Kraj

Kto do psychiatry?

Kto powinien się badać u psychiatry?

"W codziennej praktyce psychiatrzy najczęściej uznają, że zdrowie psychiczne to dobre samopoczucie, umiejętność myślenia i utrzymywania uwagi." Mirosław Gryń / Polityka
Jak badać, gdy nie wiadomo dokładnie, czego się szuka?
'Po pomoc specjalistów Polacy zgłaszają się coraz częściej. O ile w 1990 r. w poradniach zdrowia psychicznego leczyło się 620 tys. osób, w 2007 r. było ich już prawie 1,4 mln.'PantherMedia "Po pomoc specjalistów Polacy zgłaszają się coraz częściej. O ile w 1990 r. w poradniach zdrowia psychicznego leczyło się 620 tys. osób, w 2007 r. było ich już prawie 1,4 mln."
'Według szacunków psychiatrów zaburzenia psychiczne, zdiagnozowane lub nie, to część życia od 15 do nawet kilkudziesięciu procent każdego społeczeństwa.'Polityka "Według szacunków psychiatrów zaburzenia psychiczne, zdiagnozowane lub nie, to część życia od 15 do nawet kilkudziesięciu procent każdego społeczeństwa."

Krótko po przegranych wyborach prezydenckich prezes PiS mówił, że w szoku po śmierci brata brał silne środki uspokajające i w związku z tym nie miał wielkiego wpływu na to, co działo się wokół jego kandydatury. Niezależnie od intencji, jakie stały za tymi słowami, Jarosław Kaczyński przełamał wtedy tabu. Był pierwszą osobą publiczną, która ujawniła, że straciła nad sobą kontrolę. Pokazał, że można się do tego głośno przyznać i dalej przewodzić partii politycznej, startować w wyborach.

Jeśli ktokolwiek z dotkniętych problemami psychicznymi poczuł się po tym podniesiony na duchu, w wyniku awantury o badania psychiatryczne prezesa stracił, co zyskał.

Lekarze psychiatrzy nie są zgodni, czy sędzia postąpił słusznie, kierując Jarosława Kaczyńskiego na badanie. Nie mają natomiast wątpliwości, że informacja ta nigdy nie powinna była wypłynąć. I że to, co po niej przetoczyło się przez media, było lawiną nadużyć. Politycy PiS ocenili postanowienie jako „nękanie rodem z czasów PRL, gdzie używało się tego typu metod, aby usuwać opozycję” (co, na marginesie, jest historyczną nieprawdą; polscy psychiatrzy nie byli na usługach totalitaryzmu – przeciwnie, pomagali opozycjonistom; pokazuje to chociażby film Janusza Morgensterna „Mniejsze zło”). Radio Zet urządziło igrzyska, ogłaszając sondaż, czy skierowanie prezesa PiS na badania było dobrym pomysłem, a sam Jarosław Kaczyński nazwał decyzję sądu skandaliczną i bezpodstawną szykaną (sąd ostatecznie od swej decyzji odstąpił).

Głosy, że samo poddanie się badaniom psychiatrycznym może zachwiać pozycją – a w domyśle wykończyć – polityka, potwierdzają stereotyp, który w pocie czoła usiłują obalać lekarze i terapeuci: jeśli ktoś był choćby badany albo, nie daj Boże, leczony psychiatrycznie, najlepiej niech się nie bierze za żadną pracę. Przy czym nikt nie potrafi dokładnie określić, co to znaczy zdrowie psychiczne.

Trzy do pięciu symptomów

W codziennej praktyce psychiatrzy najczęściej uznają, że zdrowie psychiczne to dobre samopoczucie, umiejętność myślenia i utrzymywania uwagi, odczuwania, rozpoznawania i kontrolowania emocji, życia z ludźmi oraz stawiania czoła życiowym wyzwaniom. Klasyczna definicja choroby, mówiąca, że to zmiany patologiczne, które mają określoną przyczynę i obraz kliniczny, na niewiele im się zdaje. – Przyczyny problemów psychicznych na ogół nie są znane – tłumaczy dr Jerzy Pobocha, przewodniczący sekcji psychiatrii sądowej Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Toteż psychiatrzy słowo „choroba” rezerwują dla nielicznych najcięższych stanów, zwanych też psychozami, w których kontakt z rzeczywistością jest zerwany, a człowiek doświadcza omamów i urojeń. Poza tymi przypadkami chętniej mówią o zaburzeniach. Zgadzają się także, że brak rozpoznanego zaburzenia nie musi oznaczać zdrowia.

Jak więc badać, gdy nie wiadomo dokładnie, czego się szuka? Specjaliści od psychiki posiłkują się jedną z klasyfikacji chorób i zaburzeń – międzynarodową, opracowaną przez Światową Organizację Zdrowia, lub amerykańską, tamtejszego towarzystwa psychiatrycznego. W obu spisano wyłonione metodami statystycznymi objawy najczęściej towarzyszące różnym problemom. Przyjmuje się, że zaburzenie można rozpoznać, jeśli pojawiają się na przykład trzy z pięciu charakterystycznych dla niego symptomów. – Gdy przyjeżdża do nas pacjent, nie sprawdzamy, czy jest ogólnie zdrowy psychicznie, bo tego sprawdzić się nie da. Próbujemy na podstawie objawów potwierdzić albo wykluczyć konkretne zaburzenie – wyjaśnia prof. Jacek Wciórka, były prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. – Przy czym ocena, gdzie zaczynają się, a gdzie kończą objawy, też nie zawsze jest łatwa ani oczywista. Kiedyś uważano, że halucynacje słuchowe to bezdyskusyjny symptom zaburzeń. Gdy jednak w Stanach Zjednoczonych poproszono, aby zgłosili się ludzie, którzy doświadczają podobnych przeżyć, okazało się, że jest spora grupa osób, którzy słyszą nierzeczywiste głosy i normalnie z tym żyją.

Faktem jest, że po pomoc specjalistów Polacy zgłaszają się coraz częściej. O ile w 1990 r. w poradniach zdrowia psychicznego leczyło się 620 tys. osób, w 2007 r. było ich już prawie 1,4 mln. W szpitalach ze 138 tys. pacjentów 20 lat temu, zrobiło się 207 tys. w 2007 r. Lekarze tłumaczą, że to część kosztów transformacji politycznych. Rośnie liczba uzależnionych, a także osób z depresją. Co charakterystyczne tylko dla Polski, przybywa też ludzi ze schizofrenią. – To ewenement. Na całym świecie utrzymuje się ona na stałym poziomie 0,6–0,8 proc. społeczeństwa. Nasz wzrost to jednak raczej przejaw zaradności lekarzy i pacjentów. Tylko przy tej chorobie można w Polsce liczyć na refundację najnowocześniejszych, bardzo drogich leków psychotropowych – tłumaczy dr Pobocha.

Takie wybiegi są możliwe, bo przy klasycznym badaniu psychiatrycznym lekarz wystawia diagnozę na podstawie rozmowy z pacjentem. Pyta go, co przeżywa, co wywołuje jego cierpienie, czasem sprawdza, czy jego reakcje emocjonalne są odpowiednie do okoliczności – co go cieszy, co smuci. Może jednak sięgać po bardziej obiektywne metody – neuroobrazowanie pozwalające zobaczyć funkcjonowanie mózu, badania neuropsychologiczne, na przykład test ruchliwości gałek ocznych, czy klasyczne testy psychologiczne. Mimo to, przyznaje Jerzy Pobocha, błędy ciągle się zdarzają. – Ostatnio po 9 latach lekarze doszli do wniosku, że badany przez nich zabójca matki wbrew temu, co sądzili biegli, nie cierpi na schizofrenię. Nie jest to odosobniony przypadek.

Według szacunków psychiatrów zaburzenia psychiczne, zdiagnozowane lub nie, to część życia od 15 do nawet kilkudziesięciu procent każdego społeczeństwa. Depresja choć raz w życiu dopada co dziesiątą kobietę i co piętnastego mężczyznę. Lęki – najpowszechniejszy problem – dotykają co piątej kobiety. Przy tym to samo obiektywne natężenie lęku u jednej osoby psychiatra uzna za zaburzenie, a u innej nie. Dr Pobocha: – Chodzi o lęk, który utrudnia funkcjonowanie, sprawia, że ktoś nie robi czegoś, co powinien. Silna trema przed wystąpieniami publicznymi nie przeszkadza żonie leśnika mieszkającej w puszczy, nie jest więc u niej objawem choroby, choć u aktora – będzie. Ale, uwaga, doktor dodaje: – Zbigniew Zapasiewicz opowiadał, że z powodu silnego lęku omal nie zrezygnował z egzaminów do szkoły aktorskiej, a przez pierwsze dwa lata nauki przeżywał ogromne cierpienie. Poradził sobie jednak ze swoim problemem i został jednym z największych polskich aktorów.

Czy w takim razie ma sens rozważanie, co ze względu na zdrowie psychiczne można, a czego nie można robić? Jaka kariera jest osiągalna, a jaką choroba faktycznie przekreśla?

Badania obowiązkowe

W rozporządzeniu ministra zdrowia w sprawie badań lekarskich pracowników zapisano ogólnie: badanie stanu psychicznego jako część badania lekarskiego powinny przechodzić osoby, które pracują w trudnych warunkach psychospołecznych – przy stałym dużym dopływie informacji, zwłaszcza jeśli trzeba na nie reagować, na stanowiskach decyzyjnych i związanych z odpowiedzialnością albo z narażeniem życia. Do tego opisu pasuje większość stanowisk kierowniczych, a nawet szeregowych w wielu współczesnych firmach, poczynając od koncernów medialnych.

W przepisach dotyczących niektórych grup zawodowych, na przykład służb mundurowych, dopisano dokładniejsze wskazówki. Jak sprawdzać zdrowie psychiczne kandydatów i funkcjonariuszy Służby Więziennej, reguluje jedna ustawa i cztery rozporządzenia. Na pracę więziennego wychowawcy lub strażnika nie ma więc szansy osoba, która kiedykolwiek przeszła jakąkolwiek psychozę. Przekreślają też kandydata zaburzenia nerwicowe, takie jak lęki albo silna reakcja na stres. – W okręgu warszawskim siedmiu, ośmiu na 10 kandydatów do służby odpada na pierwszym etapie rekrutacji związanym z badaniami psychiatrycznymi i psychologicznymi – mówi mjr Barbara Prus z biura prasowego SW. Podobne problemy również dla pracujących funkcjonariuszy oznaczają konieczność pożegnania się ze służbą. Gdy jednak w 2007 r. przytłoczony życiowymi napięciami strażnik w Zakładzie Karnym w Sieradzu zastrzelił trzech policjantów, wielu jego kolegów po fachu dowiedziało się ze zdziwieniem, że co cztery lata powinni przechodzić badania – także kondycji psychicznej.

– Osoby, które pracują lub mają pracować w zawodach związanych z używaniem broni, powinny być badane pod kątem tego, czy panują nad sobą, rozumieją, co się dzieje, potrafią szybko podejmować decyzje. Takie badanie ma formę rozmowy, której przebieg może zaskakiwać. Towarzyszą mu też testy psychologiczne sprawdzające, czy badany nie ma na przykład objawów demencji – tłumaczy dr Bronisław Turski z Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej. Podobne badania powtarzają co pięć lat osoby starające się o pozwolenie na broń – niekoniecznie z przyczyn zawodowych (ciekawe, że posiadaczom broni myśliwskiej wystarczy przejść badania raz, co trudno wyjaśnić inaczej niż działaniem lobby myśliwskiego w Sejmie).

Wbrew powszechnemu przekonaniu, badań psychologicznych ani psychiatrycznych nie przechodzą standardowo kandydaci na pilotów cywilnych ani kontrolerów lotu: – Nie ma takiego obowiązku. Lekarz orzecznik ma jednak prawo skierować na takie badania, gdy uzna to za potrzebne – tłumaczy Katarzyna Krasnodębska, rzeczniczka Urzędu Lotnictwa Cywilnego.

– W większości przypadków nie ma powodu, żeby z problemów natury psychiatrycznej czynić kryterium dopuszczania do zawodów. Dziś wiemy, że te problemy zaczynają się, kończą i mogą nigdy nie wrócić. Dlaczego więc ktoś, kto kiedyś przeżył krótkotrwały kryzys psychiczny, miałby być z tego odpytywany i ograniczany w możliwościach pracy? Ilu ludziom w takim razie należałoby zakazać prowadzenia samochodu? – pyta retorycznie prof. Jacek Wciórka.

Ograniczeniem kariery osób z problemami psychicznymi są często nie tyle obiektywnie mniejsze możliwości, co nieufność otoczenia i stereotypowe przekonanie, że chorujący psychicznie są nieustannym zagrożeniem – dodaje psychiatra. Prof. Wciórka kilka razy między 1996 a 2008 r. pytał Polaków o stosunek do zaburzeń i chorób psychicznych. I choć częstość diagnozowanych zaburzeń przez ten czas ekspresowo rosła, podejście pytanych niespecjalnie się zmieniało. – Odpowiadają zgodnie z oczekiwaniem, ale niekoniecznie szczerze – ocenia profesor. Ponad 70 proc. ankietowanych twierdzi, że oni sami akceptują osoby z takimi problemami, ale w ich otoczeniu tylko 40 proc. byłoby skłonnych do takiej akceptacji. – I te 40 proc. chyba jest bliższe prawdzie. Bo jednocześnie aż 70 proc. badanych uważa, że chorobę psychiczną, a nawet pobyt w szpitalu psychiatrycznym należy ukrywać. O ile jesteśmy w stanie zaakceptować osobę z zaburzeniami w roli sąsiada, to niechętnie widzielibyśmy ją jako naszego lekarza, a tym bardziej jako opiekuna lub nauczyciela naszych dzieci. – Badani regularnie mówią też, że chcieliby więcej informacji o zaburzeniach psychicznych, ale nigdzie ich nie ma. W związku z tym od najmłodszych lat przyzwyczajają się do stereotypów i uprzedzeń, nie znają innych niż negatywnie oceniające słów, którymi można zaburzenia opisywać. Wychowują się w bezradności wobec tych problemów i strachu przed nimi.

A politycy?

B., dyrektorka miejskiego przedszkola, mogłaby to wszystko potwierdzić. Woźna z jej przedszkola miała epizod psychotyczny – groziła, że zabije syna. Spędziła miesiąc na oddziale psychiatrycznym, teraz ma wrócić do pracy. B. liczy, że lekarz medycyny pracy skieruje woźną na badania psychiatryczne, które potwierdzą, że wszystko jest w porządku. Ale chyba nawet wtedy będzie czuła niepokój. W końcu woźna ma kontakt z dziećmi.

Dla prof. Wciórki te obawy to dobra ilustracja ignorancji. – Dużo większym zagrożeniem niż woźna, która skorzystała z pomocy psychiatry, jest dla dziecka przejście przez ulicę, gdzie może mu zagrozić nieodpowiedzialny kierowca – tłumaczy i dodaje, że agresja wobec nieznajomych jest najczęściej cechą ludzi zdrowych. Osoby z zaburzeniami psychicznymi, nawet jeśli zachowują się agresywnie, co zdarza się rzadko, to w stosunku do osób najbliższych. – W grupie ludzi określanych jako chorzy nie czai się całe zło świata. Jest go nawet mniej, bo to w większości osoby nieszczęśliwe, zagubione, bezradne i w głębokiej defensywie życiowej – mówi profesor. Gdy Paweł Wdówik, kierownik Biura ds. Osób Niepełnosprawnych na Uniwersytecie Warszawskim, do którego trafiają między innymi studenci kierunków nauczycielskich z problemami psychiatrycznymi, słyszy pytanie, czy dopuszczać ich do pracy w szkole, czy nie należałoby ich przedtem badać, ma od lat tę samą propozycję: – Bądźcie konsekwentni w egzekwowaniu tego, co muszą umieć. Jeśli są w stanie zaliczyć praktyki, poprowadzić lekcję, opanować klasę, nie ma powodu ograniczać im dostępu do wykonywania zawodu.

Są jeszcze lekarze. W odpowiedzi na pomysły badania psychiatrycznego kandydatów do tego zawodu dr Pobocha opowiada o lekarce szczecińskiego pogotowia, która 20 lat pracowała mimo zdiagnozowanej schizofrenii. Nigdy nie było na nią skarg. Na prośbę rodziny pacjenta, który zmarł przy reanimacji, podała kontakt do firmy pogrzebowej. Tak się złożyło, że tuż potem wybuchła afera „łowców skór”. Rodzina pacjenta skierowała sprawę do prokuratury. Lekarka w czasie przesłuchania powiedziała, że cierpi na schizofrenię. Dwoje biegłych – chcąc być może poratować koleżankę – uznało ją za niepoczytalną. Po tej diagnozie dyrektor pogotowia zwolnił kobietę z pracy. Ostatecznie odwołała się do ministra zdrowia, ten powołał specjalną komisję, która orzekła, że lekarka może pracować w zawodzie. Trudno uwierzyć, że oprócz pani doktor wszyscy uczestnicy tej sprawy byli zdrowi.

Co pewien czas pojawia się pomysł, by psychiatrycznie badać także kandydatów na posłów. Dr Pobocha: – To nie ma uzasadnienia. Od decyzji politycznych w jakimś stopniu zależy ludzkie życie i zdrowie, ale nie jest to zależność bezpośrednia – jeden zaburzony poseł nie uchwali ustawy.

Prof. Wciórka: – Klasa polityczna to, moim zdaniem, grupa ludzi o różnych cechach osobowości, czasem imponujących, czasem irytujących, a czasem trudnych do akceptacji. Starannie oceniać ich powinni wyborcy. Psychiatrzy – tylko wtedy, gdy sami przyjdą z prośbą o pomoc.

Wyjaśnieniem przytłaczającej większości dziwnych politycznych pomysłów i zatrważających zachowań nie są choroby ani zaburzenia psychiczne, ale zwyczajny cynizm. Bez wątpienia dużo więcej złego niż ludzie chorzy robią zdrowi. Także chorym – gdy udają, że zło, które czynią, ma związek z chorobą.

Polityka 29.2011 (2816) z dnia 12.07.2011; Kraj; s. 25
Oryginalny tytuł tekstu: "Kto do psychiatry?"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną