Kraj

Wdowi grosz

Żony zabitych w Afganistanie wystawiają rachunki

„Pięć lat obecności polskich wojsk w Iraku kosztowało życie 22 polskich żołnierzy. Wojskowi nie ukrywali, że straty były ponadnormatywne.” „Pięć lat obecności polskich wojsk w Iraku kosztowało życie 22 polskich żołnierzy. Wojskowi nie ukrywali, że straty były ponadnormatywne.” Adam Chełstowski / Forum
Przez siedem lat były cicho. Wdowy po zabitych w Iraku i w Afganistanie nie zamierzają dłużej milczeć. Zaczęły od pozwów o zadośćuczynienia na 69 mln zł.
„W Afganistanie przewidywano wyższe straty. Rzeczywistość przerosła nawet te oczekiwania. Z Afganistanu nie wróciło już 29 polskich żołnierzy”Andrzej Stawiński/Reporter „W Afganistanie przewidywano wyższe straty. Rzeczywistość przerosła nawet te oczekiwania. Z Afganistanu nie wróciło już 29 polskich żołnierzy”
Mecenas Andrzej Michałowski.Andrzej Iwańczuk/Reporter Mecenas Andrzej Michałowski.

Dwa lata po jego śmierci znów go zobaczyła. Poszła do banku. Stał w kolejce. Kilka osób przed nią. Głowa jak zawsze podgolona. Szeroki, wysklepiony kark. Nie mogło być mowy o pomyłce. Stał spokojnie. Nie odwracał się. Jak to on. Serce tak szybko jej biło, że aż nie miała siły zrobić tych kilku kroków. Dotknąć go w ramię. Pogłaskać po twarzy. Czy się postarzał? W sumie minęły dwa lata. A może ma jakieś szramy. Przecież ciało po wybuchu było zmasakrowane. Ale nie, głowa z tyłu cała, kark też. Już miała się odważyć i podejść do niego. Ale to on załatwił sprawy przy okienku i przeszedł koło niej. Obcy facet, obca twarz. Ale przecież owal czaszki, budowa karku jego. Zwymiotowała.

W mieście już ją znali. To ta nie do końca, której mąż zginął w Iraku. W lokalnej gazecie napisali, że zimą przesiaduje z niemowlęciem na cmentarzu. Dzień później przyszli do niej z opieki społecznej. Rozglądali się po mieszkaniu, czy czysto. Chcieli zobaczyć dzieci. Z ogólnopolskiej stacji telewizyjnej starali się umówić na spotkanie, bo podobno wystarczy wymienić imię męża, a już płacze. Była honorowym gościem wojskowych apeli. Idealna wdowa.

Chciała też być idealną matką. Starszy syn podglądał ją w kąpieli, to poszła z nim do psychologa. Słuchał. Kiwał głową. Dziecku dał lizaka. Matce skierowanie na terapię. Przyjęli ją poza kolejnością. Dzieci przecież przeżyły już jedną stratę. W trakcie terapii broniła się. Czuła, że lekarz próbuje ją oderwać od męża. A przecież ona widziała jego nieśmiertelnik i tam nie było nawet jednej kropelki krwi. Może go upuścił, a oni pomyśleli, że zginął? A może coś pomylili. Na lotnisku zamienili przecież trumny. Mówili, że to jego, więc ją ucałowała, położyła czerwoną różę. Waliła w nią ręką krzycząc: dlaczego?! Później okazało się, że to była trumna z ciałem innego zabitego. Lekarz cierpliwie tłumaczył. Mentalnie Ewa pochowała męża po dwóch latach rozpaczy i kolejnych dziewięciu miesiącach terapii. Zaczęła nowe życie.

Z Dorotą było zupełnie inaczej. Gdy o piątej na ranem zobaczyła przez judasza swojego ojca, od razu wiedziała, że Marek zginął. Czy bardzo płakała? Nie pamięta. Wszystko jej się zlało w głowie. Na której to było zmianie? Czy ktoś jeszcze z nim zginął? Co do niej mówili? Pamięta tylko, że cztery miesiące później wstała z łóżka i podciągnęła rolety. W domu był okropny bałagan, bo wcześniej nie mogła się zmusić do sprzątania. Zmusić się. To było dobre słowo. Zaczęła się zmuszać do życia. Czekały na to obydwie córki.

Najpierw posprzątała. A później uznała, że musi się wyprowadzić. Zaczęła budowę nowego domu. Zerwała wszystkie kontakty z ludźmi, którzy znali Marka. Do jednostki zadzwoniła tylko raz, żeby jej dali Stara do przeprowadzki. Nie dali. Więcej o nic nie prosiła. Nie korzystała z zaproszeń na uroczystości. Zmieniła numer telefonu. Miasto nie jest duże. Plotki, że poszła w kasę i zapomniała o mężu, docierały również do niej. Zaciskała zęby, nie odszczekiwała. Żyła dalej.

A wieczorami zaczynała się psychodrama. Starsza córka wyła do ojca. Jak wytłumaczyć 13-latce, że umarł? Skoro ona to wie, ale nie przyjmuje. W poczekalni do dziecięcego psychiatry Dorota obiecała sobie, że ktoś kiedyś jej za to wszystko zapłaci.

Rozgrywkę między Ministerstwem Obrony Narodowej a wdowami i sierotami po 20 żołnierzach, którzy zginęli w katastrofie samolotu Casa, śledziła z zapartym tchem. MON niemal do ostatniej chwili z miną pokerzysty oddalał roszczenie na 18 mln zł. Ostatecznie w styczniu 2011 r. ministerstwo poszło na ugodę z dwoma radcami prawnymi z Gdyni. Dorota zdobyła ich numery. A kilka dni później zaczęła szukać kontaktów do rodzin 51 polskich żołnierzy, którzy polegli w Iraku i w Afganistanie. W jednostkach zasłaniali się ochroną danych osobowych. No to zaczęła szukać przez Facebook i Naszą Klasę. Spisywała nazwiska i miejscowości. Wysyłała maile i zostawiała swój numer. Do Ewy pojechała osobiście. Mieszkają w tym samym mieście. Ich mężowie leżą na jednym cmentarzu. Zginęli w tym samym kraju, w podobnych okolicznościach. Ale one dotąd się nie poznały. Na początku kwietnia nacisnęła przycisk domofonu Ewy. Zapytała, czy wpuści ją do środka.

Straty ponadnormatywne

Na pierwszą zmianę do Iraku chętnych nie brakowało. Dowódcy opowiadali, że po służbie żołnierze będą grali w siatkówkę i zwiedzali starożytne zabytki. Nawet kamizelki kuloodporne zabrano jakby od niechcenia. Niektórym wydano takie, które miały pancerz tylko z przodu. Oficerowie tłumaczyli – przód chroni stal, plecy kolega. 3 września 2003 r. Polacy przejęli odpowiedzialność za pięć prowincji w Iraku. 6 listopada zginął pierwszy polski żołnierz – mjr Hieronim Kupczyk.

Mąż Ewy próbował się dostać na pierwszą zmianę. Nie udało mu się. Zaciągnął się na drugą. Wiedział, że w Iraku jest ciężko. Zaszła w ciążę. Nic go nie powstrzymało. Pojechał. Swojego drugiego syna nigdy nie zobaczył. Zginął, kiedy Damian miał 2,5 miesiąca.

Podczas drugiej zmiany w Iraku wybuchło regularne powstanie. Polacy stoczyli pierwszą bitwę od czasu drugiej wojny światowej. Żonom opowiadali, że Irak ma piękną architekturę, ale ludzie nie potrafią dbać o porządek. W szczegóły nie wchodzili. Kiedy powstanie zostało spacyfikowane, Irakijczycy przeszli do wojny partyzanckiej. Zaczęli masowo podkładać przy drogach robione chałupniczą metodą bomby. Bardzo skuteczne. Jedna z nich zabiła męża Doroty.

Pięć lat obecności polskich wojsk w Iraku kosztowało życie 22 polskich żołnierzy. Wojskowi nie ukrywali, że straty były ponadnormatywne. Jednak ci, którzy nie załapali się na Irak, pojechali do Afganistanu. Od 2006 r. kontyngent stale powiększano, aż sięgnął 2,5 tys. żołnierzy. 14 sierpnia 2007 r. poległ pierwszy polski żołnierz w Afganistanie – por. Łukasz Kurowski. Na afgańską wojnę wojsko lepiej przygotowało się mentalnie. Przewidywano wyższe straty. Rzeczywistość przerosła nawet te oczekiwania. Z Afganistanu nie wróciło już 29 polskich żołnierzy.

Przez 9 lat misji w Iraku i w Afganistanie rodzina żadnego z poległych nie skierowała do sądu wniosku przeciwko wojsku czy MON. Tylko rodzice jednego z poległych w Afganistanie saperów zawiadomili prokuraturę o zaginięciu testamentu ich syna. Ich zdaniem syn, który był po rozwodzie, odszkodowanie zapisał matce. Ponieważ dokument zaginął, sąd przyznał pieniądze byłej żonie, która wychowywała ich córkę. Rodzice w ciężkiej sytuacji materialnej prosili ministerstwo o pomoc. Zwrócili się również do mediów. W odpowiedzi w jednej z gazet ukazał się artykuł z dokładnym wyliczeniem, jakie kwoty przekazano rodzinie. Dowódca jednostki podał do publicznej wiadomości, że rodzicom wypłacono 18 tys. zł. – Po takim zagraniu daliśmy sobie spokój – wspomina siostra poległego żołnierza.

Ile kosztuje śmierć

Dorota nie ukrywa, że dostała wszystkie przewidziane prawem pieniądze. 200 tys. zł odszkodowania, zapomogę, rentę specjalną, stypendium dla córek. Ale gdyby żył ich ojciec, dbałby o nie stale, nie tylko do czasu, kiedy się uczą. Zostawiłby jakiś spadek. A przede wszystkim nie przeszłyby tego wszystkiego, co musiały przejść. Dla siebie Dorota nie chce pieniędzy. Wnioski o 2 mln zł (liczy na 500 tys.) złożyła w imieniu córek. Podobnie Ewa. Chce tylko zadośćuczynienia dla synów. Dwa miesiące zastanawiała się, czy złożyć wniosek. Bała się, co sobie pomyślą o niej w wojsku, co będą gadać ludzie. Poszła nawet na cmentarz poradzić się męża.

Sylwester Nowakowski, który reprezentuje rodziny poległych w Iraku i Afganistanie, zdaje sobie sprawę, że niektórzy mogą mieć go za trupiarza. Prawnika, który żeruje na śmierci. Ma dobre alibi. Wdowy same zwróciły się do niego i jego zawodowego partnera Piotra Sławka. Wypracowanie podstawy prawnej nie było łatwe. Po pierwsze, należało wykazać odpowiedzialność MON, co we wnioskach sprowadzono do prostej konstrukcji myślowej: „Uzasadnione jest założenie, że gdyby nie wydany w ramach podporządkowania służbowego i wykonywany przez żołnierza konkretny rozkaz, nie doszłoby do śmierci żołnierza w tych konkretnych okolicznościach, w których faktycznie miała ona miejsce”. A później dowieść, że w wyniku śmierci żołnierza zerwane zostały więzi rodzinne, czyli „doszło do naruszenia dobra osobistego najbliższych członków rodziny zabitego”. To też nie było trudne. Najtrudniejsze to przekonanie MON, że mają rację.

Wnioski poszły do sądu i do MON. Reprezentujący rodziny liczyli, że ministerstwo pod presją mediów i przed wyborami pójdzie na ugodę. Wyznaczone na 6 września spotkanie pomiędzy specjalnie powołanym przez ministra zespołem a przedstawicielami rodzin ofiar trwało, tak jak zaplanowano, 90 minut. Nowakowski i Sławek już po pierwszych minutach zorientowali się, że łatwo nie będzie.

Spotkanie, zamiast jak poprzednie w sali konferencyjnej, odbyło się w małym pokoiku dyrektora departamentu prawnego. Oficjalna delegacja składała się z zaledwie trzech osób. A stanowisko resortu referował najmłodszy stopniem. Choć wywód był długi, to można sprowadzić go do trzech zdań: nie ma podstaw prawnych do realizacji świadczenia. Zadośćuczynienie bliskim powinni zapłacić terroryści, którzy zabili ich mężów i ojców. A ewentualne wątpliwości w tej sprawie niech rozstrzygnie sąd.

Dla prawników takie stanowisko to nóż w plecy. Od szacowanego na 69  mln zł pozwu trzeba wnieść do sądu 5 proc. opłaty. Takich pieniędzy rodziny po prostu nie mają. Na dodatek każdą z 69 spraw prowadzić należy indywidualnie, bo w tym przypadku nie można złożyć pozwu zbiorowego. A sama wygrana, jak i wysokość odszkodowań, jest niepewna. Pięć minut po spotkaniu w MON Nowakowski i Sławek za pośrednictwem telewizji zwrócili się do premiera, by wpłynął na zmianę decyzji MON. Czasu mają coraz mniej. Do 15 września muszą zawrzeć pierwsze ugody albo zdecydować się na procesy.

Stowarzyszenie wdów

Dorota dotarła do rodzin niemal wszystkich poległych. Stworzyła ich listę. Namówiła do składania wniosków o zadośćuczynienia. Zdecydowały się rodziny (rodzice, żony i/lub dzieci) 27 osób, bo pozostałe są zawodowo związane z wojskiem. Boją się. Zdaniem Doroty jedna z wdów, zatrudniona w jednostce, złożyła wniosek i nagle okazało się, że za rok jej stanowisko będzie likwidowane.

Ewa przestała się bać. Pozbyła się wyrzutów sumienia, że ułożyła sobie życie, że związała się z kimś innym. Kiedy razem z Dorotą zaczęły szukać innych wdów, okazało się, że większość z nich też ma już nowych partnerów. Niektóre, tak jak Dorota, mają z nimi dzieci. Sporo nie wytrzymało presji otoczenia i wyprowadziło się z wcześniejszych mieszkań. Czuły, że oczekiwanie społeczne było takie, żeby do końca życia chodziły w czerni, z nikim się nie spotykały i każdego sylwestra spędzały na grobie męża. A w ich przypadku do końca życia to strasznie długo, bo niektóre zostawały wdowami mając 22 lata.

Złość, którą Dorota poczuła w poczekalni u psychologa, kiedy walczyła o normalne życie dla swojego dziecka, daje jej teraz, jak mówi, takiego kopa, że nawet jak MON nie pójdzie na ugodę, to o uległych wdowach może już zapomnieć. Mają zamiar założyć stowarzyszenie. Zacząć mówić o tym, co przeżyły, jak były traktowane. A ta prawda może być dla wojska bardziej kosztowna niż zadośćuczynienia, o które walczą.

Na prośbę wdów imiona mężów, dzieci i ich samych zostały zmienione.

Cywil kontra MON

Andrzej Michałowski, adwokat specjalizujący się m.in. w sprawach o zadośćuczynienie:

W sprawie śmierci żołnierzy prowadzono postępowania karne i umorzono je, wskazując jako przyczyny śmierci działania terrorystów. To urzędowe ustalenie może wpływać na brak odpowiedzialności ministra obrony narodowej w postępowaniu cywilnym. Jednak zasłanianie się odpowiedzialnością terrorystów – niemożliwą do praktycznego zrealizowania – może wywołać zarzut, że MON nadużywa prawa. Rodziny mogą także próbować wykorzystywać argumenty ze sposobu organizacji misji i niedostatecznego wyposażenia żołnierzy. To może prowadzić do przyjęcia odpowiedzialności MON. Wówczas na nic nie przydadzą się twierdzenia, że MON już zapłacił i pomógł tyle, ile wynika z przepisów. Nie można bowiem zaliczać innych świadczeń na poczet zadośćuczynienia cywilnego.

W nieco trudniejszej sytuacji są rodziny tych poległych, którzy zginęli przed sierpniem 2008 r., czyli przed zmianą kodeksu cywilnego. Wcześniej dla uzyskania zadośćuczynienia konieczne było jeszcze wykazanie naruszenia dóbr osobistych. Niektórzy prawnicy twierdzą nawet, że za zdarzenia sprzed tej zmiany nie można domagać się zadośćuczynienia. Ten ostatni pogląd jest zbyt kategoryczny.

Polityka 38.2011 (2825) z dnia 14.09.2011; Kraj; s. 26
Oryginalny tytuł tekstu: "Wdowi grosz"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Ile mamy płci?

Rozmowa z dr n. med. Aleksandrą Jodko-Modlińską, psychologiem i seksuologiem, o nieoczywistej tożsamości płciowej.

Paweł Walewski
08.06.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną