierwsze, ich strategia została chłodno przyjęta przez środowisko, media i opinię publiczną. Pomysł wprowadzenia powszechnego czesnego został już w pięć minut po jego pojawieniu się odrzucony przez panią minister i premiera. Po drugie, strategia E&Y i IBnGR została przyjęta dużo lepiej nie tylko przez media, ale także przez dużą część pracowników wyższych uczelni.

Konsorcjum rektorów woli status quo?

Takiej sytuacji są po części winni sami autorzy strategii FRP. Ich dokumenty mają mało przejrzystą strukturę, w prezentacji strategii użyli hermetycznego języka, niezrozumiałego dla mediów i opinii publicznej. Slajdy z prezentacją przygotowano nieprofesjonalnie, użyto zbyt małych czcionek i umieszczono na nich zbyt dużo informacji. Najwyraźniej autorzy strategii FRP stracili kontakt ze studentami: za tak przygotowaną prezentację wykładu studenci uczelni niepublicznej wytupaliby mnie natychmiast.

Osoby związane ze strategią środowiska rektorów, koncentrując się na próbach dyskredytacji naszych propozycji, o swojej strategii przestały już nawet wspominać. Mimo wielokrotnych wyjaśnień z naszej strony, z uporem starają się wmówić opinii publicznej, że autorami naszej strategii są jacyś mityczni biznesowi konsultanci. W rzeczywistości Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową jest niezależną fundacją naukową, działającą w Polsce od ponad 20 lat. Zespół autorski strategii składał się głównie z nauczycieli akademickich, wybitnych specjalistów zajmujących się szkolnictwem wyższym z różnych perspektyw, reprezentujących różne dziedziny nauki, różne typy szkół, różne pokolenia i kilka regionów kraju. W skład zespołu wchodziło dwóch rektorów: jeden były i jeden aktualny oraz kilka osób z doświadczeniem prorektorskim bądź dziekańskim.

Zasadnicza różnica między dwiema strategiami jest taka, że autorzy z FRP chcieliby zmieniać otoczenie szkolnictwa wyższego, a w samych uczelniach wprowadzać zmiany kosmetyczne. Proponowane przez nasz zespół zmiany ustroju szkół, wymuszające zachowania konkurencyjne, są z oczywistych powodów nie do zaakceptowania przez konsorcjum autorskie rektorów zainteresowanych utrzymaniem status quo.

O co walczymy

List prof. Węgleńskiego zawiera trzy poważne zarzuty pod adresem naszej strategii. Podnoszone uwagi koncentrują się wokół kwestii władzy i pieniędzy, sprawy akademickie nie stanowią przedmiotu głębszego zainteresowania profesora.

Pierwszym i – moim zdaniem – najpoważniejszym zarzutem jest przypisanie zaproponowanej przez nas strategii cech centralizmu i oddanie ministrowi absolutnej władzy biurokratycznej nad uczelniami.

Wbrew sugestiom omawianego listu, nasze propozycje zwiększają autonomię uczelni, szczególnie w obszarze kształtowania programów i wewnętrznej organizacji. Uczelnie nie będą musiały realizować programów studiów na kierunkach studiów wyznaczonych przez standardy wskazane przez ministerstwo, a będą mogły konkurować między sobą autorskimi programami dyplomowymi. Będą też mogły elastycznie kształtować swoją wewnętrzną strukturę, a także dysponować środkami budżetowymi. Jednocześnie widzimy potrzebę staranniejszego rozliczania uczelni publicznych ze sposobów, w jaki wydają pieniądze podatników, a także zwiększenia konkurencji w ubieganiu się o te środki przez możliwość konkursowego wybierania najlepszych ofert dydaktycznych i propozycji projektów badawczych.

Profesor Węgleński nie dostrzega fundamentalnej zmiany w propozycji finansowania, a mianowicie wprowadzenia normatywnego kosztu studiów zamiast dotychczasowego współczynnika kosztochłonności, służącego nierównemu podziałowi ograniczonych środków, proporcjonalnie do liczby studentów.

Drugą kwestią poruszoną przez prof. Węgleńskiego jest propozycja powoływania rad powierniczych i uczynienie ze szkół wyższych „przedsiębiorstw na wzór zakładu produkcji brojlerów z czasów PRL” i związane z tym rzekome negowanie sensu idei samorządności akademickiej.

Rady powiernicze sprawdziły się w praktyce światowej. Uważamy, że ich wprowadzenie da nadzieję, że nasze najlepsze uniwersytety nie będą oceniane w międzynarodowych rankingach gorzej niż liczne uczelnie z Argentyny, Brazylii, Chin, Meksyku, Afryki Południowej czy Singapuru, jak to jest obecnie. Szczegółowe argumenty za tym rozwiązaniem można znaleźć w naszej strategii. Sam prof. Węgleński wskazuje na skuteczność niektórych uczelni niepublicznych, kierowanych przez osoby niepochodzące z wyboru przez własnych pracowników. Co więcej, w strategii, której jest współautorem, także proponuje się powoływanie rad powierniczych oraz ich udział w powoływaniu rektora! Wbrew sugestiom naszego polemisty, rektorami-menedżerami mianowanymi przez rady powiernicze nie będą zapewne byli dyrektorzy stoczni, a wyłonieni w drodze konkursów specjaliści od zarządzania uczelniami. Początkowo, zanim powstanie normalny rynek takich menedżerów, naturalnymi kandydatami będą zapewne najlepsi z dotychczasowych rektorów.

Z punktu widzenia naszej strategii ustrój uczelni oraz zasady finansowania mają charakter narzędziowy. Eksponujemy cechy, do których polskie szkolnictwo wyższe powinno bezwzględnie dążyć: różnorodność uczelni i programów studiów, otwartość na otoczenie społeczne i gospodarcze czy mobilność kadry akademickiej i studentów.

Co ma sens w reformie

Kwestie te prof. Węgleński kwituje stwierdzeniem, że postulujemy jedynie „zmiany nazw... bez propozycji sensownych reform”. Odnoszę wrażenie, że prof. Węgleński albo nie zadał sobie trudu przeczytania naszych propozycji, albo ich nie zrozumiał. Jego zdaniem sensowną reformą nie jest zrównanie wymagań programów na studiach niestacjonarnych z wymaganiami i programami na studiach stacjonarnych. Jego zdaniem sensowną reformą nie jest zastąpienie narzucanych obecnie przez ministerstwo kierunków studiów programami dyplomowymi, które mają być autorskimi propozycjami uczelni poddanymi konkurencyjnemu osądowi.

Jest to tym bardziej zdumiewające, że środowiska akademickie od dawna domagają się takiej reformy i podobny postulat, choć w mniej szczegółowej formie, występuje w strategii FRP. Jego zdaniem sensowną reformą nie jest wzmocnienie wagi studiów licencjackich i wprowadzenie możliwości studiów multidyscyplinarnych, rozszerzających horyzonty poznawcze studentów i ułatwiających dostosowanie się do rynku pracy. Jego zdaniem sensowną reformą nie jest umożliwianie podejmowania przez studentów decyzji w sprawie głównej dyscypliny studiów po zasmakowaniu wykładów z kilku dziedzin nauki w miejsce obecnego systemu, przewidującego praktycznie nieodwracalny wybór kierunku studiów w chwili ubiegania się o indeks przez młodego człowieka.

Nie sposób nie odnieść się również do otwarcie wyrażanej w tekście prof. Węgleńskiego tęsknoty kilku rektorów, przekonanych o wielkości własnej instytucji akademickiej, do administracyjnego wyłonienia uczelni flagowych, które miałyby zgarnąć większość publicznych pieniędzy przeznaczanych na szkolnictwo wyższe. Dziwne, że przyklaskują temu rektorzy tych licznych uczelni, które w oczywisty sposób znalazłyby się poza pierwszą ligą finansowania. W tym kontekście warto zauważyć, że nasza strategia ma prowadzić do naturalnego, konkurencyjnego i wolnego od arbitralnych decyzji administracyjnych wyłonienia się uczelni najlepszych spośród tych, które odważą się na przemyślane zmiany, odpowiadające na potrzeby studentów, a także szeroko rozumianego otoczenia.

Dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach. Gdyby jednak przeliczyć na pieniądze rzeczywiste nakłady poniesione przez oba konsorcja, koszt opracowania obu strategii okazałby się podobny.

Nie twierdzimy, że nasza strategia jest idealna i że nie można jej ulepszyć. Opracowanie strategii przewidywało szerokie konsultacje nad pierwszą jej wersją w środowisku szkolnictwa wyższego i wśród myślących strategicznie osób publicznych. Współautorzy strategii FRP konsekwentnie odmawiali współpracy z nami zarówno w czasie przeprowadzania konsultacji środowiskowych, jak i w trakcie kilkumiesięcznych prac nad strategią. Dowiedzieliśmy się, że zobowiązali się oni na piśmie do niepodejmowania współpracy z innymi podmiotami pracującymi równolegle nad strategią. Wielka szkoda, bowiem w ostatecznej wersji naszej strategii zawarte mogłyby być konstruktywne sugestie osób z konsorcjum FRP.

Autor jest doktorem nauk ekonomicznych, wiceprezesem Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, z ramienia Instytutu kierował pracami nad ekspercką strategią rozwoju szkolnictwa wyższego.

Polityka 13.2010 (2749) z dnia 27.03.2010; Nauka ; s. 80
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Kobiety na froncie

Rozmowa ze Swiatłaną Aleksijewicz, autorką bestsellera „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”, o żołnierkach Armii Czerwonej

Paweł Sulik
15.06.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną