Polski nacjonalizm partyjny

Program partii programem narodu
Jerzy Giedroyc mawiał, że Polską rządzą trumny Piłsudskiego i Dmowskiego. „Raport o stanie Rzeczypospolitej” świadczy, że Jarosław Kaczyński otworzył tę drugą.
Manifestacja poparcia dla PiS i Jarosława Kaczyńskiego przed warszawską Salą Kongresową w rocznicę katastrofy smoleńskiej.
Tomek Lendo/Reporter

Manifestacja poparcia dla PiS i Jarosława Kaczyńskiego przed warszawską Salą Kongresową w rocznicę katastrofy smoleńskiej.

Mieczyk Falangi - jeden z głównych symboli przedwojennego polskiego nacjonalizmu.
Polityka

Mieczyk Falangi - jeden z głównych symboli przedwojennego polskiego nacjonalizmu.

Marcin Zaremba.
Tadeusz Późniak/Polityka

Marcin Zaremba.

Prawica w Polsce przeżyła już kilka zakrętów. W grudniu 1926 r. Roman Dmowski, autor „Myśli nowoczesnego Polaka”, jeden z założycieli i przywódca endecji, powołał do życia Obóz Wielkiej Polski. Miała to być ponadpartyjna struktura, przygotowująca przyszłą elitę ruchu narodowego do przejęcia władzy w państwie. Symbolami organizacji stały się: piaskowe koszule, granatowe spodnie, berety i Mieczyk Chrobrego owinięty w biało-czerwony sztandar.

Sugestie, że Jarosław Kaczyński podąża drogą Romana Dmowskiego, wydawały się do niedawna naciągane. W retoryce prezesa PiS wątki nacjonalistyczne pojawiały się rzadko i nie składały się na spójną doktrynę. Wszystko się mieszało: trochę endecji, trochę sanacji, trochę „socu”. Taki polski bigos idei. Przyjęty w styczniu 2011 r. uchwałą rady politycznej Prawa i Sprawiedliwości „Raport o stanie Rzeczypospolitej” dowodzi, że partia dokonała radykalnego zwrotu w stronę tradycji nacjonalistycznych.

Analiza ideologii narodowej obecnej w „Raporcie” natrafia na wiele niedogodności. Razi brak spójności, mglistość sformułowań, wręcz bełkotliwy język. Żeby nie być gołosłownym, zacytuję: „Ten niejasny status legitymacji moralnej i historycznej państwa uzupełnia niejasny status Narodu, jego moralnych praw wynikających z historii”. Trudno zrozumieć, co autor miał na myśli. Podobnie rozśmiesza fraza o „ambiwalencji wychylonej ku najdalej idącemu kompromisowi”.

Brak precyzji charakteryzował większość ideologów narodowych, niektórzy wręcz przyznawali, że są dalecy od naukowego traktowania tematu. Jarosława Kaczyńskiego dodatkowo krępuje poprawność polityczna, która nie pozwala mu mówić wprost. Nie mieli takich ograniczeń jego poprzednicy Popławski i Dmowski, a zwłaszcza dziarscy chłopcy z Obozu Narodowo-Radykalnego (ONR).

„Raport o stanie Rzeczypospolitej” nie pozostawia wątpliwości, która tradycja jest jego autorom najbliższa. O współczesnym świecie, Europie piszą niewiele. Natomiast słowa „Polska” i „Polacy”, „Naród” i „narodowy” w użyciu są nieustannie.

Naród trafił na ołtarz, o czym świadczy również to, że pisany jest zawsze dużą literą. Mamy tu więc do czynienia z sakralizacją wspólnoty narodowej, co przypomina nie tylko stylistykę pisarzy endeckich z lat 20 i 30 XX w., ale również sposób używania słowa „Partia” w okresie stalinowskim.

O nabożnym stosunku świadczy również fakt, że żadne z pojęć użytych w „Raporcie” nie zostało tak dogłębnie zdefiniowane jak właśnie „Naród”. Jego definicja dotyczy „realnej wspólnoty połączonej więzami języka i – szerzej – całego systemu semiotycznego, kultury, historycznego losu, solidarności”. Dzięki tej wspólnocie jednostka może odnaleźć się jako człowiek, jej życie nabiera sensu. Naród jest zasadniczą społeczną całością, w ramach której urzeczywistnia się w pełni natura człowieka, czego nie są w stanie zapewnić w porównywalnym stopniu inne społeczności: rodzina, grupa przyjacielska, klan czy plemię. To nie jest, jak uważają niektórzy komentatorzy, koncepcja anachroniczna, ponieważ nie mówi nic o społeczeństwie obywatelskim. To nacjonalizm.

W tej doktrynie nie ma miejsca na poznawczy stosunek do narodu. Naród nie jest pojęciem należącym do opisu świata, jest wartością najwyższą, niewymagającą żadnych uzasadnień. W „Raporcie” nikt nie tłumaczy, w jakim celu należy „pogłębiać znajomość historii, poczucie polskości”. To jest dla autorów oczywiste. Zasada narodu jako absolutu stanowi sedno nacjonalistycznej wizji świata. Jak pisał Gombrowicz: „Naród stał się pistoletem”.

Nacjonalizm, przynajmniej w języku polskim, należy do pojęć o wyraźnie negatywnym zabarwieniu. Niewielu ludzi chce być nazwanych nacjonalistami – nawet skrajni nacjonaliści nie identyfikują się z tym terminem. Wolą być patriotami, „prawdziwymi Polakami”, w innych widząc zdrajców sprawy narodowej.

Chlusnęło narodem

Absolutyzacja narodu łączy się z przekonaniem o ciągłej konieczności obrony rzekomo zagrożonych wartości narodowych. Ideolodzy nacjonalizmu napiętnowali siły rozkładu, które zagrażają „zdrowym tkankom narodu”. Jedynym remedium, jakie wskazywali, miało być zjednoczenie wspólnoty, jej pełna „moralno-polityczna jedność”, którą można uzyskać tylko idąc za wskazówkami przywódców.

Ważne też jest: „zapewnienie suwerenności Narodu”, „zwiększenie zasobu kulturowego Narodu”, m.in. „poprzez wzmacnianie i intensyfikację postaw patriotycznych, traktowanych jako podstawowy czynnik integracji narodowej” oraz zwiększenie bogactwa Polaków „przy jednoczesnym zachowaniu zasad solidarności społecznej i narodowej”.

Teraz pytania retoryczne: czyja polityka nie gwarantuje tej suwerenności? Komu „brak poczucia narodowej solidarności”? Kto ma ambiwalentny stosunek do własnego „Narodu” i przynależność do jakiej partii „na swój sposób rozmiękcza poczucie wartości własnego Narodu”? Znów „Chlusnęło narodem”, jak napisał Kazimierz Wierzyński w „Czarnym polonezie”. PiS zagrał na endeckiej nucie.

Mamy w „Raporcie” wyniesienie nacjonalizmu do rangi świadomej doktryny, będącej jednocześnie rezultatem, sposobem artykulacji, a także syntezą świadomości prezesa Kaczyńskiego. Od końca lat 60., czyli czasów późnego Władysława Gomułki, żadna poważna partia polityczna nie wpisała tak jawnie nacjonalizmu na swoje sztandary.

Istotą doktryny nacjonalistycznej było powszechne i podświadome przeżywanie świata społecznego jako podzielonego na swoich i obcych. Wizja świata przedstawiona w „Raporcie” również jest dychotomiczna. Centralne miejsce zajmuje w nim narodowe „My”. Zagrażający „obcy” przedstawieni są w bardzo aluzyjnej formie. Trudno dopatrzyć się choćby cienia antysemityzmu. Prezes Kaczyński jak ognia obawia się oskarżeń o niechęć do Żydów. Wprawdzie Erika Steinbach czai się i knuje, o czym przedstawiciele PiS wypowiadali się wielokrotnie. Jednak o zagrożeniu ze strony Niemiec w „Raporcie” nie mówi się wprost. Tylko o Rosji czytamy, że w tym pokoleniu „nie uzna rzeczywistej suwerenności i podmiotowości Polski”. Zagrożenia płyną również ze strony Europy. Nienazwany „potężny nurt w dzisiejszej ideologii europejskiej” (możemy się tylko domyślać, czy chodzi o Unię) dąży rzekomo do rozmycia tożsamości słabszych narodów.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną