Rozmowa z byłym szefem ABW Bogdanem Święczkowskim

Sylwester Latkowski, Piotr Pytlakowski: Jak pan się dowiedział o tym, co wydarzyło się w domu państwa Blidów?

Bogdan Święczkowski: Rano telefon od Grzegorza (Ocieczka – przyp. aut.). Poinformował mnie, że jest na dworcu w Katowicach wraz z dyrektorem Stróżnym (z ABW – przyp aut.), że wracają do Warszawy do pracy, i informują mnie o takim fakcie. Wydałem polecenie, że mają natychmiast jechać na miejsce zdarzenia i zadbać o to, żeby proces reanimacji wykonać w sposób właściwy, zadbać o to, żeby wszystkie dowody zdarzenia zostały w sposób właściwy zabezpieczone, żeby nikt nam nie zarzucał, że cokolwiek jest w tej sprawie nie tak.

A skąd obawa, że ktoś może zarzucać?

Jestem prokuratorem, więc od razu mi przyszło do głowy, że informacja jest od funkcjonariuszy, że Blida się postrzeliła. Zakładałem także najgorsze, że doszło do jakiejś szamotaniny, czegokolwiek, że ktoś mógł ją postrzelić. Zakładałem też, że taką wersję mogą założyć prokuratorzy. Od razu mi to przyszło do głowy, jak każdemu człowiekowi. Więc kazałem pojechać, aby zapobiec jakimkolwiek zarzutom, że cokolwiek zostało źle zrobione. Nie wiem, ile minut minęło między pierwszym moim połączeniem z Grzegorzem, a następnym. Po 4-5 minutach jest telefon Grzegorza, że niestety, Barbara Blida nie żyje. W związku z czym mówię, tym bardziej jedź i zabezpiecz miejsce zdarzenia… Bezpośrednio po rozmowie z Grzegorzem wykonałem kilka telefonów, pierwszy do ministra Ziobry, aby przekazać mu informację o tym zdarzeniu. Odebrał informacje i mówił, że podejmie swoje działania. Przekazaliśmy sobie, że pozostajemy w ścisłym kontakcie.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną