Wielka wpadka fałszerzy dokumentów

Fałszywe jak prawdziwe
Na Śląsku rozbito grupę zajmującą się podrabianiem dokumentów. Fałszerze tłumaczyli, że pomagali obywatelom w walce z biurokracją. Oni już siedzą, teraz trwa poszukiwanie tych, którzy fałszywkami się posługują.
Fałszerstwa dokumentów są trudne do wykrycia, bo najczęściej wpadają końcowi użytkownicy podróbek.
Marek Sobczak/Polityka

Fałszerstwa dokumentów są trudne do wykrycia, bo najczęściej wpadają końcowi użytkownicy podróbek.

W katowickich drukarniach w gigantycznych ilościach wytwarzano przeróżne dokumenty potrzebne do zwykłego życia, do pracy i robienia karier. Potrzebna była dobra opinia z pracy, zaświadczenie wymagane do ślubu kościelnego albo chrztu dziecka? Proszę bardzo. Potrzebny był akt notarialny, świadectwo bierzmowania, akt zgonu? Proszę bardzo.

In blanco

Podrabiano świadectwa szkolne, dyplomy uczelni, nawet indeksy z wpisanymi zaliczeniami, książeczki sanepidu, wojskowe, uprawnienia do pracy pod ziemią i na wysokości, zaświadczenia o niekaralności – te zresztą to jedne z łatwiejszych do podrobienia. Zdaniem rozpracowującej sprawę Straży Granicznej, można było kupić udokumentowane w najdrobniejszych szczegółach całe nowe życie.

Łącznie z kuriozalnymi czasem detalami. Bo po co komu pieczęć Związku Kynologicznego znaleziona u fałszerzy: miała potwierdzać rasę psów czy zdobyte medale?

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną