Jacka Żakowskiego esej o Palikocie

Gonikot i spółka
Palikot to nomen omen. Każdą grę nam spali – mówi poseł PO. A poseł PiS na to: Palikot to Gonikot. Jak nie dajecie z kimś rady, spuszczacie Janusza ze smyczy, żeby pogonił mu kota.
Janusz Palikot prezentuje dziennikarzom swój wniosek o włączenie go do składu pisowskiego zespołu badającego katastrofę smoleńską
Wojciech Olkuśnik/Agencja Gazeta

Janusz Palikot prezentuje dziennikarzom swój wniosek o włączenie go do składu pisowskiego zespołu badającego katastrofę smoleńską

Fee! Nie żartuje się z nazwisk. Ale na tle innych uchybień debat wewnątrz- i międzypartyjnych takie przewinienie nie zwraca już uwagi. Zwłaszcza wobec Janusza Palikota. A może trzeba by powiedzieć, że nie zwracało uwagi. Bo teraz debata wygląda inaczej niż pół roku temu. I Palikot też wygląda inaczej. Wygląda jak nowy, a mówi jak stary. To zaczyna być nowego rodzaju problem.

Nie jest to tylko problem Palikota. Skalę pomieszania epok i języków dobrze było widać w wieczorze wyborczym TVN24. Najpierw rozmowa z Joanną Kluzik-Rostkowską i Sławomirem Nowakiem. Nowak dziękuje Rostkowskiej i wręcza jej bukiet róż od Bronisława Komorowskiego. Rostkowska rozpromieniona – dziękuje, podziwia, zapewnia, że współpraca sztabów PO i PiS była wzorcowa. Uprzejmości, lansady, uśmiechy na obu zmęczonych twarzach. Justyna Pochanke się gubi. Jak prowadzić rozmowę, skoro goście wciąż piją sobie z dziubków? A Rostkowska i Nowak, zamiast się przynajmniej pospierać, reagują na siebie jak byczek Fernando na torreadora. Potem rozmowa z Elżbietą Jakubiak i Stefanem Niesiołowskim. Pogardliwa wrogość ze strony Jakubiak. Agresywna brutalność ze strony Niesiołowskiego. Piekło IV RP. Monika Olejnik bezradna. Jak reagować, gdy mężczyzna tak się zwraca do kobiety? Jak się zachować, gdy młoda kobieta tak się zwraca do starszego pana?

Pod względem manier i konwencji rozmowy obóz IV RP odbił się od ściany i walnął w drugą po przeciwnej stronie. Opinia publiczna jest w szoku. Komentatorzy patrzą z niedowierzaniem. W powietrzu wisi wielka polityczna nuda, która może zdusić politykę w nie mniejszym stopniu niż polityczne histerie epoki burzy i naporu. Ale część polityków PiS i PO nie wzięła tego zakrętu. Zostali przy brutalnej, konfrontacyjnej, awanturniczej i dzikiej konwencji IV RP.

Kijem po klatce

Przez z grubsza cztery lata polska polityka polegała na tym, że PiS coraz dzikszymi metodami próbował oczerniać, szantażować i straszyć Platformę, a PO coraz brutalniej robiła, co umiała, by dzikość tych metod stała się bardziej wyrazista i lepiej widoczna. Od zwycięskich wyborów PO traktowała PiS jak małpę w klatce. Antypisowscy radykałowie na hasło lub kiedy im się podobało, jeździli kijem po kratach. A małpa się wściekała i miotała coraz bardziej idiotycznie brzmiące i coraz bardziej cuchnące oskarżenia. Dla obu partii była to łatwa i opłacalna gra. Nie trzeba się było specjalnie wysilać, żeby wyborców PiS przekonać o ohydzie Platformy, ani by wyborców PO przekonać o dzikości PiS.

Łatwa gra się skończyła, kiedy Jarosław Kaczyński zrozumiał, że ta konwencja pozbawia go szansy na powrót do władzy, bo miotając się pod dyktando Platformy zraża do siebie wszystkich ewentualnych partnerów koalicyjnych. Małpa przestała reagować z dotychczasową wściekłością, a potem niemal zamilkła. Gra stała się trudniejsza. PiS musi mówić o czymś innym niż ohyda Platformy. PO musi mówić o czymś innym niż tylko dzikość PiS.

W obu partiach są politycy mający o czym mówić. Są ludzie z pomysłami, z wiedzą, z umiejętnościami. Oni w tej nowej grze jakoś się odnajdują. Tylko że jest ich niewielu. Bo obie wielkie partie obozu IV RP wyrosły głównie na krzyku i awanturze. Przez lata głównie ten szedł w górę, kto szybciej wskakiwał na skrzynkę i donośniej krzyczał. Jak przyszło do rządzenia, po ludzi kompetentnych premierzy musieli sięgać na zewnątrz. Kiedy sięgali po swoich, przeważnie była katastrofa. Jak choćby z Anną Fotygą i Ludwikiem Dornem czy z Elżbietą Radziszewską, Julią Piterą i Andrzejem Czumą (choć są też przykłady przeciwne, jak choćby Joanna Kluzik-Rostkowska i Bogdan Zdrojewski).

Dopóki w polskiej polityce trwała zimna wojna totalna, podział zadań był prosty. Wynajęci fachowcy rządzili pod kierunkiem kilku partyjnych liderów, a poselskie wojsko walczyło. W obu partyjnych armiach powstały specjalne oddziały złotoustych – showmanów, krzykaczy, fajterów, gadułów – przeważnie niemających zbyt silnej pozycji wewnątrz partii ani kompetencji na żadnym polu realnej polityki, ale sprawnie fechtujących językiem w radiowych i telewizyjnych studiach, wymyślających kolejne happeningi, tumaniących zbiorową wyobraźnię i szybko zdobywających sobie popularność. Przede wszystkim zaś soczystym językiem, bez żadnych zahamowań i bez specjalnego liczenia się z faktami, zadających przeciwnikom możliwie najboleśniejsze ciosy. W PiS tak rozwinęła się błyskotliwa kariera Jacka Kurskiego, Michała Kamińskiego, Zbigniewa Ziobry, Tadeusza Cymańskiego. W PO taką rolę pełnili Julia Pitera, Zyta Gilowska, Kazimierz Kutz, Stefan Niesiołowski, który jako polityczny buldożer zasłynął już w złotych latach Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego. Od kiedy PO i PiS zdominowały polską politykę, to złotouści nadawali jej ton. Zawsze wierni partii.

Magnat na dworze

Janusz Palikot należał do tej grupy. Ale był też kimś więcej. Był kimś w rodzaju wielkiego magnata na królewskim dworze. Pozbawionym urzędu i formalnej władzy, ale ważnym aktorem zasadniczej rozgrywki. Jakoś ustawionym w partyjnej hierarchii, ale w istocie stojącym poza hierarchiami. Wytrawnym kompanem Jego Wysokości i wszystkich książąt krwi. Nieco zdziwaczałym, mocno ekscentrycznym, odstającym od partyjnej koterii, trochę zbyt zabawnym, trochę irytującym, trochę może nazbyt swawolnym i samodzielnym, ale też niezwykle użytecznym – dzięki majątkowi, który dawał mu niezależność, i brawurze, która przeciwników utrzymywała w ciągłej niepewności.

Jak magnaci z fanfarami od czasu do czasu ruszali polować na żubra czy niedźwiedzia, tak Palikot od czasu do czasu ruszał zapolować na braci. Wiadomo, że polując na grubego zwierza, trzeba strzelić celnie albo wcale. Palikot – wśród fanfar, o których nigdy nie zapominał – strzelał zawsze z najwyższą precyzją. Najboleśniej, jak się tylko dało.

Problem z Palikotem od lat polegał na tym, że wprawdzie można go było skutecznie zainspirować, ale nie można go było skutecznie przed niczym powstrzymać. Bo wymyślił sobie, że w odróżnieniu od długiego szeregu partyjnych żołnierzy on będzie kimś w rodzaju Stańczyka. Zbrojnym ramieniem karzącego sumienia polskiej polityki. Z licencją nie tylko na zabijanie, ale na wszelkie odloty. I bez ogródek korzystał z przyznanej sobie pozycji, nie bacząc, że dwór szumiał, król marszczył brew, hetman groził pięścią, szambelan się martwił, świętoszek się notorycznie odcinał, a poselska armia chichotała, kipiała z oburzenia lub wściekle ryczała.

Siła Palikota brała się jednak nie tylko z brawury, majątku i osobistego uroku. Potrafił też zaproponować Platformie ideową konstrukcję, solidnie zakorzenioną w tradycji intelektualnej niemieckiego oświecenia, doświadczeniach thatcherowskiej rewolucji brytyjskiej i postthatcherowskim blairyzmie. Jak Michał Boni wypełnił pustkę programową, która powstała po ośmieszeniu rewolucyjnych projektów Rokity (np. tanie państwo) i Gilowskiej (np. 3 x 15), tak Palikot wypełnił pustkę ideologiczną, powstałą po upadku podjętej przez Śpiewaka próby pożenienia neoliberalizmu i neokonserwatyzmu z naiwnym liberalizmem i ludowym konserwatyzmem tworzącej Platformę prawicy. W miejsce sztywnej doktryny IV RP Palikot zaproponował pragmatyczny eklektyzm. Po radykalizmie rewolucji balcerowiczowskiej (kontynuowanej przez Zytę Gilowską) zaproponował politykę „łagodzenia kantów”. Elastyczną i realistyczną, skupioną raczej na detalach niż nowych „wielkich skokach”, ale daleką od oportunizmu, który często – i nie całkiem bezzasadnie – zarzuca się Tuskowi i Schetynie.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną