Burmistrz Sandomierza - bohater i ofiara

Falochron
Burmistrz Sandomierza Jerzy Borowski wyłonił się z powodzi jako ofiara i zwycięzca zarazem. Zyskał sławę obrońcy miasta. Wyniesie go ta sława czy zatopi?
Jerzy Borowski
Stanisław Ciok/Polityka

Jerzy Borowski

Sandomierz (26 tys. mieszkańców) liczy rany. Brzeg po prawej stronie Wisły wciąż przesunięty aż za horyzont, po zatopionych ulicach pływają motorówki. Nic nie wydaje się tu realne. Potężna, wyrwana z korzeniami wierzba, leżąca na wodzie jak wyspa, złamany dach na domu, którego już nie ma, wystający z wody znak zakazu postoju. Burmistrz Jerzy Borowski (60 lat) zręcznie przeskakuje sterty worków z piaskiem. Leżą na wale chroniącym hutę szkła i domy. Przed chwilą, kiedy przejeżdżał autem pod taśmami zamykającymi wjazd na zalany teren, zagadnął do młodego policjanta, którego rzucili na powódź z innego miasta: – Jestem tu burmistrzem, proszę o łagodny wymiar kary.

Przeciw fali

Nawet przeciwnicy burmistrza, a w mieście ich nie brakuje, przyznają, że podczas powodzi się sprawdził. Od rana do późnej nocy nieustannie w akcji. Był na wałach, był w sztabie, załatwiał noclegi dla ewakuowanych, pilnował, aby dostawali jeść i pić, organizował wolontariuszy.

Teraz woda opada – wolno, z szybkością około 3 cm na godzinę – i widać ogrom zniszczeń. – Jak fala całkiem zejdzie, trzeba błyskawicznie przejrzeć wały, co się da naprawić, bo jest prawo serii, może ruszyć trzecia fala. Kolejnego ataku żywiołu obrońcy huty szkła mogą już nie powstrzymać, woda zatopi nie tylko zakład, ale i osiedle mieszkaniowe.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną