Być sąsiadem prezydenta

Z prezydentem przez ścianę
Mieszkańcy kamienicy przy Rozbrat od prawie 30 lat obserwują karierę polityczną Bronisława Komorowskiego. Teraz, gdy doszedł na szczyt, to oni są na oku.
Mateusz Jagielski/SE/EAST NEWS

Kamienica wiecznie na oku
Leszek Zych/Polityka

Kamienica wiecznie na oku

wideo

Zobacz reportaż wideo

Piotr Blaim od urodzenia, czyli prawie od 40 lat, mieszka w kamienicy przy Rozbrat na warszawskim Powiślu. Konkretnie nad prezydentem. – Spotkałem go na klatce schodowej. Jak zwykle powiedział cześć i podał mi rękę. Funkcjonariusze BOR odruchowo też się ze mną przywitali – opowiada. Kiedy kilka miesięcy temu Bronisław Komorowski zdecydował o tym, że chce być głową państwa, nie pytał o zdanie swoich sąsiadów. Ale to oni pierwsi odczuli skutki jego prezydentury i wcale tak bardzo nie narzekają.

Teraz nie potrzebujemy ubezpieczać naszych mieszkań od kradzieży. Ja mógłbym nawet, wychodząc z domu, okna nie zamykać. Jak obserwują pierwsze prezydenckie piętro, to mają też na oku parter – mówi sąsiad Komorowskich. Funkcjonariusze BOR nie spuszczają też z oka bramy prowadzącej na podwórko prezydenckiej kamienicy, podzielonej na 44 mieszkania. Obserwują ją z zaparkowanego naprzeciwko cywilnego samochodu. Zazwyczaj siedzą w środku, bo pierwsza para nie chce tworzyć wokół siebie atmosfery sensacji. – Lubię borowców, ale trochę się irytuję, gdy nie mam gdzie zaparkować, a oni przez całą dobę zajmują to miejsce – opowiada Blaim. Warty i samochody zmieniają co kilkanaście godzin. Każdy, kto kręci się przy bramie, musi szykować dowód osobisty i odpowiedzieć na kilka pytań borowików po cywilu. Do kogo i na jak długo? Niektórych czasem, o nic nie pytając, wypraszają z okolicy. Omal nie zdarzyło się to wnukowi jednej z lokatorek. Małolat w dresie, wysiadający z rozklekotanego samochodu, wzbudził podejrzenia. – Pierwszy raz od dawna tak serdecznie przywitał mnie przed bramą. Dosłownie rzucił mi się na szyję, by udowodnić funkcjonariuszom, że jestem jego babcią – opowiada jedna z najstarszych lokatorek kamienicy.

Jak ktoś idzie w gości do mieszkań w czwartej, prezydenckiej klatce, ma zagwarantowaną obstawę BOR pod same drzwi. – Dla naszych gości to pewnego rodzaju atrakcja, choć są i tacy, którzy wolą, abyśmy to my ich teraz odwiedzali – mówi sąsiad prezydenta. Przez tych kilka miesięcy ochrona Komorowskich nauczyła się już twarzy lokatorów. Z prezydencką obstawą zaprzyjaźnili się prawie wszyscy z kamienicy na rogu Rozbrat i Śniegockiej.

Zaufanie kończy się jednak w momencie, kiedy mieszkańcy pojawiają się z budzącymi podejrzenia bagażami. Przekonał się o tym Zbigniew Piróg, który w zeszłym tygodniu kupił materac, mający mu pomóc na bóle pleców. – To nie była zwykła siatka z zakupami, ale spora walizka. Znam tego pana, ale musiałem sprawdzić, co w niej przenosi – mówi funkcjonariusz. Potencjalne zagrożenie może też kryć torba listonosza. Każdy list i rachunki, adresowane do prezydenckiego mieszkania na Rozbrat, listonosz wręcza borowikowi. Dopiero po kontroli radiologicznej i pirotechnicznej trafiają do prezydenckiej skrzynki. – Nasze listy dochodzą do nas nienaruszone, chyba nikt ich nie kontroluje? – zastanawia się jeden z mieszkańców. Inny jest przekonany, że są sprawdzane. BOR zasłania się w tej sprawie tajemnicą i zapewnia, że nie chce utrudniać nikomu życia.

W spadku po dziadku

Czasem to mieszkańcy utrudniają życie funkcjonariuszom. Niedawno ktoś zostawił przy drzwiach wejściowych do klatki schodowej stare radio. Od razu pojawili się pirotechnicy. Alarm okazał się fałszywy. Od pewnego czasu łatwiej żyje się właścicielom kilku rowerów, którzy zostawiają je na podwórku, mając pewność, że nikt ich nie ruszy. – Kiedyś do naszej kamienicy, która ma na Powiślu opinię bogatej, było kilka włamań. Zdecydowaliśmy się na komercyjną ochronę. Dziś moglibyśmy dać jej wypowiedzenie, BOR zainstalował tu nawet dodatkowe kamery – mówi jeden ze spółdzielców z Rozbrat.

O prezydenckiej kamienicy na Powiślu mówi się bogata i reprezentacyjna. Choć w czasie powstania warszawskiego była na pierwszej linii frontu, siłami spółdzielców udało się ją odbudować. Dziś jest na liście warszawskich zabytków. Projekt wyszedł spod ołówka Feliksa Michalskiego. Ten wzięty w tamtych czasach architekt zaprojektował też wiadukt do mostu Poniatowskiego. Ceny dochodzą tu do 15 tys. zł za m kw. Sąsiedztwo prezydenta to punkt przewagi dla sprzedającego. Za wynajęcie 100-metrowego mieszkania przy Rozbrat trzeba zapłacić około 6 tys. zł.

Nikt z lokatorów starszej daty nie pamięta dokładnie, kiedy rodzina Komorowskich sprowadziła się na Powiśle. Prezydent w jednym z wywiadów telewizyjnych mówił: „Mieszkam w swoim własnym domu, w mieszkaniu rodzinnym po moich dziadkach”. Zbigniew Piróg tak zapamiętał przeprowadzkę Komorowskich: – Byłem sekretarzem spółdzielni, gdy przyszedł pan Bronek i powiedział, że chce wykupić dwa mieszkania, bo wciąż rozwija się w kwestiach rodzinnych. Pani Irena, dziś jedyna lokatorka, która wprowadziła się tu zaraz po wybudowaniu kamienicy w 1931 r., relacjonuje: – Pod trójką na pewno mieszkała babcia prezydenta, Magdalena Komorowska. Po wojnie, w czasach kwaterunku, w każdym mieszkaniu było tu po kilka rodzin. W latach 80. państwo Komorowscy zaczęli szukać im mieszkań zastępczych. Marian Piłka, który w tamtych latach był bliżej Komorowskiego niż dziś, wspomina, że prezydent, przy wsparciu finansowym swoich rodziców, spłacił współlokatorów i tak stał się właścicielem 160-metrowego narożnego mieszkania.

Jeden z sąsiadów opowiada, że dzieci państwa Komorowskich trochę dawały znać o sobie: – W tym wielkim mieszkaniu jeździły na rowerach, ale przez te grube mury nie było tego aż tak bardzo słychać. Spotkany na tyłach kamienicy Wojciech Bogaczyk (były opozycjonista z Niezależnego Zrzeszenia Studentów) z sąsiedniej ulicy, internowany razem z Komorowskim w grudniu 1981 r., opowiada: – W latach 80. bywałem u niego i mówił mi, że dzieli metraż z obcymi ludźmi. Takie dokwaterowania to była forma represji w stosunku do rodzin z korzeniami szlacheckimi, które mieli Komorowscy.

Dać szansę sąsiadowi

Odkąd Bronisław Komorowski stał się osobą publiczną, sąsiedzi ze szczególną uwagą podpatrują, kto u niego bywa. Premiera Tuska nie zauważyli. Za to chwalą się, że wielokrotnie widzieli Tadeusza Mazowieckiego. Jeden z sąsiadów został też przedstawiony na klatce niedoszłemu premierowi z Krakowa Janowi Rokicie: – Zupełnie przez przypadek, na schodach. Wydał mi się takim mruczkiem. Mieszkańcy Rozbrat obcowali też z legendami polskiej polityki i gwiazdami show-biznesu, które wspierały Komorowskiego w kampanii prezydenckiej. Zresztą oni przyzwyczaili się już do świateł i kamer, bo ulica Rozbrat, tak jak sama kamienica, to miejsce akcji wielu polskich produkcji filmowych. Niektórzy w prezydenckiej kamienicy wynajmowali nawet swoje mieszkania na plan filmowy. Kręcono tu „Pianistę”, „Listę Schindlera”, „Ekipę” i ostatnio „Czas honoru”.

Może to wyjątkowa atmosfera tego miejsca sprawia, że tutejsi mieszkańcy tak licznie chodzą na wybory. Wielu przyznaje, że w ostatnich prezydenckich oddało swój głos na sąsiada. – Nie głosuję na Platformę Obywatelską, nie lubię nawet Donalda Tuska, ale pomyślałem, że dam sąsiadowi szansę. Dla mnie ważne było to, że nie tylko w czasie kampanii widziałem go w naszym parafialnym kościele na pobliskiej Zagórnej – mówi Karol, znajomy dzieci prezydenckiej pary. Dodaje, że dla niego Bronisław Komorowski zawsze był tatą koleżanki Eli. Dziś trudno mi się przestawić, że to mój prezydent.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną