Z Leszkiem Millerem, byłym premierem

Z Kaczyńskim do łóżka nie pójdę
Leszek Miller, były premier, o tym, z kim Sojusz zawrze sojusz po wyborach, że jest za stary na Parady Równości, że robotnicy nie akceptują homoseksualizmu, i o tym, że kto PiS dotyka, ten znika
Leszek Miller pracujący. W swym warszawskim biurze.
Leszek Zych/Polityka

Leszek Miller pracujący. W swym warszawskim biurze.

Leszek Miller romantyczny. Sesja dla 'Polityki'.
Leszek Zych/Polityka

Leszek Miller romantyczny. Sesja dla "Polityki".

Leszek Miller idący po władzę w 2001 roku.
Konrad Stawicki/Reuters

Leszek Miller idący po władzę w 2001 roku.

Leszek Miller triumfujący. Polska wstępuje do Unii Europejskiej.
Laszlo Balogh/Reuters

Leszek Miller triumfujący. Polska wstępuje do Unii Europejskiej.

Jacek Żakowski: – Kim pan będzie za rok?
Leszek Miller: – Nie wiem.

A jaki pan ma plan?
Chciałbym, żeby SLD był drugą partią w Sejmie. Bo nie sądzę, żeby można było pokonać Platformę. I chciałbym, żeby koalicja, która po tych wyborach powstanie, zepchnęła PiS do głębokiej opozycji. Ze względu na bezpieczeństwo państwa i jego obywateli PiS powinno na zawsze trafić do...

...piekła?
...Najlepiej do piekła. A na razie do głębokiej opozycji.

A Leszek Miller co by wtedy robił?
Mógłbym być w ławach koalicji rządzącej i kierować jakąś komisją sejmową.

Komisją czy ministerstwem?
Komisja mi wystarczy. Trzeba dać premierowi, czyli Donaldowi Tuskowi, możliwość doboru takich członków rządu, jakich chce.

Dlaczego premierem nie ma być Leszek Miller?
Premierem powinien być szef partii, która wygra wybory. Wyborcy powinni wiedzieć, na jakiego premiera głosują, oddając głos na określoną partię. To jest uczciwe stawianie sprawy.

Warszawa huczy od plotek o scenariuszu, w którym po wyborach SLD zawiera koalicję z PiS, a premierem zostaje Grzegorz Napieralski.
Ja będę wszelkimi siłami przeciwdziałał takiemu scenariuszowi.

A są takie pomysły w SLD?
Są w SLD różne myśli podsycane przez PiS. Słyszałem na przykład o pomyśle stworzenia koalicji SLD-PSL ze wsparciem PiS. Coś pewnie musieliby dostać. Może CBA albo CBŚ, albo telewizję, ale formalnie nie byliby w rządzie.

Taki wariant ma w SLD zwolenników?
Powiedzmy, że jego zwolennicy są w mniejszości. A poza tym to jest wariant szalenie niebezpieczny. Flirt z PiS już kilka partii wykończył. Kto Kaczyńskiego dotyka, ten znika.

Zwolennicy układu z PiS są w kierownictwie czy w partyjnych dołach?
To jest szeroko rozumiany szczebel parlamentarny. Niektórym trudno się oprzeć tej wizji, bo w takim scenariuszu tek i posad dla SLD jest najwięcej.

Zwłaszcza najważniejsza teka – szefa rządu. Jest na nią chętny?
Napieralski jest takim pomysłom przeciwny. Ale im bliżej wyborów, tym silniejsze będą ze strony PiS zabiegi o taką koalicję, która zepchnie PO do opozycji. Bo wtedy PiS mogłoby wziąć rewanż i przeprowadzić deplatformizację.

A SLD stałby się wkładką na platfusa.
Raczej zbrojnym ramieniem PiS.

Mógłby pan razem z Zytą Gilowską pozamykać bary mleczne do końca.
To byłby groźny scenariusz dla Polski. Ja w niego nie wchodzę. I wszystkich ostrzegam przed koalicją z PiS, bo to jest partia żyjąca z jednej trumny i antysystemowa.

Powinna być zakazana?
Nie. Ale powinna być otoczona kordonem sanitarnym. PiS może być w Sejmie, powinno mieć swoje wydawnictwa i fundacje, ale nie powinno być dopuszczone do udziału we władzy. Poza tym nie zamykaliśmy barów mlecznych.

Znów ma pan w siedzibie SLD piękny, umeblowany antykami gabinet. Kim pan dziś jest w tej partii?
Człowiekiem, który się wypowiada, kiedy go pytają. Uczestniczy w dyskusjach, jeśli go zaproszą. A kiedy go proszą – doradza w sprawach strategicznych. Właśnie poproszono mnie o zorganizowanie Instytutu Europejskiego.

W Warszawie krąży zdanie, które w jakiejś rozmowie padło podobno z ust Leszka Millera: „za rok partia będzie moja”.
Odcinam się od takich słów.

A będzie pan kandydował do władz SLD?
Do Rady Krajowej chętnie. Poza drobnym epizodem zawsze w niej byłem.

Na przewodniczącego?
Nie. Siłą SLD jest to, że skończyła się kilkuletnia wyczerpująca walka o przywództwo. Napieralski jest już mocny. Wszyscy powinni mu pomagać. Bo jak wróci walka wewnętrzna i partia znów będzie zajmowała się sobą, to ją wyborcy odrzucą. Trzeba dalej umacniać Napieralskiego z ufnością, że będzie się systematycznie rozwijał. Ma wszelkie warunki, aby rosnąć na prawdziwego lidera.

Nie widać nikogo, kto by się zapowiadał na następcę Kalisza. Równie dobrze wykształconego, inteligentnego, elokwentnego.
To niech Kalisz siedzi na ławce zawodników.

Chyba go młodsi spychają.
To byłby błąd. W 2001 r. źródłem naszego sukcesu była bardzo długa i dobrze obsadzona ławka. Każdy reprezentował nie tylko kompetencje, ale i autorytet swojego środowiska.

Widzi pan młodych dorównujących kompetencjom Hausnera, Rosatiego, Belki? Nie mówiąc o stricte politycznych liderach, takich jak Kwaśniewski, Oleksy, Cimoszewicz czy pan.
Taka drużyna SLD, jak w 2001 r., nie pojawia się często. Kiedyś zdarzyła nam się drużyna Kazimierza Górskiego i od tego czasu cała Polska czeka, żeby znów się pojawiła.

Niech żyje skromność.
Skromność jest zbędna w obliczu sukcesu. Trzeba trochę poczekać, aż się taka drużyna na nowo wykrystalizuje.

Wybory za pół roku. Może za wcześnie na myślenie o władzy.
Najważniejszym zadaniem każdej opozycji jest przestać być opozycją.

Kogo macie na szefa MSZ albo Ministerstwa Finansów?
Ja nie będę tej listy układał. Musi pan zapytać Napieralskiego. Ale on też nie będzie dziś o tym mówił. W takiej rozgrywce talie z asami kładzie się na końcu. Ja do ostatniej chwili trzymałem ją dobrze schowaną przy sercu.

Pytanie brzmi: czy nowe SLD jesienią wystawi do rządu nieznanych 30-latków, czy sięgnie po „znanych i lubianych” 60-latków?
My już do rządu nie wejdziemy. Raczej możemy być zapleczem eksperckim.

To kto?
Ja już tych ludzi nie znam. Często jadę gdzieś na spotkanie, wchodzę na salę i wielu obecnych nie kojarzę. Także w tym sensie to już nie jest i nie będzie moja partia.

Więc po co pan wrócił z ciepłej emerytury?
Bo dobrze życzę SLD. I uważam, że nic lewicowego poza Sojuszem nie będzie się na scenie politycznej liczyło. Sam podjąłem kiedyś próbę tworzenia lewicowej alternatywy. Dziś uważam ją za bezrozumną. Apeluję do moich kolegów, żeby przestali marnować energię na budowanie marginalnych formacji i żeby wracali do Sojuszu. Inna licząca się lewica w Polsce nie powstanie.

Pozostało pytanie, jak SLD rozumie swoją lewicowość.
Dla mnie to jest rynkowa gospodarka i socjalne państwo. Gospodarka musi zarobić na lewicowe marzenia. Nie ma sprawniejszych mechanizmów gospodarczych niż rynek.

I bardziej groźnych, gdy się ich nie kontroluje.
Spór między socjaldemokracją i liberalną prawicą dotyczy głównie głębokości interwencji państwa i skali regulacji.

Gdzie przebiega granica między poglądami pana i Donalda Tuska?
Nie wiem, jakie dziś są poglądy Tuska. Kiedyś promował strategię 3x15. Teraz o niej nie wspomina i nie tłumaczy dlaczego.

Pewnie ktoś wziął kalkulator, policzył, ile by budżetowi zabrakło, i entuzjazm minął. Ale pan też miał takie dziwne pomysły. PO mówiła 3x15, Demokraci 3x16, a pan proponował podatek liniowy 3x19.
I to zostało z powodzeniem zrealizowane. Mamy 19 proc. CIT, 19 proc. od samozatrudnionych i faktycznie 19 proc. PIT.

Tylko że to nie jest wystarczający powód, żeby ludzie masowo głosowali na SLD. Mnie to nie starcza.
Myślę, że lewicowa tożsamość kulturowa SLD bardziej by panu odpowiadała niż tożsamość Platformy Obywatelskiej. A dziś walkę klas zastąpiła walka kultur.

I wojna o stołki. Nie boi się pan, że wojna Włodzimierza Czarzastego z Janem Dworakiem o władzę w mediach publicznych utrudni drogę do przyszłej koalicji?
Nie ma wojny Czarzastego z Dworakiem. Jest wojna z „Gazetą Wyborczą”, która chce, żeby Dworak robił to, co oni mu wskazują.

Rozumiem, że gdyby powstała koalicja PO-SLD, to w sprawach ekonomicznych byście się łatwo dogadali, a w sprawach obyczajowych z trudem. Gdzie biegnie linia demarkacyjna?
Dla nas konstytucja ważniejsza jest niż ewangelia. Dla lewicy poszanowanie praw mniejszości kulturowych, obyczajowych, etnicznych, seksualnych jest ważne. My nikomu pod kołdrę nie zaglądamy. Inaczej niż PO uważamy, że sprawy obyczajowe nie powinny absorbować państwa, a polityka nie powinna zaczynać się i kończyć w kościele.

Zalegalizujecie marihuanę?
Tu w SLD jest spore zamieszanie.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną