Bez pomnika smoleńskiego w stolicy

Pomnik? Bardzo proszę...
Liczba pomników ofiar, które mijam w drodze do pracy, komentuje sprawę smoleńskiego pomnika lepiej niż sam bym zdołał.

Codziennie wychodzę do pracy z okolic Umschlagplatzu, skąd w roku 1942 wywożono do obozów zagłady nawet po kilka tysięcy osób dziennie. Stoi tam zresztą stosowny pomnik.  A po drugiej stronie ulicy – tablica przypominająca poległych członków zgrupowania „Radosław” z okresu powstania warszawskiego. Oddział ma zresztą swoje rondo – jakieś dwieście metrów stąd. Obrysem terenu dawnego getta warszawskiego (który sam w sobie jest pomnikiem), w którym hitlerowcy zamknęli nawet do pół miliona Żydów, maszeruję z dzieckiem do przedszkola. Potem przejeżdżam przez teren getta, na którym buduje się Muzeum Historii Żydów Polskich – też swoisty pomnik. Zresztą istniejący już monument – pomnik Bohaterów Getta – stoi tuż obok.

Ale nie ma czasu, żeby się zatrzymywać – pora do pracy. Mijam więc Pawiak z kolejnym muzeum upamiętniającym ofiary egzekucji tutejszych więźniów z okresu II wojny, których sumę szacuje się na 37 tysięcy. Dojeżdżam do Alei „Solidarności”, upamiętniającej swoją nazwą późniejszy etap historii Polski, nieporównywalny, choć również niepozbawiony ofiar.

Obok, niemalże na rogu, przy Żelaznej, wmontowano jedną z wielu tablic poświęconych pamięci ofiar powstania warszawskiego – ta akurat przypomina rozstrzelanie około 350 ofiar we wrześniu 1944. Widzę ją kątem oka.

Gdybym pojechał dalej Żelazną, a potem skręcił w Aleje Jerozolimskie, minąłbym w ciągu kilkunastu minut jeszcze cztery czy pięć takich tablic. Ale zmierzam do pracy, więc kieruję się ulicą Towarową w stronę Ochoty – tu przejeżdżam obok przyciągającego tłumy zwiedzających Muzeum Powstania Warszawskiego. Tu można sobie w krótkim czasie udokumentować ponad sto tysięcy cywilnych ofiar powstania. Ale Towarowa to długa ulica i na muzeum się nie kończy. Na rogach Kotlarskiej i Srebrnej są więc dwie kolejne tablice przypominające ofiary walk o Śródmieście Południowe.

By dojechać na Ochotę, do redakcji „Polityki”, muszę skręcić w Grójecką i minąć jeszcze jedną – bagatelka – tablicę pamiątkową. Choć gdybym zajrzał w bramę odpowiedniej kamienicy, kolejną tablicę w hołdzie wymordowanym mieszkańcom domu znalazłbym w podwórzu. Owszem, czasem wybieram zupełnie inną, alternatywną trasę – obok Powązek i Cmentarza Żydowskiego – ale proszę mi wierzyć, i na niej można się doliczyć wielu pomników.

Żal mi ofiar wypadku samolotu w Smoleńsku, więc współczucie dla rodzin trochę mi utrudnia wychodzenie przed szereg i zajmowanie w tej sprawie twardego stanowiska. Ale moja droga do pracy podpowiada mi, że powinienem być dumny z innych warszawiaków, którzy w sondażu uznali, że dodatkowy pomnik – podkreślmy, dodatkowy, bo jeden już jest - w centrum stolicy, poświęcony tragedii Smoleńskiej, to już przesada.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj