Beatyfikacja ks. Jerzego Popiełuszki

Świętych obcowanie
Kult świętych gryzie się z demokracją, ale trochę świętości w demokracji nie zawadzi.
Ks. Jerzy Popiełuszko. Zdjęcie wykonane cztery miesiące przed śmiercią
AP/BEW

Ks. Jerzy Popiełuszko. Zdjęcie wykonane cztery miesiące przed śmiercią

Święci są potrzebni ludziom. Dobrze to pokazuje drukowane na kolejnych stronach wspomnienie Danuty Szaflarskiej o ks. Jerzym Popiełuszce. Pogrzeb ks. Jerzego był dla bardzo wielu Polaków przeżyciem. Zależało nam – uczestnikom uroczystości żałobnych – na tym, by być razem. Pokazać, że się nie lękamy w obliczu państwowej przemocy i że przesłanie Popiełuszki jest żywe i ważne, także dlatego, że zapłacił on za nie życiem. Mniej istotne było wtedy, czy i kiedy Kościół ogłosi go świętym, choć dla wielu z wierzących uczestników ceremonii było już wtedy oczywiste, że jest to tylko kwestia czasu.

Porażało barbarzyństwo systemu, który nie cofnął się przed taką metodą walki z jednym z symboli solidarnościowego ruchu sprzeciwu. To niesamowite, że w środku Europy, zaledwie 26 lat temu, w elicie ówczesnej władzy znaleźli się ludzie, którzy w jej obronie zabijali oponentów tylko dlatego, że chcieli oni innej Polski – demokratycznej, sprawiedliwej, prawdomównej.

Święci w demokracji

Jerzy Popiełuszko był naziemnym głosem Solidarności, zepchniętej do podziemia przez stan wojenny. Pewno niejednemu czytelnikowi niepamiętającemu tamtych lat trudno uwierzyć, że wtedy można było zginąć z rąk policji politycznej tylko za słowa. I to za słowa, by zło dobrem zwyciężać – co było główną dewizą ks. Jerzego. I jeszcze za to, że się dawało duchowe wsparcie ludziom, którzy go potrzebowali. Kolejny paradoks polegał na tym, że sam Popiełuszko nie dostał takiego wsparcia w dostatecznym stopniu od władz kościelnych, choć był zniesławiany przez rządową propagandę.

Tymczasem pozytywna społeczna rola przyszłego świętego nie ulegała wątpliwości. To, że go zamęczono, jest strasznym tego potwierdzeniem. Ks. Jerzy i tacy jak on duchowni i świeccy liderzy pokojowego protestu byli forpocztą walki o zmianę systemu. W obozie ówczesnej Solidarności prawie nikomu nie przeszkadzało, że szli ręka w rękę – wierzący z niewierzącymi, księża z działaczami różnych politycznych opcji. Nie przeszkadzało, bo to był czas wyjątkowy. Czas frontowy, kiedy uproszczony podział na my – Solidarność, i oni – autorytarna władza, służył mobilizacji do zmagań o słuszną sprawę.

W demokracji ze świętymi może być kłopot. Wtedy, kiedy otacza się ich kultem i podaje za wzór do naśladowania, a tak czyni Kościół. W chrześcijaństwie kult świętych szerzą Kościoły rzymskokatolicki i prawosławny. W Kościele rzymskim przez wieki wypracowano specjalne procedury ustanawiania świętych i krzewienia ich kultu. Przez to ucho igielne przedostać się na ołtarze jest niezwykle trudno.

Obliczono, że od końca XVI w. po wczesne lata 90. XX w. Kościół katolicki ustanowił niespełna 600 świętych, przewagę mają wśród nich mężczyźni. Kościelna fabryka świętych pracowała na rekordowo wysokich obrotach za pontyfikatu Jana Pawła II: prawie 500 kanonizacji i 1400 beatyfikacji (beatyfikacja to wstęp do kanonizacji). Dla porównania: poprzednik JPII, Paweł VI, wyniósł na ołtarze 23 osoby.

Najgłośniejszą chyba kanonizacją, zatwierdzoną przez papieża Polaka, jest wyniesienie na ołtarze Matki Teresy z Kalkuty. (Sam Karol Wojtyła zostanie prawdopodobnie ogłoszony przez Kościół świętym w przyszłym roku). Matka Teresa to ikona dwudziestowiecznego katolicyzmu. Jej kanonizację witano prawie wszędzie na świecie z aplauzem ponad podziałami konfesyjnymi i politycznymi.

Błogosławieni błękitnej krwi

Z innymi głośnymi kanonizacjami nie poszło już tak gładko. Tak było w przypadku ks. Escriva de Balaguera, twórcy konserwatywnego ruchu Opus Dei, sympatyzującego z polityczną prawicą, czy w przypadku siostry Edyty Stein, nawróconej na katolicyzm Żydówki, karmelitanki, uczennicy słynnego filozofa Edmunda Husserla, zamordowanej w Auschwitz. W części opinii żydowskiej jej beatyfikację (1987 r.) uznano za niegodziwą, ponieważ Stein zginęła jako Żydówka, a nie dlatego, że była katolicką zakonnicą. Te kontrowersje to cecha ery globalnej, w której wszystko, nawet sprawy tak, wydawałoby się, wewnętrzne jak to, kogo Kościół czyni przykładem dla wiernych, mogą się okazać zarzewiem konfliktu międzynarodowego.

Dziś bowiem żyjemy w przeświadczeniu, że skończyła się epoka sztywnych hierarchii i bezdyskusyjnych autorytetów. Zwłaszcza w świecie demokratycznym. W demokracji panuje przekonanie, że wszyscy są równi. Nie tylko przed prawem, lecz także w tym sensie, że o wszystkim można debatować, swobodnie sprawdzając argumenty za i przeciw. Święci z demokratyczną równością nie dają się pogodzić. Są jakąś elitą, tworzoną na mało przejrzystych i zrozumiałych zasadach przez niedemokratyczną instytucję Kościoła. Elita ta jest na dodatek zaprzeczeniem demokracji społecznej. Święci przez wieki rekrutowali się w dużym stopniu z klasy wyższej. Elita świętych przenikała się z elitą dobrze urodzonych.

Nie inaczej było ze świętymi polskimi. Znakomity religioznawca i filozof kultury prof. Zbigniew Mikołejko pisze w związku z tym o paradoksie socjalnym. Święci są ostoją pobożności zwanej ludową, pragnącej budujących, działających na wyobraźnię wzorów osobowych, które mają prostych ludzi porywać ku Bogu i Kościołowi.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną