Pęknięcie w Ruchu Palikota

Darcie kotów
Plan Janusza Palikota był prosty: zebrać odrzuconych antyklerykałów, emerytów, gejów i palaczy trawy – i szeroką ławą ruszyć po kolejne zwycięstwo. Sklejony z politycznego planktonu organizm już trzeszczy w szwach.
Jeśli Ruch Palikota podzieli się na wiele różnych ruchów, może to oznaczać bezruch każdego z nich.
Wojciech Olkuśnik/Agencja Gazeta

Jeśli Ruch Palikota podzieli się na wiele różnych ruchów, może to oznaczać bezruch każdego z nich.

Tomasz Obara, który nadal uważa się za charyzmatycznego przywódcę Wolnych Konopi, zapowiada, że rozpoczął już tworzenie wielkiej partii, niezależnej od RP.
Adam Kozak/Agencja Gazeta

Tomasz Obara, który nadal uważa się za charyzmatycznego przywódcę Wolnych Konopi, zapowiada, że rozpoczął już tworzenie wielkiej partii, niezależnej od RP.

Jędrzej Sadowski, jeden z założycieli Wolnych Konopi, uważał, że siłą inicjatywy jest jej apolityczność, a celem nadrzędnym wymierzanie klapsów politykom.
Krzysztof Kuczyk/Forum

Jędrzej Sadowski, jeden z założycieli Wolnych Konopi, uważał, że siłą inicjatywy jest jej apolityczność, a celem nadrzędnym wymierzanie klapsów politykom.

Jakub Gajewski pertraktował w imieniu Wolnych Konopi przystąpienie do koalicji z Ruchem Palikota.
PIOTR WYGODA/EAST NEWS

Jakub Gajewski pertraktował w imieniu Wolnych Konopi przystąpienie do koalicji z Ruchem Palikota.

Tomasz Szypuła z Kampanii Przeciw Homofobii twierdzi, że nie planuje żadnej koalicji z Ruchem Palikota.
Jan Zamoyski/Agencja Gazeta

Tomasz Szypuła z Kampanii Przeciw Homofobii twierdzi, że nie planuje żadnej koalicji z Ruchem Palikota.

Racja po raz pierwszy wprowadziła do parlamentu swojego posła - Jana Cedzyńskiego.
Jarosław Kubalski/Agencja Gazeta

Racja po raz pierwszy wprowadziła do parlamentu swojego posła - Jana Cedzyńskiego.

Tomasz Obara sprawę koalicji postawił jasno. Będzie milion złotych na Wolne Konopie, to będzie poparcie dla Ruchu Palikota. – Sprawdzałem tylko, czy stać go na współpracę z nami – tłumaczy dziś Obara, koordynator Inicjatywy Wolne Konopie. Palikot się jednak nie zgodził na zapłacenie tej dużej kwoty nawet w dwóch ratach. Wtedy Obara zrozumiał, że ważniejsza jest sprawa, i zmiękł. „Jak pana nie stać na bańkę, to zapalmy chociaż jointa na znak dobrej współpracy”.

Też odmówił, ale porozumienie o dobrej współpracy podpisał. Ruch deklarował w nim poparcie dla legalizacji marihuany i miejsca na listach dla 22 kandydatów Wolnych Konopi. Obiecał po zwycięstwie wypowiedzieć umowy międzynarodowe, które zobowiązują Polskę do przeciwdziałania narkomanii. (Deklaracja ta nic nie kosztowała, bo nikt wtedy nie wierzył w jakikolwiek mandat poselski. Ważniejsze było zdobycie poparcia nowego, liczącego się środowiska). Ponadto zapewniał wsparcie materialne – druk ulotek, plakatów, sprzęt nagłaśniający wykorzystywany w marszach Wolnych Konopi. – I nas to zadowalało – mówi Jakub Gajewski, który w imieniu Wolnych Konopi pertraktował przystąpienie do koalicji.

Oferta współpracy przyszła już w kwietniu, gdy Janusz Palikot jako pierwszy dostrzegł w palaczach trawy swych potencjalnych wyborców. Gajewski mówi, że do tej pory nikt nie traktował serio ruchu ludzi mających kontakt z konopiami; a według badań takich osób mogą być nawet 3 mln. – Palikot nie ukrywał, że chodziło mu o zrobienie interesu – mówi 29-letni Jakub Gajewski, z zawodu architekt krajobrazu, który od 13 lat pali codziennie i zupełnie, jak twierdzi, mu to nie szkodzi. – Chciał się przed wyborami pokazać w naszym towarzystwie.

Już miesiąc później miał okazję stanąć na placu Bankowym w Warszawie przed 12-tys. tłumem uczestników Marszu Wyzwolenia Konopi. Nic nie musiał mówić, bo od słów ważniejsze były gesty. Gdy ktoś podał mu pierwszego w życiu skręta, lider Ruchu zaciągnął się nim głęboko, a tłum wiwatował na jego cześć.

Ale wówczas między skrajną lewicą a skrajną prawicą zaczęła się walka o trawiasty elektorat. Nieoczekiwanie Janusz Korwin-Mikke, lider Nowej Prawicy, też dostrzegł te 3 mln potencjalnych głosów, po które nikt z polityków nie chciał się dotąd schylić. On również zaproponował działaczom Wolnych Konopi miejsca na swoich listach.

– Uznaliśmy, że nasza inicjatywa jest ponadpartyjna, i podpisaliśmy porozumienie także z Korwin-Mikkem – tłumaczy Gajewski, dodając, że Wolne Konopie wystawiły prawicowych kandydatów w Szczecinie, Krakowie i na Podhalu.

Wtedy doszło w Konopiach do pierwszych tarć i pęknięć, które podzieliły ruch na dwie części. Jeden z założycieli, Jędrzej Sadowski, uważał, że siłą inicjatywy jest jej apolityczność, a celem nadrzędnym wymierzanie klapsów politykom. „Ciężko będzie teraz przekonywać do naszych racji, bo temat się już kojarzył z oszołomstwem symbolizowanym przez Palikota” – tłumaczył Sadowski czytelnikom „Krytyki Politycznej”.

Z konopiami czy bez?

Tuż przed wyborami część działaczy Wolnych Konopi ogłosiła, że nie ma żadnej koalicji z Palikotem, bo ten ich oszukał. Sadowski udowadniał, że zaproponowane przez posła z Lublina zmiany w ustawie antynarkotykowej to pic i bubel prawny.

Konflikt trochę wygasł po wyborach, gdy okazało się, że WK wprowadziły do Sejmu dwóch posłów. Aktywiści legalizacji marihuany zaczęli szkolić posłów na tematy związane z polityką narkotykową. – W zamian Ruch ma już w styczniu złożyć w Sejmie gotową ustawę legalizującą marihuanę – mówi Gajewski.

Nie wiadomo tylko, czy działacze spod znaku liścia konopi pozostaną potem w koalicji z Palikotem. Kierowanie tłumem bez żadnych struktur przypomina zawracanie kijem Wisły. Tomasz Obara, który nadal uważa się za charyzmatycznego przywódcę WK, zapowiada, że rozpoczął już tworzenie wielkiej partii, niezależnej od RP. Ten 33-letni bezrobotny, bez zasiłku i bez zawodu, stał się medialną gwiazdą na początku roku, gdy 7 stycznia poszedł do marszałka Sejmu Grzegorza Schetyny z plackiem nafaszerowanym haszyszem. Zanim dotarł do gabinetu marszałka, został zatrzymany i aresztowany. Potem trafił na przymusowe leczenie, ale ze szpitala uciekł do Szwajcarii. W międzyczasie prowadził negocjacje koalicyjne. W końcu zrzekł się polskiego obywatelstwa i poprosił Szwajcarów o azyl polityczny.

„Nie mogę dłużej utożsamiać się z państwem, które prześladuje mnie, swojego obywatela, z powodu leczenia się medyczną marihuaną” – napisał w liście do prezydenta. – Od teraz walkę o nasze prawa będę już prowadził nie jako Polak, ale Europejczyk – mówi Obara, który jeszcze nie przesądził, czy nowa partia będzie współpracować z Ruchem Palikota.

– Jeśli wywiąże się z obietnicy i da nam te 30 tys. zł miesięcznie na utrzymanie warszawskiego biura Wolnych Konopi, to możemy iść razem – mówi Obara, którego denerwuje, że lider nie dotrzymuje obietnic. – Obiecał płacić po zwycięskich wyborach, ale na razie się ociąga.

Po pierwsze antyklerykalizm

Dla partii Racja Janusz Palikot był tylko kolejnym wehikułem, którym może dowieźć działaczy do parlamentu. Założona w 2002 r. przez byłego księdza Romana Kotlińskiego opierała się przez lata na jego tygodniku „Fakty i Mity”. Przez dziewięć lat Racja próbowała bezskutecznie wślizgnąć się do parlamentu. Sama nie była w stanie się zarejestrować. W 2005 r. bezskutecznie próbowała w sojuszu z Polską Partią Pracy. Dwa lata później z takim samym skutkiem z Lewicą i Demokratami. Dopiero przewodnicząca Teresa Jakubowska wyczuła koniunkturę. Na początku roku wysłała do Palikota esemesa z ofertą współpracy. – Oddzwonił dopiero po kilku miesiącach – wspomina. – Dla nas najbardziej istotny był antyklerykalizm, choć widziałam, że on nie zdaje sobie sprawy, jak groźną rolę odgrywa Kościół w Polsce.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną