Naród polski, czyli jaki?

Ciasnota wspólnoty
Do wzmożenia moralnego, patriotycznego, mesjańsko-romantycznego dochodzi nowe: wspólnotowe. Równie zmitologizowane.
Pielgrzymka słuchaczy Radia Maryja. Jasna Góra, lipiec 2008 r.
Bartosz Bobkowski/Agencja Gazeta

Pielgrzymka słuchaczy Radia Maryja. Jasna Góra, lipiec 2008 r.

Na dźwięk słowa „wspólnota” rewolweru nie odbezpieczam, ale mam bardzo mieszane uczucia. Wspólnota, tak jak solidarność, to są wartości społeczne, mobilizują w obliczu zagrożenia. Ale to nie są wartości wprost demokratyczne, a te w czasie pokoju są najważniejsze. Kłopot ze wspólnotą polega na tym, że zwykle zamyka się ona w sobie i najeża na tych, których ze wspólnoty wyłącza, co może być zarzewiem poważnych tarć społecznych.

W modę weszło u nas ostatnio mówienie o wspólnocie narodowej. Z upodobaniem używają tego pojęcia zwłaszcza przedstawiciele nurtów prawicowych i Kościoła, ale nie ma chyba polityka, który by nie deklarował czegoś w imię Polaków. A przecież w wolnej i demokratycznej Polsce, w jakiej żyjemy od ponad dwudziestu już lat, polityk powinien pamiętać, że Polska jest krajem nie tylko Polaków, ale także wielu mieszkających w Rzeczpospolitej mniejszości.

Wskutek nieustannego powtarzania w mediach fraz „wspólnota narodowa”, „Polacy”, powstaje wrażenie, że obywatele polscy niebędący etnicznymi Polakami po prostu się nie liczą. Utrwalił się też stereotyp, że Polacy to tylko katolicy. W demokracjach zachodnich mówi się o narodzie politycznym, akcentuje się lojalność wobec prawa i instytucji politycznych, a nie pochodzenie etniczne czy wyznaniowe.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną