Śląscy autonomiści? Nie ma się kogo bać

Strachy na Lachy
Ruch Autonomii Śląska budzi niepokój. W wielu śląskich powiatach jest teraz trzecią polityczną siłą. Ma ponad stu radnych. Czego chcą?
Boże Ciało w Lipinach, dzielnicy Świętochłowic
Irek Dorożański/Fotorzepa

Boże Ciało w Lipinach, dzielnicy Świętochłowic

W gminie Lyski koło Rybnika kilkanaście lat temu rozsiadł się Ruch Autonomii Śląska. Do ostatnich wyborów była to jedyna śląska gmina rządzona przez autonomistów. Mała autonomia, jak o niej mówiono. RAŚ był też pożądanym koalicyjnym partnerem w paru innych gminach i powiatach. Nikogo to nie drażniło. Do czasu, aż wszedł na wojewódzkie salony.

Perspektywa współrządzenia pięciomilionowym regionem w koalicji z autonomistami (trzech radnych w sejmiku wojewódzkim, PO – 22 radnych, PSL – dwóch) rozpaliła w narodzie emocje: to zagrożenie polskiej racji stanu.

Dobry wynik RAŚ w wyborach samorządowych był do przewidzenia. Prawie 8,5 proc. głosów do sejmiku województwa (sondaże dawały jeszcze więcej) to sukces niewątpliwy. Około 122 tys. wyborców uczyniło z autonomistów czwartą – po PO, PiS i SLD – siłę w województwie. A w trzech z siedmiu okręgów na Śląsku (Chorzów, Katowice i Rybnik) nawet trzecią – przed lewicą. Przejęli całą władzę również w gminie Godów pod Wodzisławiem. Oraz ponad sto miejsc w innych radach miast i gmin. Ten wynik to wyraźne wotum nieufności wobec dotychczas rozgrywających partii.

Swoje zrobił Kazimierz Kutz, który po burzliwym rozstaniu z PO wspierał aktywnie wyborcze i polityczne aspiracje RAŚ (POLITYKA 45).

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną